KONIEC PRACY

Wlasnie szczesliwie skonczylismy ostatnia narade. Mamy godzine 19:21. Wspaniale, prawda?
Dzien byl zaskakujaco malo stresujacy. To juz drugi dzien, w zasadzie bez nerwow. Robie postepy. Jeszcze tylko nauczyc sie wychodzic wczesniej z pracy i juz bede w domu.

Jezeli nic sie nie zmieni za miesiac przeprowadzimy firme do centrum Pragi. Czyli opcja najlepsza z mozliwych. Bede pracowala jakies 350m od miejsca w ktorym znajduje sie (jeszcze) moja stara firma. Na obiad bede mogla chodzic z Panem Boskim! (stawia:))

Ale fajnie, ale fajnie. Mam nadzieje, ze sie uda!

SPIESZ SIE POWOLI!

Mam tyle pracy, ze postanowilam zwolnic. Nie ma sily, zebym znalazla czas na wszystko czego sie ode mne oczekuje i podswiadomie oczekuje. Dlatego postanowilam zwolnic. Zrobie mniej, ale lepiej. Sprawdze dokladniej.

Mam do wyboru, albo umre ze strachu, albo zrobie chociaz cos. Wariant b jest jednak bardziej optymistyczny:)

Wszystkich, ktorych nie mam czasu odwiedzic, serdecznie pozdrawiam, A

METLIK W GLOWIE

Czy ktos mi moze powiedziec dlaczego przeczytalam opisy polowy drugiej serii "Gotowych na wszystko"? Zanim do mnie dotarlo co robie przeczytalam chyba z 15 odcinkow. I jak ja teraz bede ogladac i nie gadac co sie stanie? Mam nadzieje, ze komorki mam juz tak wyschniete, ze nic nie zrozumialam.

Jestem tak zmeczona, ze nawet spac mi sie nie chce. Spedzam weekend we wlosciach rodziny Boskich. Zjadlam garnuszek (gdzie mu do gara mojej mamy) ziemniaczanki – jednej z 2 zup jaka przygotowywuje Pani Boska i delektuje sie samotoscia. Pan Boski jest na klasowej imprezie w jakiejs okropnej knajpie (sam twiedzi, ze jest okropna) a ja z radoscia na niego jeszcze te 5-6 godzin poczekam, czytajac na przyklad.

Jutro idziemy do restauracji w celu "rodzinnego" objedzenia awansu Pana Boskiego – Centralnego, jak mowia jego rodzice (od funKcji w europie centralnej i na ukainie).

z FRONTU: Tuz przed odejsciem z pracy dostalam e-mail od Slowaka w ktorym potwierdza u Muchy cos co mu napisalam dzien wczesniej. Tak mnie to rozjuszylo, ze zmienilam wczesniejsze pomysly i zostawilam komputer w pracy. Nie bede sie zajezdzac jak mi nie wierza!!!!

BTW Pomalu klaruja sie moje oczekiwania dotyczace przyszlej pracy, kiedys:

1. cokowiek nie pisze maly r. i nawet gdyby mial swieta racje, ja chce pracowac w korporacji. Chce firme z jasnymi zasadami, kompetencjami i pomyslami na zycie

2. moge kierowac dowolna grupa ludzi (i tak sie kieruje tylko kierownikami dzialow) pod warunkiem, ze dla obu stron i dla moich szefow bedzie jasne co robie i za co odpowiadam. Od poczatku

3. bede miala czlowieka od przygotowywania raportow (bardzo mnie nudzi przygotowywanie raportow i prezentacji)

Jak na poczatek dobre, nie? jeszcze nigdy nie wiedzialam tyle o wlasnych preferencjach.

Odwala mi totalnie. Zyje praca. A tu nawet nie ma wanny, zebym mogla sie utopic z Twoim Stylem od AW.

 Zle ze mna NAWET PISZE BEZ LADU U SKLADU I Z CAPS LOCKIEM,  LEPIEJ pojde sie najesc.

OBRAZA MAJESTATU

Wieczorowa pora udalo mi sie doprowadzic Pana Boskiego do niebieskiej goraczki. A teraz uwaga, dlaczego? Dopuscilam sie 2 karygodnych przewinien.
Po pierwsze: na wyrazna prosbe nie poprawilam po raz drugi ulozenia malych kocykow, ktore leza na sofie. Za to mu powiedzialam, ze pedantyzm to jego choroba a nie moja hi hi
Po drugie: na wyrazny wniosek nie wyprasowalam mu koszuli. Tu nigdy nie rozumiem mechanizmu dlaczego jak on nie ma ochoty to mam sie natychmiast rzucic, zeby mu pomagac, natomiast odwrotnie to jakos nie dziala???

Z tymi koszulami to jest glebszy problem. Pan Boski jest troche szowinista i ma jasno rozdzielone moje i swoje powinnosci. Do moich nalezy prasowanie koszul itp itd. Do jego? poza zarabianiem jeszcze nie stwierdzilam (2 miesiace nie wymienil wylacznika, ktory nie dziala). Z koszulami sie uparlam, bo to czynnosc latwa i monotonna. Zdolnosci mamy w kierunku prasowania podobny brak, wiec nie widze powodu, zeby on czytal rozwalony a ja prasowala. Kiedys byla na ten temat 2 tygodniowa wojna, a czasem echa tej wojny powracaja rykoszetem, BO JEGO MAMA PRASUJE Z PRZYJEMNOSCIA! Wszyscy wiedza, ze jego mama jest psychopatycznym pedantem (gatunek: ukladacz i wycieracz wymyslonych kropek) tak samo jak wszyscy wiedza, ze ja jestem balaganiarzem. Juz sie nauczyl, ze prasuje sobie sam + ma bon na 1 koszule miesiecznie + tak raz dwa razy w tygodniu pracuje mu bo mam kaprys. Granica miedzy mam kaprys a "liczylem na to, ze uprasujesz, wiec wstawaj" jest bardzo delikatna, wiec nie moge mu pomagac z dobrego serca zbyt czesto, bo sie przyzwyczaja do luxusu.

Tak wiec wczoraj mial napad zlosci. Poszlam spac to zaswiecil mi zarowe do oka i gral w piskliwe gry na telefonie. Potem jeszcze probowal dyskutowac o problemie, ale ja bylam zupelnie powaznie tak zmeczona, ze slyszalam tylko pierwsze zdanie. Od 7:15 jestem znowu w pracy.

INFO: 11:00
Pan Boski zapomnial o wczorajszym ataku i juz jestesmy milusi. My jestesmy taka hiszpanska rodzina, nie ma co sie martwic na zapas. Jak bedzie bardzo zle (a mam nadzieje nie bedzie) bede pipac intensywnie.

AW – nikt nie jest w stanie zlozyc kocyka z dostateczna precyzja jesli Pan Boski ma kocykowy humor:)

SEKRETARKA – INSTRUKCJA OBSLUGI

Moja "starsza" sekretarka ma 44 lata, wyglada bardzo reprezentacyjnie i dba o to, aby nawet w nocy nie otworzyla jednego niepomalowanego oka. Wszedzie gdzie idziemy banda mysli, ze skoro ona jest 14 lat starsza (co jednak widac) i wiecej mowi, to znaczy, ze ona jest moja szefowa. Nie przeszkadza mi to absolutnie, jako "sekretarka" dowiaduje sie wiecej … nieoficjalnie:)

Nawet w centrali, po wymianie tamtejszych sekretarek byly przekonane, ze na narade przyjechala ona. Ubawilam sie jak norka po tradycyjnie. Jechalysmy razem, bo ona miala odbyc szkolenie u swojej slowackiej odpowiedniczki. Przezylysmy droge bez wiekszych strat w ludziach i sprzecie, ale nie bylo latwo.

O czym sekretarka nie pomyslala?
1. nie pomyslala, ze warto dostac potwierdzenie rezerwacji hotelu… a przed zamowieniem sprawdzic jak wyglada, a po zamowieniu… sprawdzic chociaz jak sie nazywa (nie mowiac o adresie). Zatrzymalam ja w drzwiach wiec mialysmy gdzie spac… ale taki syf!!!
2. nie pomyslala, ze jak sie chce kupowac bilety to trzeba miec na nie kase… placilam za nas ze swojej czyli czeka nas wesole ksiegowanie
3. nie pomyslala, ze powinna wymienic pieniazki, bo jednak powinnysmy jesc w czasie 2 dniowego wyjazdu (mialysmy czekonade i po talerzu haluszek w ciagu jakichs 30h)
4. nie sprawdzila czy na kolei sa znizki na bilety grupowe czy po prostu karty znizkowe… ktora ja mam.
5. kupila bilety powrotne a wracalysmy autem….

Staram sie byc o krok przed bledem moich kochanych wspolpracownikow, wozic wlasna kase itd itd ale na niektore pomysly a raczej ich brak brakuje mi wyobrazni…

Narada byla ok. Generalnie mam wrazenie, ze Slowacy traktuja nas jak ubogich do tego lekusko uposledzonych krewnych. Coz takie zycie. Chce mi sie co? (chyba tylko Bedrunka i Gucio znaja odpowiedz:)

BEZRUCH

Przyszlam do pracy i jakos nie mam odwagi zaczac pracowac. Przeczytalam wiekszosc maili, mam dluga liste rzeczy do zrobienia i wiem, ze jak zaczne, to skoncze chwile przed odjazdem pociagu. Jade do Blavy (Bratyslawy). Jutro bede caly dzien na radzie dyrektorow. Jak to dumnie brzmi i jak bardzo mi sie nie chce. Na szczescie nie bede nic prezentowac, tylko sluchac. Mam taka nadzieje.
Dzisiaj pojechala Mucha – przekona w.w dyrektorow, ze pracownicy firmy ze mna na czele to debile i klamcy. Ma niesamowity dar przekonywania. Powalajacy. Ciekawa jestem czy mu uwierza. Chyba tak. Tyle razy uwierzyli, tyle osob odeszlo z firmy. Dlaczego teraz by sie to mialo zmienic?

Pan Boski jest w Bratyslawie dzisiaj. Nie dalo sie przelozyc terminu, bo pojechalibysmy razem. On wroci dzisiaj a ja jutro lub w czwartek.

Szukam spokojnej pracy i chce sobie kupic chomika. Poza tym jedyny plan na dzisiaj: przezyc.

WOJNA

W pracy regularna wojna, nawet nie podjazdowa. Musze przyznac, ze ciezko to znosze psychicznie. Nie za te kase. W srode jade do centrali na Slowacje. Najchetniej bym tym rzucila w cholere. Pytanie czy ma sens poddawac sie tak szybko? Moze moge przesunac granice mojej odpornosci na ignorancje, chamstwo i klamstwa odrobine dalej? Na pewno trzeba ustalic jakis ostateczny termin, bo nie moge nie jesc i na zmiane nie spac, albo spac bardzo dlugo, bez konca. Jestem zmeczona, mam kluche w zoladku. Dobrze, ze na kazdym kroku Pan Boski jest po mojej stronie, albo z rada, albo z upewnieniem, ze jesli chce, moge odejsc z pracy, bo problem utrzymania nie istnieje.
Pozytywne jest to, ze pracownicy sa po mojej stronie. Bardzo bezwarunkowo.
Wiem, ze do czasu, ale dobrze, ze ten czas jeszcze trwa.

Wazne jest to, ze kazde rozwiazanie jest dobre. Nie chcialam z nim wojny. Bylam wybrana z lapanki. Nie jestem latwym przeciwnikiem, ale nie znize sie do jego metod. Mam mniejsze doswiadczenie. Ale jezyk coraz bardziej precyzyjny. Slowa bardziej wywazone.
Widac, ze jestem zmeczona. Bardziej chyba skupiona, ale ludzie obok nie potrafia tego rozroznic. Ja nawet nie wiem, czy ma sens zbierac sily? Na wszelki wypadek jem, zapisuje wszystko co robie i otrzepuje sie z jego obslizglych klamstw.
Wpadlam jak sliwka w kompot.

NOWY YORK, CZWARTA RANO

Poszlam spac o 21:12, wstawalam o 6:50 a ciagle jestem niewyspana. Jakby powiedziala Mama: jeszcze mi sie zoltko nie obudzilo.

Co nowego? nic. Jutro ide sluzbowo na koncert Shakiry. A dzis mam wielka ochote ukatrupic jednego informatyka. ON ma zdanie na temat kolejnosci czegos tam i olewa moje prosby o zmiane. Prosilam 2 razy. Daje mu czas do poniedzialku, wtedy przestane prosic. Jak kopne w ten poniemiecki czajnik, to pokrywka podskoczy!

Pan Boski idzie jutro w muszce (sic!) na jakas bardzo wazna impreze, wiec na weekend zostaje w domu. Ha! nie uprzedzil wystarczajaco wczesnie i musial pogodzic sie z faktem, ze weekend mam jakby zaplanowany. Zawsze jest zdzwiony. Tak jak ja bylam, na poczatku, jak mnie zostawial sama, albo kazal co tydzien jezdzic do mamusi. Nie pamieta teorii Darwina, zeby przetrwac trzeba sie dostosowac do okolicznosci. Z tym, ze teraz okolicznosci stwarzam ja.

Nawiasem mowiac  zmienila nam sie praca nieomal dokladnie w tym samym momencie. Tyle, ze on dostal  podwladnych w  4 krajach, ja w jednym, ale 2 razy wiecej. Jeden drugiemu przepominamy, ze nie mozemy krytykowac firmy, faworyzowac, pochopnie oceniac. Fajnie jest. Tyle, ze on tak bedzie mial do konca zycia a ja mam 30 lat, wiec tylko tak na probe niz sie zakopie w pieluchy czy tym podobne. A do tego jestem tak skrajnie malo ambitna, ze chyba nawet nie bedzie mi zal.

NOCNY KAC

Po wczorajszej euforii, ze jednak zmiany beda, ze jest szansa na to, ze firma znormalnieje w nocy obudzil mnie strach. Przestraszylam sie swojego gadulstwa, pesymizmu i nieokielznania. Balam sie tak z 2 godziny, a potem na szczescie usnelam chwile przed budzikiem.

Z tymi snami jest dziwnie, ze czasem przynosza ukojenie, a czasem nocne strachy maja bardzo wielkie oczy.

Musze nad soba pracowac. I musze spac w nocy. I znalezc czas na obiad.

TO BYL DZIEN

tak tak, a ja ciagle w pracy. Przyjechal p.o. szefa i okazalo sie, ze moze jednak mucha nie bedzie latac tak wysoko jak sie jej jeszcze wczoraj wydawalo. Ale nie chwalmy dnia przed zachodem slonca.

Sekretarka dostanie o 2000 CZK wiecej! fajnie, bo mi nie ucieknie. System bedzie programowany dla calej firmy, nie dla 1/3 – swietnie, czekalam na to 3 miesiace. Wybor miejsca przeprowadzki zostal ograniczony do 3 miejsc – nieziemski sukces!

Na moja uwage, ze wczoraj rozwazalismy z Panem Boskim moje odejscie powiedzial, ze prawnicy firmy znajda w mojej umowie powod dla ktorego nie bede mogla odejsc i nawet nie mam probowac. Mile.

itd. Wiadomo, ze raz na wozie.. ale takie dni tez sa potrzebne, zwlaszcza w momencie gdy nadzieja na normalnosc wydaje sie byc zupelnie malutka. Moze tydzien, moze miesiac, a jednak. Bede sie cieszyc choc dzisiaj, jesli mam z czego:)