bo mi sie nie chce:)
Category: Wszystko
LONDYN – Co lubie?
Najbardziej w Londynie lubie jedzenie. Tak. Jedzenie. Do restauracji raczej nie chodzimy, bo jest za drogo. Poza tym nawet jak pojdziemy to porcje sa zwykle smiesznie male (zlatá Ameryka), ze musze sie dopchac zaraz po wyjsciu. Wiec gotuje. A zanim ugotuje ide na zakupy. Najczesciej do Tesco (po zwykle sprawy typu: maka, jablko, sok, pasta do zebow, polskie jedzenie) albo do niedalekiego wielkiego Waitrose po cuda. Nie ma takiej (rozsadnej) rzeczy, ktorej by sie nie dalo kupic w naszym Waitrose. Chesz siemie lniane, prosze bardzo, masz ochote na maslo klarowane, swietnie, jagody? swiezy tymianek albo koledra? szczoteczki miedzyzebne? mrozone wielkie krewetki? okre? Makaron ryzowy? jest, jest, jest, wszystko jest! W Londynie da sie kupic wszystko. To wszystko, jak wszystko tutaj, jest piekielnie drogie, ale jest dostepne bez zbednych ceregieli i jezdzenia do wypatrzonego sklepiku na drugi koniec miasta. Codziennie gotuje sobie ( w sensie rodzince) wypasione obiady a Gosia wydaje polecenia, ze dzis obiad ma byc zielony (brukselki, brokuly, szpinak) albo zolty (makarony, parmezan, krewetki) albo miesny (najbardziej to lubi kotlety z kurczaka). Jak mam ulanska fantazje to nie slucham pomyslow Mlodej tylko robie jakies bardziej wyszukane cuda, ktore jesli nie Gosia to Zu zje na pewno, najchetniej juz na etapie gotowania, podane na malym talerzyku, na stoleczku obok lodowki. W kwestii jedzenia Londynu bedzie mi kiedys brakowalo.
PAROWECZKA
Bosky nakarmil Gosie stara paroweczka. W czwartek. I w ten sposob do dzisiaj mam w domu zdechlaczka, po nocnym czwartkowo-piatkowym wymiotowaniu. Mam nadzieje, ze Kungisek niedlugo sie naprawi i w poniedzialek dzielnie pojdzie do szkoly. Juz bardzo bym chciala pobyc z mniejsza niz wieksza iloscia dzieci 🙂
TAKIE TAM
Gosia, po nieomal roku od wyjazdu z Warszawy poinformowala mnie, ze ona jednak kocha Frania. No sadze, ze Warszawskiego, bo ten Londynski to raczej taki dretwy jest. Ciezki los malego okretnika. Franio nawet byl w Londynie. Jego mama obiecywala, ze sie spotkaja a potem… kamien w wode. Coz. Niech kocha. Kazdy z nas musi pare razy przecierpiec niespelnione milosci.
Zu byla dzisiaj na spoznionym, rocznym przegladzie techniczym. Co ciekawe nawet z tej okazji nie oglada sie tutaj lekarza tylko pielegniarke. Obadala, zwazyla, troche byla zdziwiona, ze juz gada pierwsze slowa, i potrafi prawdziwe cuda podczas zabawy. No, ale nie chodzi. No nic. Brak zainteresowania. Zu nazywa sie Zuzana Messner Boska i rozwija zdolnosci wertykalnego nie horyzontalnego przemieszczania. Wlazi na szafki, krzesla i cudnie z nich spada. Ja mysle, ze zacznie chodzic gdzies w marcu. Bardzo sie ciesze, ze to moje drugie dziecko wiec juz sie tak strasznie wszystkim nie przejmuje. Dla potomnosci poinformuje, ze w wieku 1 roku Zu wazyla okolo 10kg i mierzyla 80cm (okolo, bo zawsze inaczej waza tu i w Pradze).
U mine nie dzieje doskonale nic. Nawet sie pani pielegniarka pytala czy nie mam depresji bedac w domu. Zaraz depresji. Nie mam. Choc czasem juz by mnie ciaglo do ludzi. Co ma byc to bedzie.
Zycie prywatne elit wladzy PRL
autor: S. Koper
To bedzie krotki wpis. Ksiazka swietnie sie czyta, jak wszystkie tego autora. Iwaszkiewicz, Putrament czy Wazyk to nazwiska, ktore znam od zawsze a teraz moglam sie dowiedziec nieco wiecej co tez te postacie maja za uszami. Poznalam kilka nowych nazwisk, ktore dotad tylko obily mi sie o uszy (na przyklad Maciej Szczepanski – wieloteni szef TVP). Tak czy inaczej wole czytac ksiazki S.Kopra o 20-leciu miedzy wojennym i bardzo sie ciesze, ze zapowiada nastepne.
CO DALEJ?
Mam humor z cyklu "nie wiem o co mi chodzi, ale musze to osiagnac". Przeraza mnie pustka tutaj, w Bytomiu. Nikogo nie ma. Wszyscy – jak ja, emigrowali- gdzies daleko, albo do rodzaju wewnetrznej emigracji. Jakis ten swiat jest dzisiaj nie zupelnie taki jak ma byc. Mial byc moj ulubiony kolega, nie dostal urlopu. Nowa kobieta naszego ojczyma nosi ubrania mojej mamy a ja zameczam bliskie mi osoby fantastycznym humorem. Wstyd.
Wiem, ze moge osiagnac wszystko…. tylko co to WSZYSTKO jest???
Wiadomo blad jest gdzies we mnie. Tylkojaki???!!!
A MNIE KUSI …
Kusi mnie, żeby tak po prostu wrócić. Ot tak, ku zaskoczeniu wszystkich (ze mną włącznie lub na czele). Zamiast do Sewilli pojechać na Śląsk. W końcu mam swoje mieszkanie, na remont oszczędności dość, jakaś praca by się też pewnie znalazła.
A myślałam, że już się wyleczyłam z wybierania koloru ścian i kafelek jak coś mi się na południu nie układa jak bym chciałam. Tyle, że mnie się w zasadzie układa wszystko. Na przykład rezygnuje z pracy, ale na własne życzenie itd. Ciekawa jestem czy da się z tej chęci powrotu wyleczyć?:)
CHRUPKI KUKURYDZIANE
To jedno z zamówień, które otrzymałam przed przyjazdem do Polski. Zleciłam Tacie, żeby kupił po drodze z pracy. Mówiłam, żeby takie nie za duże, ale nie za małe.
No i kupił… jedyne 300g kukurydzianych chipsów, toż to maleństwo bedzie jadło miesiąc:))) Nie są za duże, są OGROMNE!!! Rozmiar akurat do plecaka 60 l. Ubawiłam się jak norka :))
HMMm
Może się zdarzyć, że Panu Boskiemu nie dadzą urlopu i będę musiała sama wyruszyć do Madrytu a potem Sevilli. Będzie miał jakiś szalony audyt i nie wiadomo czy pozwolą mu jechać na ten pierwszy tydzień ze mną.
Buu, trochę się boję, że tak będzie. Wiem, że nic by na to niemogł poradzić, gdyby w pracy zdecydowano, że musi zostać, ale buuu. Poradzę sobie (jakoś), ale z nim jednak czułabym się bezpieczniej na tym począteczku. No i te 20 kg bagażu mnie przeraża… tyle to mi wystarczy na słowniki, resztę książek i jakieś 3 skarpetki (pojedyncze).
Ale to jeszcze nie wiadomo na 100%, może się uda.
Tylko bez paniki… niemrawo napisała Agradabla.
W DOMU
Wczorajszy dzień pracy nie zakończył się specjalnie miło, bo mieliśmy z prawnikiem zupełnie odmienne zdanie na temat funkcji prawnika w firmie. Ja uważałam, że powinien wiedzieć gdzie są zapisane umowy a on, że nie. W końcu się dowiedział, ale do mnie się nie odzywa. Tyle lat się starałam być dla niego miła… ale wczoraj już byłam bardzo zmęczona. Trudno.
Podróż minęła bez problemów. Ukradłam sobie koc z sąsiedniej kuszetki, więc nie uświerkłam. Szkoda, że pociąg spóźnił się o 30 min, bo Tata lekko przymarzł. Na Śląsku – Syberia. Śniegu tyle, że po drogach osiedlowych trzeba się przebijać a auta muszą zapomnieć o wymijaniu. Za to w moim zaniedbanym mieście zrobiło się przepięknie. Zobaczę je znowu na Święta… może do tego czasu trochę stopnieje, śniegu jest tyle, że to nie zupełnie oczywiste.
Ty musisz pracować, ja tylko na chwile „zajrzeć” do spraw służbowych, więc dla pocieszenia duszy, ponoć prawdziwa anegdota, którą opowiedział mi Pan Boski przed odjazdem:
Na Wyspach Brytyjskich prawo – jak wiadomo – oparte jest na zasadzie precedensu. Czyli jeśli raz postanowiono w jakiś sposób, to w przyszłości powinno się postanowić podobnie.
Pewnego dnia, student przyszedł na egzamin pijany, więc oczywiście wyleciał z hukiem. Odwołał się, a w odwołaniu napisał, że w XV w. był podobny precedens a sąd zdecydował wtedy, że „student ma prawo przyjść na egzamin podchmielony”. Uczelnia napisała do niego… list z przeprosinami. „że to rzeczywiście prawda. Nie miała prawa wyrzucić go z egzaminu z powodu opilstwa, zgodnie z precedensem umieszczonym w odwołaniu. Przypomnina natomiast, że w XVI w. był precedens, który mówił, że „student powinien przychodzić na egzamin z mieczem”. Gdzie miał miecz?”