Od jakiegos czasu moj blog napadaja “inteligentni” marketerzy. Niby pisza komentarze na temat, a pod nikiem link na jakas mala stronke, ktorej chca pomoc. Dluzszy czas to tolerowalam, ale jest coraz gorzej. Moji mili, ten blog to nie jest jakas farma linkow, moja doza tolerancji sie wyczerpala. Won! Nie chce zamykac bloga ani potwierdzac kazdego komentarza. Bede was mazac. Moze nie codziennie, ale raczej skrupulatnie, wiec bardzo prosze nie wysíajcie sie, nie traccie czasu. Jesli nawet Google Was zaindexuje to na krotko.
Znajdzcie sobie nowego zywiciela. Pa pa!
Author: agradabla
SA TAKIE DNI… Na szczęście nie codziennie
Zona: mezu, dlaczego ja mam zawsze tyle roboty? Maz: spisz w nocy to Ci sie zbiera
Zródło: Fb
MATERAC II
– Gosiu, a rozmawiasz czasem z Pingiem? (tak jakos sie nazywa materac)
– tak rozmawiam!
– a po jakiemu?
– po polsku, mamo. Czeskiego dopiero go ucze!
NAJLEPSZY PRZYJACIEL MOJEJ CORKI
Konia z rzedem temu kto wpadnie na to jaka jest ulubiona zabawka Kungisa…? Raz, dwa, trzy, zgaduj zgadula…
[more]
Zadnych szans, kochani!
Mloda znalazla za szafa MATERAC z lozeczka w ktorym spala jako malutka moze ze 3 noce. I ten materac to jest jej nowa milosc. Wlecze go ze soba po calym domu, tuli, ubiera, wiaze kokardy. Musze na nim lezec na znak milosci i robic rozne inne glupoty.
Corka mi zwariowala. Uwielbiam ja 🙂
O JAK MI GO ZAL!
Boski chrapie i dlatego spie w pokoju z Gosia. Boski oczywiscie twierdzi, ze on przeciez nie slyszy wiec nie moze byc tak zle, poza tym wszyscy chrapia itd. w kazdym razie powinnam wytrzymac. To nie jest jego wina i niby co ma zrobic. Tylko, ze ja nie mam zamiaru ani ochoty wytrzymywac, dlatego spie z Gosia. Sen mam lekki wiec z nim w jednym pokoju bym sie nie wyspala. Obraza, ale jakos z tym zyje.
Od kilku dni Gosia ma katar. W ciagu dnia nie, tylko wieczorem. W nocy chrapie jak szewc, juz z 3-4 dni. Czyli juz kilka dni mecze sie z Gosia i na wiecej nie mam sily. Wczoraj czekalam do 1 w nocy i ciagle chrapala. Obudzilam Boskiego i slicznie poprosilam, zeby szedl spac z nia, bo ja nie usne. Poszedl.
Od rana obraza. On sie absolutnie nie moze wyspac w takich warunkach, na materacu ( lataspimy na materacu, bo Mloda tak wedruje, ze z kazdego lozka by spadla). i do tego ona cala noc glosno chrapala. Jak on mial usnac z taka pila obok siebie?!
Alez, jak on mial usnac?! Biedaczek moj malutki! Ja go rozumiem, jak tu spac jak ktos TAK chrapie.
Kto dam ludziom spoleczne przyzwolenie na chrapanie?
Z PAMIETNIKA ZLEGO POLICJANTA
Mloda przezywa ostatnio okres fascynacji ojcem. Boski jest po prostu ciekawszy niz ja. Gada z nim o planetach, wyrywaja sobie rozne czesci ciala, pozwoli ogladac bajki 2h w kawalku, a do tego mozna go przekonac, ze najlepsze sniadanie to lizak maczany w nuteli i posypany grudkami soli (troche przesadzam oczywiscie).
Mama jest nudna. Ciagle cos chce. Rano kaze sie ubierac, zapiac spinke na grzywce, ktora inaczej wchodzi do oczu, wieczorem przynosi do jedzenia owoce, albo o zgrozo! warzywa. Do tego pilnuje zeby przeczytac ksiazki do szkoly i chociaz z daleka spojrzec na slowka, ktore powinna zapamietac w danym tygodniu. Nie dyskutuje, tylko oznajmia, ze bajek nie bedzie jesli sie na przyklad nie posprzata stolu. Kompletnie nie do zycia.
To z punktu widzenia Gosi. A z mojego? Czy ja powaznie musze byc zawsze zlym policjantem? Moze powinnam przejac podejscie Boskiego, ze jakos to bedzie. Niech mnie tez troche dziecko kocha a nie tylko tatus niuni niuni a mamusia megera.
Fakt, jak wrocilismy z Londynu, to obiegla Boskiego, zeby sie rzucic mnie na szyje i przez pierwszy wieczor tatus byl przezroczysty, bo trzeba sie bylo natulic, ale potem wrocilismy do starych koleji. Jak Mloda jest glodna, chce sie jej spac albo potrzebuje cos do szkoly to mama sie przyda, ale te wielkie slodkie oczyska robi na Tatusia.
Filipinko, jak zyc?
RYBA I ALERGOLOG
W ubiegly czwartek pojechalismy z Gosia do alergologa. Odebralam ja z przedszkola o 11 i poszlysmy na tramwaj. Po drodze na chodniku Gosia zobaczyla rybe. Tak rybe. Komus chyba wypadla z reklamowki, inaczej sobie tego nie potrafie wytlumaczyc. Zblizamy sie Gosia oglada lekko nadgnita rybe z zaciekawieniem i pyta:
– mamo, myslisz, ze tutaj kiedys bylo jezioro?
XXX
to byl dobry dzien w kwestii pytan, bo pare krokow przed totarciem do przychodni Gosia zadala kolejne filozoficzne pytanie:
– mamo, dlaczego nasz tata wie wszystko?*
____
Boski mial akurat ciezki dzien w pracy i bardzo go to pytanie uskrzydlilo 🙂
____
btw lekarz wydal mi sie rozsadny. Wysluchal historii drapania Gosi. Poogladal jej nozki i stwierdzi, ze to atopowe zapalenie skory (co tak jakos wiemy od zawsze choc u alergologa bylismy tylko raz jak miala roczej z kawalkiem). Choroba genetyczna, raczej dziedziczna i nie da sie jej pozbyc lekami, mozna natomiast zlagodzic objawy gdyby sie nasilily. Gosia wyrosla juz z czasow kiedy cala buzia nogi a czasem i brzuszek wygladaly tragicznie. Z czasem powinno byc lepiej.
Lekarz powiedzial, ze oczywiscie mozemy zaczac Mloda kloc jak wsciekli i jest szansa, ze znajdziemy przyczyny choroby. Z drugiej strony i tak jej nie wyleczymy a z czasem powinno byc coraz lepiej. Gosi nie musza uczulac konkretne potrawy (jak na przyklad miod), ale na przyklad ich kombinacje. Wiec i tak pewnie bysmy nie znalezli wszystkiego. I jego zdaniem cena za informacje (meczenie Kungisa) bylaby wyzsza niz korzysci.
Mowil, ze musimy do sprawy podchodzic rozsadnie. Jak skorka jest akurat ok to sie cieszyc jak dochodzi do nasilenia objawow (przy kazdej infekcji) to zastosowac jakis fenistil albo zyrtec zeby nie rozdrapala. I tak wlasnie robimy.
Dodatkowo wytlumaczyl wielka tajemnice katarow Gosi (Gosia nie ma katarow jak normalne dzieci ona ma gigantyczne-mega-ogromne katarzyska i lekarze zwykle sie dziwia czemu tak wielkie katary sa tylko tam i nie schodza do oskrzeli czy podobnie). Powiedzial, ze to normalne u atopakow, bo troszke inaczej jej sie sluzowka wyksztalca. Krotko mowiac choroba nie ma wplywu na jej rozwoj intelektualny czy fizyczny a nasz niezbyt silny model choroby daje nadzieje, ze po ukonczeniu 5 roku zycia (czyli niedlugo) powinno byc jeszcze lepiej.
JAK WYZNACZYC GRANICE STRACHU?
Ostatnio przeczytalam kilka artykulow z historiami ludzi, ktorym powodzilo sie dobrze a potem nagle przyszlo bezrobocie. Przysypaly ich kredyty, zobowiazania, wlasny styl zycia. Przyznam, ze bardzo sie boje takiej sytuacji.
Na szczescie nie mamy kredytow, ale z drugiej strony wynajecie mieszkania i szkola Kungisa to tez straszna kasa i jak sobie pomysle, ze mogli by wyrzucic Boskiego z pracy to strach mnie bierze. Czy by mogli? a oczywiscie. Za ostatnich pare lat wyrzucili w jego regionie ze 400 osob. Niedawno sie dowiedzielismy, ze i kolo niego kosa chodzila blisko, bo o ile jest swietny w tym co robi o tyle specjalnym dyplomata nie jest, a matematykowi (ktorym w pewnym sensie jest) jest ciezko wytlumaczyc sprzedawcy, ze jego ksiezycowych pomyslow nie da sie zrealizowac. Wiec ten strach jest w nas przyczajony. Bo wszystko sie moze zdarzyc. Jak sobie z tym poradzic? jakie granice wyznaczac?
Cale zycie staram sie rozwiazac dylemat. Na jakim poziomie czlowiek powinien zyc? Wiadomo, ze nie ponad stan (myslane: mam 100 ale wydaje 120). Ale jak ten ”stan” wykorzystywac? Czy starac sie zawsze za wszelka cene oszczedzic coraz wiecej, czy jednak pozwalac sobie na fanaberie? w jakim zakresie?
Na przyklad takie filozoficzne pytanie. Mam 3 letni telefon. Conajmniej raz dziennie trzeba go doladowac, bo wybija sie doslownie non stop, zwlaszcza jak sie uzywa internet (a glownie do tego wykorzystuje telefon), nie mam juz miejsca na zdjecia, itd itd. Z drugiej strony telefon dziala bez zarzutu. Boski chetnie kupi mi nowy telefon pod choinke. Ale mysle sobie? po co? moze poczekam pol roku i ten model co mi sie podoba bedzie nieco tanszy a ja spokojnie moge zyc z tym starym.
Kupic rzecz A albo B? Czy wystarczy, ze mi sie podoba, czy powinno sie czekac az dana rzecz bede realnie potrzebowac?
Czasem mysle, ze trzeba sie troche ograniczac, zeby miec w sobie ta dyscypline, ktora moze (choc nie musi) byc potrzeba w przypadku problemow.
Wierze, ze gdyby Boski nie mial pracy to i tak damy sobie rade. On bedzie szukal dlugo, bo ma bardzo specyficzna specjalizacje, ale ja jestem gumowa wiec jakby co pewnie nas uzywie. Tak czy inaczej kazdego dnia staram sie pamietac, ze trzeba miec pokore. Cieszyc sie tym co jest dzisiaj i miec swiadomosc, ze nie jest to dane na zawsze. Glownie po to, zeby bol z ewentualnego padu byl latwiejszy do zniesienia. Czy tak sie ma zyc, nie wiem. Niektorzy twierdza, ze trzeba lecec najwyzej jak sie akurat da. Ja tak nie mysle. Jesli czasem mi sie zdarzy zapomniec gdzie jest moje miejsce, staram sie profilaktycznie dac sobie w lep. Lepiej sie czuje jak wiem, ze nie przesadzam. Choc pokusa bywa.
CUDNE. MUSZE…

zrodlo: FB
NIE MA TAKIEGO MIASTA JAK LONDYN
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuja na to, ze znowu czeka nas przeprowadzka.
Kiedy?: nie wiem dokladnie. Optymistyczny wariant to od lipca, czyli po tym jak Gosia skonczy zerowke. Pesymistyczny wariant to gdzies pomiedzy lutym a czerwcem, czyli jak Boski znajdzie szkole dla Ksiezniczki, bo w Anglii juz teraz jest objeta obowiazkiem szkolnym.
Jak nam tam bedzie? (i w zasadzie czy bedzie): nie wiemy. Boski jeszcze nie dostal nowych warunkow, wiec na razie rozgladamy sie na slepo, na co nas wlasciwie stac w tym Londynie. Bo nie wiemy.
Czy chce mi sie tam przeprowadzac?: Gdyby ktos dal mi wybor przeprowadzila bym sie do Pragi a nie do Londynu. Oczywiscie, jak zwykle moge postawic na swoim i zawetowac mozliwosc wyjazdu. Mam jednak swiadomosc, ze na miejscu Boskiego chcialabym chociaz sprobowac popracowac w jednym z najwiekszych center finansowych na swiecie. Jest jedyny z calej Europy, ktoremu firma zaproponowala przeprowadzke. Powiem slowo a wrocimy do Pragi. Ale ja tego slowa nie powiem. Uwazam, ze trzeba probowac. Przygody nie zawsze sa przyjemne, ale jednak bez nic ciezko posunac sie do przodu. Trzeba ryzykowac.
W Londynie nie bylam szukac pracy, na to przyjdzie czas. Bylam ogladac dzielnice w ktorych ewentualnie moglibysmy mieszkac.
Ogladalismy przesliczny West Hampsted – ktory zachwyca malymi domkami, wielka liczba szkol i dostepnoscia do centrum, ale odstrasza cenami i przedziwnymi warunkami mieszkaniowymi (malutkie sypialnie, dyskusyjne cisnienie wody, zwykle starsze i niezbyt ciekawie wyposazone za to DROGIE mieszkania).
Widzielismy Greenwich, ktory polecali wszyscy, ale chyba glownie ze wzgledu na przesliczny park. Udalo nam sie przewedrowac spora czesc dzielnicy i okazalo sie, ze im dalej od kolejki tym barwa naszej skory stawala sie razaco biala a domy bardziej zaniedbane.
Przeszlismy Canary Wharf – dzielnice gdzie jest zlokalizowana firma w ktorej pracuje Boski. Nowoczesna, czysta, malo romantyczna za to z nowymi mieszkaniami do wynajecia, gdzie mozna liczyc na metraz sypialni powyzej 7m2.
Czy zamieszkamy w Londynie? powaznie nie wiem. Prawdopodobienstwo widze na ok. 70-80%. Ostatnimi czasy duzo mi zajmuje ogladanie wynikow londynskich szkol, liczenie czy ma to dla nas jakikolwiek sens, czytanie tego co moze nam ulatwic zycie po przyjezdzie. W koncowym efekcie moze to tylko takie cwiczenie.
Poza tym, jak wiemy, nie ma takiego miasta jak Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój, ale Londyn? w zyciu nie slyszalam.