Boskiemu sie poprawilo i jest ok. Alleluja:)
Author: agradabla
BARANY
Pan Boski chyba wlasnie odjechal do Bratyslwy. A dlaczego? bo nie wytarlam PORZADNIE blatu kuchennego, ktory chwile wczesniej wytarlam niedostatecznie porzadnie. Powod jest pewnie glebszy. Ja moglam wytrzec blat porzadnie, albo choc poprawic jak powiedzial, ze to jest warunek wyjazdu po zakupy kuchenne. Wytarlam go byle jak bo nienawidze jak ktos mi stawia ultimatum. On moglby nie uzalezniac wyjazdu od poskladania kocyka w kostke i doprowadzenie blatu do blysku. Oboje jestesmy uparci jak barany.
Po niewytarciu nastepowal wyklad o tym jaka jestem niezrownowazona psychicznie i moja rada, ze u siebie w Blavie moze poswiecic sie doprowadzaniu kazdej rzeczy do blysku. Wiec mam go nie wyrzucac. Dobrze, ale nie ma mnie cwiczyc. Ale ja nie jestem normalna… wiec nie bede tego sluchac.
Wiec polazl gdzies, na pytanie czy juz do Blavy nie odpowiedzial wiec nie wiem. Chyba do Blavy.
A ja tradycyjnie bede uchodzic za leniwa swinie. Mam to w dupie.
___________
ta,… pojechal do Blavy. Ciekawa jestem jak dlugo mnie bedzie karal za to, ze go wyrzucilam? Fuj, mam nadzieje, ze ma tylko chwilowe zawachanie humoru bo jesli nie to powinnam sie szybko przeprowadzic gdzies daleko daleko.
ZAZDROSNICY?
Hmm zastanawialam sie nad pytaniem Fanaberii czy my z Boskim ze soba nie rywalizujemy?
No. Mysle, ze ja z Boskim nie rywalizuje. Lubie jak potrafi cos robic lepiej ode mnie bo wiem, ze lubi jak sie go chwali. Z drugiej strony wiem, ze sa takie rzeczy na ktorych ja sie znam a on nie (napr. internet) i tez nie ma sensu rywalizowac, bo nie ma z kim.
Z drugiej strony rzeczywiscie czasem mam wrazenie, ze on lubi rywalizwac ze mna. najgorsza sprawa to kwestie sporne.
Na przyklad angielski. On pisze pieknie, bez bledow, gramatycznie, chodzil tam do szkoly. Ja znam slang i jezyk jakim posluguja sie normalni ludzie, bo tam pracowalam. Czasem potrebuje, zeby mi Boski pomogl i poprawil cos co napisalam tak zeby bylo idealnie. W takich wypadkach zaczynaja sie schody, bo nalezy mi pokazac, ze A JEDNAK ten jego angielski jest lepszejszy. Nigdy nie twierdzilam, ze jest inaczej, ale jego drazni, ze napr filmy bardziej rozumiem ja, bo slang… a tu nadchodzi wielka okazja, zeby mi pokazac, ze jest Boski. Czego nie staram sie kwestionowac. czyli dzieje sie to w jego glowie.
Kolejna sprawa jest jazda samochodem. Jakos tak sie stalo, ze nie bardzo mialam okazje i ochote sie nauczyc. Boski jeszcze tak z dwa lata temu tez jezdzil jak potluczony a ja nie mialam tyle rozsadku, zeby tego od czasu do czasu nie zauwazyc. Wiec jak juz potrzebowalam, zeby mnie gdzies odwiozl to stawal sie z niego PAN KIEROWCA a ja debil mialam szkemrac o pomoc. Ale od czasu kiedy nauczyl sie jezdzic dobrze (60 tis km w ciagu ostatnich 2 lat robi swoje) zaczal sie zachowywac normalnie, bo juz wie, ze mialam racje. A teraz jest moim wiernym pilotem i cierpliwym nauczycielem.
Innymi slowy staram sie od razu byc bezkonkurencyjnie gorsza albo umiec cos na tyle dobrze, zeby nie bylo sensu rywalizowac.
Teraz ma mi poprawic prezentacje po czesku… nie ma cienia watpliwosci, ze zna go lepiej niz ja ale cos go w tym poprawianiu boli. Nie wiem co. Znajde, napisze. Houk
ZAKLINAM WEZA
Rano obudzil mnie nagly skok poziomu zlego humoru. Ofiara padl Boski. Zadzwonil w polowie wkladania leweo buta i jeszcze mial tysiac uwag.
Juz miesiac wie, ze nadchodzacy weekend mam zamiar spedzic na radosnej tworczosci – konkretnie na tworzeniu prezentacji do szkoly. On musi ja poprawic. Z tego powodu nie jedziemy na weekend odwiedzic rodzicow Boskiego. A on co? zaprosil Boskich Starszych na sobotnia kolacje i nocke u nas w Pradze.
Czyli, ze nie tylko bede musiala byc mila i nie przejmowac sie prezentacja ale nimi ale jeszcze bede musiala dokladnie wylizac mieszkanie. Swinia PLACATA.
Powiedzialam mu co o nim mysle, to sie obrazil i odlozyl telefon. Dlugo wracalam do rownowagi psychicznej, bo juz myslalam, ze mi sie humor posypie ze strachu na calego. Taka prezentacja jest raz do roku i chce ja zrobic dobrze a po pracy z przyczyn obiektywnych nie mam czasu. Po pracy to wlasnie weekend.
Myslalam, ze bedzie dzien placzu i zgrzytania zebami, ale udamo mi sie wygrac z natura (moja wlasna) i dzien jest fajny. Zaklinanie weza smutku. Tylko Boskiemu nie odbieram telefonu bo mi adrenalina skacze od razu. Houk.
AWANS
Mam taka panienke do pomocy. Mila, usluzna i sympatyczna. Chcialaby dostac podwyzke i awans. O podwyzce nie ma mowy, kryzys. A awans…. mam w teczce papiery na ktorych ze specjalisty awansuje ja na mojego juniora. Problem tym, ze ona w tej swojej checi i podkreslaniu jak to jest niedoceniana jest tak agresywna, ze przestaje miec ochote wyciagnac papier z teczki.
Zarabia malo, fakt, ale ciagle wiecej niz moja Siostra, ktora ma tak 200 razy bardziej odpowiedzialna prace. Zarabia malo, rzeczywiscie, ale panicznie boi sie nowych rzeczy i nieomal krzyczy jak ma robic cos co odbiega od standardu. Zarabia malo, w rzeczy samej, ale odpowiedzlanosci boi sie jak ognia.
Zanim tutaj przyszlam musiala gryzc noge z nudow. Teraz ma wiecej pracy, a i tak sie nudzi moim zdaniem. Ale tyle samo kasy. I ciagle mnie meczy, ze fakt, ze nie siedzi do nocy nie oznacza, ze ma tyle samo pracy. No nie. Ale ciagle jest to niebo mniej niz by mogla miec gdyby pracowala 8h dziennie. U nas we firmie jest tak, ze jak zrobisz swoje mozesc isc do domu. Jesli zalatwisz sprawe w 20 min, swietnie. Czas jest Twoj. Ale jesli ktos moze codziennie przychodzic o 9:20, jesc sniadanie, odpisywac na maile, gadac przez skype, jesc obiad i wychodzic o 16:50 to oznacza, ze MA OGROMNE REZERWY. A ja mam prawo chciec aby w ramach swojego czasu pracy pracowala wiecej. Pracowania po nocach nie wymagam od podwladnych, tylko od siebie, wiec nie w tym problem. Faktem jest, ze jesli pracy ktora trzeba wykonac jest fura i ja siedze jak debil a ona mi o 16:40 mowi, ze MUSI odejsc, a od poczatku roku juz 3 dni miala migreny, to mnie to denerwuje. Sa dwie mozliwosci, albo sie tej pracy nie zrobi, albo bede ja musiala zrobic ja. Zaden z wariantow mi sie nie podoba.
Chce jej dac awans, ale niech mi pozwoli oddychac i nie zmusza mnie tym powalajacym cierpieniem. Albo… niech wybierze inna droge. Wybor nalezy do niej.
RATUJCIE NASZ ZWIAZEK! ;)
Olaboga 🙂 Nic sie nie dzieje, no. Zakrzyczalam, bo smieje sie z Boskiej starszej. Ostatnio powiedziala Boskiemu, ze zamierza ze mna powaznie porozmawiac, bo nie chodze z nim w soboty na narty biegowe. Na szczescie podratowalam reputacje na nartach zjazdowych w sobote. My tu z Boskim staramy sie wybudowac jakis rozsadny kompromis miedzy moim domatorstwem i jego wszedobylstwem (piatek razem, pol soboty on na zimnie, niedziele razem) a tu mamusia nam pomaga. Dobrze, ze choc Boski sie z tego smieje a nie zacheca.
To apropos dyskusji o roznych miarach. Siostra Boskiego ma sie przeprowadzic ze Szwajcarii do Autsrii, za mezem. Dwa lata (ponad) mieszkaja osobno, bo kazde robi kariere, ale teraz on juz na stale w tej Austrii, wiec siostra sie zdecydowala.
W czwartek Siostra Boskiego miala operacje wyrostka, ze szpitala wychodzi jutro. Kto jej pomze z pakowaniem? Tadam tadam. Rodzice Boskiego pojada do Szwajcarii pakowac, bo jej maz Szwajcar nie moze odejsc z pracy (jest dyrektorem swojego oddzialu!!!). Oczywscie nikt z rodziny Boskich nie zauwaza, ze to jest jednak powalony pomysl, ze 30 latke pakuja rodzice. Nie no fajowo, ze sa tacy oddani, ale gdybym ja nie pojechala za Boskim w szpitalu, to by ekskomunike zalatwili w Rzymie, ale Szwajcar… no on ma bardzo wazne powody. Mnie tam trzeba oficialne upomnienie poslac, ze nienawidze biegowek a to takie nierodzinne, dla krzyzakow trzeba wiecej tolerancji wykazac.
Wlasnie powracam pociagiem z Blavy do Prahy. Jest tak pierunsko goraco, ze niedlugo sie ugotuje, ale to i tak lepszy wariant niz zimno.
JAK PIERWSZY RAZ NIE DOSTALAM W DUPE
za cudze przewinienia… przynajmniej na razie.
Jednego dnia zadzwonili do nas przedstawiciele jednej telwizji (nomen omen nasi sasiedzi w biurowcu), ze chca sie spotkac i wspolpracowac. Dobra. Spotkalismy sie i okazalo sie, ze ta TV to by chciala kupic reklame na jedej z moich uslug i wymienic bannery na jednej stronce (nie mojej). Moja usluga ma bardzo dobra i bardzo konkretna grupe docelowa i dlatego jest droga. A telewizja miala smiesznie malo kasy a chciala 2 tygodnie. I to jeszcze od jutra, bo jakos zapomnieli a wlasnie zaczynaja grac nowy serial. Byla to taka supermadra 25 -letnia "managerka".
Sprzedaz przestrzeni reklamowej nie lezy w moich obowiazkach, ale raz kozie smierc, razem z salesem przygotowalismy oferte, dalismy im 40% obnizke i wyszlo im, ze moga miec 1 dzien intensywnie albo tydzien tak srednio.
Ten barter byl dogadywany po innej linii. Pani z TV posylala kazdy mail na cala firme (konkretnie na tych kilka osob, ktore byly jej w jakis sposb przedstawione) i powoli zaczynalo to wszystkich wkurwiac. Kazdy ma swoja prace a klientow sa tysiace… zwlaszcza ze kasa ktora pani chciala u nas wydac byla smieszna. Ale ok, telewizja, sasiedzi, moze bedzie jakas wspolpraca fajnie.
W kolejnym mailu pani z telewizji napisala:ta 2 tygodniowa kampanie chcemy miec od dnia XX.
Odpisalam:zaoferowalismy Pani tygodniowa kampanie,uprzedzalam, ze nasza usluga jest droga i za te pieniadze nie da sie zrobic 2 tygodniowej kampanii. Szesc razy sprawdzalam: mail piekny jak zloto, logiczny, po czesku – nie przeczytala glupia pannica. Ona mowila, ze chce 2, wiec nie pomyslala, ze ja moge zaoferowac jeden. To telewizjia sie zastanowi…
Nastepnego dnia napisali: ze jesli ta cena jest za tydzien, to oni niestety nie moga sobie na to pozwolic i odstepuja od umowy i zostana tylko przy tym bartru.
Pomyslalam, ze teraz jak nic dostane w dupe. Niby jest jasne, ze pani nie potrafi czytac ale w zasadzie nie powinnam sie mieszac do sprzedarzy, bedzie moja wina.
A tu przyszedl mail z niespodzianka. Inna usluga napisala:
Mila Pani z Telewizji, wyrazajac chec spolpracy bralismy pod uwage laczona wspolprace nasza i usluga Agradabli. Wzielismy pod uwage zaistniale okolicznosci i doszlismy do wniosku, ze nie mozemy sobie na proponowana wspolprace pozwolic. Z wyrazami szacunku, Inna usluga.
Padlam na twarz. Pierwsz raz w zyciu nie oberwalam za to, ze ktos czegos nie zrobil…I bylam niezmiernie milo zaskoczona, ze ludzie w firmie mysla MY nie JA.
W koncu Telewizja zdecydowala sie wydac u nas o 50% wiecej kasy, wiec pieniazki w koncowym efekcie dostaniemy. Tyle, ze inna usluga rozmyslila sie na dobre. Ale to juz jest problem Milej Pani z Telewizji.
HOSSA/BESSA
Siedze sobie w pracy i pewnie jeszcze chwile posiedze (tak wiem, ktora jest godzina, ale chce to zrobic bo w piatek bede w Blave i dla odmiany bede sie opieprzac duzo wiecej), postanowilam zrobic sobie przerwe.
Kobieta w kryzysie pisala ostatnio o tym, ze hossy nigdy nikt nie zauwazyl a teraz wszyscy glosza, ze nadeszla bessa. Pozwole sobie zwiezle przedstawic moj punkt widzenia.
Mysle, ze hossa byla. Wedlug czego mozna to poznac?
– w poprzedniej firmie poszukiwalismy pracownikow, przede wszystkim do dzialu IT ale rowniez sekretarek, redaktorow ekonomicznych i ludzi do back officu. Bylo ciezko. Obejrzalam dziesiatki zyciorysow slabych jak lura, zeby na przyklad do IT nie wybrac nikogo. A jakie mieli wymagania fiu fiu…
– wszyscy moi znajomi (ze mna wlacznie) kupili sobie mieszkania. Dobrze, na hipoteke. Ale dostali te hipoteke i mieszkania sa nowe, a my moglismy sobie na nie pozwolic. Zgodze sie, ze pewnie kiedys bedziemy tworzyc jakas klase srednia, ale jednak. Mamy ladne mieszkania i jestesmy w stanie splacac hipoteki, pare lat po studiach.
– ceny mieszkan byly horendalne a jednak mieszkania znajdywaly nabywcow
– firmy nie wyrzucaly nawet na pierwszy rzut oka niepotrzebnych pracownikow… mogly sobie pozwolic na dzialanosc charytatywna
– panie w sklepach byly nieco bardziej niz teraz opryskliwe… klientow bylo duzo
Zgadzam sie, ze srodowisko w ktorym zyje jest troche nietypowe, bo wszyscy maja raczej poukladane w glowie, uniwerek itd. Z drugiej strony nikt z moich znajomych nie byl "bogaty z domu" a wiec dalo sie dorobic w ciagu tych kilku lat od studiow. Dalo sie – byly mozliwosci- hossa.
Teraz bedzie trudniej niestety.
Ide tworzyc moj czarodziejski raport 🙂
DZIDZIUS, AUSTRALIA i restauracja SPHINX
Dawno temu, jak jeszcze czesciej odwiedzalam Bytom a czasem nawet sluzbowo, najwiekszym bajerem bylo odwiedzenie restauracji Sphinx. Ja na moje owczesne mozliwosci byla stosunkowo droga (ale sluzbowo sie dalo), ale jadla dostawalo sie opor i bylo przepyszne.
Od jakiegos czasu mamy pare Sphinxow w Pradze. Serdecznie odradzam. Pepsi wydaja wylacznie bez babelkow (czytaj niezbyt zimna, lepka, bardzo slodka ciecz), zupe zwykle slona i zimna (2 na 3 proby) a przepyszna shoarm z kurczaka, ktora znam z Polski, w Pradze zamienila sie w jakies dziwnie wielkie, niezbyt opieczone i niespecjalnie smaczne kawalki miesa. A jak wczoraj Boski musial sie dopychac, bo sie nie najadl duza shoarma zrozumialam, ze zupelnie powaznie przedsiewziecie sie nie udalo. Nie dziwie sie, ze restauracja na Prikopech – jednym z najlepszych i najdrozszych miejsc w Czechac, pomimo dostepnych cen swieci pustkami. Drodzy moi, jedzenie nie jest dobre i tyle. Szkoda.
AW powila chlopczyka. Twierdzi, ze jest absolutnie najlepszym synkiem na swiecie. Hmm… trudno kwestionowac jej zdanie 🙂 Zycze obojgu duzo zdrowia i fajnego zycia. Mlody ma sympatycznych rodzicow, powinien sie miec dobrze, wiec sie nie martwie.
Moj Byly poslal Siostruni zdjecia swojego malego synka. Mnie dal co Cc:. Ale jednak. Usmialam sie. Kolejny fajny malusi chlopczyk. Tego Pana tez goraco witam na Swiecie.
Za 3 tygodnie czeka mnie prezentacja do szkoly, wiec staram sie cos wyproduktowac, coby miec co prezentowac. Wczorajszym rankiem poslalam Boskiego na narty a ja mialam robic cos do szkoly…. wypralam 2 pralki, posprzatalam lazienke, wyselekcionowalam zdjecia, ktore obiecalam przyniesc do pracy…, …, … 3 godziny pozniej nadal bylam na poczatku tej samej kartki. Za chwile ide sie wykapac z ksiazka a potem podejme kolejna probe. mam nadzieje, ze tym razem udana.
Wieczorem bylismy z Boskim na Australii z Nicole Kidman, Hughem Jackmanem itd… kule mniej wiecej po 1/3 bylismy z Boskim przekonani, ze to juz MUSI byc koniec. Mialam wrazenie, ze australijczycy postanowili w jednym filmie zawrzec: Przeminelo z wiatrem, Pozegnanie z Afryka i ze 3 krotsze telenowele. Nie moge powiedziec, ze film mi sie nie podobal, ale wykrzykne: za duzo, za dlugi, szkoda, ze nie darowali sobie paru uletow fantazji typu James Bond. Poza tym fajny, smieszny, przyjemny ale pupa plaska do teraz.
Ugotowalam Boskiemu 3 rozne obiady, bo chcial ca caly tydzien. Odwiozl w menaszkach. Nigdy bym nie pomyslala, ze ktos moze padac na twarz jedzac moje wytwory :))
OFERTA PRACY
Wlasnie dostalam oferte pracy. Kto wie co robie ten sie usmieje:)
KIEROWNIK DO SPRAW TECHOLOGII PIEKARSKIEJ.
Ktos dobrze przeczytal moj zyciorys:)
A.