Z dedykacja dla Fanaberii.



a na koniec stado 🙂

Z dedykacja dla Fanaberii.



a na koniec stado 🙂

Boski wymeczyl mnie strasznie.
Wlasnie odjechali do Babci. Boski chcial zebym jechala z nimi a ja nie chcialam jechac z nimi. Chce wrzucic troche zdjec na blog, chce wyprac ze 3 pralki, chce prasowac, chce pobyc sama, chce pobyc z Krolikowska, chce polezec w wannie a przede wszystkim NIE CHCE jechac do domu rodzicow Boskiego, gdzie mnie oscentacyjnie powitaja a potem beda patrzec i komentowac kazdy moj krok. Nie chce isc do ogrodu botanicznego, ani na spacer po miescie. To dziecinstwo Boskiego nie moje a ja tam powalajacego piekna nie dostrzegam tylko zimno na dworze. Nie widze potrzeby wymieniania fajnego weekendu na zimny weekend.
Boski caly tydzien pojekiwal z klasa ale od rana zrobil mi pieklo. Najpierw jeczal i robil oczka, potem zaczal szantazowac jak on to dla mnie wszystko a ja – nawet jak on tak strasznie chce – nic. Na koniec juz byl nieprzyjemny i styl: skoro ty taka jestes to ja tez bede,,, Czym byl twardszy tym ja bardziej wbijalam kopyta w ziemie.
Bo Prosze Panstwa, ja to dla niego nic!
Wymeczyl mnie strasznie. Nawet Gosia mowila: tato zostaw mame, pojedziemy do babci sami a jutro wrocimy i ja przytulimy a ona sobie popracuje.
Na konec doprowadzil mnie do stanu z lzami i moja lista zalow co to ja niby robie a on dupa.
No cudnie! Konia z rzedem temu kto wyjasni zagadke ktorej czesci slowa NIE nie rozumie Boski.
Wrocilismy. Po porannych 26 C w Dubaju wpadlismy w sam srodek praskiej zimy. Ladowanie bylo twarde. Jeszcze nigdy nie jezdzilam na fotelu podczas przystania – coz kiedys musi byc pierwszy raz. I tak sie ciesze, ze nie odeslali nas na inne lotnisko ze wzgledu na sniezyce.
Mloda dala rade spiewajaca. Polowe drogi odbyla tylko w rajtuzkach, bo na bluzke spadlo jej pare kropel soku czego nienawidzi, ale po tym jak na Nowej Zelandii standardowo latala naga podczas gdy ja bylam zawinieta w 2 koce, przestalam sie martwic 🙂
Po 14 godzinnym locie z Sydney przyszedl do nas chlop, ktory siedzial na fotelu przed Kolezanka i powiedzial, ze jak ja zobaczyl przy wsiadaniu to mu sie zrobilo ciemno przed oczami, ale teraz musi stwierdzic, ze tak grzecznego dziecka jeszcze nie widzial. No coz. Tajemnica tkwi w Kopciuszku na ekranie telewizorka i dinozaurach do naklejania.
Dubai byl ciekawy. Taki … bez sensu. Nagle nie wiadomo dlaczego dziesiatki wysookich wiezowcow na srodku pustyni, hala do zjezdzania na nartach, najwyzszy budynek swiata. 2 dni i wystarczy, nie to nie jest miejsce gdzie chciala bym mieszkac. Campery kosztowaly w przeliczeniu ok 1000 PLN – no czy ja moge mieszkac w takim miejscu?
A w Pradze? jestem na etapie przedinformacyjnym. Zglosilam sie komu trzeba, ze jestem, ale dla pewnosci nie otwieralam pracowego maila. Do poniedzialku juz sie nic nie zmieni, a po co sie mam martwic. Prawda?
Beda zdjecia. Bardzo duzo zdjec. Postanowilam, ze zrobie nowa kategorie na blogu, zebym kiedys mogla je latwiej znalezc.
Bylo fajnie. Piekielnie drogo, ale fajnie. I dobrze tak czasem oderwac sie tylko z Boskim i Malutka i uspokoic. Moze na sekunde, ale jednak.
Buzki. Bede pisac!
O 15:50 wylot
6h lotu do Dubaju
2h przerwy
16 h lotu do Melbern
6h przerwy
5h (4?) na miejsce
do modlitwy! :))
Buzki i do przeczytania 🙂
Drobnymi kroczkami zblizamy sie do wyjazdu.
Nawet jestesmy czesciowo spakowani (co niezwykle w moim wypadku). Z okazji zblizajacych sie 3 dni w samolotach i na lotniskach Boski wyziebil Mloda na spacerze i w zasadzie wymoczyl, bo lunelo jak z cebra i przyszli przemoczeni do suchej nitki. Jesli bedzie miala katar, albo jakos inaczej zachoruje to go udusze golymi recami.
Na droge spakowalam: zagadki dla 3 latkow, 3 opakowania roznych plastikowych zabawek do wyciagania w podrupach, ksiazke z bajkami no i caly plecaczek roznych chrupek i podobnych co mloda je. Bo ona nadal tak wszystkiego to nie.
Wylecimy o 15:50 w piatek a dolecimy w niedziele o 13 chyba (na szczescie tamtego czasu), wiec czeka nas prawdziwa droga przez meke. Na szczescie martwienie sie o przebieg podrozy nie jest aktualnie na liscie moich zmartwien z blizej niezrozumialych wzgledow 🙂
Mloda slucha Piotrusia Pana na plycie, Boski cwiczy a ja sobie pisze. Sielanka.
Jutro drugi dzien firmowego szkolenia i wio!
Jak sie troche nie pomartwie, to sie dzien nie liczy.
Wczoraj Mloda usnela o 21:30 (to znaczy bardzo wczesnie). Mogla bym sie wyspac jak leszcz. Ale nie, ja musze lezec i martwic sie conajmniej do 23, potem zrobic sobie godzinna przerwe okolo 2 i wstac o 6, zeby kontynuowac zmartwienia.
Tematyka zmartwien jak zwykle roznorodna, bo ja jestem niezwykle pomyslowa.
Mam nadzieje, ze podroz zblizajaca sie wielkimi krokami wytlucze ze mnie wszystkie zmartwienia. Bede miala tyle codziennych problemikow (na przyklad jak przezyc 3 dni w samolotach i lotniskach i nie zabic siebie lub latorosli), ze moze zapomne o obowiazku codziennego zamartwiania, ktory teraz tak ”uwielbiam”.
To umowmy sie tak: ja sie za Ciebie pomartwie, a Ty sie ciesz pieknym dniem 🙂

taki balon przylecial do nas na balkon. A Niania zlapala i bylo zabawy na pol dnia 🙂
Znowu mi skasowalo wpis. No trudno.
Napisze znowu.
Za tydzien o tej porze bedziemy siedziec w samolocie i leciec i leciec i leciec. Mam nadzieje, ze Krolewna nam nie zwariuje z tego latania. Niestety nie odziedziczyla po mnie zdolnosci usypiania w drzwiach samolotu. Kiedys lecialam do San Francisco z przesiadkami 36!!!godzin i nie zdarzylam obejrzec ani jednego filmu, bo co wsiadlam to usnelam :)
Boski w Brtatyslawie. Tak cudowal, ze wsiadl do pociagu w przeciwnym kierunku i ten jego uciekl, wiec odjechal 2h pozniej.
W pracy chwilowy spokoj. Jeszcze 2 dni, potem jakies szkolenie a potem 3 tygodnie wakacji!
Mamy wizy!!! Najpierw Boski i Gosia dostali australijska a ja nie. Potem Gosia i ja dostalismy wize do Emiratow a Boski nie. Ale w kocu sa wszystkie. Komplet. Uff!
Blox znowu wariuje, dlatego dzis tylko telegram.
Ale ja jestem strasznie spiaca!!!!
Wczoraj dotarla paczka od Siostruni. Sklad:
– ksiazka o zyciu na japonskiej prowincji – zamowiona – fajnie sie czyta
– parowki i male kabanoski dla ksiezniczki – duza czesc juz zjedzona
– jakis zbajerowany szampon i odzywka (bo Siostrunia uwaza, ze ja uzywam nieomal plyn do naczyn i postanowila to zmienic)
– koszulka z napisem Boscy na droge – do kompletu dla Boskiego, bo my juz mamy ale ta jego pierwsza byla nieco za mala
– lizaki serduszkowe, zgadnij dla kogo?
No bardziej wypasionej paczki nie dostalam juz lata (jesli kiedykolwiek).
Najlepsza jaka pamietam to karton mandarynek, ktore brat ojca poslal nam z Hameryki pod choinke w latach osiemdziesiatych. No umarlam z zachwytu 🙂