Juz kilka razy mi sie stalo, ze probowalam dodac jakis komentarz na Wp.pl i dziwnym trafem nigdy sie nie pojawil. Ani od razu, ani po chwili, ani po godzinie. Przyznaje, ze nie sa to komentarze zupelnie “po PiSowskiej linii WP” ale jednak nie przeginam tylko zwracam uwage na oczywiste niedorzecznosci. Zeby cenzura?
Category: BLAVA
WANNA
Poza tym, ze Gosia nie lubi jesc od jakiegos czasu boi sie rowniez kapac.
Mniej wiecej do 11 miesiaca zycia byla wielkim pasjonatem kapania w wanne. Sama, z mama obojetne. Trzeba bylo wypluskac polowe wody i kazdego dnia byla z tego powodu wielka radosc. A potem, nagle… woda stala sie strasznie straszna.
Nie mam pojecia co sie stalo. Nie przypominam sobie momentu zeby woda byla goraca, albo zbyt zimna, zeby sie zanurzyla po oczy, albo poslizgnela. Nagle pojawil sie strach i mieszka z nami juz ponad 3 miesiace. Byl nawet moment, ze musialam ja myc mokra sciereczka zanurzona w wodzie bo wrzeszczala po wejsciu do lazienki. Teraz myjemy sie tak, ze ja jestem przykryta recznikiem na mnie wisi jak rzep kolezanka a ja myje w umywalce najpierw z jednej strony a potem nastepuja lekkie okrzyki i myjemy z drugiej strony, zawijamy w recznik i przekazujemy Boskiemu w celu posmarowania, pomasowania i ubrania.
Ostatnio stwierdzilam, ze jak tak dalej pojdzie juz nigdy nie zacznie sie kapac. Postanowilam cos zrobic. Od poniedzialku ok godziny 20 w naszym duzym pokoju pojawia sie wanna z ciepla woda w ktorej JA bawie sie kaczkami i miseczkami. Gosia moze sobie robic co chce.
Pierwszego dnia nawet nie podeszla. Drugiego raz podeszla wyciagnela foremke i uciekla. Wczoraj nawet wrzucala kaczki i jedna wyciagnela sama z wody (a potem uciekla). No a potem wylala troche wody na ktorej sie natychmiast wywalila ale na szczescie poza wanna wiec mam nadzieje, ze nasza droga do wanny sie nie wydluzyla zamiast skracac.
Obadamy. Nie bede jej zmuszac, moze jednego dnia sama bedzie chciala wejsc do wanny to jej to z radoscia umozliwie.
Takiego mamy niestandardowego dzidziusia. Ktory wlasnie uslal.
SKURCZYBYK
Bylysmy dzisiaj u doktora. Gosia boi sie lekarzy tak strasznie, ze caly czas przeryczla najgosniejszym z krzykow, ktorzy skrywa sie w jej strunach glosowych. No fakt, jak przyjdzie do doktora to zawsze biora jej krew, albo szczepia albo mecza jakos inaczej.
No w kazdym razie wg pomiarow pielegniarki Gosia skurczyla sie w ciagu ostatnich 2 miesiecy o 1,5cm i ma 77cm. Nie zwazyli jej poniewaz sie nie dala, ale wg domowej wagi (metoda wyzerowac z tatusiem, zwazyc gosie) wazy 11 kg, czyli tak akurat na jej wiek. No i mam skurczybyka w domu.
W poniedzialek kolejne badanie krwi, mam nadzieje, ze w koncu sie dowiemy ze nie ma alergi na gluten i mleko i zaczniemy szukac na co alergie ma (curry, cebule, czosnek…). Pomalu doktorka zaczyna byc niezaodowolona, ze Gosia nie je ( a nie je nawet cienia tego co powinna w jej wieku). Mysle, ze niedlugo bedzie mnie przekonywac zebym przestala karmic piersia. Niedlugo Gosia skonczy 15 miesiecy wiec to nie zadna tragedia a kiedys skonczyc trzeba, ale wolalabym w bardziej pokojowy sposob. Bo teraz to bedzie walka jak nie je nieomal nic innego. Ale nie wybiegajmy do przodu, zobaczymy co bedzie.
Na razie szczepienia wstrzymane i bedzie miala badane czy to jednak byla opryszczka (bo z nia szczepic ponoc nie wolno).
Tak ja zmeczylo to darcie, ze spala 2,5h. Mnie tez zmeczylo. Oni jej nic nie robili ale tak sie biedask boji, ze ja doktorka badala na moich rekach bo inaczej sie nie dalo. Biedak
POJDE DO NIEBA
Pierwszy wieczor po naszej 1,5 miesiecznej nieobecnosci Boski spedza na hokeju. Mial szczescie Czesi wygrali z Niemcami 5:2. Zaproszenie dostal jakos tak dzisiaj w polowie dnia i nawet sam stwierdzil, ze to przegiecie i ze zostanie w domu. Ale ja to mietka jestem, mistrzostwa to mistrzostwa, nie bede mu stala na drodze do szczescia, powiedzialam, ze ma isc.
Sam od siebie uciekl 30 min wczesniej z pracy i nawet nie marudzil, ze balagan (przyszedl wczesniej niz mial, wiec nie zdarzylysmy posprzatac). Fajnie, ze mial frajde.
___
z innej beczki. Po drodze do pracy Boskiego jest spory warzywniak. Probowalam tam dzisiaj wejsc z Goska i weszlam bym pewnie, ale pani sklepowa od lady zakrzyknela, ze z wozkiem tam nie wjade, bo skrzynka stoi w drzwiach. Hmmm wozek mam taki leciutki, malutki weszla bym sie, ale pani KATEGORYCZNIE kilka razy powtarzala, ze nie wjade. Jak nie, to nie glupia babo.
Welcome back to Bratislava!
SUSANNAH i TRINNY
Nigdy nie widzialam zadnego z programu tych pan, ale skoro maja duza ogladalnosc to pewnie sa dobre. Niemniej pozwole sobie napisac komentarz do 2 opinii, ktore rzekomo padly z ich ust.
1. chca ubierac nie przebierac Polki
mam nadzieje, ze ten plan realizuja z werwa i stylem. Zastanawiam sie tylko dlaczego na wielu zdjeciach na ktorych je widzialam, one same sa przebrane? (a przynajmniej tragicznie uczesane, wiec na ubranie nikt nie zwraca uwagi)
2. panie stwierdzily z lekkim oburzeniem, ze Polacy NIE ZNAJA ANGIELSKIEGO!
Oh My Gosh! chcialoby sie zakrzyknac! A ile jezykow obcych znaja panie Susannah i Trinny?
Kochani, nie dajmy sie zwariowac. Znajomosc jezykow obcych jest niezwykle wazna, ale jednak wiekszosc z nas zyje w jednym konkretnym kraju i nie pracuje w turystyce. Da sie zyc bez angielskiego.
Byc moze sie myle, moze panie sa po japonistyce, jesli tak to odszczekam hau hau na razie niech sie poucza polskiego, jesli chca zarabiac kase w Polsce.
__
nawiasem mowiac zastanawiam sie ile te panie maja lat? Jesli 55+ jak sie spodziewam to wygladaja nawet nawet
O JEDZENIU
i tak sobie jestesmy z Gosia w Pradze.
Gosia rewelacyjnie znosi wspolprace z kolezanka i jej malym synkiem a ja chodze na jazdy, bylam w pracy i zalatwiam wszystko co powinnam byla ale jakos srednio mi to szlo, bo nie bylo czasu. Plany napiete. Na przyklad: w poniedzialek AW, wtorek kuzn Boskiego, sroda lekarz i tak kapu kap konczy sie nasz miesiac w Pradze.
Aktualnie w zasadzie nie mam zmartwien, no poza tym, ze Gosia nadal odmawia wspolpracy w kwestii jedzenia. Od “obcych” nie zje nic poza chrupkami… innymi slowy czas spedzony z kolezanka mozemy oznaczyc za absolutnie bezjedzeniowy a ze mna nie duzo lepiej. Jak jestesmy na spacerze i dluuugo wczesniej nie jadla to udaje mi sie wepchnac jej kawalek banana albo batonik dla dzieci z hippa. Na obiad czasem laskawie zje pare lyzek zupy a na kolacje kilka lyzek “czegos sypkiego” (ryzu, soczewicy, kaszy…). Ale to wszystko tylko dodatki do karmienia piersia. Nie zebym miala problem z karmieniem, ale zaczynam sie jednak martwic czy w ten sposob dostarczam tej malek kobietce wystarczajacej ilosci roznych mikroelementow, bialek, witamin i czego tam jeszcze. Mam wrazenie, ze ostatnio jakos mniej przybiera na wadze (wiem, ze to normalne, ale nie wiem ile mniej jest normalne) i przestaje jej wystawac gruby brzuchol. Ale mam zmartwienia, co? Na owoce to poza bananem nawet nie spojrzy. No jeszcze wygryza male dziurki w skorce jablka ale to wszystko a dookola wszystkie dzieci znajomych jedza ja marzenie. Auuu. I te dobre rady “to daj jej lyzke to sama zje ze smakiem” albo “jak jej zrobisz zupke XX to na 100% zje” lub “dziewczyno, potrzebne rytualy” taaa. probowalam, probowalam, probowalam. ale ona NIE CHCE JESC. Czasem (jak w sobote) jej odwali i zje 2 kotlety na jedno posiedzenie, ale to sie zdarza tak raz na 2 tygodnie.
Czy wyglada na niedozywiana? nie! czy wyglada na glodna? Nie! czy wyglada na slaba? Nie! czy nalo sie rusza? Nie! (raczej na radosne ADHD wyglada) Czy jest smutna lub ospala? nie! No to dlaczego sie martwie? Bo nie wiem czy to tak mozna jesc glownie mleko matki w jej wieku (14M)???!! jak juz jestem w zupelnej depresji to przypominam sobie legende rodzinna o moim ojcu, ktory urodzil sie w 1939 roku i ponoc ze wzgledu na wojne do 2 roku zycia byl karmiony glownie przez Babcie Jasie co zawsze bylo prezentowane jako “byl taki wielki, bo go mama tak dlugo karmila”. Troche sie martwie z drugiej strony mysle sobie, ze takiego czlowieka to jednak ciagle jeszcze nawiguje przyroda, wiec moze jednak wie dlaczego preferuje taki sposob jedzenia?
I to tyle w temacie. Dobranoc.
JEBE
JEDZENIE TO KWESTIA WIARY
ale nie w Boga, ta wiare zostawmy w spokoju.
Zarcie to kwestia zasad i wiary, ze te nasze zasady dzialaja jakos bardziej.
Zaczelo sie od artykulu przeczytanego (podczas karmienia Gosi)na jakims Onecie czy Gazecie nie potrafie sobie teraz przypomniec. Zmartwione mamy wypowiadaly sie, ze ich dzieci nie sa odpowiednio karmione w przedszkolach. Nie dostaja “bio” jarzyn, jedza bialy chleb – a jak zobaczyly, ze z MARMOLADA, to juz matka dostala apopleksji i stracila wszystkie iluzje.
Musze przyznac, ze ta marmolada mnie dostala najbardziej. Co im przeszkadza w marmoladzie?
Mysle sobie, ze jestesmy BARDZO bogatym spoleczenstwem jesli mozemy robic tragedie z tego, ze dziecko je normalna marchewke zamiast bio i od czasu do czasu zje marmolade. Zeby to jeszcze bylo w ciezko placonych prywatnych przedszkolach to zrozumiem, jak zaplace 1000 PLN to jednak bede wymagac troche entuzjazmu, ale w panstwowych? za co niby te bio – marchewy maja kupowac?
Ale wiara to wiara, jesli dzieci tych pan beda dzieki bio-ziemniakowi zdrowsze, to ja im tego zdrowia zycze. Mnie wystarczy jesli Gosia bedzie jadla roznorodnie.
Przyznam jednak, ze tez mam swoje jedzeniowe zasady:
1. jesc tyle, zeby sie najesc ale nie przejesc (no chyba, ze Siostrunia zrobi golabki, albo zur, albo rolady, wtedy mozna sie przejesc w drodze wyjatku:)
2. czasem mozna zjesc tabliczke czekolady, albo slona w galarecie, ale tylko CZASEM
3. chodzic po schodach przynajmniej na dol (zamiast jechac winda)
4. jesc czesto (ja na przyklad jem w zasadzie caly dzien:), ale w malych ilosciach
5. NIGDY nie byc glodnym (bo moim zdaniem organizm zacznie sie bac, ze mu nie damy a potem zacznie odkladac)
i to tyle. Kiedys bylam dosych chuda, teraz jestem normalna, w przyszlosci (po 50 moze chwile wczesniej) bede nieco wieksza, bo wole takie pulchniejsze panie niz wysuszone.
TANGO Z PSYCHOPATA
Boski ma bardzo autorytarnego szefa. Na Boskiego nie krzyczy (bo to nie dziala), ale w stosunku do reszty podwladnych jest bardzo wladczy, nieprzyjemny i opryskliwy.
Dzisiaj wieczorem w firmie Boskiego odbedzie sie bal dla sieci sprzedazowej. Boski jest odpowiedzialny za inwestycje, wiec jego to w zasadzie nie dotyczy, ale jako “regionalny” zostal zaproszony. Na zaproszeniu bylo napisane “Boski wraz z malzonka”. Dlugo myslal i bronil sie, ale w koncu go przekonalam, ze jednak powinien isc, bo firma, bo ten debil, polityka itd.
Dzwoni wczoraj, zeby potwierdzic, ze przyjdzie.
Boski: – wiem, ze dzwonie pozno, mam nadzieje, ze to nie klopot, chcialbym potwierdzic, ze w czwartek przyjde
Sekretarka: – oczywiscie, u zaproszonych przez szefa nie przewiduje sie, zeby nie przyszli
Boski: – no i na zaproszeniu jest napisane, ze mozemy przyjsc z zonami, zona nie przyjdzie, bo musi zostac z dzieckiem
Sekretarka: – to jest jasne, u zaproszonych przez szefa nie bierze sie pod uwage, ze mogliby przyprowadzic malzonke.
O zesz!
Dress code: black tie
Boski bral dzisiaj do pracy (tez) smoking, ale 20 razy powtarzal, ze juz widzi jak bedzie jedyny w smokingu, bo niby kto w dzisiejszych czasach sie tak ubiera …
OGLASZAM POCZATEK KONCA FACEBOOKU
Cykl zycia socialnych sieci, zwlaszcza faza exploracji, wprowadzenia i rozwoju (czytaj poczatek) sa podobne do cyklu Butlera, tyle, ze po okresie bardzo intensywnego wzrostu nastepuje nieodwracalny spadek. W swojej prezentacji podczas konferencji Web 2.0 2009 w San Francisco bardzo ladnie pokazal to Jyri Engeström.

Mysle, ze Facebook wlasnie osiagnal swoje maximum i pomalu powoludku bedziemy mieli okazje odczuwac poczatek jego konca. Dlaczego tak mysle?
Mam ponad 100 “znajomych” na FB (nie pamietam dokladnie ile). I zaczynam odczuwac dokladnie to samo co przed powiedzmy rokiem z kawalkiem zaczelam widzec na Naszej-klasie. po okresie szalenstwa, codziennego wpisywania tysiecy wpisow nagle wszyscy przestali sie tak trzasc przed wpisaniem kolejnego “usmazylam dzisiaj 7 kotletow”. Oczywiscie Facebook to inna sprawa chocby ze wzgledu na rozmach przedsiewziecia i absolutna globalizacje projektu. Ale jednak. Cos drgnelo. Chwile to potrwa a potem mala Gosia zapyta sie, “mamo, a co to byl ten Facebook?”