SLUB BYL/ROCZNICA/CZESKIE PRAWO JAZDY

Slub i wesele odbylo sie w sobote wczesnym popoludniem. Panna Mloda sunela w przepieknej, zdobionej koralikami sukni z ponad metrowej dlugosci trenem a Panu Mlodemu swiecily sie oczy z zachwytu. Wesele bylo w 4* hotelu tuz za plotem zamkowego parku. Banda bawila sie ponoc do 4 czy 5 nad ranem, my z Boskim odpadlismy o 2, po torcie. Bylo ok.

Oczywiscie nasze wesele podobalo nam sie bardziej, ale to z przyczyn objektywnych:)) Na przyklad dlatego, ze dzisiaj jest nasza PIERWSZA ROCZNICA SLUBU.

Przezylismy. Czasem z trudem, ale jednak.

______________
Odebralam czeskie prawo jazdy. Zbyt wielka glowa okazala sie nie byc az tak wielkim problemem jak sie na poczatku wydawalo. Dlatego nalezalo znalezc nowy. Po odczekaniu przepisowych 40 min w kolejce usiadlam przed panienka w okienku. Poprosila o dokumenty. Podalam stare prawo jazdy i paszport.

Znalazla nowe prawko i kazal isc zaplacic 50 CZK. Udalam sie do kasy. Powrocilam.
pani: – czy Polska jest w Unii Europejskiej?
ja: – tak oczywiscie, od 2004.
pani: – czy Pani ma trwaly pobyt w CR?
ja: – mam, przeciez trzyma pani w reku kopie dokumentu, ktory to potwierdza, a ktory kserowala Pani 3 tygodnie temu
pani: (wskazujac na paszport) – ale to nie jest pozwolenie na pobyt!
ja: – nie, to jest moj paszport
pani:  (podniesionym glosem) – a pani nie wie, ze ma obowiazek nosic ze soba wszedzie pozwolenie na pobyt??!!
ja: – wiem, ze nie mam takiego obowiazku, prosze sprawdzic odpowiednie paragrafy. W UE mam prawo identyfikowac sie paszportem lub dowodem osobistym wydanym w kraju pochodzenia
pani: – a jak my mamy wiedziec, ze pani ma prawo dostac to prawo jazdy?
ja: – przeciez trzyma pani w reku kopie mojego trwalego pobytu + ma pani dostep do rejestru obcokrajowcow (pokazywala mi pare tygodnie temu inna pani na tym samym urzedzie)
pani: ja nie wiem czy to moge wydac, ide sie zapytac przelozonego


juz wymyslilam, ze jak powie, ze nie, to jej kaze zwrocic mi tych 50 CZK co zaplacilam chwile wczesniej a to pewnie bedzie szalenczo trudny proces i prace w urzedzie ustana na godzine, ku mojej wielkiej radosci 🙂


– prosze bardzo.

I tak dostalam nowe, czeskie prawo jazdy z eskimosem w roli glownej (na tym zdjeciu wygladam jak nie ja, co moze potwierdzic AW, ktora juz prawo jazdy obadala w czasie przyjemnego obiadu)

___________________
o 19:00 ide na spotkanie z nowym wlascicielem firmy w ktorej pracowalam. na 99,9% juz postanowilam, ze nie powroce. Bo… viz wpis kilka dni temu. Mysle, ze z grzecznosci powinnam wysluchac jego propozycji i rownie grzecznie powiedziec, ze mieszkam w Blave. No a w Bratyslawie grzecznie szukac pracy na wlasna reke.

Po tym nieprzyjemnym spotkaniu wybieram sie na kolacje z Panem Boskim. Chyba do jakiejs pizzeri. Gdzie? a zobaczymy. Lubie goscia to pewnie bedzie fajnie.

PRZEMYSLENIA KURY DOMOWEJ

Pisalam o innych rzeczach, ale doszlam do wniosku, ze jeszcze nie czas. Wpis zostal skasowany. Zaledwie otre sie o temat.

Zaczynam doceniac swoje miejsce na swiecie – teraz mowie o miejscu kury domowej. Jest to niesamowity luxus moc sie na chwile zatrzymac i patrzec jak swiat pedzi wokol mnie. Biore wszystko zdecydowanie zbyt powaznie, ciezko bedzie powrocic do rzeczywistosci pelnej wojen, niedomowien i pomowien, tak "naturalnej" dla moich dotychczasowych srodowisk pracy.

Pomalu zaczynam rozgladac sie za nowym wyzwaniem. W srode poznalam pewna mila pania, taka slowacka "kadrowa", jak sie wydaje zna pol slowackiego swiata. Mam nadzieje, ze mi pomoze. Wiem, ze to potrwa. Nie szkodzi.

Chcialabym zaczac od nowa. Z aspiracja nauczyc sie czegos porzadnie. Gdzie chcialabym pracowac? w dobrej, najlepiej miedzynarodowej firmie, ktora ma ustalone zasady dzialania a ludzie wiedza na czym polega ich praca. Licze sie z tym, ze bede zarabiac mniej niz jestem przyzwyczajona. W zamian oczekuje mniejszej dawki stresu i ze nikt nie bedzie oczekiwal, ze bede cudotworca. Nie wiem czy takie firmy istnieja? Moze idealizuje sobie prace osob, ktore znam, ale to tak fantastyczne czuc, ze Mirzik z radoscia mysli o pracy, Krolikowska dokladnie WIE jak sie robi ksiazki a AW choc sie wscieka za kazdym razem rzuca sie na nowy projekt z niemozliwym do ugaszenia elanem. psss psss teraz pracuje. Ja tez tak chce. Bylabym szczesliwa, gdyby to bylo w duzej firmie.
A juz zupelnie super by bylo rzeczywiscie robic zdjecia na zamowienia,jak proponuje Mirizik ale na to jednak za wczesnie, nikt by nie kupil:)

I najprawdopodobniej bedzie to na Slowacji. Z jedynego powodu: Pan Boski. W ciagu ostatnich miesiecy pokazuje, ze bardzo mu na mnie zalezy i jest po prostu dobrym kumplem. Beatyfikacji nadal nie przewiduje, bo bywa roznie, ale u kogo nie bywa niech idzie do spowiedzi, bo lze jak pies (no dobra, moze akurat Ty rzeczywiscie miale/as szczescie:)

Jutro wesele siostry Pana Boskiego. Bede robic zdjecia. Na szczescie udalo mi sie ja przekonac, zeby zamowila rowniez profesionalnego fotografa. Moglo by byc goraco :)) Ale byc "drugim" fotografem, to juz fajowo, tak bez zobowiazan:) Lece na spotkanie z Krolikowska i Gosiaczkiem. Papa

NA GLOWIE I W GLOWIE

Siostra, bardzo zdziwiona, znalazla moj chodowlany siwy wlos, bo ona nie ma a ja mam. Znam go juz czas jakis, za bardzo sie blyszczy na mojej ciemnej czuprynie, zeby sie z nim nie zaprzyjaznic. Ja mysle, ze sa gorsze nieszczescia niz moj siwy wlos, sztuk jeden. Ona tez mysli.

Bo jestesmy u Siostry. Matylda zapomniala  paszport w Blave i przyjechalismy go oddac. Wczoraj spedzilam dzien caly w roznych srodkach transportu. o 10:50 wsiadlam do metra a potem juz jechalam 4:30 pociagiem i jeszcze jakies 4 autem do siostry. Jestem homo lokomotus – zamiast sie buntowac powinnam sie przyzwyczaic. Taki los okretnika.

Pobyt w Pradze byl lekko-pol-sredni. W poniedzialek mile spotkanie z dziewczynami, wtorek kurwica na poczcie i spokojny urzad pracy a potem troche sie popsulam, bolal mnie czlowiek i dusza tez w zasadzie tak wiec nie zrobilam nic do szkoly a to mnie zawsze denerwuje.

W srode poznalam nowego wlasciciela firmy w ktorej ostatnio pracowalam. Bardzo intensywnie przekonuje mnie zebym powrocila. Jest wiele za i jeszcze wiecej przeciw. Pan – homoseksualista na pierwszy rzut oka, a ja nie lubie oscentacji w zadnym przekonaniu – jakos tak przez przypadek, podczas jednej wspolnej herbaty sie mna przelotnie zachwycil. I co teraz?

Za:

– wie, ze czesciowo mieszkam w Blawie i bierze to pod uwage

– znam firme

– jest to kontynuacja

– firma jest w Pradze a ja lubie Prage

– gosc sie zna na rzeczy, wiec kto wie, moze rzeczywiscie bedzie w stanie cos z firma zrobic?

– wydaje sie, ze ma ochote zaplacic sporo kasy, zebym wrocila

– gosc ma doswiadczenie, jest znany na rynku interaktywnego marketingu, mozna sie od niego sporo nauczyc – jak sadze. Bardzo lubie obserwowac ludzi, ktorzy znaja sie na rzeczy!

Przeciwko:

–  czlowiek nie potrafi oceniac ludzi. Gdybym miala zostac musialabym wywalic kilku pracownikow, a on jest jeszcze nimi zachwycony. Innych ocenia gorzej, moim zdaniem dlatego, ze ich nie zna. Bedzie mu trwalo, zanim dojdzie do podobnych wnioskow co ja (tez kiedys bylam zachwycona, do czasu)

– nie kojarze sie ludziom z dobrymi czasami, jak mu sie wydaje. Jak bylam ja, bylo i sporo pracy a ostatnie pol roku nie pracowali. Mysle, ze teraz beda szukali kazdego powodu, zeby sie nie udalo, a ja nie chce byc kolejnym powodem.

– miniaturowa AW siedzi mi na ramieniu i sie smieje, mowi, ze popelnilabym po raz drugi dokladnie ten sam blad. A ja wiem, ze AW w tych sprawach ma zwykle racje.

– moze warto, moze to jest dobry czas, zeby ot tak zaczac cos nowego. Bo niby dlaczego nie? przeciez nie jestem znowu taka glupia, zebym musiala az tak panicznie trzymac sie jednej pracy, prawda?

– gosc widzi droge, ja jej nie widzie – ale moge go poprosic, zeby mi pokazal, wiec trudno powiedziec, ze to jednoznaczny argument przeciwko. Obawa pozostaje, nie cierpie z gory przegranych projektow, a w tym skladzie osobowym jest dosc przegrany ten projekt. Moim zdaniem.

– jezdzi "tanim" autem. Pytanie czy dlatego, ze jest oszczedny, czy tez dlatego, ze ma "wieksze oczy niz mozliwosci" ? Moze to glupie kyterium, ale jednak dosyc wiarygodne.

Zaprosil mnie na kolacje na ktorej beda ludzie z firmy. Kolacja jest w czwartek, do tego czasu musze zdecydowac – ja tak mowie, nie on. Na dzien dzisiejszy jestem raczej przeciwko.  Jedyna mozliwosc jaka widze to to, ze bede dla nich konsultantem, co on tez bierze pod uwage. Zaoszczedzi mi to koniecznosc codziennej walki, zeby ksieza i ksiezniczki udzielne zaczely pracowac a da jakas kase (co zamknie powoli krzywiaca sie mordke Pana Boskiego).

W czwartek bylam na "Sex and the city".(przepraszam AW, nie pomyslalam, ze masz ochote mnie widziec, przyznaje, ze czuje sie troche unikana:).

Musze stwierdzic, ze serial byl duzo lepszy od filmu. Bo film to taki serial w telegraficznym skrocie. Druga sprawa, to fantastyczny czeski dubbing, ktory  bohaterkom v TV dal duze lepsze glosy nic w rzeczywiostosci maja:) W kazdym razie scena w ktorej glowna bohaterka wali kwiatkami w swojego niedoszlego meza jest z cala pewnoscia oskarowa. Takiego napiecia nie widzialam juz dawno, nawet w kinie akcji.

Matylda dostala 5 zamiast 6 z religii. Wszyscy na 6 zdawali a jej katechetka (kiedys kolezanka z klasy ojca Matyldy) powiedziala, ze "jak sie jezdzi do Ameryki to trzeba ponosic konsekwencje". No no. Dobrze, ze Mati ma poczucie humoru i olala. Ja bym takiej powiedziala co sadze o zawisci niespelnionych swietych.

Siostra Pana Boskiego za tydzien wychodzi za maz za Szwajcara. Przed rokiem, polrokiem, miesiacem tlumaczylam do nieprzytomnosci, ze to nie takie latwe i, ze musza 17 razy sprawdzic czy maja wszystkie dokumenty, bo hajtac sie za obcokrajowca to w czesi dosc skomplikowana sprawa. Ponoc bylam przewrazliwiona. Moze i bylam, ale moj slub sie odbyl w terminie a jesli ich sie odbedzie dowiemy sie za tydzien, moze  bedzie tylko lipa dla gosci. Brakuje im jednego, ale skomplikowanego dokumentu i wlasnie trwa intensywna wymiana maili miedzy szwajcarskim konsulatem a urzedem miasta w L. Biurwa z L jest nieugieta, panna mloda roni lzy a szwajcar sie zwija. Trzymam kciuki. Nastepnym razem proponuje posluchac uwag przewrazliwionej ale doswiadczonej Agradabli.

PIETRUSZKA

Znalazla mi sie wczoraj kolezanka z Rejsu. Okazalo sie, ze zamiast mieszkac w Gdansku i architektowac, mieszka na jachcie w Annapolis i zyje. Jak to ladnie ujela "trzeba cos robic w zyciu,czemu nie to co sie naprawde lubi;-)"

Madrze powiedziane.

Po sobotnim powrocie jakos nie bardzo potrafie spac w nocy. Wlasciwie to juz sukces, ze spalam od 22 do nieomal 3. Nowy sen przyjdzie pewnie za kilka godzin. Wczoraj przyszedl.

Ze wzgledu na urzad pracy i spotkanie Polek w Pradze jutro po 11 wyrusze w droge. Znowu. Podobnie jak kilka lat temu mieszkam troche w pociagu. Taka sytuacja meczy mnie zwykle najbardziej, powinnam sie gdzies osiedlic.  Najwyzszy czas, nie pracuje juz od 5 miesiecy. Bardzo sie boje wlasnego podejscia do pracy. Mam wrazenie, ze ciagle cos z nia nie tak. Ze mna, tak wlasciwie.

Najpierw pierwszy rok po studiach pracowalam na czarno, bo zalatwienie pozwolenia na prace graniczylo z cudem. Potem w 2002 pracowalam w Czesi na 0,3 etatu, bo na caly w Stanach, ale to sie nie liczy. Potem w 2006 3 miesiace nie pracowalam, bo bylam na stypendium w Hiszpanii. No i teraz znowu juz 5, bo zielone + przeprowadzka do Slowacji. Wiem, ze to dosc idiotyczne, ale boje sie, ze nie dostane emerytury. Ciagle znajduje sie w jakichs dzwinych konstelacjach, ktorych nie potrefie rozwiazac. Strach jest moim sposobem na zycie. Bardzo glupim i meczacym.

Ameryka byla przyjemna. Matylda to nieslychanie spokojny czlowiek, choc odrobine zbyt wolny i kapke zbyt przekonany o swojej wspanialosci (ale ktoz z nas nie jest? jak mowi Siostra:). Boscy starsi byli zupelnie ok. W zasadzie nie wtracali sie do niczego, pozostawiajac wszystko w rekach Pana Boskiego na kierownicy i mapach na moich kolanach.

Kilka szalonych dni spedzilismy w NY a potem po 5 godzinnej teleportacji do Vegas przejechalismy 2300 mil czyli ok. 3700 km wypozyczonym vanem.

Nie ma sensu, zebym opowiadala co widzielismy. Wloze zdjecia.

________________________________________

Przed chwila byl tutaj Pan Boski. Przyszedl, bo nie umial spac. I chyba chcial pomoc mi w przepedzeniu moich strachow. Wyszlo jak zwykle. Rozbbeszyl to co wiemy, ze boli (Sosnowiec, praca, szkola i takie tam) a potem wsciekl sie, bo jego rozwiazania nie byly z mojego puktu widzenia idealne (np. wsadzic ksiazki do pudel i niech czekaja) i poszedl spac konstatujac, ze mam problemy psychiczne. Dam mu to na pismie, moze bedzie mu lepiej? wiem, ze mam.  Siedze wiec sobie taka bezsensu zaplakana i tradycyjnie nie wiem co bedzie dalej. Do nastepnego silniejszego ataku strachow bedzie lepiej. To jest pozytywna wiadomosc.

Nie mam pojecia jak samej sobie pomoc, czasem mysle, ze gdybym w koncu zostala mieszkac w jednym panstwie byloby mi lepiej. Nie wiem. Moze to takie marzenie scietej glowy. Smieje sie jak mysle o jego slowach, ze mialam sobie tutaj od razu znalezc prace. Nie moglam. Jak teraz pomysle o marcu czy kwietniu to mi sie sciska zoladek. Nie moglam, bo bylo mi bardzo zle. Teraz juz wszystko jest ok. nieomal.

czy pisanie o 4 rano moze prowadzic do czegos dobrego? chyba nie. Wiec pojde powalczyc ze snem. Moze przyjdzie.

___________________

NY

KTOKOLWIEK WIDZIAL, KTOKOLWIEK WIE?!

Zaczynam sie pakowac. Niesmialo. Pan Boski zmiescil sie do 1/3 walizki,mnie zostaje reszta a tu sie okazalo, ze nie bardzo mam co tam wsadzic?! Wsyslo majty i koszulki. Wyprane jest wszystko, ale tych rzeczy po prostu nie ma, koza zjadla. Zeby mieszkaly w Pradze???

Pan Boski juz lekko przezywa wyjazd. Pol wieczora lazil i pytal sie "kto wymyslil, ze jego rodzice pojada z nami???" No ja wymyslilam, bo chcialam Matylde zabrac a jakos tak pomyslalam, ze przy okazji odrobimy panszczyzne z tesciami. Matylda jest 11-letnim niesamowidzie spokojnym czlowiekiem. Mam nadzieje, ze jakos z nami wytrzyma. Wlasnie Siostra napisala, ze jedzie z nami rowniez wielka, zielona zaba, bez ktorej czlowiek nie moze podrozowac, spac, ani nic. Coz… ja na kazdy wyjazd powyzej miesiaca biore ze soba pluszowego niedzwiedzia, czy moge wypominac zabe 11-latce? Niech wsiada.

W porannym francuskim serialu ojciec jednej z glownych bohaterek umarl na raka. Poryczalam sie. Nie zebym tak zalowala ojca, ale wpienilam sie, bo wszyscy teraz umieraja na raka. Jak ktos ma raka (wylaczajac raka szyjki macicy i piersi, gdzie jakas szansa jest, jezeli jest wykryty dostatecznie wczesnie) to kaplica. Moze sobie od razu obstalowac trumne. Wkurwia mnie to. Ciagle obok mnie pojawia sie nowa i nowa chora osoba, pojawia, chwile trwa i znika.  I ta nasza naiwna wiara, ze moze wygra. No, nie slyszalam zeby kto wygral. Bardzo sie ciesze, ze przynajmniej sa leki, zeby nie bylo trzeba cierpiec.

Nie, no nie moge odjechac z takim smutnym tematem na blogu. Jest pieknie. Jestesmy zdrowi wszyscy a w kuchni mam przygotowane wafle z czekolada. Czego chciec wiecej?!