SWIETA I DUPA

Chcialam wymyslec jakis bardziej wyszukany tytul, ale ten jednak najlepiej podkresla tresc. Co znowu? Konczymy trwajacy wiele miesiecy projekt. Zaczal sie jeszcze przed moim przyjsciem do firmy. A dzisiaj najglowniejszy szef wymyslil co? Ze gadal z jakimis 3 ludzmi I na podstawie tych rozmow chce pare zmian. Pare zmian to w zasadzie nowy produkt.ktory my mamy wyspecyfikowac a IT naprogramowac. Szef rozwazal samobojstwo, ja zabojstwo a potem wpadlam na pomysl. Ostatnim razem chcial wywalic szefow Produktu I IT, ze niby nie potrafia wspolpracowac. Chce wspolpracy? Bedzie ja mial! W poniedzialek przedstawi nam (IT + Produkt) swoje pomysly a my (razem) powiemy, ze sa super (bo zle nie sa, tyleze to jest zupelnie inny produkt a nie modyfikacja). I ze my bardzo chetnie, ale za 3 miesiace najszybciej I za cene odsuniecia innych produktow (to jest w miare realny czas realizacji “drobnych zmian”).
Szef szefow sie wscieknie – a my bedziemy jak stado aniolow – wespol wzespol – dokladnie tak jak chcial przed miesiacem.

Wiec dlaczego ta dupa? Bo nie znosze polityki. Duzo sily mnie kosztuje takie team building cwiczenie – postawic na nogi 2 dzialy zeby dzialaly wspolnie. Czemu to konieczne? Bo IT nie jest w stanie podac realnych terminow a potem wszystko jest nasza wina – bo to my jestesmy odpowiedzialni za produkt.Zabawne jest to, ze wielki szef na 99% nie jest przygotowany na wspolna, jednoznaczna odpowiedz. Bedzie probowal “motywowac” jednostki. Ha! Podcenia sile wspolnego celu. A tym jest – w koncu oddac do uzytku produkt po miesiacach projektowania, programowania, testow, drobnych zmian. Najzabawniej jest pokonac kogos jego wlasna bronia.trzymam kciuki I czekam na nowe bezwietrze.

ALLELUJA, JEST SPRAWIEDLIWOSC NA TYM SWIECIE!

Pracowalam kiedys z gosciem, ktory byl personifikacyja slowa: wymowka, plotka i profesjonalna nieudolnosc. Mnie sama oczarowal jakimis dyplomami za drobnosci, pewnoscia siebie i kulturalnym zachowaniem.

Bardzo szybko zaczelam goraco zalowac, ze go poznalam.

Jego praca a raczej nieudacznosc odbija sie na jednym z moich projektow (pamietacie jak pod koniec roku 2007 spalam w pracy? to dzieki temu ciulowi). Nie zdarzylam go wyrzucic dyscypolinarnie, odszedl po pierwszym pisemnym upomnieniu.

Rozstawal sie ze mna nieomal we lzach, jaka to jestem swietna szefowa a on chujem zgietym, ze tak strasznie spapral prace. Poplakal sie debil. Po odejsciu plotkowal o mnie bardzo intensywnie i klamliwie.

Ok.

Nie szukalam jego, ani zemsty. Po prostu staralam sie go nie spotykac.

Ostatnio zostal szefem widomosci w jednej lokalnej telewizji (towarzystwo wzajemnej adoracji miedzy nami homoseksualistami). W funkcji wytrzymal 3 tygodnie (slownie: trzy) a potem go wywalili za nieprofesjonalnosc i nieumiejetnosc kierowania teamem.

Cieszyc sie z cudzego nieszczescia – to zla cecha. Ja sie nie ciesze z jego nieszczescia – ja sie ciesze z triumfu sprawiedliwosci. Niedouk, kurdupel jeden pana wydawce zgrywal. Spieprzaj dziadu!

MISTRZOWIE ZAMIESZANIA

Zaraz musze isc na spotkanie, ale to smieszne wiec jeszcze napisze.

O 7;15 rano Boski wyszedl na taksowke, ktora miala go odwiezc na samolot w kierunku Bratyslawa–> Praga–> Kijow

o 7: 20 Boski wstrzelil do mieszkania w poszukiwaniu paszportu. Ktorego nie znalazl, ja rowniez nie. Ustalilismy, ze jest w Pradze

O 7:25 Boski wsiadl do auta i pomknal do Pragi w celu zlapania przesiadki o 11:25

Dzwonilam o 10:35 juz byl w taksowce na lotnisko z paszportem w zebach (mieszkamy po drugiej stronie miasta), przepakowany tak, ze ma tylko bagaz podreczny, zeby skrocic czas odprawy.

Teraz sie nie odzywa wiec prawdopodobnie walczy na lotnisku albo juz jest w samolocie.

Siostrunia sie pytala jak mozemy przezyc takie sytuacje i dlaczego sie nie pozabijamy?

hmm, my sie zabijamy w kwestii nieposkladanego koscyka, zgodne rozbrojenie bomby atomowej, ewentualnie zlapania za koleczka samolotu w Santiago de Chile nie sprawia nam klopotu.

Pisze: siedze w samolocie, wsiadlem na last call.

 

 

 

ZJADLY MNIE KOMARY

Nie moge spac, bo mnie zjadly komary. Konkretniej lewa piete mnie zjadly, lewe kolano i prawe kolano z prawej strony mnie zjadly, i boczek tylny prawy i jeszcze lokiec. bardzo. mam czerwone placki i nie moge sie przestac drapac.

Boski – zamknijmy proszze okna, bo komary! Jakie komary, kobieto? tu nie ma komarow! Jego jeszcze nie ugryzly – za to mnie ze zdwojona sila! Ja sie im nie dziwie, co bedza plebs jadly jak moga niebieska krew, nie? 🙂

Jeszcze w Blavie, bo sie okazalo, ze costam mam zalatwic u slowackich kolegow. Wiec czekam. Bosciunio rano leci na Ukraine a ja o 16 odjedzam do Pragi. Tak to to, tak to to, tak to to, tak to tak!…

___________________________

Wiadomosc z ostatniej chwili: paszport Boskiego jest w Pradze… wiedz wlasnie wyjechal do Pragi, zeby dotrzec do domu, wziac paszport a potem jechac na 11:20 na lotnisko. No… Boski jest czlowiekiem wielkiej wiary. Mam nadzieje, ze dojedzie bezpiecznie.

PSYCHOPATA I OSIOL

Sobota, ktora z jakichs powodow musimy spedzic w domu oznacza problemy. Scenariusz jest zazwyczaj bardzo podobny. Piatek przeleci, w sobote w ciagu dnia Boski jezdzi na rowerze, albo jakies inne zajecia w podgrupach a zupelnym wieczorem zaczyna bardzo dosadnie tlumaczyc mi, ze jestem patologicznym leniem i balaganiazem.

Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamien! Boski nie powinien go rzucac, bo koty kurzu w Bratyslawie, gdzie jestem, juz niedlugo zaczna mialczec a w wannie zaczna rosnac bananowce (bo on uzywa prysznic a tam tylko cos plucze itp, wiec po co ma ja myc).

No wiec piluje to moje balagarniarstwo patologiczne, nieustannie mnie przekrzykuje i gada jak to bedzie musial byc twardszy, bo sama w Pradze rozpuscilam sie jak dziadowski bicz. Przychodzi pora opuszczenia duzego pokoju. Boski zaczyna sprawdzac czy aby poskladalam kocyki tak jak to sobie wyobraza – jesli nie kaze mi je skladac po raz drugi czy trzeci. Niestety ja po pierwszym razie trace cierpliwosc. W gorszym wypadku przynosi windeks i zaczyna wycierac to co “rozlalam i nabrudzilam” wokol miejsca gdzie siedzialam (konkretnie leze od 2 dni bo jestem chora) co jest kolejnym dowodem na moja niechlujnosc.

Jesli przezyje do tego momentu potem idziemy spac i zaczyna sie dziubanie i przedrzeznianie jaka jestem straszna, okropna, najgorsza (uroczyscie oswiadczam, ze rzeczywiscie jestem leniwym balaganiarzem, ale to wie kazdy kto mnie zna od noworodka, widzialy galy co braly).

Jak juz mnie dziubie 5 minut a ja coraz bardziej rozjuszona krzycze na niego, ze ma mnie zostawic w spokoju, bo nieznosze jak mnie dziubie, a on mnie dziubie dalej, zaczynam go ostrzegac, ze cos mu zrobie a nie chce zeby sie obrazil.

Wiec on mnie dziubie, a ja go zwykle na koncu walne i nastaje cicho.

Oto zastosowalam w stosunku do Boskiego przemoc domowa. Zaczyna sie niedziela fochow.

Wiem, ze gdybym poskladala te kocyki i ksiazki dala na swoje miejsce, tak… ale ja tam nastepnego dnia bede lezec znowu, bo jestem chora….jestem oslem, ktory nieznosi jak ktos mu mowi co ma robic. Jak sie okazuje oslem, ktory stosuje przemoc domowa. A na dzisiejszy dzien czeka jak na wyrok, bedzie mnie meczyl cisza.

KYTICE a LILIJE

Wieczorem ogladalismy z Boskim czeski firm z 2000 roku, ktory sie nazywa Kytice. Bardzo dziwny film bo jest to ekranizacja 7 poematow Karla Jaromira Erbena. To jakby ktos zrobil film w ktorym jedynymi wypowiedzianymi slowami bylyby te zaczerpniete ze Switezianki i dalszych ballad Mickiewicza czy innego.

Jak przystalo na rowiesnika Mickiewicza i tutaj trup sciele sie gesto: Wodnik zabija dziecko, bo jego zona nie chce wrocic od matki ze swiata zywych: w innym matke niasa na mary a 3 corki oplakuja jej grob, albo siostra zabija druga zeby wyjsc za maz za jej bogatego kochanka (i odcina jej nogi, rece i wydlubuje oczy)… Masakra krotko mowiac. Ale bardzo ladne.

Chyba w tym czasie mysli wszystkich krazyly wokol tych samych tematow. Poczytalam Boskiemu Lilije, zeby wiedzial, ze swiat jakis podobny wszedzie byl w tym romantyzmie…

 

Ha ha! zsiniale usta,

Oczy przewraca w slup,

Drzaca, zbladla jak chusta

Ha! maz, ha! trup!

 

Boskiemu  Mickiewicz aie podobal, ale mowil, ze nie rozumie wszystkich slow.

No to mu przeczytalam “Lokomotywe” Tuwima. Ta spotkala sie z calkowitym zrozumieniem. Onomatopeje przemawiaja do kazdego a Lokomotywa to mistrzostwo swiata 🙂 Pamietasz?


LOKOMOTYWA

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa –
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym – same tuczone świnie,
W dziesiątym – kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną – taki to ciężar!

Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Para – buch!
Koła – w ruch!

Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…

/Julian Tuwim/

NACH BLAVA

Pozyczylam kase na bilet od Szefa i jade nach Blava. Jutro bede pracowac a potem 2 dni slowackiego obijania.

Boski DHL przyslal leki i karte do drzwi wejsciowych do budynku w ktorym mieszkamy, ale kasy mu nie pozwolili wlozyc do koperty. No coz.

W pracy spokoj. Samej pracy masa, ale bez polityki wiec az milo pracowac.

Na dworze znowu zimno. W tym roku chyba nie medzie lata?

ZASTRZELE BOSKIEGO Z LUKU

Niefrasobliwy Boski odwiozl do Bratyslawy moja portmonetke a w niej: karty platnicze, bilet miesieczny, pieniadze, karte wejsciowa do budynku w ktorym mieszkamy. Odwiozl rowniez leki, ktore poiwinnam systematycznie jesc.

Jak ja go w takich momentach niecierpie.

MINI WAKACJE

Bylo cudnie. Absolutnie, zupelnie calkiem zapomnialam o pracy. Pochlonieta dysputami z Krolikowskim zapomnialam o wszystkim co w Pradze. Krolikowska wybrala przesliczny hotelik w Szklareskiej Porebie Villa Romantika. Namowila nas na jakies szalone pakiety wellness co spowodowalo, ze nasi super mescy panowie (I my, ale to juz pestka) oddali sie masazom I kapielom leczniczy. Jedzenie bylo tak dobre, ze zaczelam sie wstydzic za to jak gotuje. Takie zwykle rzeczy: cwikla, salatka z mlodej kapusty, pomidorowa, mode ziemniaki. Absolutne niebo w gebie! I to nie tylko u nas w hotelu. Jadlam tez pomidorowke, zurek I kwasnice (czytaj kapusniak) na miescie I byly rewelacyjne. Niech kazdy gada co chce, nie da sie porownac czeskiego jedzenia z polskim – polskie jest bezkonkurencyjne!// ale zyby nie bylo tylko achow I ochow. Krolikowski, delikatnie mowiac, nie jest fanatykiem Polski. Nasze dyskusje nie mialy konca. Przekonywalam sie, wsciekalam, tlumaczylam – ale ciezko dyskutowac z czlowiekiem tak oczytanym I madrym jak Krolikowski, a do tego o ugruntowanych pogladach. Doskonale sobie uswiadamiam, ze troche mnie draznil dla przekory 🙂 Smutne jest to, ze w czasie tych dyskusji uswiadomilam sobie, ze sie tak troche za Polske wstydze. Za te drogi rozbite, burdel I syf w obejsciach I oplaty za najmniejsza bzdure. Czechy nie sa krajem idealnym, ale generalnie widac, ze ludzie dbaja o swoja okolice. Lubie Polakow za to ze sa mili, w sklepach nie czuje sie jak intruz a potoczny polski jest niebo bogatszym jezykiem niz czeski. W Polsce nie rozumiem zaniedbania.Nie wiem dlaczego w miescie, ktore zyje z turysyki standardem moze byc syf I malaria. Rozwalone drogi, porozrzucane reklamowki I jakies worki z piaskiem ni z gruszki ni z pietruszki (nie, nie ma I nie bylo tam powodzi). A poza miasteczkami bieda czasem taka, ze az piszczy. Jak to mozliwe w tak pieknym miejscu?, gdzie jak mowia mieszkancy JEST PRACA! (pytalam sie kosmetyczki, mowila ze w hotelach I restauracjach jest fura miejsc). Polska to kraj nieustanie marnowanych mozliwosci. Mam wielka nadzieje, ze kiedys sie to zmieni I bede mogla z duma przywiezc na przyklad tesciow do Bytomia, tak jak moglam do Wroclawia, ktrory powinien byc dla innych miast przykladem zarzadzania. Wiec I w Polsce sie da.