PAN MINISTER RODZI

Wlasnie przeczytalam, ze pan wiceminister zdrowia uwaza, ze znieczulenie przy porodzie nie powinno byc powszechne. Cytuje: “- Decyzję o zastosowaniu znieczulenia przy porodzie podejmuje lekarz i nie może to być czynność wykonywana na zamówienie – podkreślił w rozmowie z PAP wiceminister zdrowia Cezary Cieślukowski.”

Bo przeciez lekarz!!! to: a) ma doswiadczenie z rodzeniem zwlaszcza jesli jest chlopem b) wie jak konkretna kobieta znosi bol c) lekarze jak wiemy pasjami asystuja kobietom w czasie calego porodu!

Slow mi brak co to za potluczony gosc. Jestem przekonana, ze gdyby rodzili faceci to jakos by wymyslili jak pozbyc sie bolu zaraz po pierwszym skurczu.

Dwa razy rodzilam silami natury bez zadnych znieczulen i innych wspomagaczy. Da sie? Da! Tylko nie wiem po co zmiszac do tego wszystkich! U mnie akurat tak wyszlo, poza tym rodze w miare szybko. Nikt jednak nie kwestionowal mojego PRAWA do znieczulenia. Curwa co za kraj!

Z innej beczki. Mloda od rána ma goraczke w porywach do 39,4C. Dlaczego? Lekarka w izbie przyjec w szpitalu powiedziala, ze prawdopodobnie zeby albo infekcja wirusowa. Badanie krwi nie wskazuje na infekcje bakterialna. Zobaczymy…

Trzecia informacja: ukasila mnie pszczola chyba w srodku w warge. Warga urosla do takich rozmiarow, ze bym mogla wystepowac w kampaniach na temat nieudanych operacji plastycznych. Padalam ze smiechu za kazdym razem jak katem oka dostrzeglam moja ogromna ware w lustrze. Juz jest lepiej:)

 

ODA NA CZESC KROLIKOWSKIEJ

Te slowa pisze w samolocie, gdzies nad Bonn. Na mojich rekach szczesliwe spi Zu na siedzeniu obok grzecznie “czyta” gazete piecioletnia Gosia. Lecimy zobaczyc jak sie zyje na wyspie. Choc wczoraj wieczorem nie bylo to takie oczywiste…

Zaczelo sie rano. Zu zjadla posilek o 6 rano a potem do 12 cyca nie chciala nawet widziec. Normalnie je co OK 2,5h, tylko w nocy pociagnie i 4-5h bez jedzenia. Z drugiej strony przyzwyczailam sie troche do jej fanaberii w kwestii jedzenia, do tego caly czas miala dobry humor, wiec postanowilam sie nie przejmowac. Potem zjadla o 14, 16:35 … I sie zaciela. Mijaly godziny najpierw Zu byla w zupelnie dobrým humorze, potem zaczela sie drzec jak opetana na koncu na sam widok piersi albo pokoju gdzie jemy dostawala szalu. Do tego nie potrafila zrobic kupy i non stop darla sie darla, darla. Po 20:30 stwierdzilam, ze musi ja widziec lekarz. Nasz poprzedni pobyt w szpitalu zaczal sie w bardzo podobny sposob. Dostalam normalnego ataku paniki i bardzo balam sie jechac do szpitala sama. Dalam Zu jakis lék przeciwbolowy dla maluchow, ktory zwykle pomaga jej jesc w takich sytuacjach. Zadzwonilam do pani Krolikowskiej, ktora bez slowa sprzeciwu rzucila cala swoja prace zeby mnie uratowac. Przyjechala, byla jak usmiechnieta skála, prawdopodobnie i lek stopniowo zadzialal. Zu zaczela jesc. Malutko, bez szalu, po prostu zjadla. W koncu! Po chwili znowu zaczela sie drzec, ale juz ze zmeczenia. Pani Krolikowska unosila malego krzykacza az usnela. Prawdopodobnie Zu przezyla by ten wieczor bez pomocy pani Krolikowskiej. Nie jestem zupelnie pewna, ze ja bym dala rade. Siedzialam jak sierota, lzy mi ciekly po twarzy i dawalam sie uratowac bialemu Krolikowi. Pani Krolikowska zostawila w domu synka w wieku Gosi i odeszla jak stala od pracy, bo zadzwonílam po pomoc.
I to nie pierwszy raz. To u Pani Krolikowskiej Gosia spedzila sylwestrowa noc. Malá Zu pchála sie na swiat a Gosia usypiala przytulona do Pani K.

A teraz lece w nieznane. Nie bedzie Pani Krolikowskiej, Ksiezniczki, AW i innych, ktorzy byc moze albo zupelnie na pewno przyjechali by mnie uratowac gdybym umierala ze strachu i poprosila o pomoc. Bardzo wam dziekuje, ze Was mam. Zwlaszcza Pani Krolikowskiej. Moze coraz dalej (wlasnie lecimy przez kanal), ale jednak… Bez Was moj aniol stroz bedzie mial duzo wiecej pracy. We are approaching our destination….

TU BYL WPIS

Ale sie zmyl, jakby.

Wiec w punktach:

1. nadal je niespecjalnie. I nadal nie mam pomyslu co z tym zrobic. Staram sie wierzyc, ze to co je jej wystarczy a za jakis czas (?) apetyt wroci

2. Jupii! Udala mi sie jedna ciezka papierologia w Czechach i jestem z tego powodu megaszczesliwa.

Pierwszy dzien tylko z Zuza, jesli nie liczyc (nie) jedzenia, calkiem ok.

WEEKEND NA JURZE

Weekend spedzilismy na zamku w Bobolicach.

Zamek w Bobolicach

a konkretniej spalismy w hotelu kolo zamku:

Hotel zamek Bobolice

Poza Bobolicami odwiedzilismy tez Ogrodzieniec:

Ogrodzieniec

A ze bylo troche zimno niektorzy ubrali sie w bluze taty:

Gosia w Ogrodziencu

Na posilenie Kungis musial dostac lizaka:

Lizak

a potem dalej w droge, na Pustynie Bledowska. 

Milosc

Zachod slonca nad pustnia Bledowska:

Pustynia

Niedziela z rodzina w Czestochowie. Bylo bardzo fajnie 🙂

Za tydzien Kaszuby, tylko musze sie tam dodzwonic!

PROMEM Z KAZIMIERZA DO JANOWCA

W czasie weekendu zafundowalismy sobie mala wycieczke. Spalismy w Janowcu w cudnym pensjonacie Serokomla. W sobote bylismy na wycieczce w Kazimierzu Dolnym, Naleczowie i Pulawach a w niedziele zobaczylismy Janowiec i Radom.

Dzisiaj pare zdjec z wielkiej wyprawy promem z Kazimierza do Janowca

W oczekiwaniu na prom

Prom

Na promie

Na promie

SWIETA ZA PROGIEM

Juz za chwileczke zrobi sie ciemno. Potem pojdziemy spac a jutro nagle wyskoczy na nas Wigilia.

I bedzie fajnie. Bedziemy razem. Bedziemy najedzeni. I naprezentowani. I szczesliwi.

W tym roku u Siostruni. A u Siostruni – jak wiadomo – swita sa najlepsze!

Wesolych Swiat i dla Ciebie!

Agradabla

OSTATNIE DNI

Moje odejscie z pracy zbliza sie wielkimi krokami. Musze byc w Pradze, wiec ciagle w kontakcie z ludzmi i nie czuje tego tak bardzo jak powinnam.

Ksiezniczka daje rade z Tata w Warszawie, nawet kucyki jej rano robi. 

W przedszkolu juz ma kolezanki, nie placze przy przekazywaniu i z duma przynosi kolejne naklejki ”well done”.

Ja – z nudow – zaczelam robic czapki na szydelku. Musim sie nauczyc od Nocnej zmiany jak zrobic taka cudna narzute jak ma ona. Bo robi piekne 🙂

ARMAGEDON

Zastanawiam sie dlaczego w moim zyciu nic nie moze dziac sie w odpowiedniej kolejnosci.

Od lat truje dupe Boskiemu zebysmy wrocili do Pragi. A teraz to juz szczegolnie, bo od wrzesnia mam worcic do pracy. 

I udalo sie! We wtorek i srode Boski mowil z wszystkimi swietymi i najprawodpodobniej uda nam sie wrocic do Pragi conajmniej na rok. Super prawda?

Tyle ze… wczoraj miala miejsce kolejna fala zwolnien w mojej firmie… nie wiem ktora znowu, ale jak przyszlam do firmy w 2008 to bylo nas 500 a teraz jest 280. W ramach tej fali zwolniej wyrzucili dziewczyne, ktora byla na moim miejscu (konkretniej po mnie byl jeszcze chlop, ktorego wyrzucili juz wczesniej i jego miejsce zajela kolezanka) a strukture fimy zmienili tak, ze juz nie ma mojego dzialu. NIE MA, dupa, szluz! Rozparcelowali go po kawalkach i dali do innych dzialow, ktorych szefow albo nie znam, albo ja nie pasuje do tych dzialow a jeden jest debilem patentowanym i chyba jedynym czlowiekiem ktorego w firmie patologicznie nie znosze.

BTW super cudny pomysl zlikwidowac dzial produktu… no tak produkty chyba dzialaja dobrze, skoro ida na gore… tylko dzial sprzedazy przestal sprzedawac. Mysle, ze jak nie mozemy sprzedac mleka powinnismy zabic krowe, dobry pomysl.

No w kazdym razie w tym tygodniu staly sie dwie rzeczy: Boski zaryzykowal swoja prace, zebym JA mogla do pracy wrocic i w zwiazku ze zmianami nie mam pojecia czy nadal beda chcieli zebym wrocila we wrzesniu. Moze tak, ale kto wie no i na jakich warunkach? Do tego jesli rzeczywiscie za rok mamy znowu gdzies jechac (co nie jest pewne, ale mozliwe) to byloby nie fair gdybym zawracala gitare jakiemus zupelnie nowemu pracodawcy.

Ja sie zastrzele z luku! i bedzie spokoj.

Prawde mowiac rodzi sie we mnie pomysl nauczenia sie czegos zupelnie nowego tak zebym w przyszlosci mogla pracowac, albo zupelnie samodzielnie albo nawiazywac w ramach jakiejs firmy na kompetencje, ktore chce sobie przyswoic. A przede wszystkim pracowac gdziekolwiek na swiecie. 

Jestem zmeczona wiszeniem pomiedzy krajami, pracami, domami. Ratunku!!!!!

PRZY HERBACIE

Izoluje sie tutaj z herbata a Goska pasie sie z Tatusiem.

Jakby ktos sie pytal czy karmienie piersia ma wplyw na odpornosc? odpowiadam: ma! Ostatnio Mloda miala katar gdzies na jesieni, skonczylam karmic a tu tadam mamy katarus gigantus. Do tego zaczal sie na wycieczce, mam nadzieje, ze nie zarazil malego synka Pani Krolikowskiej.

Wycieczka bardzo sie udala. Bylismy na Vysocine. Ksiezniczka z rodzina, Krolikowska z synkiem no i my (3sztuki). Mysle, ze jeszcze jakas jedna rodzina moglaby dolaczyc, no max. 2, gdyby bylo wiecej juz by sie zaczelo planowanie, wymyslanie, tysiac pomyslow a tak zawsze byla propozycja, ktos powiedzial jakies argumenty za albo przeciwko i po krotkich ustaleniach zaczynala sie realizacja. Dla mnie bomba. 

Ksiezniczka zrobila nam jedno z bardzo nielicznych wspolnych zdjec calej naszej rodziny. Tadam:

Gosia z rodzicami

W zwiazku z megagiga katarem Gosi zredukowalismy wycieczke o 1 dzien. Zeby udobruchac Boskiego obiecalam mu 3/4 dniowa wolnosc jutro. Coz, odbije sobie wieczorem (mam nadzieje).

A no i jeszcze ogladamy duze mieszkanie. Jesli sie uda to sie chyba posikam z radosci. Boski zaczyna negocjacje o cenie, zobaczymy co z tego wyniknie. Nie przeszkadza mi to jednak w cieszeniu sie na zapas :))