GDZIES W DRODZE

Dzisiaj zdjecia ”z trasy”, mysle, ze jechalismy z PN Abel Tasman w kierunku lodowca Franty Pepty. Nie ma to specjalnego znaczenia, bo w kazdej drodze bylo fajnie. 

Ona i ja

A tu Tatus z Coreczka (w nieustajacym ruchu)

Boski i Gosia

to zdjecie lubie, bo duzo sie na nim dzieje. Moglabym je podrasowac/dokolorowac w jakims programie graficznym, ale tak sobie mysle, skoro nie twierdze, ze zdjecia sa profesjonalne to moga byc po prostu przyjemne 🙂 Ale moze kiedys zmienie zdanie i wszystkie nagle nabiora barw 🙂

duzo sie dzieje

Zblizamy sie w kierunku gor

Gory

gdybysmy staneli w kazdym miejscu gdzie bylo ladnie pradopodobnie wlasnie bysmy dojezdzali do polowy trasy

roslinki

Probowalismy jesc egzotyczne owoce – na zdjeciu widac tangelo czytaj: nieudana mandarynka. Po kilku probach doszlismy do wniosku, ze jesli jakis owoc nie zdobyl Europy to pewnie byla jakas przyczyna. Zaden nie powalil nas smakiem.

Tangelo

Las deszczowy to taki zwykly las tylko 100 razy bardziej. Nie ma mowy zeby WEJSC i pospacerowac. Trzeba by bylo WYCIAC sobie droge i na wycietym kawalku pospacerowac

Las

do obejrzenia 🙂

ABEL TASMAN

Wrocmy sie na chwile na Nowa Zelandie. Tym razem odwiedzimy chyba najladniejszy park narodowy z tych, ktore widzielismy – Abel Tasman.

Dzien byl bardzo intensywny. Na poczatku plynelismy taksowka wodna, potem 8 km szlismy przez las deszczowy a potem taksowka odebrala nas prosto z przepieknej plazy i przywiozla na miejsce z ktorego odplynelismy. Ale… tam juz nie bylo wody, wiec przyjechal po nas traktor.

Zacznijmy od tej plazy:

Ona na plazy

I jeszcze raz, Ksiezniczka we wlasnej osobie:

To ja

Ale zacznijmy od poczatku. Wsiedlismy na lodke…

 Traktorek

Dostalismy kapoki:

Ksiezniczka w kapoku

i wio, po drodze zobaczylismy skale, ktora ponoc grala we Wladcy Pierscieni:

Skala

tak wygladala droga przez las:

Biegiem przez las

po drodze zlazlam na plaze a potem wlazlam… niby 15 minut w kazda strone, ale ciezkie 15 minut:

Plaza

A pod nami rybka:

Rybka

Sami sobie zdjecie i tak to wyglada… Mloda chwile pozniej usnela Boskiemu na rekach

Cala rodzinka

a z plazy odebral nas traktorek. Nas i kajaki

Traktorek

NA PLAZY

Juz dawno nie bylo zdjec. Warto to naprawic 🙂

Gosia

Ona i ja:

My dwie

Mloda:

Gosia

Gosia i Tata:

i z Tata

Roslinka mnie strasznie fascynowala, przyszla fala i uj… buty byly tak troszke mokre:

Roslinka

i znowu Gosia – no ja ja po prostu kocham :))

I znowu ona

Kamienie:

Kamienie

Gosia i mama:

Gosia i Mama

I na koniec w komplecie:

Cala rodzinka

Z KRONIKARSKIEGO OBOWIAZKU – PRZEPRAWA PROMEM

Prom zamowilismy przez internet jeszcze przed wyjazdem. Godzine przed terminem wyplyniecia stanelismy dokladnie wyznaczonym miejscu na wyznaczonym parkingu w porcie. Wszystko bylo sprawnie, szczegolowo zorganiozowane. Auta zostawilismy na dolnym pokladzie a towarzystwo zostalo wezwane do organizowania sobie zajec w podgrupach na wyzszych pokladach. Gosia polowe podrozy ogladala bajki w kinie dzieciecym (bedzie widac na zdjeciu), ja przegadalam z Kanadyjka, ktora wlasnie plynela do nowego domu ze swoim poznanym przez internet mezem – pilotem – Nowozelandczykiem. Boski stal na gornym pokladzie i robil zdjecia. Jest autorem wiekszosci zdjec z tego wpisu.

Mapa

Droga

 

my

wyspy

dalej

Gosia w kinie

port

WELLINGTON i POLSKIE DZIECI

Wellintgon jest stolica Nowej Zelandii i 3 co do wielkosci miastem na wyspach. Bylo sympatycznie. Nie moge powiedziec, zeby specjanie mnie powalilo, ale w koncu nie pojechalismy na Nowa Zelandie, zeby ogladac miasta 🙂

Odwiedzilismy miedzy innymi tamtejsze muzeum narodowe – nazywa sie Te Papa Tongarewa – Nasza Ziemia Nowa Zelandia i jest boskie. Wejscie jest za darmo a w srodku swietnie zorganizowane interaktywne muzeum, ktore z pewnoscia zainteresuje wszystkich. Nawet mloda byla zachwycona – na przyklad ogladajac krotki filmik w rozmiarze 3D

Muzeum Te Puia

Mloda na seansie filmowym:

Gosia w muzeum

Jeszcze jedno potwierdzenie jaka czysta jest woda. Ten pan, ktorego widac na zdjeciu wskauje do wody w porcie – w srodku miasta. Pare kilometrow od tego miejsca staly kontenerowce. Tak wiec – nie, nie musi byc brudno, nawet jesli port pelni funkcje inne niz rekraacyjne.

Pan skacze

Na miejscu pani na zdjeciu umarla bym ze strachu juz siedzac z nogami dyndajacymi nad woda (boje sie wysokosci). Nie mam pojecia co i dlaczego robila z tym dzieckiem …

dziecko

Przed wejsciem do biblioteki – bardzo mi sie te palmy spodobaly 🙂

Biblioteka

W Wellington w 2 miejscach trafilismy na tablice upamietniajace historie polskich dzieci, ktore po tysiacach kilometrow wedrowki przez Azje dotarly do Nowej Zelandii, zeby tam trzetrwac koniec wojny. Po tym jak sie okazalo, ze wladze w powojennej Polsce zaczeli sprawowac komunisci dzieciom zaproponowano pozostanie na Nowej Zelandii. 

Polskie dzieci

Polskie dzieci

Polskie dzieci

WAIKATO – najdluzsza rzeka na Nowej Zelandii

Calej rzeki nie widzielismy, ale udalo sie nam zobaczyc piekny wodospad z krysztalowo czysta woda. Co do wody, to innej niz czysta nie prowadza na Nowej Zelandii. Beda jeszcze zdjecia rzeki o glebokosci 3m na ktorej dnie widac kazdy kamyczek.

O przyrode, jej odrebnosc i piekno sie po prostu dba. Przekonalismy sie o tym sekunde po przylocie do Nowej Zelandii kiedy pani celnik poszla wyczyscic malutka grudke ziemi, ktora mialam na gorskich butach, zeby przypadkiem jakies nasionko nie wkroczylo na teren Nowej Zelandii. 

Przechodzac do zdjec. Bedzie rzeka oczywiscie, ale nie umialam sie powstrzymac wiec na po czatku i na koncu beda najladniejsze (moim zdaniem:) zdjecia, ktore udalo mi sie zrobic tego dnia o nieco odmiennej tematyce.

ona

Waikato

Waikato

waikato

Boska

NASZ CAMPERVAN

Calmiriel pytala sie czym i jak podrozowalismy w Nowej Zelandii. Trza odpowiedziec. Dzisiaj podaruje sobie pseudoartystyczne zdjecia. Przygotujcie sie na porzadna dawke naszego milacka.

Jezdzilismy campervanem typu VW transporter – takim malym, bo te wieksze zwykle przewiduja 2 osobowa grupe podrozujacych a nas bylo 3 w tym jeden malutki. Co prawda w transporterze dzidziusie siedza dalleko z tylu (co zobaczysz na zdjeciach) ale jednak bezpiecznie w foteliku (strasznym:), takze dla nas bomba.

Pasy zapiete? Zaczynamy!

Oto nasze auto:

Nasze auto

No dobra, to drugie w kolejce jest nasze 🙂

A tutaj widac jak auto wyglada w srodku jak sie rozlozy fotele i przygotowywuje do spania:

PO rozlozeniu

Auto i Boski 🙂 Tyl auta sie nie zmiescil, bo zdjecie robilam teleobiektywem i bylam za blisko

Boski i auto

Na noc zatrzymywalismy sie w miasteczkach wakacyjnych, rozkladalismy dach i bylo fajnie. Na zdjeciu nasze auto i wolny elektorn

Auto i wolny elektron

Karmienie dzikich zwierzat:

Karmienie

Wjezdzamy na prom miedzy wyspami:

Wjazd na prom

kolejne miasteczko wakacyjne, mamusia odpoczywa w ustronnym miejscu…

Mamusia odpoczywa

Pani Mlodsza tez miala sposoby na optymalizacje naszej niewielkiem przestrzeni do mieszkania:

Pani mlodsza

W tle widac czesc socjalna miasteczka. W tym budynku miescila sie kuchnia, lazienki, pralnia. W kazym miasteczku wakacyjnym troche inaczej, ale jednak podobnie:

Miasteczko wakacyjne

Na zalaczonym obrazku widac, ze przestrzen w aucie nie byla rozwiazana idealnie (bo do dziecka byly lata swietlne), ale nasze nie protestowalo 🙂

Dalekko

🙂