OCZOPLAS

Chcialam zglosic zazalenie. Myslalam, ze jak nie bede pracowac, to bede WYSPANA, piekna i pachnaca. Pachnaca jestem, bo sie wlasnie wykapalam. Na urode wolnosc niestety nie ma oczekiwanego wplywu. WYSPANA nie spelnilo sie w zadnym wypadku.

Boski wstaje o 6:45. Stara sie jak moze ale i tak zawsze tlucze sie strasznie bardzo wiec obudzi mnie conajmniej 5 razy. W efekecie wstaje razem z nim, ok. 7:15 jestem na nogach. Na nastepnych 15 minut zamieniam sie w wielkie ucho, aby posluchac jego "ciekawych" opowiesci z pracy. Za chwalenie powinnam dostac zloty medal. Czego czlowiek nie zrobi, zeby jego Boski byl szczesliwy.

Wracalac do tematu, nawet gdybym chciala spac… mieszkamy tuz za siedziba slowackiego rzadu a obok niej jest park i oni CALE LATO, CODZIENNIE ( w dni robocze) w tym parku z lomotem kosza trawe turbotraktorem chyba. A jesli nie, to jakis niezidentyfikowany obiekt wiertarkuje bardzo donosnie, wiec nie moge spac dluzej (po przebudzeniu) nawet gdybym chciala. Albo policja przyjezdza odwozic auta, bo w naszej ulicy nie wolno parkowac. Jak je pakuje na taka duza ciezarowke to ta ciezarowka bardzo pipie. Dlugo i przeciagle. Auuuu

Chodzimy spac wczesnie, ok 23. Pod warunkiem, ze nie biegam. Ostatni miesiac biegalam codziennie wieczorem i efekt byl taki, ze do 2 rozpierala mnie  energia, wiec juz zupelnie niewyspana chodzilam po tym pieknym swiecie. Rano biegac nie ma sensu, bo za duzo aut a bieganie w spalinach to chyba nie najlepszy pomysl. Nie biegam, spie lepiej.

W efekcie chodze jak snieta. Ale co tam. Cieszmy sie koncem lata 🙂

ZUPELNIE NOWY WPIS

Tu byl wpis, ktory pisalam ostatnich 15 min, ale zniknal byl i nie ma go, swini centkowanej. Nie bede pisac jeszcze raz, bo sie wena zdenerwowala i odeszla. Napisze tylko, ze byl bardzo zabawny i jest czego zalowac (hi hi, ale sciema:)

Dlatego na dzisiaj tylko pozytywna wiadomosc od AD:

 Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem:  "Jestem ślepy, proszę o pomoc"
Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego. Zauważył, ze jego kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy… Wrzuci mu parę monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę wziął jego  kartonik,odwrócił na druga stronę i napisał cos….
Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna znowu przechodził obok tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet. Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka i zapytał go czy to on odwrócił kartonik i co na nim napisał……
Mężczyzna odpowiedział: " nic co nie byłoby prawdą. Przepisałem  Twoje zdanie tylko troszkę inaczej."
Uśmiechnął się i oddalił….

 Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było napisane "dziś wszędzie dookoła jest wiosna.. A ja nie mogę jej zobaczyć…"

Zmień swoją strategię jeśli cos nie jest tak jak być powinno. A zobaczysz ,że będzie lepiej…
______________

 w przyszly wtorek i srode i moze czwartek bede w Pradze? jakby ktos mial ochote mnie poogladac to prosze bardzo:))

FRENEMIES

Poznalam dzisiaj nowe angielskie slowko – FRENEMIES. Oznacza polaczenie slow FRIEND  – przyjaciolka i ENEMY – wrog. FRENEMIES – rywalizujace przyjaciolki.

Mialam kiedys taka jedna Frenemy – obie, wiem to z pewnoscia, bylysmy dla siebie z jakichs kosmicznych powodow toksyczne, ale wiedzialam, ze akurat "toksyczny czlowiek", to nie jest najbardziej precyzyjne okreslenie dla naszego zwiazku. Tak, to Daria oczywiscie – w zakladkach jest link na jej blog, ale niestety nie ma co zagladac, bo juz ponad rok nic nie napisala.

Prawde mowiac nie mam zielonego pojecia dlaczego nasza przyjazn sie zrywalizowala a potem skonczyla. Nie chce opisywac "rozstania", bo nie ma sensu pisac zle o zmarlych (przyjazniach). Rozstanie bylo jak tornado podczas erupcji wulkanu. Uff… mam ten mail, tylu zlych rzeczy na swoj temat nigdy w zyciu nie przeczytalam w kawalku. Niektore byly nawet prawdziwe.

Problemem byla z pewnoscia rywalizacja – tylko, ze zupelnie niezrozumiala. Dlaczego? obie podrozujemy, tyle ze ona z zasady na wschod, ja na zachod. Ona byla lepsza z matematyki, ja z polskiego. Ona plywala stylowo, ja szybko. Ona byla bardziej systematyczna, ja  pomyslowa. Ona jest niska, ja wysoka. Ona ma burze blad (krotkich) wlosow, ja 3 dlugie i bardzo ciemne itd. Nawet faceci sie nam podobali inni! Jak mozna porownywac a do tego walczyc o nieporownywalne z innym?

Pamietam taka okrutna klotnie na Dworcowej w Bytomiu. Szlam do domu przegrana jak leszcz. Potem mi mowila, ze ona tez szla przegrana. I tak sobie umilalysmy zycie gdzies pomiedzy miloscia i nienawiscia.

Teraz nasze drogi rozeszly sie tak daleko, ze watpie, ze sie jeszcze kiedys zejda. W mojej glowie pozostaje nieustannie. Kategoria: Niespelnona milosc Podkategoria: szkoda, bo fajna laska. Moja droga Frenemy.

WROBEL W TALERZU

obiad jadlam "w miescie" z Panem Boskim. Na drugie byly farfale (makarony -kokardki) w sosie brokulowym. Jak juz nieomal wszystko zjadlam na stol wskoczyl wrobel, spojrzal czy nie patrze sie zbyt intensywnie a potem wskoczyl na talerz, zlapal kokartkowy makaron i odlecial.

Za 3 minuty przyszedl atak od tylu. Najpierw przelecial mi nad glowa a potem zapikowal do talerza. Usiadl na rancie i siup zlapal farfale i odlecial z nia pod drzewo.

hmm bardzo odwazne sa te ptaszki. To by byly zdjecia!

A TO POLSKA WLASNIE…

Polscy szpadzisci wygrali olimpijskie srebro. Moja duma byla wielka. No i co, ze nie zloto! Srebro to tez bajer. Chwala im za to.

Do tego nasz wspanialy szpadzista Radoslaw Zawrotniak zachowal sie w duchu fair play oszczedzajac reke Jerome’a Jeanneta w przegranym meczu. Co za rycerz – Zawisza Czarny! – pomyslalam. Przykulam Boskiego lancuchem do telewizora i kazalam sie patrzec na relacje.

Patrzymy. Polacy graja slabo. Ale nic. Patrzymy. Nuda troche, bo Francuzi byli bardzo wyraznie lepsi. Tych 9 spotkan jakos przezyjemy. Mijaja minuty, slabo graja. To jednak final – fantastyczny wynik!

W tym czasie juz przeczytalam na Onecie jak to dawy falowaly widzac sportowe zachowanie Zawrotniaka.

hmm… no w relacji falowaly mniej, ale powiedzmy, ze czescy sprawozdawcy mogli zwracac uwage na inne aspekty walki.

Ok. Przegrali. Srebro. Radosc. Odwalilam pawia dumnego a Boski wyruszyl w droge do Czech.

A teraz czytam…drugie dno "super fair play POLAKA":

"Radosław Zawrotniak postanowił wstrzymać się od prób ataków – po pierwsze walka z kontuzjowanym zawodnikiem nie byłaby fair. Po drugie – uważał, że rywal tylko udaje i dowolne trafienie w broń wykorzysta jako pretekst do zmiany. Zdaniem polskich zawodników czwarty Francuz nie zasłużył na medal.

– Igrzyska są tak skonstruowane, że zawodnik rezerwowy musi wyjść na planszę, by otrzymać medal. My przeprowadziliśmy zmianę przed walką, żeby Robert, który jest integralnym członkiem drużyny również miał medal. Rywale postanowili walczyć najsilniejszym składem – chcieli uderzyć z najmocniejszych dział i sparzyli się na tym – ocenił sytuację Zawrotniak."

No kuzwa! co za pies ogrodnika! Co mu zalezy czy medal dostanie 3 czy 4 Francuzow. Plus – najwyrazniej przegrali juz przed meczem i na wszelki wypadek wlaczyli do zespolu "integralnego czlonka druzyny". Dobra, biore, pracowal jak pies lata – zeby integralnie przegrac final. Nich chlopak ma! Tylko dlaczego nie pozwolili, zeby Jean-Michel Lucenay intergalnie wygral?

Gratuluje szpadzistom ich osiagniecia. Sa wielcy. Zwlaszcza jak wszyscy w druzynie przegrywaja ciezko sie musi wygrywac. Na to jednak, zeby byc mistrzami jeszcze nie zasluzyli. Na to najwyrazniej trzeba byc nie tylko sportowcami, ale takze ludzmi. Zalamal mnie ten wielki -maly Zawrotniak.

Zloto dla Jeana-Michela Lucenay. Dla mnie wygral!

______________________________________

Choc jak czytam o naglym przyroscie wieku Chinskich zawodniczek, to cala ta Olimpiada mi sie taka srednio sportowa zaczyna wydawac…

viz: http://sports.yahoo.com/olympics/beijing/gymnastics/news?slug=dw-gymnastsage081408&prov=yhoo&type=lgns

BEZSENNOSC W BLAVE

Jest 5:19, czyli juz ponad godzina niespania.

Obejrzalam najnowsze ploteczki na portalach do ktorych znajomosci sie nie przyznam, sprawdzilam w czym przegralismy na Olimpiadzie, zobaczylam i zaplacilam rachunek za T-Mobile.

Chce mi sie spac, ale nie potrafie usnac. Po srodowej przygodzie ze squashem ciagle boli mnie reka, wiec siedze troche bokiem. Komary bzucza a wczoraj odkrylam, ze mamy i mrowki. Pan Boski pochrapuje.

Wczoraj bylam na jakiejs rozmowie. Byla przyjemna, pani normalna. Nadzieje sa. Mam taka zasade, ze na rozmowach staram sie nie kolorowac rzeczywistosci, bo niby jak potem mialabym ja spelnic. Jedno ze standardowych pytan dotyczylo moich najwiekszych sukcesow zyciowych. Odpowiedzialam, ze … chyba Boski.

Uzupelniajac moja niepelna wypowiedz… wiadomo, ze Pan Boski potrafi byc chamem wrednym, laciatym. Tez go czasem nienawidze. Ostatnio jednak jest, ciagle jest i stara sie byc po mojej stronie. Nawet mnie nie zabil, ze wczoraj zostawilam w domu tornado przed rozmowa a posprzatam dopiero dzis. I tak generalnie slabo by bylo byc samej, bez niego.

Z ta praca to tez tak. Ja juz bym chciala male Boskie dzidzisie, ale mam wrazenie, ze jak je bede miala teraz, to juz nigdy nie znajde pracy. Wiec chce znalezc prace, poczekac jakas pikosekunde i siup. Jestem tak niezorganiozwana zyciowo-pracowo-dzieciowo, ze sama siebie nie moge sluchac. To takie idiotyczne poszukiwac pracy z mysla, ze sie chce miec dzieci. I potem sie dziwic, ze dyskryminuja kobiety… sama bym dyskryminowala. Wlasnie stwarzam powody.

Na rozmowe szlam ze szpilkami w torebce. Firma jest 20 min szybkim krokiem od domu, a ja nie lubie meczyc sie na obcasach, wiec wcisnelam je do woreczka a potem do torebki.

5:36 zastanawiam sie co zrobic z reszta tak pieknie zaczetegi dnia? Musze posprzatac, wyspac sie, zrobic zakupy na przyjazd AW, znalezc pomysl jak wcisnac sie do glowy razem z wszystkimi myslami, ktore mam. Jest goraco.

up-date 6:33 … leje

ŠTROSMAJER ZNOWU UMARL

Po raz 20 chyba obejrzalam ostatni odcinek "Nemocnicy na kraji mesta". Wbrew moim nadziejom Strosmajer znowu umarl a ja wylalam wiadro lez.

Milosa Kopeckeho (gral dr. Strosmajera) kocham w kazdej roli, ale Strosmajer to jest absolutne mistrzostwo swiata.

ale otrzyjmy lzy….

Jakies 2 dni temu na stronie glownej Gazety.pl promowali bloga o szukaniu pracy. Mlode "lebki po studiach" poslali do Krakowa, Rzeszowa, Trojmiasta itd, zeby sprobowali znalezc prace. No i oni oczywiscie te prace znalezli – w charakterze sprzedawcy, sprzataczki, kelnerki, pomywaczki. W 2-3 dni, tydzien MAXYMALNIE.

No super! Juz sie kiedys wsciekalam nad podobnym badaniem gazety w roznych krajach europejskich. To jest jakis debilizm takie "badanie"!

Wierze gleboko, ze czlowiek po studiach – ktory jest czysty i dobrze wyglada dostanie prace jako sprzataczka w TESCO (zwlaszcza jesli ukryje, ze ma studia, ale dobry wyglad i madra gadka zostanie). Tyle, ze czlowiek po studiach nie chce pracowac jako sprzedawca w butiku, pomywacz czy robotnik budowlany. Jego marzeniem nie jest zarobek w wysokosci 800 PLN brutto. To po co robic takie badania?

Jak juz maja cos robic to niech sprawdza ile trwa znalezienie pracy dla absolwenta niech bedzie ekonomii z nieznanej uczelni w Czestochowie za place nie mniejsza niz 2000 PLN brutto. Albo dla chemika czy historyka – w zawodzie.

Wyprowadza mnie to z rownowagi z bardzo osobistych powodow, oczywiscie. Zaczynam szukac pracy, mam studia, znam jezyki, mam doswiadczenia wszego rodzaju a na Profesia.sk codziennie pojawia sie ok. 400 nowych ofert pracy. No i co? no i nic! Interesujace sa tak 1-2 na tydzien. A od interesujace do zaprosza mnie na rozmowe i jeszcze zapalamy do siebie miloscia jest bardzo daleko. Jestem szczesliwym czlowiekiem, mam czas, chce a nie musze pracowac, ale jednak realia nie sa latwe. Choc sytuacja na rynku pracy obiektywnie – rewelacyjna.

Wierze, ze w dzisiejszych czasach problemem nie jest znalezienie pracy. Bo praca jest. Znalezienie pracy, ktora byla by dla nas  motywacjacym, ciekawym zajeciem a jednoczesnie realnym zrodlem utrzymania, to jest wyzwanie!

Jak bede przymierac glodem to pojde do pobliskiego salonu sukien slubnych i pani mnie wezmie do pomocy. Tylko ile tam wytrzymam? i po co?

Droga Gazeto! Chcesz pokazac jak sie szuka pracy – bedziemy w fanklubie, tylko nie szukaj pracy na budowie dla konstruktora z pieczatka.

NIE SPRZEDAJEMY MIESZKANIA

Postawiony przed realna mozliwoscia pozbycia sie swojego ukochanego mieszkania Pan Boski wywiesil biala flage.

On nie chce sprzedawac mieszkanka, bo zadne, ktore widzial nie podoba mu sie tak bardzo jak to ktore mamy.

To duze, ktorego zakup rozwazalismy, jest przepiekne, ale umowa z developerem zakrecona jak sloik, wiec nie ma co ryzykowac.

No i teraz sie boi. Z biurem nieruchomosci podpisalismy 2 tygodniowa umowe i jest  malutka szansa, ze beda w stanie mieszkanie sprzedac. Boski przezywa meki Tantala.

——————-

mamy inwazje komarow – mutantow, gryza po pietach, lokciach i innych kawalkach co wystaja z pod pierzynki. Staram sie stac opatulona moja pierzyna od Siostry, co niby pasuje do sredniowiecznego zamku, bo taka ciepla. Jak mam wybor – smierc przez ugotowanie, albo zdrapanie skory z pet, wybieram ciepelko.

ILE JE BOSKI?

Wczoraj wpadli z niezapowiedziana wizyta Ojczym i Macocha. Bylam na targu, kupilam jarzyny na obiad. Potem w sklepie kupilam jakies sery i wedline na sniadanie.

Ale wrocmy do pierwotnego tematu. Ile je Boski?

Na sniadanie: Boski je miseczke platkow, jogurt albo cos malego i herbate

Na obiad: je obiad w knajpie obok pracy, jak to tutaj bywa zwyczajem

Na obiado-kolacje: je to co mu przygotuje, wiec zwykle jakies jedno danie, ale duzo.

Kolacji nie je. Ewentualnie cos malutkiego slodkiego.

Ale to wszystko pod warunkiem, ze nie mamy gosci. Jezeli przyjada do nas jacys goscie rezim jedzeniowy Boskiego zmienia sie zasadniczo. Napisalabym to tak: poza sytym, domowym obiadem, na kolacje zwykle je tyle, ile nalezy koniecznie zjesc, zeby nie bylo z czego rano zrobic sniadania dla gosci.

Przed wyjazdem do USA zjadl wieczorem 9 (slownie: dziewiec) bogato przystrojonych kanapek. Rano musielismy walnac jajecznice.

Jak ostatnio byla Macocha z Ojczymem zjadl caly ser i pomidory. Byla znowu jajowa.

Tym razem posnanowilam sie przygotowac lepiej. Kupilam na dzisiejsze sniadanie CALY CHLEB, duze opakowanie wedliny i bardzo duze sera.

Dzisiaj rano musialam sobie poradzic z 5-cioma koleczkami wedliny i 3 plastrami sera. Reszte zjadl wieczorem.

On chyba, Boski, tyle energii spala jak musi byc mily, ze je 2 razy tyle co normalnie. I inne rzeczy niz normalnie.

Pojechali. Na sniadanie Pan Boski zjadl jogurcik