PRIORYTETY, DYLEMATY, ZYCIE

Gdybym miala napisac co chcialabym w chwili obecnej najbardziej na swiecie nie wahala bym ani chwili. Wiem. DZIECKO.

Niestety zaczynam sie zastanawiac czy nie nadchodzi czas, zebym sie zaczela godzic z tym, ze akurat to marzenie nie koniecznie uda mi sie zrealizowac.

Jak sie to stalo? Duza role gral przypadek, troche pecha, wygoda.

O dziecko zaczelismy sie nieomal dokladnie wtedy kiedy skonczylam 30 lat. Ja wiem czy pozno? W dzisiejszych czasach niewiele ludzi po studiach ma dzieci wczesniej. Trzeba miec partnera i co do geby, niestety na rodzicow nie mielismy co liczyc a postawienie sie na wlasnych nogach chwile zabralo.

No nic, troche sie staralismy, troche podrozowalismy i nie martwilo nas, ze jakos nie chce przyjsc. Jak pierwszy raz poszlismy w tej sprawie do lekarza (mialam 32 lata) to ten zrobil bu bu bu i 10 miesiecy pozniej urodzila sie Gosia. 

Dwa lata pozniej zaczelismy starania o drugie dziecko. Udalo sie za drugim razem. No super! Niestety 11 tygodni pozniej ciaza przestala sie rozwijac. Szpital, smutek, znane sprawy. 

Rok pozniej bylismy juz u specjalisty i chwile potem znowu sie udalo bez problemu. I znowu pech. 10 tydzien, USG na ktorym serduszko juz nie bilo, szpital badania. 

To byl powaznie wielki pech. Badania nie wykazaly abysmy mieli jakiekolwiek problemy genetyczne, immunologiczne. Po prostu jakis blad w dzieleniu tego konkretnego jajeczka. Prawdopodobienstwo  powtorki nizsze niz 1% a pierwotnie to nawet nizsze niz 0,5%!

Kolejne badania wykazuja, ze ja mam prawdopodobnie po prostu malo jajeczek i jesli ma sie udac to musi sie udac szybko, bo potem moze nie byc z czego tych dzieci robic.

W listopadzie znowu chwila radosci, dwie kreski, ktore niestety niedlugo znikaja, ciaza biochemiczna.

W grudniu proba IVF (in vitro). Nieudana, bo na mnie absolutnie nie dzialaja hormony ktore do mnie wlewano w szalonych ilosciach. Jak moj organizm sam chce to jajko wyprodukuje, ale nikt go przeciez nie bedzie zmuszal, prawda (cala ja… niestety w tym wypadku).

To wszystko wywoluje u mnie jakies dziwne efekty uboczne. Po pierwsze ogolne zalamanie, szok, ale to juz mam chyba za soba. Po drugie widze, ze caly moj organizm pracuje teraz jakos inaczej. 

I jestem jak Achilles na rozstajach. Z jednej strony wiem, ze jesli nie teraz to nigdy a zdrugiej nie jestem pewna czy chce znowu tloczyc do siebie te wszystkie hormony, zyc w nieustannym strachu czy wyjdzie czy nie wyjdzie czy to nie przyniesie odwrotnego efektu i nie uspi mojego organizmu calkowicie (bo czuje, ze IVF przyzabilo moje i tak juz zdechlawe jajniki).

A moze jednak powinnam powiedziec sobie OK, mam jedno zdrowe, najpiekniejsze i najmadrzejsze na swiecie dziecko wiec jestem duzo szczesliwsza niz bardzo duzo ludzi na swiecie. Tylko czy juz czas?

Poddawac sie nie jest slowem, ktore lubie uzywac w swoim kontekscie, ale moze warto juz teraz zastanowic sie czy nie  przestac i skupic sie na czyms innym. Olac, powiedziec sobie mam to w dupie, wysiadam.

Nie byloby to pierwsze marzenie, ktorego nie udalo mi sie zrealizowac a jakos przezylam, choc moze kaliber rzeczywiscie troszke inny. 

A moze to test ktory musze przejsc?

Mysle tylko o tym, gadac bym mogla tez o tym, tylko nie chce zameczac otoczenia, wiec pisze.

Dla siebie i moze dla kogos, kto tez tam siedzi i mysli sobie: kurwa, dlaczego znowu ja mam pod gorke w sprawach, ktore dla wiekszosci sa oczywiste….

Advertisement

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s