DRUGA STRONA MEDALU

Jedna strona medalu to uciekajacy czas i kariera. Druga strona medalu to dzieci.

Poltora roku temu Gosia weszla do klasy pelnej malych Anglikow z jaka-taka, komunikacyjna znajomoscia jezyka angielskiego. W Warszawie Gosia byla British School, dlatego dawala rade. Jednak dzieci w Londynie na przyklad szybciej zaczynaja czytac, maja duzo wiecej zadan domowych niz bylo w Warszawie. Jednak lekkie zderzenie ze sciana. Swiadectwo z zerowki w Londynie bylo OK, ale nie rewelacyjne. Rok temu, pierwsza klase we wrzesniu zaczynala na poziomie 2 w ich systemie czytania (jej najlepsza kolezanka poziom 14). W lipcu obie skonczyly na poziomie 19. Gosia byla jak gabka. Nie za darmo. Na poczatku odrabianie zadan domowych i czytanie to byla jakas katastrofa. 1-2h dziennie krzykow, piskow i mojego wylatywania ze skory. Teraz Gosia ma takiego spida, ze tylko w poniedzialek odrabianie przeciaga sie ponad godzine. Pisze bardzo ladnie i szybko, ostatnio swietnie jej idzie matematyka Itd itd, dlaczego to pisze? Nie potrafie sobie wyobrazic, ze Gosia przezyla by ten poczatek z niania, albo sama w swietlicy.

Zu na Sylwestra skonczy 2 lata. Jest cudowna rozrabiaka. Zupelnie inna niz Gosia. Odwazna, bunczuczna, czlowiek bez strachu (czasem tez bez mozgu). Jednak ciagle jest malutka. Czasem mam wrazenie, ze nadal nie rozroznia gdzie koncze sie ja a zaczyna ona. Bywaja dni kiedy bawi sie caly dzien sama i wcale sie mna nie przejmuje. Bywaja i takie kiedy caly czas jest ze mna w fizycznym kontakcie. Niby wyrzuca rzeczy z szuflad albo probuje jesc mydlo, ale jakas noga czy pupa non stop mnie dotyka. Ciagle na mnie wlazi, tuli. Podczas snu uklada moje rece tak, zebym zamknela ja “w srodku”. Z cala pewnoscia dala by rade w zlobku, ale dobrze jej z Mama na podoredziu.

Reasumujac: mysle, ze z punktu widzenia dzieci to nie jest takie glupie, ze jestem w domu. Jemy razem sniadania i kolacje. Jak trzeba latam z lyzka syropku i witamina w zelce. Jesli niedlugo pujde do pracy to nic sie nie stanie, ale dobrze, ze ten czas byl. Mogly sie ukokosic w zyciu ze swiadomoscia back-upu w trybie stalym.

 

 

CNOTLIWA JAK POLKA (taaa…)

Mariah Carey rozstala sie z narzeczonym. Jedna z plotek glosi, ze powodem bylo to, ze postanowila zachowac “czystosc” az do slubu. Przypomnijmy Mariah ma jakies 46lat i jest matka kilkuletnich blizniakow. Dziewica wtorna.

Komentarze pod polskim artykulem roznorodne. Raczej w kierunku “brawo i tak powinno byc” albo jakichs drwin z chlopa.

Abstrahujac od tego, ze to pewnie plotka, szokuje mnie podejscie do zycia Polakow i Mariah, oczywiscie.

Z jednej strony powala mnie niekonsekwencja: baba czesto chodzi ubrana jak bardzo zmeczona zyciem dziwka. Wciska to swoje sredniej wielkosci cialo w jakies lateksy odpowiednie (jesli dla kogokolwiek) dla 20 letniej modelki, a z drugiej strony nagle zgrywa swieta. Ja jej nie zabraniam chodzic bez spodnicy, kazdy z nas czasem ubiera sie nieodpowiednio, tylko wydaje mi sie ze to jednak niespojne.

Do tego te polskie komenatrze o czystosci itd. No nie wiem, znam páry ktore byly dla siebie jedynymi do chwili obecnej, partnerami, ale takich co to pierwszy raz po slubie to chyba jednak osobiscie nie poznalam. I co wiecej bardzo sie ciesze, ze tak jest!

Denerwuje mnie, ze w Polsce demonizuje sie sex. Przeciez to naturalna, przyjemna, zdrowa czynnosc! Partnerow trzeba wybierac rozsadnie i starannie to jasne, jednoczesnie jednak trzeba cieszyc sie zyciem! Osobiscie bardzo zaluje, ze bylam “swieta” i mam wielka nadzieje, ze moje corki beda kiedys prowadzily bogatsze niz ja przedmalzenskie zycie sexualne a potem wybiora tego jedynego.

“Szanowac sie” nie oznacza, moim zdaniem, liczyc na cud, ze maz jednak w noc poslubna okaze sie wspanialym kochankiem. Szanowac sie to dokonywac rozsadnych, swiadomych wyborow, bedac w zgodzie z wlasnymi oczekiwaniami i potrzebami. Na koncu mozemy nawet wybrac biale malzenstwo. Wazne zeby wybor byl swiadomy.

Tylko tu mowimy o 46 letniej rozwiedzionej kobiecie, ktora zgodzila sie wyjsc za kogos za maz! Jasne, moze zdecydowac, ze chce uprawiac sex az po slubie i to jest jej wlasny wybor, ktory szanuje. Jednak od ” Hmm, no jesli tak chce” do “Brawo Mariah! Tak powinno byc” jest w moim wypadku bardzo daleko.

Co te Czechy robia z czlowieka?!

 

Co?

Sa takie dni kiedy poczucie szczescia i nadzieji zmienia sie w obawe i strach w ciagu pieciu minut. Potem znowu dobre odczucia, za chwile zle. Jak pogoda w kwietniu. Nie mam pojecia od czego to zalezy. 

Skonczyl sie kolejny dzien w Pradze. Zu ladnie spala, przyzylysmy przyjemny aktywny dzien a jutro znowu same. Boski przyleci do Pragi za jakies 15 minut, wczesnie rano odjedzie z kolegami w gory.  W niedziele przywiezie Gosie od babci a w poniedzialek w nocy odfruniemy do Londynu. 

Kolejny dzien, tydzien, miesiac, rok w zawieszeniu. Pomiedzy radoscia bycia z dziecmi a strachem z uciekajacej mozliwosci profesjonalnego rozwoju. Pomiedzy Londynem i Praga. W pol kroku, w pol drogi. Ciekawa jestem co bedzie. I bardzo chciala bym wiedziec co chce. 

100 TYSIECY WARIATEK

Pan, ktory wiozl mnie dzisiaj na lotnisko mowil, ze na “czarne marsze” chodza w Polsce wrzeszczace wariatki. Na transparentach maja waginy i krzycza wulgarne hasla. Nawet nie wchodzilam w dyskusje na ten temat, bo przeciez nie wytlumacze, ze jednak bylo tam 100 tysiecy pan w roznym wieku i z cala pewnoscia wiekszosc zachowywala sie nalezycie, a ich udzial w marszu nie byl efektem manipulacji TVN i gazety.pl

Oj nie pomogla calej sprawie pani Natalia Przybysz. Nie wiem nawet kto to jest, tylko pisza o niej teraz wszyscy. “Usunela zdrowa ciaze, bo by sie trzecie dziecko nie weszlo do 60 metrowego mieszkania”. Daleka jestem od potepiania tej pani. Za dlugo mieszkam w kraj(ach) w ktorych ludzie nie zagladaja innym pod pierzyne i wglab sumienia, zeby to robilo na mnie wrazenie. Nie pomogla, bo jesli pan Kaczynski potrafi powiedziec, ze wiekszosc (innym razem mowil o 30%) aborcji to dzieci z downem, choc nie ma takich statystyk! to teraz zacznie opowiadac, ze baby usuwaja ciaze dla sportu. 

To jak to jest z tymi aborcjami? Byly, sa i beda z powodow wszelakich. Tylko ustalilismy sobie, ze chcemy byc narodem hipokrytow, ktorzy udaja, ze o tym nie wiedza i ze u nas sie tak nie dzieje. Oj dzieje sie dzieje, tylko po cichu. Do tego bedziemy sie pastwic nad tym nikým procentem kobiet, ktore chca zrobic aborcje oficjalnie z trzech bardzo tragicznych dozwolonych powodow. Wszystko pod taktowke pana co nigdy nie mial dzieci, profesora “zlota lyzka” Chazana i innych nawroconych teraz gdy ich czas na prokreacje dawno minal, albo za nielegalne zabiegi wybudowali domy dla siebie i dzieci. 

Nie kazdy jest katolikiem, nie kazdy chce zostac swiety, nie kazdy ma takie samo sumienie. Pozwolmy ludziom przezyc ich wlasne zycie. 

Juz najbardziej mnie meczy opowiadanie, ze “Bog tak chcial” w przypadku ciezkich wad plodu. Nie mieszajmy do tego Boga, bo musieli bysmy powiedziec, ze w moim wypadku kilkoro dzieci zabil, bo rozwijaly sie niezgodnie z planem. To juz brzmi gorzej, co? Moze wlasnie dlatego dostalismy wolna wole. 

Zyjmy zgodnie z wlasnym sumieniem i pozwolmy zyc innym. 

LET IT GO (by Kubus Fatalista)

Marek Aurelisz powiedzial: “Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego nie jestem w stanie zmienić. Daj mi siłę, bym zmienił to, co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.”

Nie mielismy okazji poznac sie z Markiem osobiscie, mam jednak wrazenie, ze mowil te slowa z mysla o mnie.

Jestem mistrzem swiata w zamartwianiu sie rzeczami, ktorych nie moge zmienic. Martwie sie na wiele sposobow. Gdy przychodzi zmartwienie, cale moje jestestwo koncentruje na problemie na ktory nie mam wplywu. Budze sie w nocy i nie spie, z wariacjami typu: budze sie w nocy i sie zamartwiam. Godzine, dwie, piec. Jak ulanska fantazja pozwoli. Czasem aktywuje sie moj wewnetrzny Kubus Fatalista i medzi i zrzedzi i wymysla niesamowite konstrukcje z ktorych 90% nie ma szanse na urzeczywistnienie, choc przeciez czysto teoretycznie mogly by przeciez miec miejsce. Tuz po Kubusiu oczy otwiera niska samoocena. Bo przeciez to moja wina, ze plaga spadla akurat na mnie. Kazdy inny na to niezasluguje, bo jest madrzejszy, lepszy, albo – argument ostateczny – jest lepszym czlowiekiem! Ostatni na scene wchodzi strach. No tak, jesli A to dlaczego nie B? C przeciez tez jest calkiem mozliwe? Juuuzzz idddziiee i mniiiieee ZJE!

Wystarczylo by schylic glowe i przyjac, skoncentrowac sie na tym z czym jeszcze mozna wygrac. Ba, wystarczylo by zajac sie tylko problemami, ktore istnieja, nie ktore ewentualnie moga kiedys nastac!

Ktos potrafi?

P.S.
Taka stara jestem a taka glupia.

ja, CYKOR

Ostatnie 2 dni spedzilam w stanie permanentnego zawalu bojac sie co tez mi powie dentystka na wizycie kontrolnej. Wymyslilam tysiac wymowek, zeby nie isc a dokopanie sie na wizyte duzo mnie kosztowalo.

Jak zaczela mi skrobac po swiezo wyczyszczonych przez higienistke zebach to dostalam jeszcze wylewu ze strachu. Potem przyszedl obustronny rentgen, co niezwykle, juz po pol roku od poprzedniej wizyty. Jak nic, kaplica.

Caly proceder trwal jakies 6 dlugich minut. Potem powiedziala: wszystko swietnie, do zobaczenia za pol roku. 

…..

Zeby bylo smieszniej u dentysty nigdy nic mnie nie boli. Boje sie chyba hobbistycznie, bo jestem debilem:)

DWA SZPITALE

Bylysmy w szpitalu z Zu. Poczatkowo diagnoza – zapalenie nerek. Niepotwierdzina. Szybka poprawa. Z braku pomyslow wypuscili nas po 3 dniach. Zu czuje siebie dobrze.

Czyli podobny scenariusz jak rok temu w Warszawie, tylko wtedy trzymano nas 11 dni.

Same odczucia ze szpitala mniej wiecej 100 (slownie: sto) razy lepsze teraz w Szpitalu klinicznym w Pradze niz “wrazenia” z zeszlorocznego pobytu w szpitalu klinicznym na Dzialdowskiej.

1. Lekarze – w Warszawie mialam wrazenie, ze lekarze robia nam laske, ze czasem sie pojawia i podziedza cos nowego o dziecku. Troche jakbysmy wszystkie (a bylo nas w porywach do 6) mialy niezdiagnozowanego Downa. Przed lekarzem famfary. Dziecko budzono na wizyte. Pani doktor o 13 znikala, od 15 juz prywatnie.

W Pradze docent przyszedl o 23 zeby mnie ucieszyc, ze wyniki bardzo sie poprawily. Dziecka nie budzono na badania, ciagle podkreslali, ze najwazniejsze zeby Zu dobrze sie wyspala i czula dobrze. Lekarze odwiedzali nas kilka razy dziennie. Bez prosb.

2. Warunki mieszkalne – w Warszawie spedzilam 11 dni na podlodze kolo lozka dziecka. Pokoj 6 osobowy w tym 2 noce swiecacy inkubator.

W Pradze mialam swoje lozko a pielegniarka wymyslala jak ulozyc Zu, zeby bylo wygodnie z kroplowka. Pokoj dla 2 dzieci, bylysmy same.

Jak mowie z oburzeniem o tym spaniu na podlodze to czuje, ze w Polsce to kolezanki nie rozumieja o co mi chodzi. Jeden kolega to nawet mowi; ale rozumiesz gdyby byly lozka dla matek to by sie mniej lozeczek dla dzieci weszlo?. Halo, czy ja dobrze slysze? Dziecko ma prawo byc z matka! Matka ma prawo do odpoczynku! Jesli chodzi o brak miejsca to moze wprowadzmy 130cm dlugosci lozka na oddzialach meskich. Ze za krotkie? Oj tam oj tam! Troche nogi podkurcza a ile miejsca bedzie! Na kazdej sali dodatkowe lozko! Rodzice, ogarnijcie sie troche! Wasze dzieci maja prawo byc z Wami! To jest kwestia zgody spolecznej na dyktature szpitali!

3. Jedzenie – w Polsce rodzic ma obowiazek warowac przy dziecku, nie ma jednak prawa jesc. Jesli ktos mu nie przyniesie jedzenia to zdechnie. W Pradze rodzic i dziecko dostaja 3 posilki dziennie. I jeszcze wybiera, bo moze na diecie jest! Poziom jedzenia: dobra swietlica szkolna. Codziennie zjadlam swoj posilek i 3/4 tego co nie dala rady Zu

Warszawski szpital to bylo traumatyczne przezycie! Nie ze wzgledu na chorobe tylko ogolny lekki terror (nie wychodzic z pokoju! Gdzie ta herbate stawia? Tej informacji nie moge pani podac! Nie wiem, moze lekarz powie. itd).

Moja wina, mam problemy z narzuconymi autorytetami. O ile moge im wybaczyc zla, choc postawiona w dobrej wierze, diagnoze, o tyle nic nie tlumaczy kwasnych min wielu (nie wszystkich!) pielegniarek i bardzo soba przejetych lekarzy

W Pradze po prostu bylam 3 dni w szpitalu, i choc choroba kto wie, moze sie za nami jakis czas pociagnie, to samej wizyty nie bede wspominac zle.

WARTO BYC PRZYZWOITYM

Zawsze zastanawialam sie czemu niby tyle kasy powinno isc na edukacje. Przeciez w interesie kazdego powinno byc rozwijanie wlasnych horyzontow, czytanie, ciekawosc, chec zrozumienia tego co zobaczymy za rogiem.

Obserwujac to co sie dzieje w Polsce od ostatnich wyborow parlamentarnych dochodze do wniosku, ze bylam w bledzie. Teoretycznie mam racje, w praktyce opisany wyzej sposob myslenia wymaga jednak wpojenia ludziom jakichs podstaw logiki, historii czy matematyki. Okazuje sie, ze nie jest to oczywiste.

Odnosze wrazenie, ze znaczna czesc Polakow nie potrafi myslec krytycznie. Za pare zlotych, albo obietnice, ze nadal nie beda musieli myslec samodzielnie (frankowicze, ubezpieczenia rolnicze) ludzie wylaczaja wewnetrzny kompas.

Dlatego powinnismy zwracac wieksza uwage na wyksztalcenie. Tlumaczyc dzieciom, ze warto miec oczy otwarte, uczyc sie na kazdym kroku. Poznawanie nowych rzeczy, wbrew pozorom, nie sluzy do meczenia lobuzow. Ma sens. Ulatwia zycie. Po tym jak wejdzie w krew przestaje nawet bolec. Przede wszystkim pozwala przewidywac konsekwencje naszych dzialan i ostrzegac, ze jutro przyjdzie gorzko zaplacic za to co dzisiaj przyjemnie grzeje.

Szkola musi uczyc jak znajdowac informacje, jak weryfikowac zrodla, polemizowac, samodzielnie wybierac autorytety. Musi tez dac nadzieje na lepsze jutro, zebysmy nie musieli zywic wlasnego ega porazka drugiego, a czas poswiecic na planowanie wlasnych sukcesow.

Powinna wpoic potrzebe myslenia tak silna, zeby nie dalo sie jej uspic nawet za 500pln miesiecznie. Ba, nawet 1000 zlotych, na kredyt, ktory bedzie bardzo drogi. Szkola i rodzina musza nas nauczyc odrozniania dobra jednostki od dobra ogolu. Rozumienia roznicy miedzy taktyka a strategia, polityka a populizmem, pr i historia. Wpojenia etosu odpowiedzialnosci, pokory i pracy.

Potem zostanie juz tylko kroczek do podjecia decyzji, ze bedziemy sie starac robic wszystko tak dobrze jak potrafimy, nawet kiedy do przodu bedzie trzeba liczyc sie z porazka.

Jak mawial jeden niewarty wspomnienia powstaniec: warto byc przyzwoitym.

 

WASZE MATKI, WASI OJCOWIE!

Nie zgadzam sie na relatywizacje historii! Coraz czesciej widze, czytam, jak Swiat a nawet sami Zydzi staraja sie rozproszyc czesc winy za holokaust z Niemcow na antysemitow ogolnie a czesto po prostu na Polakow.

Nie twierdze, ze nie bylo Jedwabnego, Kielc, nie twierdze, ze wszyscy Polacy kochali Zydow, jednak absolutnie protestuje przeciwko rozciaganiu winy za krzywdy narodu Zydowskiego na narod Polski!

Nie pozwolmy zeby kasa przyslonila ludziom oczy. To Niemcy glosowali na Hitlera i narodowych socialistow, Niemcy budowali obozy zaglady, Niemcy chcieli zabic Zydow, Cyganow a potem Slowian ogolnie. I nie bylo to siedmiu napalonych “hitlerowcow”, to byla zdecydowana wiekszosc spoleczenstwa niemieckiego! Chwala jednostkom, ktorzy mieli rozum i odwage wystapic przeciwko dzialaniom Hitlera! Czy Hitler Niemcow zmanipulowal? Alez oczywiscie! Tylko uwaga: bycia owca nie mozemy uwazac za wymowke!

Tak, wrod Polakow byli antysemici. Potepiajmy ich! Mowmy o grzechach wszystkich narodow, ale pamietajmy za kazdym razem, ze niezaleznie od tego jak bogatym i prosperujacym panstwem sa teraz Niemcy, i niezaleznie od tego jak oplacalne jest rozmydlanie win, to historia pozostaje historia. W kazdej nacji byli i sa dobrzy i zli ludzie. Jednak to ich – Niemcow, matki, to ich ojcowie wywolali najgorsza wojne w historii Europy, ktora kosztowala nas wszystkich wiele straconych marzen.