Agata Wróbel segreguje śmieci w Anglii

Wlasnie przeczytalam na Onecie, ze Agata Wrobel segreguje smieci w Anglii. I tak sie zastanawiam, czemu sluzy taki artykul? Poza zwiekszeniem wplywow z reklamy, oczywiscie.
Gdybym byla taka Agata Wrobel pewnie bym nie chciala, zeby ktos pisal o tym, ze zdecydowalam sie podjac nieprzyjemna prace. Z drugiej strony, uwzgledniajac okolicznosc, ze p. Agata zakonczyla kariere w grudniu, trzeba powiedziec, ze jest bardzo operatywna skoro juz w polowie lutego mieszka w Anglii i ma prace a do tego juz placzemy nad jej losem. Wiec moze odwrotnie, chce publicznie oglosic co robi. Jej aktualny szef p. Wesolek (nomen omen) pisze
"Ale tak jak ja, nie mogą się nadziwić, że tak utytułowana sportsmenka musi wykonywać taką pracę, że w Polsce została olana." Kto niby mialby p. Wrobel nie olewac i w jakis posob to nie-olewanie mialoby sie przejawiac?

KASZEL ODDAM W DOBRE RECE

Meczy mnie tradycyjny, zimowy kaszel. Zyje z nim cale zycie, ale dzisiaj jest mi wyjatkowo nie na reke, bo ide do dentysty. Wpadlam rano do apteki minute przed otwarciem i poprosilam o "cos" co sprawi, ze dzisiaj o 15:00 nie bede kaszlec. Pani popatrzyla sie na mnie z wyrozumialoscia nalezna wariatom, ustalila parametry i udala sie na zaplecze. Po powroce stwierdzila, ze ustalily z kolezanka, ze syrop bedzie najlepszy. I jak sie okazalo wcale nie najdrozszy. Wlasnie wypilam i czekam na cud. Na szczescie nie mam kataru, wiec jesli nie dostane ataku kaszlu, to prawdopodobnie wytrzymam godzine pod ta cerata. Zobaczymy.
W kazdym razie nie chce chodzic do dentysty ani o dzien dluzej nic to absolutnie konieczne. Wystarczy, ze dzisiaj mialam klopopy ze spaniem ze strachu, ze bede kaszlec. Pomylona jestem dokumentnie.

EPILOG: przyznalam sie, ze jestem chora. Dentystka powiedziala, ze zab bedzie i tak w sterylnym srodowisku, wiec to ponoc nie szkodzi (jesli to jest tylko przeziebienie). To byl wyjatkowo bezproblemowy zab wiec nie czulam nic i lezalam jakos tak, ze nie mialam najmniejszej potrzeby kaszlec. Gdybym sie nie przyznala do przeziebienia to nikt by nie poznal. Syrop zadzialal. Robitussin, polecam.

ŁUBU-DUBU

W zwiazku z tym, ze cetrala i p.o. szefa znajduje sie na Slowacji. My w Czesi, zostaniemy wyposazeni w urzadzenie typu "lubu-dubu niech nam zyje prezes naszego klubu" a konkretniej – wideokonferencje. Jak ktos bedzie mial problem, wejdzie do duzej sali konferencyjnej, sprawdzi mikrofon i kamere i bedzie mogl wyrazic swoj szacuneczek do doc.dok.hab p.o. szefa csc.
O ile poprzedni szef zajmowal sie bombastycznym obiecywaniem gruszek na wierzbie, o tyle nowy p.o. szefa jest teoretykiem uslug finansowych. Uwgledniajac jego doglebne wyksztalcenie – p.o. jest serio docentem (choc nikt nie wie czego)… poziom abstrakcji jego wiedzy jest tak wielki, ze sam powiedzial, ze mamy jakby nie liczyc na jego przesadna pomoc, bo nie jest a co wiecej specjalnie nie chce byc w temacie. Git.. teraz tylko kto ma prawo decydowac o czym, panie p.o?

Z tematow bardziej wzniosych. Promotor z nieznanych powodow byl zachwycony moim planem. Prawdopodobnie w wyniku szoku hormonalnego – w sobote mu sie corka powila. Zaproponowal mi rowniez wspolne pisanie artykulu po angielsku uwaga: na polsko-czeska konferencje. Zareagowalam jak rozentuzjazmowany tlum, poniewaz bardzo potrzebuje publikowac. Dotad mialam tylko premiere, jako stypendysta tadam… Brytyjskiego Stowarzyszenia Geografow – sic! ale to bylo tylko klapanie na jakiejs strasznie waznej konferencji, wiec nie wiem czy sie liczy jako publikacja?!

O 14:07 odjezdzam do Polski i caly weekend bede maltrerowac dzidziusie Siostry. Za ten czas co sie nad nimi znecam troche wyrosly, ale nadal sie nadaja do gilgotania i nawet ustawiaja sie w kolejce.

UMARL KROL, ciag dalszy nastapi…

Stalo sie. Mucha nie wstala.
Szefa nie bylo dwa dni, byl w centrali. Wczoraj rano powrocil.
Okolo poludnia
pojawil sie w moim biurze i powiedzial, ze wlasciciele i on uzgodnili zmiane struktury wlasnosci i jego odejscie do (tajemniczych) innych projektow.

O 15:45 to samo powiedzial wielki szef, podziekowal "bardzo wartosciowa, owocna wspolprace i dziekujemy…"

Potem jako "szef dzialu" musialam na dywanik. Co sie mi nie podobalo? Jakie rzeczy stanowily dla mnie problem? Co szef skopal? Co trzeba zmienic od jutra? Czy moglabym z nim jeszcze pracowac, ale w relacjach na tym samym poziomie?

Bueee. Nie lubie tego. Elokwencja zanika mi w stopniu doskonalym. Nie mam w zwyczaju bic trupa.
Powiedzialm, ze bym mogla. Ze w kwestiach sprzedazowych jest swietny (jest) tylko jakos tak ma problemy z koordnacja podwladnych (wpienia ich nieziemsko) i troche nic
nie wie o produktach ktore sprzedajemy, choc sciemnia, ze wie wszystko. Ale jako czlowieka go lubie (lubilam, ale nie wdawalam sie w szczegoly)

Ciagle jestem zszokowana. Co dalej, maturzysto?

ČESKÉ MOŘE

Dzisiaj wierszyk. Jesli znasz czeski, pewnie znasz i wierszyk. Jesli
nie znasz, pewnie bedziesz mial/a klopoty ze zrozumieniem.
Warto, poza slowami ciekawy jest rytm wierszyka.
Sproboj go przeczytac na
glos..

ř czyta sie jak bardziej dzwieczne nasze rz

oznacza, ze literke czyta sie dluzej

š to cos pomiedzy sz i sii (nie mam polskich liter)
itd.. z wyczuciem.
Pamietaj! Cala Polska czytam dzieciom:))

ČESKÉ MOŘE

České moře, dárek od Shakespeara,
Pohádkový omyl, který potěší.
Cosi jako láska, naděje a víra,
Moře pro neplavce, more pro pěší.

Moře bez vody a bez příboje,
Nekonečné moře všeho, co bys chtěl,
Moře mrtvých mýtu, moře nepokoje,
Moře utonulé v buñkách naších těl.

Moře sebeklamů, moře nebezpečí,
Moře, které mumlá vyhynulou řečí,
Zamořené moře, moře našich dob.


Moře, z něhož zbyly útesy a břehy,
Zkamenělé moře milosti a něhy,
Moře hoře, naše kolébka i hrob.

/Jiří Žáček/

P.S.
Pan Boski stara sie ostatnio mowic po polsku. Tragedia! :)))

SPONSOR POSZUKIWANY!

Mam kolezanke Monike, ktora biega. Zwykle 10 km rano i 10-12 wieczorem. Codziennie poza czwartkiem, bo w sobote ma zawody a dwa dni przed nie powinna sie forsowac. Wygrala Maraton w Pradze, Berlinie, Dreznie itd itd. Do tego jest najskromniejsza osoba jaka znam. Uwaza, ze 5 tytulow mistrzowskkich, maratony itd to w sumie nic wielkiego i twierdzi, ze ona sama ma najwiekszy szacunek do tych ktorzy dobiegaja maraton po 8-10 godzinach, bo Ci co przebiegli w ciagu trzech sa na to przygotowani, wiec to juz inna bajka.
Biegi dlugodystansowe to nie jest specjalnie medialna dyscyplina, proces biegania trwa dlugo, nikt nikomu nie daje po pysku ani nie spada ze 100 m wysokosci do tego ona pracuje a nie zajmuje sie wylacznie sportem. Miedzy innymi dlatego Monika nie ma sponsora.
Postanowilam tego sponsora znalezc…w tym celu zaczne od firmy Pana Boskiego. Gdyby ktos mial jeszcze inne pomysly bede bardzo wdzieczna.

DWA TEMATY

temat pierwszy:
napisalam plan pracy, metody badwcze i ze sie tak wyraze kregi literatury. Pan Boski ma dzisiaj poprawic. Nie jest to zle, ale na kolana mnie jeszcze nie powala. Jak wszystkie moje dotychczasowe wytwory jest troche za malo powazne a za bardzo ciekawe jak na warunki uniwersyteckie, zobaczymy co sie stanie.

Poprosilam Amande – kolezane z migracji, aby poslala mi swoja prezentacje. I musze przyznac chyle czola. Ma ta prezentacje zrobiona na prawde ciekawie (ja nie mam jeszcze wcale, prezentacja bedzie na podstawie planu pracy jak mi go zatwierdzi promotor). Temat czyli integracja afroamerykanow interesuje mnie w stopniu ograniczonym, ale widac, ze ja bardzo, a to podstawa. Amanda pracowala w ministerswie i jak sama mowi nie przemeczala sie… a teraz jedzie pracowac w Brukseli, bo nikt inny sie migracjami w ministerstwie nie zajmowal. I tak powinien wygladac doktorant. Pracuje w temacie, pisze w temacie. Ma duzo czasu. A ostatnio uwiodla belgijskiego profesora z migracji, wiec ma dostep do materialow. I dobrze. Jej prezentacja jest na prawde ciekawa i dobrze zrobiona. Az mi wstyd, ze ja tak ladnie nie jestem przygotowana. I pewnie nie bede. Mam jeszcze 3 tygodnie, ale z pustego i Salomon nie naleje. A biblioteki otwieraja jak ja juz jestem w pracy a zamykaja jak jeszcze… wiec stan sie specjalnie nie zmieni… Musze nad soba popracowac

temat drugi:
w sobote bylam w Normie. To taki sklep blisko naszego mieszkanka. Juz o nim pisalam, mozna kupic sol, zelazko na batere i czapke z antenka. Do tego zgnity banan, na przyklad. Jak stalam w sobote w kolejce, ja i kilku bezdomnych (to batrdzo tani sklep i jedyny szeroko, daleko), pani sprzedawczyni skarzyla sie jednemu takiemu, ze pracuje 15h z jedna przerwa za minimalne wynagrodzenie. I, ze odejdzie. Cala obsluga tam wyglada jakby po pracy szla spac do konteneru.
Po raz n-ty uswiadomilam sobie jakie mam szczescie. Nie pracuje w Normie, nie zarabiam minimalnego wynagrodzenia. I w zasadzie moge sobie kupic (przynajmniej w Normie) wszystko co chce. Nawet drogi ser, albo sok. Powinnam sie wstydzic za moje ‘wiekopomne problemy". Moze nie napisze doktoratu, ale poza tym (i zebami) mam sie dobrze. I staram sie (serio) doceniac ten fakt kazdego dnia.

AGRADABLA MA PLACEK (jak baba z przyslowia)

Jeszcze wczoraj moim jedynym, niepowtarzalnym i powalajacym zmartwieniem byly zebole. Najwyrazniej za bardzo marudzilam, bo dostalam nieszczescie do kompletu. Oto Pan Dziekan raczyl byl poinformowac mnie i moich uczonych kolegow, ze w dniach 21 i 22 lutego mamy goscinne wystepy na uniwersytecie w ramach ktorych bedziemy pezentowac plan pracy, metody badawcze itp itd. max. 10 minut. Luzik.

Luzik, jesli ktos ten plan i te metody i te literature i te hipotezy ma. Bo jak ktos nie ma, tak jak nie przymierzajac Agradabla, to mu natychmiast oczy ze strachu na podloge wypadaja razem z wlosami, zebami, nogami, rekami, brzuchami, plecami… no przesadzilam. Strach wielki w kazdym razie. Nawet profilaktycznie nakrzyczalam na sekretarke, ze costam zle policzyla bidula, zebym sie nie stresowala sama.

Wracajac do tematu : weekend zapowiada sie bardzo tworczo. Przyznaje, ze cos mnie natchnelo i juz wczesniej zaczelam myslec w tym kierunku, i choc zbyt daleko w tych mysleniach nie doszlam, to jednak cos!

Do tego moj mily promotor jakos tak na dniach badz wziol byl, albo za chwile zostanie ojcem  pierwszy raz, wiec kto wie czy bedzie mial oczy do rzucania na wytwory mojej schorowanej wyobrazni. No mam nadzieje!

Potem bede musiala szalone pomysly przetlumaczyc, dokopac Pana Boskiego, zeby poprawil (juz widze te fochy :(((. I w droge!

Wejde tam najlepiej ubrana i wygladajaca bosko (Czesi, a juz zupelnie czescy geografowie nie przywiazuja wagi do takich drobnostek). Tak wiec wejde tam piekna i czarujaco, aczkowiek tonem nieznoszacym sprzeciwu walne im ten 10 minutowy wykladzik o mojej pracy.

Krotkie: Ven i- vidi – vici Co bede przeciagac. A to wszystko z polowa paszczy bez oznakow zycia, bo rano mam dentyste.

Ale co tam, taki mam plan i zamierzam go zrealizowac! :))

KTO DA WIECEJ?

Ze wzgledu na dobro czytelnika nie bede opisywac szczegolow. Przebilam swoj rekord zyciowy: spedzilam 1h 40 minut na krzesle dentystycznym. Bez znieczulenia. Przezylam. A w nagrode jutro o 8 rano wracam, zeby nie miec czasu zatesknic za dentysta.
Troche monotematyczna jestem, co? Rzeczywiscie, bo przezywam 😦

Jeszcze raz ostrzezenie: nie chodzcie do dentysty w Bytomiu na ulicy Szkolnej! Bardzo mily… i bardzo zly.