Uff, BYLO BLISKO

Wczoraj zadzwonilam do lekarza w sprawie wynikow testow na alergie Gosi.

Dr powiedziala, ze alergia na mleko juz minela (hurra!), ale ze niestety wyglada to na alergie na gluten, ze jej sie to tez wydaje dziwne, ale coz i ze mam przyjechac to zrobimy dodatkowe testy.

No to pojechalysmy z dusza na ramieniu. I co sie okazalo?

Tadam tadam…. test na gluten wyszedl negatywnie! Goska nie ma alergii na gluten.

Wartosc tajemniczego S-IgE wynosi w jej wypadku 275,8 ug/l (norma 0-144) wiec alergie na cos ma jak cwis, ale na szczescie nie jest to gluten. Hurraaaa! Juz sie widzialam oczami wyobrazni jak przestajemy jesc wszystko co z glutenem. Niedlugo wybieramy sie do immunologa. 

Poza tym powiedziala, ze w chwili obecnej wszystkie wyniki Gosi sa w porzadku i mam sie nie martwic, ze malo je. Ze ten typ najwyrazniej tak ma i mam sie nie przejmowac. 

Jako bonus dzisiaj kolezanka jadla calkiem znosnie. 

A na koniec ciekawostka: zeby nie bylo tylko rozowo to od wczoraj nie chce chodzic po dworze tylko woli sie nosic albo wozic. Nic jej nie jest ale jakos tak boi sie ludzi, bo w parku jak jest w miare pusto to szaleje. Wychodze jednak z zalozenia, ze nie mozna miec wszystkiego. Nie ma alergii na gluten? NIE MA! no to genialne dziecko mam! co nie?:)

Uhmm Uhmm LECKER!!!

W drugiej klasie liceum nagle zmienili nam nauczyciela z j.niemieckiego. Przyszedl pan nazwijmy go Pietkowski (od jego nazwiska nazwalismy potem szara, poplamiona, materialowa torbe z uszami, ktora nosil do pracy – tzw. pietkowke). Pan Profesor wprowadzil w nasze zycie rewolucje. Ten rok uczylismy sie glownie niemieckiego. Co tydzien we wtorek byla kartkowka z materialu dowolnego (jedynym kryterium bylo to, ze juz go omawialismy) a w poniedzialki i czwartki pytal. Pytal na siedzaco przy stole a obok delikwenta stal “kwiatek antystresujacy”. Szkoda, ze czlowiek dostawal zawalu ze strachu przed niemieckim. Przed wywiadowka pan Profesor dyktowal kazdemu co sadzi o jego postepach w nauce a rodzice musili to podpisac. Mielismy w klasie taka dziewczyne, ktorej napisal, ze jest rewelacyjna, ma talent i powinna zajmowac sie jezykami. Mial racje. Skonczyla iberystyke, z tego co wiem nawet jakis czas wykladala na uniwersytecie gdzies w ameryce poludniowej*

No w kazdym razie jedna z pierwszych lekcji z nowym nauczycielem dotyczyla jedzenia. Zapytal sie: – a co mowicie jak wam smakuje zupa? – a my: … … … ???

a on: uhmm hmmm LECKER! (pycha)

I wlasnie taka zupe dzisiaj zrobilam. Pomidorowa na rosole. Najpierw rosol (czesc odlalam Gosce na jutro, obecnie je tylko rosol) warzywa z rosolu rozmiksowalam z usmazonymi pomidorkami z cebula i bylo tak dobre, ze teraz juz zostal tylko garnek. Pycha!

 

NA POWAZNY TEMAT

Juz dluzszy okres czasu poczytuje 2 polecone blogi na temat chorych dzieci.

Pierwszy z nich opowiada o Ani, 5 letniej dziewczynce chorej na Osteogenesis Imperfecta. OI to choroba genetyczna polegajaca miedzy innymi na zwiekszonej lamliwosci kosci. Nulka – bo tak mowia na nia rodzice (teraz juz ojciec, bo mama umarla na powiklania zwiazane z zapaleniem pluc), dzielnie walczy o to aby w przyszlosci mogla chodzic. Z uwaga sledze postepy malej Ani i trzymam za nia kciuki, jest bardzo pracowita pogodna i dzielna. Musze przyznac, ze poza wszystkimi dobrymi uczuciami, ktore mam dla malej wojowniczki, CODZIENNIE sie wsciekam, ze jej matka – ktora byla chora na te sama straszna, GENETYCZNA, chorobe zdecydowala sie przyprowadzic ja na swiat. Mozecie mnie zlinczowac, ale nie moge tego zrozumiec. Wiem, ze ta pani bardzo chciala miec dzieci, znalazlam informacje, ze wraz z mezem zajmowali sie kiedys jakimis dziecmi z domu dziecka, ktore im potem odebrano, bo nie chcieli odwiedzic socjalnych pracownikow. Dlatego zdecydowali sie na wlasne. Nie rozumiem!!! Milosc czasem polega na tym, zeby nie miec czegos na czym nam bardzo zalezy. Ania nie bedzie miala lekkiego zycia a rodzice musieli sie z tym liczyc sprowadzajac ja na swiat. Mam nadzieje, ze problemy nadrobi charakterem, bo wyglada na swietna dziewczynke. Trzymam kciuki, zeby swoje problemy potrafila przekuc w atuty. 

Drugi blog to historia Laury. Dziewczynka jest chora na klatwe Odyny (CCHS) + powiklania – osoby chore na te chorobe po usnieciu przestaja oddychac. Mama Laury jest absolutnie najpozytywniejsza osoba na swiecie. Sadzac po zdjeciach mala idzie w jej slady. Trzymam kciuki, zeby szystko udalo sie znalec lekarstwo albo choc maksymalnie polepszyc jakosc zycia dziewczynki i jej rodziny.

A wczoraj przechodzac z blogu Nulki zaczelam czytac o innych dzieciach z ktorych wiele juz nie ma miedzy nami. Znalazlam blog malej Hani, ktora umarla, ale rodzice nadal pomagaja innym osobom, ktore walcza o dobre zycie dla swoich dzieci. Bardzo polecam odwiedzenie tego blogu. Co ciekawe wiele blogow przestalo istniec. Najpierw sie zmartwilam a potem pomyslalam, ze to dobrze, ze rodziny potrafily isc dalej, mam nadzieje, ze ze spokojem w sercu.

Musimy pomagac. Nie wazne jak i komu, ale musimy pomagac ludziom wokol nas za to cale szczescie, ktore spotyka nas i naszych bliskich. Bo to wstyd nie robic nic jak jestesmy zdrowi i pomoc mozemy. Nie ma co sie wstydzic swojego szczescia, ale trzeba sie nim dzielic.

FRYZURA

Widzialismy sie tydzien temu z Ksiezniczka.

Ksieznika (slodzi): – ale ty dzis fajnie wygladasz

ja: – eee, ja? taka nieuczesana

Ksiezniczka: – a kiedy ja cie niby widzialam uczesana?

….

no i myslalam, ze umre ze smiechu. Jej chodzilo o to, ze tak od fryzjera mnie nie widziala uczesanej, ale wyszlo cudnie. Kocham ksiezniczke!

ZUPA ZE SZMATY*

to jedna z moich ulubionych zup z dziecinstwa. Wyprodukowalam dzisiaj, cieszyla sie wielkim powodzeniem.

SKLADNIKI:

– 3-4 srednie ziemniaki pokrojone w kostke

– 1 marchewka pokrojona w kostke

– 1 pietruszka pokrojona w kostke

– kawalek selera

– pare lyzek kucharka, sol, pieprz, troche majoranku

– kawalek miesa/kosci/pare lyzek masla albo i nie

– opakowanie (350-500g) najwiekszej czerwonej fasoli jaka znajdziesz

– 1/2 smietany

 

PRZYGOTOWANIE:

Fasole namoczyc w wodzie dzien wczesniej. Nastepnego dnia nie wylewajac wody gotowac fasole z 2 godziny. Potem dodac reszte pokrojonych warzyw (i miesko) i jeszcze troche wody i gotowac razem jeszcze z godzine z przyprawami. Przed podaniem do talerza wlozyc lyzke schlodzonej smietany. I jesc. Serio dobre 🙂

A jak sie czlowiek naje to moze potem wygladac tak:

Zupka

a jadlo sie sama wode, bo takie kolorowe ziemniaki to moga byc trujace 🙂 a taka duza lyzka to ciezko trafic do buzi, ale bylo warto :))

___

nazwa ze wzgledu na kolor

EUTANAZJA

Eutanazja (lub euthanazja, od greckiego εὐθανασία, euthanasia – “dobra śmierć”) – powodowane współczuciem przyśpieszenie lub niezapobieganie śmierci w celu skrócenia cierpień chorego człowieka. Czasami eutanazję określa się jako rodzaj zabójstwa. Można też ją zdefiniować jako działanie występujące zawsze za zgodą umierającej osoby. Od połowy XX w. eutanazja jest omawiana w kontekście nauki, moralności, prawa, polityki i religii (zrodlo: Wikipedia).

Ogladalam dzisiaj taki odcinek Hausa, w ktorym Wilson (przyjaciel glownego bohatera i onkolog w jednej osobie), ma nieodparta ochote wyglosic referat o tym, ze jako onkolog czasem dokonuje eutanazji jak juz wie, ze bol pacjenta jest niemozliwy do opanowania a smierc bardzo blisko a pacjent nie mowi o niczym innym.

Mysle o tym juz bardzo dlugo ( w sensie nie od momentu jak widzialam serial, ale lata). Coraz bardziej sklaniam sie do opinii, ze eutanazja moze byc w pewnych wypadkach wybawieniem. Tak jak czlowiek ma prawo wyskoczyc przez okno albo zjesc leki jesli jest w stanie fizycznie to zrobic, takie same prawo powinna miec osoba ktora fizycznie nie ma tej mozliwosci, ale ktorej umysl funkcjonuje i chce umrzec. 

Zgadzam sie, ze jeszcze nie wymyslilismy odpowiedniego sposobu, ktory by wykluczal zabijanie pod przykrywka eutanazji. Byc moze jako spoleczenstwo nie jestesmy jeszcze do tego przygotowani, ale wierze, ze powinnismy o mozliwosci eutanazji myslec. Bo ona i tak sie dzieje, przynajmniej przez zaniechanie.

Nie kazdy chce byc swietym, kazdy powinien miec prawo umrzec godnie. I nie mozemy narzucac osobom trzecim naszej wiary w Boga czy cokolwiek innego. Kazdy powinien dostac maxymalna pomoc tak, aby nie odczuwal bolu i aby byl w mozliwie dobrej kondycji psychicznej, ale jesli i tak zdecyduje, ze chce odejsc, powinien miec do tego prawo. Mysle.

PICIE ALKOHOLU I PALENIE W CIAZY

Nigdy nie wiem jak delikatnie powiedziec swoje zdanie kolezance, ktora bedac w ciazy wyglasza opinie typu “dwa papierosy na dzien szkodza dziecku mniej niz stres zwiazany z rzucaniem palenia”, albo “moj lekarz twierdzi, ze lampka wina od czasu do czasu z pewnoscia dziecku nie zaszkodzi”. Na blogu niegrzecznych mamusiek znalazlam opinie kogos kto jak sie wydaje zna sie na sprawie i chcialabym ja przytoczyc, bo sie z nia zgadzam. Mam nadzieje, ze ten wpis znadzie wiele kobiet w ciazy zastanawiajacych sie czy piwo od czasu do czasu to jednak nie problem. Autorka jest Justineee, ale czyta mi z duszy:

Szlag mnie trafia kiedy słyszę o tym jak kolejny niedouczony lekarz zaleca kobiecie wina na stawiania macicy…

Na studiach byłam obecna przy wielu porodach. Kiedy rodziła palaczka nie mogła się wyprzeć swojego nałogu. Łożysko jest sino zielone a wody płodowe mają brzydki zapach (a czasem nawet sierdzą nie do wytrzymania). I w tym pływa płód… Dzieci rodzą się często dużo mniejsze. I matka wcale nie musi wypalać trzech paczek dziennie.
Jeśli chodzi o lampkę wina do obiadu… Cząsteczki alkoholu są bardzo małe i przenikają przez łożysko. Rozwijający się płód nie ma jeszcze wykształconych enzymów, które umożliwiłyby eliminację alkoholu. Waży kilkanaście (a potem kilkadziesiąt) gram. Wy wypijecie kieliszek wina a ono już jest kompletnie pijane. Alkohol etylowy niszczy jego delikatne komórki mózgowe. Może po urodzeniu nie będzie miało FAS ale jeśli w życiu płodowym było narażone na działanie alkoholu może być obarczone Fetal Alkohol Effects (FAE).

A oto lista objawów których żadna matka nie powiąże z tym, że piła kieliszek wina do obiadu: nadaktywność, nieustępliwość, pasywność, impulsywność, drażliwość, problemy ze snem, złośliwość, nadwrażliwość na dotyk i dźwięk, trudności z adaptacją, problemy z organizacją, niska samoocena, trudności z samokontrolą, łatwość popadania w stany depresyjne, problemy z absencją,problemy ze sferą seksualną...

____________

Dla poprawienia humoru 2 zdjecia zupelnie zdrowych dzieci, ktore bardzo mi sie podobaja (i dzieci i zdjecia)

– Gosia i Emil (troche podobni, ale bardzo inni:)

Gosia i Emil

Goska na trampolinie (ktora uwielbia:):

na tramponinie

CZAS

Zrobilam wszystko co chcialam koniecznie zrobic w czasie kiedy Gosia i Boski sa na spacerze i mam….4 minuty dla siebie.

No juz 2.

AUU%$##@$#!!! 🙂

 

_________

Boski wrocil z Gosia ze spaceru i okazalo sie, ze mi kupil kolczyki!!! skiczne, male kolczyki swarovski. Jestem powalona bo to pierwszy bezokazyjny prezent za tych naszych wspolnych… 10 lat?!!

WIECZORNY PRZEGLAD MOICH MYSLI

Ostatnio duzo mysle o 2 sprawach:

1. POLITYKA – nie potrafie zrozumiec dlaczego ludzie zarzadzajacy naszym krajem nie moga tego robic po prostu dobrze. Tak jakby zarzadzali firma. Ciagle, wszedzie wychodzi z nich populizm jak sloma z butow, niezaleznie od frakcji jaka reprezentuja. Maly przyklad: radni Pragi chca podwyzszyc cene biletow na 32 CZK. I to byloby rozsadne, ale oni jednoczesnie chca aby osoby do 15 roku zycia i po 65 roku zycia jezdzili za darmo. Nie rozumiem! Powiem wiecej: nie zgadzam sie! Przeciez z takimi cenami jeszcze wiecej osob zamiast do metra wsiadzie do auta i efekt reformy bedzie odwrotny do oczekiwanego. Nie przemawia do mnie argument, ze rodzice nie maja kasy na bilety dla dzieci do 15 lat albo osoby starsze maja za male renty. Rozumiem bilety znizkowe, ale bilety musza byc, bo transport miejski kosztuje. 

A to tylko taki delikatniusiu przyklad. O VV w Czechach albo calej scenie politycznej w Polsce lepiej dzisiaj pisac nie bede, bo bylby wpis na 8 stron A4

2. DURNA JESTEM – moze jak mam duzo czasu na przemyslenia (na przyklad wedrujac na piechote z parku z kolezanka) to przychodza mi takie mysli do glowy. Analizuje tysiace malych zdarzen i sama sie z soba nie zgadzam, albo zgadzam sie ale po latach dochodze do wniosku, ze gra nie byla warta swieczki. Takie urywki z rozrywki, absolutnie nie pasujace do siebie kawalki ze mna jako debilem w roli glownej. Starosc? Najgorsze jest to, ze wiem, ze takich momentow bedzie jeszcze w moim zyciu milion. Nigdy sie zmadrzeje? hmm