ANNA KARENINA

Czytam Anne Karenine. Jest porywajaca. Biorac do reki 878 stronnicowa cegle chwile sie balam czy bede w stanie przez to przebrnac. Przebronac? co za nieporozumienie! Przeleciec, przefrunac, przemknac. Swietnie napisana ksiazka. Zaczelam wieczorem, przed poludniem bylam na 154 str.

Kochane, czytajcie! Seriale wysiadaja.

Srodowy wieczor przesmialam sie z Krolikowska i Ksiezniczka. Kolezanki maja ulanska fantazje, ale "slow" i spinacze zapamietam do konca zycia… ale o wyjasnienia musisz poprosic dziewczyny osobiscie. Ach szkoda, ze tam nie bylas!

Jutro wracam do codziennosci w Bratyslawie. Zderzenie z ludzmi pracujacymi w Pradze utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze bez pracy jest moze czasem nudno, ale jednak mniej stresujaco. Nie wiem dlaczego ludzie sie nie lubia, ale coraz czesciej mam wrazenie, ze wiele osob nic tak nie cieszy jak cudze nieszczescie. A szkoda, mogli/y by skoncentrowac na wlasnej radosci.

Ciesze sie wiec kazdym bezstresowym dniem z chochla i Anna Karenina w reku.

ZABIJE GADA, JAK PSA!

Przyjechalam do Pragi. Bylam z kolezanka na pizzy a potem poszlysmy do mnie do domu. Weszlam do budynku, wsadzilam klucz do drzwi. Nie, nie wsadzilam, jeszcze jedna proba, hmm… jakos nie wchodzi. Kolezanka wsadzila. Silniej, mocniej… niestety to nie jest ten klucz!

Pan Boski dal mi swoja pare kluczy z Blavy i Prahy. Tyle, ze ten z Prahy to jest od jego biura w Pradze. I jakos do drzwi od mieszkania nie pasuje…

Dlaczego nie mialam mojej pary? Bo ja Boski pozyczyl i ZOSTAWIL W MIESZKANIU W PRADZE! Ja tego chlopa udusze!

Na szczescie Mama Boskiego ma zapasowe klucze i wyjatkowo spi u nas. Fantastyczna sprawa. Wejde do domu!

Zeby bylo smieszniej pociag na ktory mialam kupiony bilet, juz w Bratyslawie mial 100 min spoznienia, widzialam na tablicy ze w Breclavi 120. W tym czasie zamiast na niego czekac 3 razy zmienialam pociag, w tym 2 razy osobowy, zeby dotrzec na pendolino z Wiednia. I oto jestem. W biurze u kolezanki pisze blog w oczekiwaniu az Mama Boskiego wstanie.

Oczywiscie nie zwrocili nawet za miejscowke, zeby to bylo mozliwe pociag musial by sie spoznic 180 min… a na to jakos nie chcialam czekac.

Spalam u kolezanki. A za chwile ide do domu, odwiedzic Mame Boskiego, ktora w odroznieniu od jego zony MA te wlasciwe klucze.

O OLIMPIADZIE NAPISALI:

GAZETA:

http://www.sport.pl/sport/1,87610,5585528,Gimnastyka__Naprawde_malutkie_zlotka_z_Chin.html –> goraco polecam 🙂

http://wyborcza.pl/1,75968,5587232,Olimpijska_wiktymologia.html

WP: http://www.rp.pl/artykul/2,181114_Byly_medale__ale_cieszyc_sie_nie_ma_z_czego.html

http://www.wp.pl/r/60291

http://pekin.wp.pl/kat,1017981,title,Dzis-kleska-nastepujacych-Polakow,wid,10252350,wiadomosc.html?ticaid=167db&_ticrsn=3 –> frustracja WP na poczatku Olimpiady:))

ONET:

http://pekin.onet.pl/0,1267708,1812579,0,mimo_wszystko_bylo_lepiej8230,wiadomosc.html

PRAWO JEDNEGO PINGWINA

W nocy meczyly mnie zle sny. W pewnym momencie, kiedy mialam sie juz zaczac bac na serio (wszystko w snie), pomyslalam: Nie ma sie czego bac! Mamy przeciez prawo jednego pingwina! I natychmiast sie uspokoilam a zaraz potem obudzilam z usmiechem na ustach i prawem pingwina w glowie.

Juz tak od czwartej smieje sie myslac o pingwinie.

Pamietaj! na dzisiejsze klopoty pomoze PRAWO JEDNEGO PINGWINA!

/skutecznosc gwarantowana, albo 2 usmiechy gratis/

NA MURANSKE PLANINE

Tym razem wybral(ismy) kierunek Muranska Planina. W drodze do Pan Boski nie chcial sie zatrzymac na rytualna zupe pomidorowa w pizzeri Olivo na rynku v Banske Stavnicy (polecam!) a we mnie wstapil diabel. Gdyby nie kierowal to chyba byl go udusila. W metropolii o nazwie Revuca, gdzie mielismy zamowiony nocleg, byly same spelunki, ale nieee i niee, zatrzymac sie w Banskiej Stavnicy to by byla wielka strata czasu a Revuca to osrodek turystyczny i na 100% (sic!) cos maja. No jasne! Jedzenie to jedyna atrakcyjna dla mnie rzecz na tych nieustannych gorskich wycieczkach. Nie tym razem. Rano jedlismy na lawce zakupy z Billi. Brrr.

W sobote wyruszylismy na podboj Ciganki – takiej gory ktora wchodzi w sklad Muranskej Planiny. Zupelnie standardowa trasa, 350 m przewyzszenia, wg planu 4h. Meczylam sie niemilosiernie. Nieomal sie zanioslam na te gore. Straszna meczarnia. Bolala mnie glowa, oczy, caly czlowiek. Zwykle wystarczy nam tak 60-70% standardowego czasu, nie tym razem. Lezlismy 5h. To znaczy ja lazlam jak mucha w smole a Boski czekal.

W nocy popsulam sie zupelnie. jakby mi ktos na klatke piersiowa przykleil wielkiego ciezkiego kota. Po krotkim przekonywaniu udalo mi sie doprosic Boskiego, zebysmy powrocili do Blavy bez kolejnej wedrowki. I oto jestem…. po 4 h w aucie dotarlismy.

Zaczynam sie zastanawiac, czy ta moja aktualna choroba to nie jest jakas psychosomatyczna reakcja obronna organizmu. Za duzo sie dzieje! za duzo przemieszczania! Jutro mam wazna rozmowa. Od wtorku do czwartku bede w Pradze, od piatku do poniedzialku w Zurichu a potem znowu do Blavy. We wrzesniu czekaja nas poza Zurichem 2 wyjazdy na Morawe i polnoc Czech, do Polski i pewnie jeszcze gdzies… ile razy juz pisalam, ze nie przepadam za czesta zmiana miejsca?

OCZOPLAS

Chcialam zglosic zazalenie. Myslalam, ze jak nie bede pracowac, to bede WYSPANA, piekna i pachnaca. Pachnaca jestem, bo sie wlasnie wykapalam. Na urode wolnosc niestety nie ma oczekiwanego wplywu. WYSPANA nie spelnilo sie w zadnym wypadku.

Boski wstaje o 6:45. Stara sie jak moze ale i tak zawsze tlucze sie strasznie bardzo wiec obudzi mnie conajmniej 5 razy. W efekecie wstaje razem z nim, ok. 7:15 jestem na nogach. Na nastepnych 15 minut zamieniam sie w wielkie ucho, aby posluchac jego "ciekawych" opowiesci z pracy. Za chwalenie powinnam dostac zloty medal. Czego czlowiek nie zrobi, zeby jego Boski byl szczesliwy.

Wracalac do tematu, nawet gdybym chciala spac… mieszkamy tuz za siedziba slowackiego rzadu a obok niej jest park i oni CALE LATO, CODZIENNIE ( w dni robocze) w tym parku z lomotem kosza trawe turbotraktorem chyba. A jesli nie, to jakis niezidentyfikowany obiekt wiertarkuje bardzo donosnie, wiec nie moge spac dluzej (po przebudzeniu) nawet gdybym chciala. Albo policja przyjezdza odwozic auta, bo w naszej ulicy nie wolno parkowac. Jak je pakuje na taka duza ciezarowke to ta ciezarowka bardzo pipie. Dlugo i przeciagle. Auuuu

Chodzimy spac wczesnie, ok 23. Pod warunkiem, ze nie biegam. Ostatni miesiac biegalam codziennie wieczorem i efekt byl taki, ze do 2 rozpierala mnie  energia, wiec juz zupelnie niewyspana chodzilam po tym pieknym swiecie. Rano biegac nie ma sensu, bo za duzo aut a bieganie w spalinach to chyba nie najlepszy pomysl. Nie biegam, spie lepiej.

W efekcie chodze jak snieta. Ale co tam. Cieszmy sie koncem lata 🙂

ZUPELNIE NOWY WPIS

Tu byl wpis, ktory pisalam ostatnich 15 min, ale zniknal byl i nie ma go, swini centkowanej. Nie bede pisac jeszcze raz, bo sie wena zdenerwowala i odeszla. Napisze tylko, ze byl bardzo zabawny i jest czego zalowac (hi hi, ale sciema:)

Dlatego na dzisiaj tylko pozytywna wiadomosc od AD:

 Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem:  "Jestem ślepy, proszę o pomoc"
Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego. Zauważył, ze jego kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy… Wrzuci mu parę monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę wziął jego  kartonik,odwrócił na druga stronę i napisał cos….
Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna znowu przechodził obok tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet. Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka i zapytał go czy to on odwrócił kartonik i co na nim napisał……
Mężczyzna odpowiedział: " nic co nie byłoby prawdą. Przepisałem  Twoje zdanie tylko troszkę inaczej."
Uśmiechnął się i oddalił….

 Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było napisane "dziś wszędzie dookoła jest wiosna.. A ja nie mogę jej zobaczyć…"

Zmień swoją strategię jeśli cos nie jest tak jak być powinno. A zobaczysz ,że będzie lepiej…
______________

 w przyszly wtorek i srode i moze czwartek bede w Pradze? jakby ktos mial ochote mnie poogladac to prosze bardzo:))

FRENEMIES

Poznalam dzisiaj nowe angielskie slowko – FRENEMIES. Oznacza polaczenie slow FRIEND  – przyjaciolka i ENEMY – wrog. FRENEMIES – rywalizujace przyjaciolki.

Mialam kiedys taka jedna Frenemy – obie, wiem to z pewnoscia, bylysmy dla siebie z jakichs kosmicznych powodow toksyczne, ale wiedzialam, ze akurat "toksyczny czlowiek", to nie jest najbardziej precyzyjne okreslenie dla naszego zwiazku. Tak, to Daria oczywiscie – w zakladkach jest link na jej blog, ale niestety nie ma co zagladac, bo juz ponad rok nic nie napisala.

Prawde mowiac nie mam zielonego pojecia dlaczego nasza przyjazn sie zrywalizowala a potem skonczyla. Nie chce opisywac "rozstania", bo nie ma sensu pisac zle o zmarlych (przyjazniach). Rozstanie bylo jak tornado podczas erupcji wulkanu. Uff… mam ten mail, tylu zlych rzeczy na swoj temat nigdy w zyciu nie przeczytalam w kawalku. Niektore byly nawet prawdziwe.

Problemem byla z pewnoscia rywalizacja – tylko, ze zupelnie niezrozumiala. Dlaczego? obie podrozujemy, tyle ze ona z zasady na wschod, ja na zachod. Ona byla lepsza z matematyki, ja z polskiego. Ona plywala stylowo, ja szybko. Ona byla bardziej systematyczna, ja  pomyslowa. Ona jest niska, ja wysoka. Ona ma burze blad (krotkich) wlosow, ja 3 dlugie i bardzo ciemne itd. Nawet faceci sie nam podobali inni! Jak mozna porownywac a do tego walczyc o nieporownywalne z innym?

Pamietam taka okrutna klotnie na Dworcowej w Bytomiu. Szlam do domu przegrana jak leszcz. Potem mi mowila, ze ona tez szla przegrana. I tak sobie umilalysmy zycie gdzies pomiedzy miloscia i nienawiscia.

Teraz nasze drogi rozeszly sie tak daleko, ze watpie, ze sie jeszcze kiedys zejda. W mojej glowie pozostaje nieustannie. Kategoria: Niespelnona milosc Podkategoria: szkoda, bo fajna laska. Moja droga Frenemy.

WROBEL W TALERZU

obiad jadlam "w miescie" z Panem Boskim. Na drugie byly farfale (makarony -kokardki) w sosie brokulowym. Jak juz nieomal wszystko zjadlam na stol wskoczyl wrobel, spojrzal czy nie patrze sie zbyt intensywnie a potem wskoczyl na talerz, zlapal kokartkowy makaron i odlecial.

Za 3 minuty przyszedl atak od tylu. Najpierw przelecial mi nad glowa a potem zapikowal do talerza. Usiadl na rancie i siup zlapal farfale i odlecial z nia pod drzewo.

hmm bardzo odwazne sa te ptaszki. To by byly zdjecia!