ROZMOWY JAK ULEGALKI

Nieomal codziennie chodze na rozmowy kwalifikacyjne. Co ciekawe ciagle do tej samej firmy. W tym tygodniu bylam we wtorek, czwartek i piatek. W nastepnym bedzie w poniedzialek i srode. A potem? potem zobaczymy.

Nie moge napisac o co mnie pytaja, bo przed rozmowa trzeba podpisac (a konkretniej odklikac), ze sie o tym nie bedzie pisalo na blogach, forach, facebooku. Fajnie co?

Jak dotad najlepsza rozmowa byla w ubiegly piatek no i w ten piatek – obie z kobietami. Najgorsza we wtorek, co ciekawe z jedynym czlowiekiem, ktoremu bylam polecona przez jego kolege a mojego bylego szefa. Zobaczymy. W chwili obecnej jestem tak padnieta po tych spotkaniach, ze nie mam sily ani ochoty posylac kolejne CV. Ile rozmow mnie czeka, nie wiem… spokojnie moze byc ich na przyklad 9 a ja na razie mowilam z 3 osobami z jednego projektu i z 1 z drugiego (czyli to sie nie liczy) i jeszcze jedna z zupelnie innego. Do tego WSZYSCY musza sie na kandydata zgodzic. Jeden powie nie i papa. Czyste szalenstwo. Ale i dobra szkola 🙂

Choc prawde mowiac gdyby to bylo 5 rozmow z roznych firm szanse bylyby wieksze. 

Bosciunio ewakuowal sie do Pragi. Na weekend przyjechal jakis jego kolega z pracy z Londynu i jechal sie pochwalic krajem rodzinnym. A my z Gosiulou w domu. Bylo lego, rysowanie, gra w karty, wspolne sprzatanie a teraz baki. Po raz drugi dzisiaj przyznam sie bez bicia. Nie wiem jak matki dawaly rade bez bajek kiedys? no moze jak bajtli bylo wiecej to sie jakos bawily same. Niestety nasz samotny bialy zagiel ma tylko mnie (pod nieobecnosc tatusia) i tak sie bujamy.

Mam w glowie jakis wiekopomny wpis, ale wylecial mi z glowy, wiec nastepnym razem. 

Juz wiem. Starzeje sie i nie moge jesc tak zle jak kiedys. A wczoraj napchalam sie chipsami i dzis mnie brzuch rano bolal… wiec pomyslalam, ze dzisiaj bede jadla cos zdrowego. I zaczelam od zupki chinskiej 🙂 … jak nie ma Boskiego to sie nie potrafie zmusic do gotowania.

POWROCONA

Chwile temu przekroczylam drzwi mieszkania i jestem w Warszawie.

Uff 

Tydzien byl szalony. Nie moge powiedziec, ze zupelnie zly, choc stresujacych, nieprzyjemnych elementow bylo bardzo duzo, na szczescie byly tez dobre momenty.

Nawet nie wiem czy chce mi sie wypisywac to wszystko. W kazdym razie rozpoczelam tydzien zgodna z oczekiwaniami nieciekawa wizyta u lekarza a zakonczylam rozrywki raczej nie udana rozmowa kwalifikacyjna. To znaczy, cala rozmowa byla calkiem ok, do czasu kiedy pan nie chcial po mnie abym liczyla cos przy tablicy. A mnie takie gierki tak nieziemsko wkurwiaja, ze liczylam jak potluczona.

Powinnam wiedziec, ze sie zle skonczy, poniewaz juz po raz drugi w moim zyciu zaczela sie od pytania: czy chce mowic po polsku, czesku czy po angielsku? Powiedzialam, ze po czesku, ale ze chetnie uslysze jak pan mowi po polsku. No a pan mowil po polsku tak, ze w 2 zdaniu przeszedl na angielski. Roznimy sie tym, ze ja sobie do zyciorysu nie pisze, ze lubie matematyczne gierki, pan natomiast ma na linkedinie biegla znajomosc polskiego (czego mu oczywiscie nie powiedzialam). Potem juz ladnie mowil po czesku. 

Dzisiaj ubawila mnie mysl, ktora w zasadzie nie jest specjalnie przewrotna, ale taka mi sie wydawala. Ze ogolnie na rozmowach kwalifikacyjnych nie sprawdza sie co potrafi ten czlowiek co przyszedl na rozmowe, ale sprawdza sie czy ten co przyszedl na rozmowe potrafi to co czlowiek rozmowe przeprowadzajcy. Przynajmniej ja mam takie wrazenie. 

Poza tym byl urzad pracy i ubezpieczalnia. Obie instytucje mnie wyprowadzily z rownowagi, choc i tak mialam szczescie, bo na mieszkancach austro-wegier nadal robia wrazenia tytuly, ktore niezmienie sprawiaja, ze z okropnej baby staje sie mila pomocna urzednica. I wlasnie dlatego je tam piesze.

Ale teraz juz jestem w Warszawie. Ta stara sie mnie przyjac przyjaznie. Zimnym, ale przyjemnym porankiem. O 15 ide odebrac z przedszkola Kungiska mojego najsliczniejszego. I uz sie nie moge doczekac, bo bardzo za nia tesknie. Jakby ktos sie pytal to kocham te dziewczynke zupelnie najbardziej na swiecie.

Do tego czasu bede walczyc z ogarniajacym mnie uczuciem przejechania przez walec, nieudacznictwa, prokrastinacji (chorobliwej potrzeby odkladania na pozniej) i wszystkich innych, ktore sprawiaja, ze czuje sie jak zbity pies. Ale coz, nic nowego pod sloncem. Wiedzialam, ze takie uczucia wywola we mnie ten tydzien, ze po prostu musze go jakos przezyc. No to przezylam, odreaguje i bedzie lepiej. 

P.S.

musimy Mlodej kupic buty natychmiast, bo chodzi glownie w kaloszach (bo taka ma ulanska fantazje:)

TYDZIEN STRESU

Wieczorem wyruszam do Pragi. Czeka mnie tydzien stresow. 

Najpierw wizyta u doktora od ktorej nie oczekuje zadnych specjalnie dobrych wiadomosci. Potem ostatnie 4 dni w pracy. Bede tam siedziec w kacie jak piate kolo u wozu. Jak juz skoncze pracowac bede musiala zalatwic przeniesienie numeru telefonu z firmy na mnie, zarejestrowac sie na urzedzie pracy no i byc moze odebrac od poprzedniego wlasciciela garaz, ktory niedawno kupilismy i trwaja formalnosci zwiazane z przeniesieniem praw wlasnosci.

Kolejny tydzien, ktory bym najcteniej wykasowala. Poza garazem i moze telefonem wszystko mnie przerasta. Jak mowi Boski, jestem silna i dam rade. No dam, a mam jakis wybor? Ja zawsze daje sobie z wszystkim rade. Tylko nienawidze tego procederu…

SEZON ROWEROWY OTWARTY

Pogoda przepiekna. Slonce swieci, lekki wiaterek, idealne warunki na rower. Bylismy z Mloda nawet, ktora juz czuje sie duzo lepiej.

W tym tygodniu odwiedzila nas choroba zwana rumieniem zakaznym (piata choroba dziecieca), niby nic, ale u nas przypaletalo sie i przeziebienie z goraczka 39, wiec wygladalo to niepokojaco, ale dalismy rade.

Wczoraj poznalam Czy-jest. Fajnie tak spotkac kogos z blogu, bo niby sie go nigdy nie widzialo, ale zna sie wiecej szczegolow niz niejeden przyjaciel. Btw WYSOKA z Czy-jest kobieta 🙂 i wzrostem i duchem. Gadalysmy 2,5h. Mam nadzieje, ze przyjedzie znowu 🙂 Wkrotce.

 

KIEROWNIK WYSYPISKA

Zaczynam aktywnie przegladac oferty pracy. Jeszcze nie odsylac CV, bo ciagle czekam az mi aktywuja polska SIM karte, ale juz niedlugo.

Tak generalnie to poslala bym jakies CV, tylko jakby ciekawych ofert brak.

Na kierownika sklepu sie nie nadaje, na specjaliste od tego i owego tez lekko pol srednio.

Moze do policji sie zglosze, albo na poczte?:)

Ciesze sie, ze juz skoncze wisiec miedzy Praga i Warszawa. Teraz zacznie sie nowy problematyczny etap – poszukiwanie pracy 🙂

____

No prosze bardzo ladne miejsce: Policja – specjalista w Sekcji do spraw PoszukiwaÅ„ MiÄ™dzynarodowych I

– Trzeba znac 2 jezyki obce – znam

– wyksztalcenie wyzsze – mam

– 1 rok doswiadczenia we wspolpracy miedzynarodowej – mam

wynagrodzenie: 1500 kwota bazowa 

ide do kata umrzec ze smiechu 🙂

MISIA LAPA W SOSIE SLODKO KWASNYM

Jak wiadomo z poprzedniego wpisu ubiegly weekend spedzilismy w Bukowinie Tatrzanskiej, konkretnie w apartamentach Misia Lapa.

No, to nie sa tak zupelnie apartamenty, ale (pewnie ze wzgledow podatkowych) gospodarstwo agroturystyczne. Wyglada to jak maly hotel bez recepcji, wlasciciele uwazaja to za pensjonat, natomiast wyobrazaja sobie, ze klient bedzie budynek juz od progu traktowal jak kwatery prywatne.

Faktem jest, ze Misia Lapa jest polozona ok kilometra od stoku Rusin-ski i daleko od czegokolwiek innego. Oferuje przepiekny widok na Tatry.

Pokoje a raczej male apartamenty sa urzadzone przeslicznie, z gustem widac ze z pomoca architekta. Sa czyste i przytulne. Zyc nie umierac. Oczywiscie nic na swiecie nie jest za darmo. Noc w pokoju ktory wynajmowalismy kosztowala 280 PLN (wg cennika na stronach 320 PLN).

W drodze do Misiej Lapy dostalismy 3 SMSy od wlascicielki. Bardzo mile zainteresowanie. Jak sie okazalo spowodowane glownie tym, ze w ciagu calego dnia nikogo z obslugi w budynku nie ma, wiec jak cos nie dziala to nie dziala, a pani chciala byc przy naszym przyjezdzie kiedy przedlozyla nam umowe najmu krotkotrwalego do podpisania (aby uniknac kasy fiskalnej). Umowa byla ok, podpisalismy. 

W naszym wypadku WiFi dzialalo bardzo tyle o ile natomiast TV nie dzialalo jedynego wieczora kiedy mielismy ochote je ogladac 🙂 Ale co tam. W gory sie nie jezdzi na telewizje.

Pani wlascicielka mowila rowniez, ze mozemy korzystac z pokoi wspolnych na parterze a tam w lodowce sa soki, mleko, lody itd. No pierwszego dnia byly, w ciagu trzech kolejnych nikt ich nie dopelnil. Zaden problem, nikt nam tego nie obiecywal w czasie zamawiania pokoju, wiec nie bylismy smutni. 

No i wszystko byloby bajkowo. Gdyby nie to, ze pewnego wieczoru zamiast wlascicielki powitala nas jej matka. Osoba w wieku ok 65-70 lat, nienagannie pomalowana, moze nawet lekusko ponaciagana, uczesana jak od fryzjera.

Pani matka spojrzala na nas w drzwiach budynku (3 pietrowego nadmienie) i wladczym tonem oznajmila, ze – powinnismy zmienic buty. 

Na co ja odpowiedzialam, ze – niestety na weekend nie wozimy butow na zmiane. Poza narciarskimi (no i gorskimi, ale to juz nie mowilam) mamy tylko te.

Pani z niedowierzaniem powiedziala:-  a wiec nie maja Panstwo butow na zmiane? (tonem: wy niewychowani prostacy)

Ja: nie nie mamy, nigdy sie nie spotkalismy z sytuacja, zeby w hotelu lub innym obiekcie hotelarskim ktos nam kazal zmieniac buty po wejsciu do budynku. A po apartamencie (tak jak w domu) chodzimy boso.

Pani: – to nie jest hotel, to jest jak pensjonat, tutaj to jest obowiazkowe!

Ja: – to moze warto bylo nam powiedziec o takim wymaganiu przed przyjazdem, bo teraz po prostu butow na zmiane nie mamy

Pani: – alez nam to zabrudzi schody!

Ja… poszlam sobie. Bo za 4 dni placilismy ponad 1000 PLN i moim skromnym zdaniem w tej cenie powinno sie jednak zmiescic wytarcie schodow. Nie twierdze, ze nasze buty byly czyste, ale tez nie przyslismy z gnoju… tylko z auta, wiec nie bylo mowy o tym, zeby nam z nog odpadaly tony gliny. A gdyby nawet to chyba na tym polega czar przyjmowania klientow.

No w kazdym razie nastepnego dnia Boski poszedl na dol zrobic sobie kawe a przy okazji poinformowal mnie, ze w calym gospodarstwie/pejsonacie/pokojach zostawy rozwieszone nastepujace kartki:

Misia Lapa

Chcac nie chcac ostatnie dwa dni naszego pobytu chodzilismy po schodach boso, bo papucie nam sie w walizkach nie urodzily.

Juz sam fakt uzywania slowa BEZWZGLEDNY w stosunku do klientow wydaje mi sie niedopuszczalny. 

Ja nawet kumam, ze panstwo zycza sobie zeby ludzie chodzili w papuciach, bo miejsce jest na prawde ladne… tylko trzeba powiedziec o tym wczesniej, bo nie kazdy w gory zabiera suknie balowa, jedwabny szlafroczek, papucie i pile tarczowa. Zwlaszcza, ze jadac do apartamentow na prawde nie mam pojecia jak beda wygladaly. Ale i to by sie dalo przezyc. Moglismy chodzic boso… tylko ton tej kobiety mnie rozwalil na 2 dni. Ja juz na prawde nie mam 5 ani 15 lat, zeby ktos mnie nagle zaczal wychowywac. I tak zamiast cudownych wspomniej z pieknego miejsca za kazdym razem jak uslysze Misia Lapa pomysle o wierszu Brzechwy pod tytulem kwoka. 

A nasz pobyt zapamietam jako taki slodko-kwasny. 

GOSIA TOMBA in spe

Ostatnie kilka dni spedzilismy na nartach. Konkretnie w Bukowinie Tarzanskiej, na stoku Rusin-ski. 

Co tu duzo mowic, bylo super. Kazdego dnia Gosia spedzala 1-2h z instruktorem a my szalelismy z Boskim. Potem jeszcze jakis czas jezdzilismy wspolnie. Wieczorem jechalismy do Zakopanego, albo gdzies indziej na spacer i dobre jedzonko.

Bylo cieplo (4 do 11C), slonecznie a warunki narciarskie calkiem dobre. Do tego malo ludzi!

Ku mojemu zaskoczeniu wystarczyly doslownie 3 dni a konkretnie 5h jazdy z instruktorem, zeby Gosia zaczela sama radzic sobie na stoku. Dzisiaj jezdzila jeszcze duzo lepiej, ale tylko z instruktorem  (2h) wiec nie mamy zdjec.

Biorac pod uwage, ze w niedziele stala po raz 2 w zyciu na nartach (raz byla chwile z Boskim) to jest to jednak mistrzostwo swiata. No zobacz sam/a…

 

JA I JAZZ?

Gdyby mi ktos powiedzial jakis czas temu, ze bede sie zachwycac plyta jazzowa to bym chyba umarla ze smiechu. A jednak.

Zapraszam do posluchania absolutnej klasyki gatunku. Prosze Panstwa Miles Davis i Kind Of Blue….

 

 

NIEDOBRA DZIEWCZYNKA!

Powinnam zaczac poszukiwanie pracy. Zyciorys przygotowany, grafika jest dzielem grafika wiec wyglada na prawde dobrze. Teraz tylko zaczac odsylac. A to mi idzie jak po grudzie. Na razie wyslalam tylko 2 znajomym, ktorzy z jakichs powodow go ”chcieli”. Z takim podejsciem to znajde prace w roku 2017 🙂

Z drugiej strony ciesze sie na kwiecien kiedy nie bede musiala kazdego dnia siedziec przed komputerem. MOGLA ale nie musiala. I troche sobie odpoczne. 

Kolejnym drobnym problemem jest to, ze jeszcze nie znalazlam ogloszenia, ktore by mnie jakos bardziej zainteresowalo a ciezko sie zglaszac wiedzac, ze do danej pracy mnie nie zaciagna ani wolem.

I tak sie bujam a ostatni miesiac pracy w Pradze przelatuje przez palce.

Niedobra dziewczynka!

POLSKIE MORDERCZYNIE

autor: Katarzyna Bonda

Juz dawno nie przeczytalam ksiazki, ktora ma 389 stron w ciagu poltora dnia. Lektura zawiera historie 14 kobiet skazanych z paragrafu 148. Najpierw  kobieta opowiada swoja wersje a potem nastepuje historia opisana zgodnie z aktami sprawy. Jakze inne bywaja to opowiadania!

Nie ma tam ”zbrodni kuchennych”. Kobieta, ktora moge zrozumiec chyba najbardziej zabila swojego meza po tym jak ja 23 lata gwalcil… i ta czesc jest jeszcze do przetrawienia. A potem zakopala go z corka w garazu i 11 miesiecy tak zyla z tym trupem w zasadzie pod jednym dachem. Reszta to tylko duzo gorsze przypadki.

No coz. Jest to zupelnie inny swiat. Alkohol, narkotyki, leki, gwalty, pobicia a czlowiek czyta i sie dziwi. A moze wlasnie nie dziwi? bardziej zastanawia jak pozbawione leku, sumienia i czesto rozumu moga byc sprawczynie morderstw.

Najdziwniejsza opisana historia. Mloda lekarka chce zeby jej kochanek zyl z nia i zostawil zone. On nie chce, wiec ona te zone zabija razem z jakims znajomym. Ale to nie koniec! Skoro kobiety nie znaleziono to maz nie chce zaczac z nia chodzic na powaznie… wiec ona doprowadza do tego zeby zbrodnia wyszla na jaw, a potem wpada. Co za pomysl?

Ksiazke polecam.Â