TIK TAK, TIK TAK

Kazdego dnia rano obiecuje sobie, ze pojde spac wczesniej. 

Jak przychodzi pora poludniowego spania Kolezanki to nagle okazuje sie, ze tyle fajnych rzeczy mozna robic. Z Siostrunia przez Skypa pogadac, albo ze znajomymi. Obiadu kawalek przygotowac. Posprzatac. Nierobic nic i gapic sie w sufit w pojedynke. No i nie ide spac…

Kiedy po 23 Gosia w koncu usypia, po godzine lezenia razem z nia w lozku i czekania az usnie nagle dostaje skrzydel. Gadamy z Boskim, potem on idzie spac a ja ogladam, czytam, pisze, tancze nia linie. Po prostu cokolwiek. Nagle mam energii na rozdawanie.

A nastepnego dnia rano znowu obiecuje sobie, ze pojde spac wczesniej.

To moze jutro… ups dzisiaj?

MOJ POKOJ

Znalazlam takie piekne zdjecia na Fb, ktore cudownie oddaja innosc postrzegania (mojego) porzadku w oczach moich i Boskiego. 

Moj pokojno moze troszke przesadzone wszystkie obrazky, ale sens wypisz wymaluj:)

URODZINY SIOSTRUNI

Na dworze smetnie, w duszy gra.

Dzisiaj Siostrunia ma urodziny. Mimo iz jest 7 lat starsza niz ja wyglada lepiej niz wiele moich modszych kolezanek. Ale to by mnie jakos szalenie nie cieszylo, bo w zasadzie zwykle i tak nie zwracam uwagi na to jak wyglada. Super jest to, ze ona jest mlodsza od moich kolezanek. Moze zmieni sie to w przyszlosci, ale na razie nie da sie na niej obserwowac oznak zgrzybienia.

Nie, to nie zart. Nie wiem co sie dzieje ostatnich kilka lat z ludzmi wokol mnie (a moze i ze mna, ale siebie sie ciezko obserwuje). Oni dziwaczeja. Powaznie. Z zuplenie normalnych kolezanek i kolegow (jak by sie moglo wydawac) wyskakuja jakies dziwolagi.

Oczywiscie, ze sie zmieniamy, ale zmieniac nie musi oznaczac zmieniac polot na polewe i zmieniac sie w starego, nudnego piernika. 

W tym calym okolicznym starnieciu chyba najbardziej drazni mnie matronowatosc. Branie wszystkiego na powaznie. Nagla powsciagliwosc w okazywaniu uczuc. No i z calym szacunkiem dla naszych rodzicow, smutno mi jak obserwuje jak sie zmieniamy w ich (na razie) mlodsze kopie. Przeciez MY mielismy nie popelniac tych samych bledow.

A Siostrunia jest spoko. Od czasu kiedy ja poznalam zmadrzala nieco i nie wykorzystuje juz swojej milej, niewinnej, mlodszej siostry.  Nie wywala jej z pokoju, nie konfiskuje jej czekolady (tak tak, ona juz pewnie nie pamieta, ze dzielenie bylo obowiazkowe tylko z jednej, mlodszej strony) i generalnie juz jej nie meczy. Natomiast jezdzi po wsi na rolkach z corka i bierze ja na koncert Kultu. 

Nie bede tu pisac peanow, chociaz powinnam. Tyle moich znajomych ma zle stosunki z wlasnym rodzenstwem, ze co drugi dzien wybieram sie na kolanach do Czestochowy, ze ja mam fajna Siostre i ze tak sobie dwie mieszkamy na tym swiecie. 

Czasem sie zastanawiam czy dam rade kochac jeszcze kogos tak jak kocham Gosie. A potem przypomne sobie, ze przeciez Gosia musi miec kogos takiego jak mam ja i dochodze do wniosku, ze dam rade, chodzby dlatego, ze jak nie bedzie mnie i Boskiego, to zawsze gdzies w dalekim albo bliskim swiecie bedzie mieszkal ten drugi do pary.

ABORCJA

W sprawie aborcji nie mam jednoznacznego zdania.

Wieksza czesc mnie jest przeciwko. Zamiast aborcji konieczna jest oswiata seksualna, pomoc w latwym dostepie do srodkow antykoncepcyjnych a u deklarowanych katolikow po prostu podarzanie za wlasnymi przekonaniami. 

Z drugiej strony wierze, ze prawo do zycia kobiety jest wazniejsze od prawa do zycia blastuli. Jesli do zaplodnienia doszlo w wyniku gwaltu, albo plod jest uszkodzony to moim zdaniem kobieta MA PRAWO wybrac czy chce stac sie niewolnikiem osoby, ktora niekoniecznie bedzie kochala. To samo jesli ciaza stanowilaby zagrozenie zycia kobiety. Niektorzy moga argumentowac, ze milosc przyjdzie, ze to instynkt. A co jesli nie?

Duzo bardziej problematyczna jest dla mnie kwestia “trudnej sytuacji rodzinnej”, no bo jednak dorosla kobieta raczej wie do czego moze prowadzic stosunek z partnerem plci przeciwnej, chyba, ze sprawa spada pod gwalt, viz poprzedni akapit.

Nie wiem dlaczego, ale w tym wypadku argument “nie kochania” juz do mnie nie przemawia. Jak polozymy reke na szynach i przejedzie po niej pociag to tez nie ma wentylu bezpieczenstwa, nie da sie tego pociagu wymazac, wiec tu w mojej prywatnej drabinie wartosci wlacza sie lampka “widzialy galy co braly”. Oczywiscie dotyczy rowniez tatusia.

Z drugiej strony mysle, ze jesli usuniecie dziecka nie bylo przemyslana decyzja, to kobieta tak czy inaczej ukarze sie za nia sama, tym, ze bedzie musiala t ta decyzja zyc (chyba, ze nie jest zupelnie normalna). 

To tyle w kwestii mojej prywatnej ideologi. A teraz dlaczego o tym pisze?

Przeczytalam dzisiaj artykul pod tytulem uzalezniona od aborcji. Traktuje o pani, ktora 15 razy (slownie: pietnacie) poddawala sie aborcji, bo… jeszcze nie byl odpowiedni czas na dziecko. Zabieg dawal jej spelnienie i satysfakcje. Lubila chwile byc w ciazy, ale nie byl jeszcze odpowiedni czas na dziecko, wiec je usuwala. Moji drodzy, tak daleko moja tolerancja zdecydowanie nie siega. 

I nie chodzi o to, ze “inne pary staraja sie lata” i podobne bla bla.

Takie zachowanie to po prostu ogromna nieodpowiedzalnosc, drwienie z praw natury, choroba. I powiem szczerze, ze trudno sie potem dziwic dewotycznym ustawodawcom, ze na slowo “aborcja” dostaja wysypki. Nie wiem jak, ale taka pania powinno sie ukarac. I to nie matk-polki albo inne nawiedzone obronczynie zycia powinny ja ukarac, ale wlasnie osoby, ktore MUSIALY dokonac aborcji a sa potepiane przez otoczenie, bo jednak przez mysl przebiega pytanie, czy ich decyzja nie miala podobnego podloza jak opisywanej pani Irele Vilar?

ALBUM

Pozno juz, ale nie moge isc spac. Musze czekac az tegoroczny album ze zdjeciami Gosi laskawie odejdzie do Fotolabu. Twierdzi, ze zajmie mu to jeszcze 55 minut. Jutro chyba padne na pysk, ale nie poddam sie. Jak nie dzis to jutro siedzialabym do srodka nocy, wiec nie ma wiekszej roznicy.

Album to jeden z podstawowych prezentow gwiazdkowych.  Postanowilam rozsiac go po calej rodzinie, zeby Gosia miala kiedys na pamiatke. Jak sie zgubi nasz, bedzie u babci jak nie to u Siostruni. Nie wiem jak dlugo jeszcze wytrzymam takie robienie albumow, bo to ponad miesiac wieczornej pracy. No i terazmam duzo zdjec, ale przypuszczam, ze kiedys sobie odpuszcze i moze nie bedzie z czego robic albumu o 114 stronach 🙂

44 minuty do konca, przysypiam.

Gosia ma pierwszy w tym roku katar. Troche kaszle, ale tylko troche, wiec nawet nie bylysmy u doktora. Mysle, ze da rade sama. Budzi sie w nocy po 10 razy, dlatego jestem zmeczona. No coz, taki los okretnika, musze odeslac ten album dzisiaj.

39 minut. Dobrze, ze w tym systemie odsylajacym minuty leca jakos szybciej. Nie przesadzaja, ale lepsze to niz nic.

Boski kupil sobie w niedziele rybe i dzisiaj ja upieklismy. Praca zbiorowa, bo okazalo sie, ze zakupiona ryba byla ze srodkiem rybowym i odmowilam wspolpracy. wypatroszyl sobie sam a ja tylko wsadzilam cytrynke, cebule, sol i upieklam. Twierdzi, ze dobra byla. No to git. Ja tam ryb nie lubie.

34 minuty. Usypiam. Do tego bola mnie plecy. Postanowilam wprowadzic troche ruchu w moje zycie, ale okazalo sie, ze nawet 5 minutowy zestaw cwiczen (doslownie!) jest w stanie mnie zabic 🙂 Musze byc twarda nie mietka, jutro bede cwiczyc znowu. Jesli do tego czasu nie odpadnie mi kark razem z glowa.

27 minut. Czytalam, ze nauczyciele maja zaczac pracowac 40h tygodniowo. Oczywiscie w komentarzach lomot. Nie-nauczyciele zachwyt, ze nauczyciele w koncu przestana sie obijac. Nauczyciele wygrozki, ze beda pracowac od 7 do 15 “jak wszyscy’ i maja to w dupie. Ja bym byla za jakims kompromisem. 18h nauczania tygodniowo to jednak przesada. Jasne, ze nauczyciel musi przygotowac sie do lekcji, ale nikt mi nie wmowi, ze po 15 latach uczenia maty to jest jakis problem. Z drugiej strony nauczyciel pracuje rowniez w domu, sprawdza testy, szuka jakichs nowych materialow, gada z pastuchami albo z rodzinami pastuchow po zajeciach lekcyjnych. W Czesi o ile sie orientuje pensum wynosi 26h. Mysle, ze takie 26-30h zajec to bylby odpowiednik 40h tygodnia pracy reszty swiata. A ze wycieczki i wywiadowki, no coz… reszta swiata tez ma delegacje i kolacje sluzbowe.

19 minut. Powieki mi opadaja a tempo przesylania danych spada. 

11 minut. Oj jak sie sacza te zdjecia. Oczywiscie stres czy system na pewno dobrze zapamietal jak chce zeby zdjecia byly ulozone. Na jednym ze zdjec z albumu 2010 Boski ma obcieta glowe. Zdjec jest taka masa, ze nikt pewnie nie zauwazyl, ale jednak… zawsze pozostaje pytanie ile glow system obetnie tym razem?

6 minut. Usypiam, 1:14 a ja nie pamietam jakie jeszcze zabawy przygotowal mi program do odsylania albumow. Tylko, zeby sie teraz nie zablokowalo, bo sie zastrzele z luku.

2 minuty. Nie wiem jak sie to przesylanie skonczy ale i tak ide spac. Dobranoc!

PYTANIE NA SNIADANIE (PILNE!:)

W aktualnym laptopie konczy sie pamiec i przestal dzialac shift, zakup nowego staje sie coraz bardziej aktualny.

Z Sony zrezygnowalam, bo skoro na 2 posidaczy (duzych) laptopow 2 mialo uwagi to nie jest to zbyt dobra rekomendacja. Do tego maja blyszcacy ekran (lesklou obrazovku). wiec co dalej maturzysto?

Takze pytania na sniadanie beda 2:

1. jaki masz laptop i czy jestes z niego zadowolony/a (zwykle nazwa i typ jest napisany gdzies obok klawiatury albo na deklu komputera:)

2. masz jakies doswiadczenia z blyszczacym ekranem? mnie sie wydaje, ze odbijal by sie w nim caly swiat, ale moze tylko mi sie wydaje?

Bardzo prosze o odpowiedzi nawet jesli jestes tutaj przypadkiem, bo musze sie szybko zdecydowac a mam malo informacji 🙂

Dziekulski stanislaw!

ZNOWU W BRATYSLAWIE

Jak jestem dluzej w Bratyslawie to nie jest zle. Mam 4 trasy na spacery z Gosia + wycieczki do sklepow i jakos tak sobie przezywam spokojniutko. Powrot z Pragi jest jednak zawsze ciezki.

Lubie w Pradze tyle rzeczy! poczawszy od wanny do ktorej moge wrzucic kolezanke na 20 minut i czytac sobie obok chylkiem ciszkiem, przez latwosc i cene codziennych zakupow, na wycieczkach (7min) pociagiem do centrum konczac. No i znajomi oczywiscie!

Do tego zbliza sie sesja. A moja “panienka z okienka” studiuje medycyne, wiec przypuszczam, ze moge zapomniec o tym, ze do stycznia wybierze sie jeszcze z Kolezanka na spacer.

Pomalu zaczynam myslec i organizowac powrot do pracy. Spokojnie, dopiero za pol roku i na pol etatu. Boski chcialby zebym pracowala w systemie pare tygodni z Blavy, 1 z Pragi… a ja coraz bardziej mysle, ze wolalabym pracowac z Pragi.

Oczywiscie rozumiem argumenty Boskiego, ze widzialby Gosie tylko w czasie weekendow a to nie jest dobre.

Z drugiej strony dlaczego ja mam znowu skazywac siebie na stes, zeby JEMU bylo wygodniej? (sam mnie do tej pracy w Pradze wyslal, jak bal sie kryzysu v 2008). Owszem, moja firma ma oddzial w Bratyslawie. Centrala jest jednak w Pradze, 20 min od domu a za rok i tak musze wrocic na stale, wiec te pare miesiecy to nie roznica.

Nie chce w kolko zaczynac wszystkiego od poczatku. I tak powrot na inne (zapewne) miejsce i z polowa nowych ludzi, ktorzy sie w miedzyczasie wymienili, bedzie ciezki. Do tego pomysl byl taki, zeby ten ewentualny tydzien w Pradze Gosia zajmowala sie babcia. Babcia niby na poczatku, ze nie ma problemu, ale ze moglaby ja zabierac na tydzien w gory. Az sie wzdrygam na sama mysl. Mysle, ze mama Boskiego jest swietna babcia, ale jeszcze nie czas zeby Krolewna sama spedzala caly tydzien z dziadkami. Wole znalezc jakas jedna, konkretna Pania, ktora bedzie sie nia zajmowac tych 5-6h/dzien a nie ciagle zmiany zmiany. A moze uda sie jakies przedszkole?

Gosia juz jest duza, kumata i 5h dziennie bez mamy spokojnie przezyje. Ja natomiast pomalu potrzebuje zaprzatnac sobie mysli jakas adrenalina, stresem, praca. Calutki tydzien cieszylybysmy sie na Tatusia. 

Tak wiem, ze Boski tez ma prawo byc z Gosia. Auuu

To tylko takie wieczorne mysli. Jeszcze daleko do zmian w realnym zyciu. Zobaczymy.

ROZWODY

Generalnie nie jestem przeciwko rozwodom. Wole, zeby ludzie sie kulturalnie rozeszli niz wieki darli koty a potem skonczyli jak Rossowie. Jednak jak czytam o roznych gwiazdach i gwiazdkach, ktore sie rozwodza, to sie dziwie.

Niby tez ludzie, ale zwykle maja dosyc pieniedzy i samozaparcia zeby wygladac ladnie (wiec nawet po latach sie wzajemnie nie odpychaja), maja kase (mysle, ze problemy finansowe to czesty powod rozwodow), maja mozliwosci sie rozwijac, jesli chca to rowniez czas, zeby gadac (to chyba klucz do sukcesu) itd itd a i tak znajduja sobie jakas lalusie/zajaczka i porzucaja partnera. 

Przed chwila chcialam sie zalogowac na Yahoo! (znowu problemy z serwerem, ach jo) a tu na pierwszej stronie informacja, ze Demi Moore rozwodzi sie z tym swoim zajaczkiem. Musze przyznac, ze zal mi baby.

LAPTOPik

Nadszedl czas wyboru nowej maszyny!

Po konsultacjach z mezem Ksiezniczki wybor padl na Sony Vaio CA3S1E/D tylko jeszcze sie nie zdecydowalam w jakim kolorze.

Pociaga mnie pomaranczowy, ale to bardzo szalony kolor, wiec nie wiem…

 

bialy tez jest ladny i do tego spokojniejszy:

bialy laptopik

 

z zielonym bym chyba dluzej nie wytrzymala:

Zielony

 

a czerwony wyglada tak jakos “plastikowo”:

Czerwony

Nie maja zawrotnych paramertow, ja takich nie potrzebuje. Kiedys mialam zbajerowany komputer i byl najgorszy z dotychczasowych, dlatego teraz wybieram taki akurat. Tyle, ze ten akurat na ktorym zgodzilismy sie z expertem (mezem Ksiazniczki) akurat nie jest produkowany w standardowych kolorach. Pytanie czy laptop musi koniecznie byc nudny? zwlaszcza prywatny laptop?

A jaki kolor podoba sie Tobie?