A jutro do pracy. Jejda jak mi sie strasznie nie chce! Jakis opor materii sie wlaczyl. Czlowieka, ktory przyjdzie na moje miejsce poszukujemy juz od kilku miesiecy. Za tydzien- dwa wyjdzie slepe ogloszenie (zeby u mnie nie bylo paniki) i wejdziemy w nowy etap poszukiwan.
Za miesiac mam nadzieje powiem ludziom, ze odchodze.
Poczatkowo myslalam, ze bede jeszcze pracowac z Warszawy, ale nie chce mi sie, tak BARDZO BARDZO nie chce.
Za oknem sliczna pogoda. W duszy nijaka. Duzo strachow, malo pewnosci, ze bedzie mniej.