ZYCIE

wczoraj nasmarowalam dlugi, wieczorny wpis a dzisiaj zapomnialam go wziac do kawiarni internetowej. Samo zycie. Jestem w Pradze. Jest parno i przyjemnie.

Na urzedzie pracy ugadalam pania, zeby przymknela oko na moja nieobecnosc w przyszlym miesiacu. Za to u denstysty tragedia. Jeden zab umarl… biedak malutki  a dodatkowo, w ciagu roku, pojawily sie 3 nowe, malusienkie ale jednak ubytki. Ponoc mi sie zaby odwapniaja. Co mnie bolalo 2 tygodnie temu? nie wiadomo, chyba jednak dziasla. W kazdym razie w lipcu znowu czeka mnie tydzien na krzesle denstystycznym. I znowu uslyszalam jak to zle myje zeby :))  to taka nasza tradycja z dentystka, ja sie staram a ona sie smieje, ze mi nie idzie. W kazdym razie w porownaniu z ta Bratyslawa ten gabinet to kosmos.

Posluchala jacy to Slowacy dumni i bladzi (to dobrze robi wiekszosci Czechow:) i zwierzyla sie, ze idzie na operacje kregow, bo jeden zlamala na rolkach. To sa problemy, nie moja smierc siodemki.

Postaram sie pojawic jutro z moim wiekopomnym wpisem. A teraz ide do domu napchac sie nowa porcja makarownow z pesto. Jak sie za bardzo napcham to mam zle sny, nie moge przesadzac.

POCIAG

Polaquita odjechala.

Siostra ma taka teorie, ze kazdy czlowiek jest generalnie przyporzadkowany do kategori odjezdzajacych, albo tych, ktorzy odprowadzaja.

Rano patrzylam jak pociag z Polaquita odjezdza w sina (dlazego sina?) dal.

Peron, to takie dziwne miejsce, gdzie w regularnych odstepach czasu pojawia sie i kotluje ogromna liczba ludzi, ktorzy nigdy nie maja miec zbyt wiele wspolnego. Z niczego nic, nagle sa ich dziesiatki albo setki a potem przyjezdza pociag, ktory jak sie okazuje, jest w stanie ich wszystkich pomiescic. Zwykle wbrew moim oczekiwaniom. Potem jest chwila zawieszenia. Pociag juz jest pelny i przygotowany do odjazdu, ale jeszcze stoi. Ci, ktorzy dotad nie zdarzyli sie zagadac a nie sa zajeci poszukiwaniem wolnych miejsc, wstrzymuja na chwile oddech. Co nas czeka tym razem?

 

Dworzec

Nieprzyjazd mój do miasta N.
Odbył się punktualnie.

Zostałeś uprzedzony
niewysłanym listem.

Zdążyłeś nie przyjść
w przewidzianej porze.

Pociąg wjechał na peron trzeci.
Wysiadło dużo ludzi.

Uchodził w tłumie do wyjścia
Brak mojej osoby.

Kilka kobiet zastąpiło mnie
pośpiesznie
w tym pośpiechu.

Do jednej podbiegł
ktoś nie znany mi,
ale ona rozpoznała go
natychmiast.

Oboje wymienili
nie nasz pocałunek,
podczas czego zginęła
nie moja walizka.

Dworzec w mieście N.
dobrze zdał egzamin
z istnienia obiektywnego.

Całość stała na swoim miejscu.
Szczegóły poruszały się
po wyznaczonych torach.

Odbyło się nawet
umówione spotkanie.

Poza zasięgiem
naszej obecności.

W raju utraconym
prawdopodobieństwa.

Gdzie indziej.
Gdzie indziej.
Jak te słówka dźwięczą.

/Wislawa Szyborska/

KONWALIE

na targu niedaleko domu kupilam konwalie od takiej babci, co je pewnie zebrala u siebie na ogrodku. Kosztowaly cale 15 SKK. Babcia byla zachwycona a ja bardzo dumna, bo w koncu kupilam jakies kwiatki tylko dla siebie, do mojego pokoiku. Siedza w szklance i pachna.

Dzisiaj mam dzien zastanawiania sie (co za luksus, prawda?). Mysle o tym, ze czasem cos wydaje nam sie oczywiste i zupelnie czarno-biale a nagle przychodzi ktos inny i ma odmienne zdanie. Co ciekawe, czesto ma racje.

Rozmawialam z Guciem. Ozenil sie w sobote. To taki przyklad, ze nie zawsze "zyli dlugo i szczesliwie". To dla niego przyjechalam do Czech i mieszkalam w najokropniejszym pokoju jaki widzialam ( ale lepianka to nie byla:). I bylam bardzo zakochana. Potem sie wscieklam i odeszlam co spowodowalo, ze dla odmiany zakochany byl on. A potem ja, a potem on. A potem…bo w tym caly jest ambaras, zeby dwoje chcialo na raz.

Ja mam Pana Boskiego a Gucio – Vendule. Jak mi w sobote napisala Ksiezniczka "och, och po slubie sie nie umiera". No nie.  I tak juz lata lubimy sie na odleglosc 🙂

BIALA MASAJKA – albo co jestesmy w stanie zrobic w imie milosci?

zarys tresci  (ponoc) opartej na faktach ksiazki wyglada nastepujaco: mloda, ladna (bo to nie jej wina, ze byla mloda w latach 80 i dlatego ubiera sie jak nieboskie stworzenie) Szwajcarka przyjezdza na wakacje do Kenii. Na promie spoglada na masajskiego wojownika (w oryginale zwykly asfalt*, nie mam zielonego pojecia jak ktos bialy mogl na niego spojrzec, ale de gustibus non est disputandum) i zakochuje sie na smierc.

Zakochuje sie tak bardzo, ze za pare miesiecy powraca do Kenii na stale, zeby zaczac zycie ze swoim wysnionym wojownikiem i jego rodzina.

Do tego momentu wszystko jest w miare normalne, bo powaznie kazdy ma inny gust a milosc jest slepa, wiec dlaczego bogata europejka nie moglaby sie zakochac w czarnym afrykanczyku.

Ale brnijmy dalej…

przyjezdza ze Szwajcarii, jednego z najbogatszych panstw europejskich, zeby i teraz uwaga:

–  mieszkac w lepianko-szalasie oblepionym krowim lajnem w buszu!!!

–  mieszkac dobrowolnie we wsi skladajacej sie z takich lepianek razem z kozami i innymi zwierzatkami oraz ludzmi z ktorymi nie moze sie dogadac (co za niespodzianka, nie znali niemieckiego???!!)

– dobrowolnie mieszkac w kulturze w ktorej zycie kobiety jest miej wazne niz zycie kozy

– wyjsc za maz za czlowieka, z ktorym nie ma absolutnie nic wspolnego, ktory nie potrafi liczyc, czytac, pisac. Owszem potrafi pasc kozy a nawet ewentualnie zabic zebre, ale przypuszczam, ze nie sa to specjalnie porywajace tematy do konwersacji dla Szwajcarki. Ach zapomnialam, nie znaja zadnego wspolnego jezyka…

– nie, sex tez nie byl powodem dla ktorego zostala. Masajowie nie uznaja pocalunkow a sex polega na cytuje "krotkich, wielokrotnie powtarzanych aktach kopulacji". No dobra, tu tez kazdy moze lubic inaczej, ale w ksiazce pani twierdzi ze byla lekusko zawiedziona.

Zeby bylo jescze smieszniej jedzie do tej Afryki nie szczepiac sie przeciwko niczemu (nie jestem specjalista, ale pszypuszczam, ze w 88 roku byly dostepne szczepienia przeciwko zoltaczce, na przyklad) i nie biorac lekow przeciwko niczemu … na przyklad malarii (miala plastry i mascie, no super). Pamietajmy rowniez, ze  koniec lat 80 to okres w ktorym bardzo duzo mowilo sie o AIDS, nawet ona sama o tym wspomina. Oczywiscie nawet przez mysl by jej nie przyszlo, ze " jej wojownik" mogl nie byc prawiczkiem i zarazic ja przy pierwszej krotkiej aczkowiek czesto powtarzanej kopulacji.

Ksiazke polecam w charakterze krzywego zwierciadla. Kazdemy z nas zdarzylo sie zakochac w kims do szalenstwa i bardzo ale to bardzoe nie chciec widziec wad kochanej osoby, nawet tych, ktore profilaktycznie wytatuowala sobie na czole.

Mam chlopa, ktory urodzil sie praktycznie za miedza i mieszkam tamtez a pomimo tego roznice kulturowe sa ogromne. Czlowiek z innej czesci kraju to moze byc inna galaktyka. Ale ze Szwajcarii do lepianki?! To juz jest szalenstwo.

Ponoc na filmie obrazki sa piekne a brazowy Masaj hiperprzystojny. Ten prawdziwy, bo w ksiazce byly zdjecia, nie. Jest normalny. Taki zwykly, wysoki, czlowiek barwy brardzo czarnej. Swiat opisany w ksiazce jest fascynujacy, ale nie dlatego, ze piekny ale tylko dlatego, ze inny.

Przechodzac do troche na powazniejszego tematu, wiem, ze znowu wyjde na nietolerancyjnego rasiste, ale przynajmniej nie bede hipokryta. Zdaje sobie sprawe jak ciezki los jest udzialem mieszkancow Afryki, ale jednak w duzym stopniu sami sa sobie winni. Jak czytam, na przyklad, o obrzezaniu kobiet to noz mi sie w kieszeni otwiera. Nie wiem, czy jestesmy w stanie pomoc ludziom, ktorzy naleza do tak odrebnej kultury. Musza sobie pomoc sami. Nie moze byc tak, ze jak jest im wygodnie to wyciagaja reke po pomoc ale w kazdym innym wypadku zaslaniaja sie kultura.

My – biali ludzie ciagle chcemy narzucac komus nasza moralnosc i sposob widzenia swiata. Czy jest lepszy? nie wiem. jest nasz i tylko nasz. Moje najwieksze marzenie? pokoj na swiecie, oczywiscie. A tak zupelnie serio, to pokoj w naszych sercach. Zmienianie swiata musimy zaczac od siebie.

Juz to kiedys pisalam, ale powtorze. Pan Boski pracowal kiedys w Indiach dla znanej organizacji miedzynarodowej, ktorej zadaniem bylo zniechecanie Indow do wykorzystywania pracy dzieci. Abstrahujac od faktu, ze szefowa tej organizacji zatrudniala do sprzatania swojego domu dzieci( pfe, sprzatanie, co to za praca!) opowiedzial mi jedna historie, ktora mowi wlasnie o tym, jak jestesmy inni.

Pan Boski zajmowal sie chlopcem, ktory mial chora noge. Gnijaca. Zajmowal sie nim 2 miesiace a potem chlopak uciekl. Za jakis czas go zlapal, zapytal sie czemu uciekl, przeciez za chwile mu te noge amputuja? na co chlopak powiedzial: " no i co? widocznie w tym wcieleniu mam byc bez nogi?!"

Wracajac do pierwotnej historii… pani, jak to w zyciu bywa stara sie przerobic pana na swoj obraz i podobienstwo. Idzie jej sredio, wiec ksiazka konczy sie happy endem, pani odjezdza do domu.

_______________________________

* okreslenie asfalt sluzy do expresywnego wyrazenia jak kurwa byl czarny. Ja jestem brylok, chudzielec i bialas. Takie zycie 🙂

DLUUUGI WEEKEND

tak, tym razem weekend byl rzeczywiscie bardzo dlugi. Pan Boski zabral mnie na wyprawe do wschodniej czesci Slowacji. Jak zwykle bylo bardzo fajnie. Od czasu kiedy dogadalismy sie, ze nie bede spac w chlewie ani podobnym przybytku, jak rowniez, ze nie przepadam za 12h tudziez 50km wedrowkami podrozuje sie nam razem swietnie. Praktyka tez robi swoje, juz kilka lat 5-7h w trasie nie stanowi problemu. Jak widac do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. Wracajac do tematu, Slowacja jest piekna.

Czechy warto odwiedzic ze wzgledu na dobra kultury materialnej: przepiekne miasta, klasztory, zamki. Slowacja to raj dla tych, ktorzy preferuja gory. Zwlaszcza Slowacja wiosna. Na Taty jeszcze zdecydowanie za wczesnie (snieg), ale Slovensky Kras, Raj czy Sulowskie skaly, ktore odwiedzilismy tydzien temu, sa fantastyczne.

Pierwszy dzien wyprawy zwykle jest ciezki, ale jak sie potem "rozchodze" to Boski zaczyna piskac, ze sprintuje. Uwielbiam umeczyc sie do nieprzytomnosci (Pan Boski nie czyta moich wpisow, bo nie rozumie po polsku, prosze mu nie tlumaczyc, bo wykorzysta to przeciwko mnie:) Najlepsze jest to, ze nawet swistak nie nadarza! Idac pod stroma gore zostaje sama z oddechem i z liczeniem krokow. 50 krokow przejdzie kazdy, wiec licze kroki do 50.

1, 2,3,4 ja juz nie moge!!!! ale mozesz, mozesz jeszcze jeden krok. A teraz drugi, widzisz, tez mozesz. A ten 3, tylko Ci sie wydaje, ze sie przewrocisz. Ide.

Kosice sa bardzo ladne (koszyczanki tez – viz. zdjecie), mysle, ze ladniejsze od Bratyslawy. Wiele miasteczek, ktore odwiedzilismy bylo pieknie odnowionych i czystych. Kto by pomyslal, slowacka prowincja – ladna? a jednak!

Spotkalismy wielu Polakow. Nieporownywalnie wiecej niz stanowi praski standard (tysiac/km2). Zdarzyla mi sie nawet zabawna sytuacja. Przed wejsciem na Plesiveckou Planine postawilismy auto obok domu pogrzebowego. Pan Boski odszedl a ja jeszcze zmienialam buty. Przyjechalo jakies auto, kierowca zapytal sie czy to jest teren prywatny i czy moze postawic auto obok. Ja zamyslona zaczelam odpowiadac… po czesku, jak inaczej. Wiedzialam, ze nie mowia po czesku, ale powinni zrozumiec, nie? W koncu bylismy na Slowacji.

Nagle dotarly do mnie slowa Pana Boskiego, ktory widzial rejestracje "Agi, to jsou Polacy, mluv na ne polsky!! :))". Dopiero wtedy zaskoczylam i zaczelam z panem mowic po polsku. Odpowiedzialam, ze "to jest chyba dom pogrzebowy i przypuszczam, ze moze tam stac, ale lepiej nie bezposrednio przed drzwiami, bo jakby przywiezli jakiegos trupa, to nie beda mieli jak wjechac". Na slowo "trup" wszyscy w aucie dostali ataku smiechu i wygladalo na to, ze beda sie smiali jeszcze tak z 5 minut, wiec tez sie usmiechnelam i poszlam. Mysle, ze ten "trup" ich tak rozbawil, bo pewnie pomysleli, ze jestem Slowaczka, ktora mowi po polsku a nie odwrotnie i ze dlatego uzylam tak niezreczne slowo. Mnie sie trup wydaje bardziej zreczny niz nieboszczyk:)

Wrocilismy dzisiaj ok 17. Jestem nieprzytomna ze zmeczenia. Bylo fajnie. Co, mam nadzieje, widac na przylaczonych obrazkach:

zeby nie bylo, ze robie zdjecia tylko roslinkom, pare zwierzatek… malych…

i wiekszych…

ale roslinkom pozostalam wierna:)

MAMY

Przed chwila dostalam e-mail z Sevilli. 7 marca umarla Regina, pani u ktorej mieszkalam podczas stypendium w Hiszpanii. U Reginy, w tym samym czasie co u mojej Mamy, diagnozowano raka trzustki a potem wszystkiego. Miala szczescie zyc nieomal 2 lata dluzej.

Regina – nie wiem jak opisac ja w kilku slowach? uparta, egocentryczna baba, a moze matka 5 dzieci? Malarka i nauczycielka szutki? Piekna, zdecydowana kobieta? Diabel w kobiecej skorze? Okropny, dobry czlowiek? Mowila o sobie, ze jest moja hiszpanska Mama. I troche w tym bylo prawdy. Podobnie jak moja Mama, miala dla mnie mikrochwile czasu i intensywnego zainteresowania. Fascynowala mnie, uczyla roznych przedziwnych umiejetnosci i draznila jednoczesnie. Ona byla centrum swiata. I to byla jej prawda objektywna.

Mama i Regina, zwlaszcza w ostatnich latach swojego zycia, mialy odwage pokazywac swiatu, ze  czuja sie dla siebie najwazniejsze. Oczywiscie, ze lubily ludzi wokol siebie, myslaly o innych ludziach i duzo o nich mowily, ale w oko Boga jednoznacznie skupialo sie na Mamie i Reginie. Przynajmniej ich zdaniem.  

Dlatego tyle razy pisalam, ze Mama umierala szczesliwa. W ciagu ostatniego miesiaca jej zycia oczy calej rodziny byly zwrocone tylko na nia. Budzilismy sie, zeby myslec o Mamie. Usypialismy z wyrzutami sumienia, ze nie mozemy byc przy niej. Nikt z nas nie spodziewal sie, ze cala choroba zajmie raptem 43 dni a juz napewno nie Mama. Te dni dostala, zeby mogla zrozumiec, ze zupelnie powaznie jest dla nas bardzo wazna a my, a w kazdym razie ja, mielismy szanse zauwazyc, ze tez nie jestesmy Mamie obojetni. Nawet jezeli bardzo intensywnie starala sie to ukryc za sciana bezsensowych slow.

Mamo, Mamo.

Opis zycia mojej Mamy wystarczyl by na napisanie dramatu, komedii i powiesci obyczajowej. Jesli ktos mial pecha, to byla to Mama. Miala tez poczucie humoru, slabosc do slabosci, do niekoniecznie wlasciwych mezow i wielkie, brazowe oczy. Bardzo sie bala realizowac swoje wlasne marzenia, a moze podobnie jak jej cora nie zupelnie wiedziala o co jej tak naprawde chodzi?

W pewnym momencie zycia stanela w miejscu i zaczela plakac. I tak plakala, plakala az przyszlo 43 dni swiatla.

A ja sie bardzo boje, ze tez tak kiedys usiade i bede plakac. Tego strachu, ktory znam jak wlasna kieszen, tych wielkich, brazowych oczu, ktore usmiechaja sie do mnie z mojego odbicia.

Prawde mowiac teraz tak siedze i obserwuje kim jestem? Wpienia mnie ta moja apatia, ale ciagle jestem jak przyklejona. Tak, teorie latania znam. Praktyka mi idzie gorzej. Bo jak kiedys Mamie, dupa mi sie przlepila od tego ciaglego smutku i tylko wielka sila woli moge ja odlepic. A te sile, ktorej Mama nie znalazla, moge znalezc tylko w sobie.

CIASTECZKO? Voilá!

Z okazji imienin Pana Boskiego przygotowalam murzynka, ktorego Pan Boski jest fanatykiem. Wale ostatnio seriami, bo on zjada cala okragla tortownice na 4-5 posiedzen i domaga sie jeszcze.

Nie bylo curku, wiec polecialam do sklepu, kupilam. Potem okazalo sie, ze skonczyl sie proszek do pieczenia, wiec znowu sie ubralam, polecialam i kupilam. Wlaczylam piecyk, wlalam ciasto do formy. Wkladam forme do piekarnika a tam co? ZIMNO. Popsula sie skumbira w tomacie!

Dzwonie do Boskiego i mowie: – zapytaj sie Honzy (kolegi z pracy) czy mozemy do niego na godzine przyjechac upiec ciasto, bo piec sie popsul? – Ale nieee, nie mozemy naruszac jego spokoju. – Boski nie gadaj, sam w domu siedzi co mu sie stanie jak godzine posiedzimy? – Niieeee, to nie wypada, to wielki problem. Zjemy surowy. – Dobra 🙂

Nie to nie! Pan Boski otrzymal prezent imieninowy w nastepujacej formie:

Inne newsy:

– Dentysta okazal sie byc bioenergoterapeuta. Po odwiedzinach dziasla w zagadkowy sposob przestaly bolec i mam nadzieje, ze tak im zostanie.

– pije magnez i mam dobry humor. Nie wiem czy te dwie informacje maja  jakis zwiazek, ale gdyby to moglo komus pomoc, to sie ciesze.

– Jutro rano (ponoc o 8) wyruszamy na podboj Slowacji wschodniej. Pan Boski twierdzi, ze jest tam zatrzesienie interesujacych objektow przyrodniczych. Obadam, napisze.

– Moj byly Szef zaczal organizowac fajne szkolenia. To znaczy to teraz bedzie pierwsze, ale moj byly Szef mam fantastyczna zdolnosc ciekawego i madrego mowienia, wiec moge wszystkim goraco polecic. Obszerniejsze ogloszenie zamieszcze na Polkach w Pradze.

U DENTYSTY

Pan Boski widzac moje cierpienia zalatwil mi dentyste w Blave. Chwala mu za to. Stanal rowniez na wysokosci zadania i pojechal ze mna do tego dentysty, zebym sie nie bala sama. Lekarz byl polecony przez dyrektor regionalna jak na warunki slowackie wielkiej ubezpieczalni w ktorej pracuje Pan Boski, ktora tam chodzi…Nie zazdroszcze tym Slowakom…

Druga istotna informacja, to ta, ze jak pisalam rok temu,  do dentysty (z polecenia Bedrunki) chodze tutaj: http://www.prodental.cz/ Gabinet moge  serdecznie polecic, dluugo czeka sie na pierwsza wizyte, ale potem lekarze sa pukntualni, witaja klienta podajac mu reke, zdjecia rentgenowskie sa robione bez schodzenia z fotela a w kazdej innej sytuacji personel jest mily i nic nie boli. Owszem, za to sie placi. Wiem, ze w wielu innych miejscach duzo wiecej, wiec da sie przezyc….

Przyjechalismy. Lekarz ma gabinet w starej obdrapanej poliklinice.  Wiadomo, to nie musi miec znaczenia. Siedzimy przed drzwiami. Wychodzi siostrzyczka i mowi, ze no tak dzis jest wszystko opoznione ok. 20 minut (bylo to 40 minut, ale prosze bardzo).  Staram sie skupic na tym, ze przeciez w srodku ten gabinet moze wygladac normalnie? A ze drzwi brudne, no to co? cala poliklinika brudna, dlaczego akurat te drzwi by mialy byc czyste? Wchodze. Widze gabinet z lat 80 na ul Rycerskiej w Bytomiu. Nieeee!!!! Nie chceeee!!! Ja juz wiem, ze u dentysy nic nie musi bolec!!!!S

iostrzyczka pyta co mi jest.  No wiec mowie, ze chyba dziasla a jesli nie dziasla to gorna 7, bo rok temu jak mi ja dentystka leczyla, to mowila, ze moga byc problemy. W tym momencie raczyl wyjsc dentysta (potem sie okazalo, ze mily) .

 Popatrzal na dziasla i powiedzial, ze to nie beda dziasla. I zaczal mi walic po zebach. Jezu, gdybym tej tabletki chwile wczesniej nie wziela to chyba bym chodzila po scianach.  Najbardziej mu podejrzana wygladala, moja “zdrowa” 6. Albo 7.

– Chyba 7 bo tam mam taka duza plabe, a 6 to taka zdrowa ale to moze mylic.

 – Panie doktorze, ta 6 to mnie raczej nie boli, jest martwa i tylko wyglada tak ladnie, bo mam dobra dentystke

– Nie! Ta 6 jest zywa, bardzo ladna. To nie zadna koronka. A nawet jak jest martwa to moze bolec.

 – Ta 6 jest bardzo martwa a to co pan widzi to jest rekonstrukcja zeba, mojego tam juz jest malo. To chyba ta 7, bo doktorka mowila, ze moze byc problem

– dobrze to na roentgen! Pietro nizej 120 SKK i niech pani przyjdzie znowu.

Poszlam na roentgen. Szczescie, ze przyszlam o 10:45 bo przyjmuja tylko do 11. Pani weszla ze mna do pokoiku kazala przytrzymac jakis dziwny platek palcem i zrobila zdjecie. Zero jakiejkowiek ochrony pani czy mnie. Siedzi w fartuszku i wali zdjecia. Pani chyba swieci po calym dniu rentgenowania!

Wrocilam na gore. Pan dentysta patrzy sie na zdjecie i mowi:

          No w tej 7 to kanaly wypelnione, takze to bedzie 6 ten przedostatni zabek.

          Panie dokrorze, w 6 mam wypelnione kanaly. 7 nie jest martwa. I to rzeczywiscie moze byc ten zab.Patrzy patrzy, obraca zdjecie i mowi:

          No tak, chcialem powiedziec, ze to moze byc ten ostatni zab, ta 7.

           Panie doktorze a moze sie cos stac jesli pojde do dentysty dopier za 2 tygodnie?  bo ja to mam dentystke w Pradze

          Nieee nic sie nie stanie… no chyba, zeby pania bolalo to prosze przyjsc.

          To super, Ile place?

          100 SKK

I ucieklam. A teraz staram sie przekonac, zeby mnie wzieli w tempie expresowym w Pradze… a to nie takie latwe, jak ktos chce w tempie expresowym za 2 tygodnie…to to jest podejrzane. A dentystka ma jechac na miesiac na wakacje. Ojeje musze sie jakos wedrzec, bo dluzej jak dwa tygodnie na prochach to glupota. Ale na fotelu z 63 roku nie dam sie doktnac. No chyba, zebym umierala. Ale to jeszcze nie dzisiajJ 

dzwonie… dentystka juz pracuje… no tak, ktos przyszedl na 13 przeciez. Zadzwoni. Byloby super, bede czekac.

Zadzwonila!!! jestem umowiona 12.5 o 14:00! idealnie.