To juz drugie podejscie, bo po napisaniu pierwszego wpisu padl Firefox. Coz.
Wreczalam wczoraj nagrody w takim lokalnym konkursie produktow finansowych (lokalnym czeskim). Pan Vadimir Cech (dopowiednik Huberta Urbanskiego) nawet dosyc poprawnie wymowil moje nazwisko a mnie udalo sie nie wywalic na lakierowanych schodach w drodze do i z podium. Tak sie balam, ze rune, ze nie pamietam nic poza tym, ze sie usmiechalam jak sloneczko jak juz tam wlazlam. Ubranie odpowiadalo standardom ma sali. Czyli impreze moza zaliczyc do udanych.
Pan Boski nie mogl isc ze mna, za kare jego ubezpieczalnia nic nie dostala, o!
Wlasnie dzwonili, ze moje okulary czekaja na odbior. Szkoda, szkoda, ze nie dzien wczesniej… moglam byc troche piekniejszym okularnikiem:)