NIE DRAŻNIĆ ZŁOTEJ RYBKI


Wpis odszedl do krainy wiecznych lowow. Nic sie nie dzieje
Byl spowodowany faktem, ze jestem jakby zacofana i nieprzystosowana do dziwnej rzeczywistosci relacji miedzyludzkich.
Przezywamy sobie w duecie z Panem Boskim tragedie pod tytulem: niewytarty zlew a tymczasem wokol swiat sie toczy w skali bardziej makro.
W moim malym mozgu pojecie zdrady, albo nielojalnosci istnieje tylko w konstekscie "tych onych" co ich nie znam, albo tych co juz to jakos przezyli i widze ich zwyciestwa.
A tu sie nagle okazuje, ze podmioty tragikomedii znam i oko byl jednemu z drugim wydlubala. Najwyrazniej ten typ tak ma. Pozostaje pytanie jesli przypadkiem nie straci wiecej niz zyska? Ale to juz jakby nie moj problem.
I tego postaram sie trzymac.

ZNACIE TEN DOWCIP? AGRADABLA IDZIE DO BANKU…

Pan Boski zapomnial o calej sprawie juz wczoraj ok. 10:30. Bylam zdzwiona poniewaz oczekiwalam, ze standardowo bedzie sie obrazal jeszcze z pol dnia. A tu nic. Widzisz, nie taki diabel straszny…

Za to ja dzisiaj rano udalam sie dzisiaj do ubezpieczalni. Prosta sprawa: Generali, Budejovicka 9:30, w banku, 3 pietro. Ide.
Przychodze do RBanku o 9;30 pytam sie o Generali a oni, ze nie ma. Ze jest Kooperativa ale G. nie ma. Jak nie ma? Jak nie ma, jak ma byc?
Mysle sobi: Glupia jestem, dalam sie naciagnac na wycieczke, oni nas ubezpieczaja – oni chodza, co to zaglupota. Siegnelam do torebki. Patrze a tam nie RBank ale Hbank! HBank? Na Budejovicke nie ma HBanku?!!! Dzwonie do kolegi z pracy, ze ma szukac. Znalazl. I jest. Na Budejovicke. Ale na ULICY Budejovicke a nie na METRZE Budejovicka. Kilometrzyk swinskim truchtem i spoznilam sie tylko jakis czas. Oto swiat z innej perspektywy. Dla mnie Budejovicka to metro, dla Pani ulica. Kolo metra 2 wielkie banki, a pani myslala o malym banczku na ulicy. No to sie dogadalysmy. Rozmowa byla przyjemna, a za chwile ide na ten obiad w ramach przeprosin Wielkiej i Szanowanej Firmy CQ.

Z PAMIETNIKA CZAROWNICY


Zaczne od tla historycznego. Jestem troche przeziebiona, mam sporo pracy w pracy, dzisiaj przyjezdza wlasciciel firmy, zeby sprawdzic dlaczego odchodzi handlowy (sprawdzajac nie chce slyszec prawdy) a weekend spedzaja u nas pedantyczni rodzice Pana Boskiego oraz 4 do 5 innych osob, ktore postanowily wlasnie na naszych 56m uczcic urodziny jednego z nich. Do tego na dzisiaj musialam napisac wypracowanko na czeski. Nie wspomne o tym, ze wczorajbylam zmotywowana do ucieczki z pracy, zeby kupowac prezenty dla Boskich, wiec przyszlismy pozno. W poniedzialek zmontowalam 6 krzesel i sprzatalam dom po przywiezieniu nowych mebli z kolega Pana Boskiego krzatajacym sie w tle, w ciagu weekendu byli goscie a wczesniej moja wigilia w pracy.

wtorek,20:40 –> Po ogarnieciu mieszkania, zrobilam sobie 35 minutowa przerwe a nastepnie zaczelam pisac wypracowanko. Wtedy odezwalo sie:

– zrob mi herbatki (siedzi przy stole kolo czajnika i czyta gazete).
– nie zrobie, pisze wypracowanie,
– ale zrob mi herbatki,
– nie moge sie skupic, prosze zrob sobie sam,
– her-ba-tki, her-ba-tki, her-bat-ki, to nastaw chociaz wode.
Nastawilam. Ide pisac.
– Przestaw ten czajnik bo para idzie na meble!
Wstalam. Przeszlam caly pokoj. Przestawilam. Wrocilam. Usiadlam.
– her-ba-tki, her-bat-ki
– prosze zrob sam, naprawde nie mam czasu,
– ale ja chce herbatki,
– zrob sobie sam, siedzisz kolo czajnika,
– ale ja chce her-bat-ki, her-bat-ki.
– przestan do mnie mowic, bo mnie to drazni! juz nie moge tego sluchac
– her -bat-ki, her-bat-ki (probuje pisac) – her – baaa-tkiii, heeeerrrr-bbbaaaa—tkkkkkkiiii!!!
– (krzycze) przestan mowic to herbatki, pisze!!! nic nie napisze jak bedziesz gadac
– (ciszej, ale tak, zebym MUSIALA slyszec) her-ba-tki, her-ba-tki (hi hi hi Ty to slyszysz!)

Ide do drugiego pokoju. Zamykam za soba drzwi
Wiec otwiera drzwi i milusio syczy:
– her -ba-tki, her-ba-tki
-zostaw mnie chociaz tutaj, nie moge tego sluchac. Jestem zmeczona. Nie chce wykonywac kazdego twojego polecenia
– ale ja chce her- bat-ki
– spadaj
jeszcze bardziej zamyka drzwi ale ciagle mumla: her-ba-tki, herbaaatki (tak z 5 minut)

No i wtedy zaczelam krzyczec. Jak opetana. Zadnych nieladnych slow, tylko, zeby dal mi spokoj, cisze i pozwolil mi sie zamkac choc na chwile, ze nie interesuje mnie jego herbatka. Ze caly wieczor siedzi to moze tylek podniesc i zrobic herbate. A jak mawia Bedrunka, jak juz zaczelam… to darlam sie (a on jeszcze ciagle mowil her-ba-tki!!!!) i darlam. Ciekawe czy AW slyszala w domu obok? Jesli nie to pewnie dlatego, ze nie bylo jej akurat w domu.

W koncu smiertelnie sie obrazil i poszedl.
Uspokoilam sie.

Przychodze.
Mowie: – kiedy zamierzasz przygotowac dom na inspekcje? Kiedy spakujesz prezenty dla rodzinki?
– nie bede z Toba rozmawial jak mowisz takim tonem.
– nie chce rozmowy, powiedz tylko kiedy to zrobisz?
– w srode gram, to wiesz, mam bilety na balet na czwartek (skoro kolezanki sa dla Ciebie wazniejsze niz wieczor w operze, to wezme jakas fajna dziewczyne z pracy..) a w piatek wigilia w pracy. Ale to sa kobiece zajecia, Ty powinnas to zrobic.

Juz nie krzyczalam. Zjadlam sobie takie lekarstewko, ktore powinnam jesc regularnie, ale w zwiazku z tym, ze nie jem, to mnie usypia na stojaco i po 10 minutach spalam. A on jest na mnie smiertelnie obrazony. Tym razem chyba ma racje. Wrzeszczalam, zeby spadal chyba najglosniej jak potrafie. Moglam na samym poczatku wstac i zrobic herbate, przesunac czajnik, wytrzec zlew do sucha, wyciagnac torebke, przyniesc herbate, porozmawiac jak kazda gospodyni. On myslal, ze to bardzo smieszne z ta herbata a ja nie umialam mu wytlumaczyc, ze ze zmeczenia wybily sie bezpieczniki. Uparlam i ponosze konsekwencje. Na stos z nia! Od wczoraj jestem na banicji, czarna lista, wariatka. JESTEM ZLLLLAAAAA!!! Buuuuu!! BUUU BUuu! Bede dzieci straszyc!

SUPER-SALATKA

Dostalam wczoraj przepis na super salatke.
Jest nastepujacy:

Joanka pisze: "Jesli chodzi o ta salatke, to dajemy do niej:

* kilka pomidorow,

* kilka ugotowanych w mundurkach i pokrojonych w dowolny ksztalt ziemniakow,
* kukurydze,

* mile widziany rowniez szczypiorek, aczkolwiek w chwili obecnej ciezko go kupic.

Sos: musztarda (kremžská, najzwyklejsza z plastikowego pudelka),
ocet, olej, sos Worchestershire, kilka zabkow czosnku, bazylia,
oregano, sol i pieprz.

W wersji oryginalnej dodaje sie do tej salatki jeszcze surowe pieczarki:)

SMACZNEGO!"

No i ja probowalam ja wczoraj zrobic, ale bez receptury, ktora zostala w pracy. Ze skladnikow zapomnialam o czesci  "kilka zabkow czosnku, bazylia,
oregano, sol i pieprz"
Wyszla mi nawet dosyc dobra salatka z ziemniakow, pomidorow, kukurydzy i musztardy z olejem. Troche inna niz oryginal, ale tez dalo sie jesc.

DZIECI W DRODZE

Cala noc myslalam o tym jak w delikatny sposob wytlumaczyc moja niedelikatna niechec do organizacji walczacych o prawa wszelakie, przeczytalam mail od Ogorka i zmienilam zdanie.

Dostalam informacje, ze Ogorek bedzie Mama! Czy to nie super sprawa? To by oznaczalo, ze nadchodzacych miesiacach z moich dobrych dzisiaj lub wczoraj kolezanek mama zostanie: Ogorek, Pani I, Buniol, Waclawusia, Olenstwo a to tak lekko liczac, bo nie ze wszystkimi mam kontakt.
Wszystkie w moim wieku (lub – Pani I- mlodsze). No tak, i mnie za chwile przeskoczy pierwsza cyferka w liczbie przezytych wiosen i jak tlucza mi do glowy Bedrunka, Siostra i Michal tez powinnam sie skusic.

Tylko, ze prawde mowiac, to mam dylemat. Duzo dylematow. Ten najwazniejszy to: czy chce zostac matka jako panienka? Nie zeby Pan Boski ociagal sie z ozenkiem, bo ostatnio nawet jest zainteresowany, ALE mnie sie nie za bardzo chce za maz wychodzic. Organizowac wesele w Polsce mieszkajac w Czesi jest niewygodne. W Czesi wesela miec nie chce. Kolko sie zamyka. Zupelnie serio najchetniej bym we slasnym slubie nie uczestniczyla. Boje sie, ze bym nie wytrzymala byc grzeczna i w centrum uwagi calych, powiedzmy 12 godzin. Smieszne, ale dla mnie wylacznie stresujace. Zostaje wiec wariant: panienka.
I tu w gre wchodzi moje mimo wszystko strasznie zacofane podejscie do zycia. Dziecko? bez slubu? co ono sobie o mnie kiedys pomysli? Czy ja bede umiala nie myslec o tym codziennie? wiec moze zacisnac zeby i przezyc wesele?

Biorac pod uwage, ze naleze do grona najstarszych panienek, jak sie tak bede decydowac moge tez zostac (lub nie zostac), najstarsza mama w okolicy. Przedziwnymi drogami chodza moje mysli. A szczesliwym Mama aktualnym i przyszlym serdecznie gratuluje!

ZA DUZO, ZEBY TAK POD JEDNYM TYTULEM!

Tyle sie wczoraj dzialo, ze moglabym obdzielic ze 4 dni.

Od poczatku. Rano przywiezli kanape i lozko w kawalkach, te moglam zobaczyc dopiero wieczorem.
Byla wigilia firmowa, na ktorej szefik stwierdzil, ze mozemy zamawiac co chcemy, ale wysokoprocentowe alkohole nie, tylko wino.
No to chlopcy zamowili TYLKO wino, tyle, ze rocznik 1974… kosztowalo w przeliczeniu jedyne 2000 PLN.

Ja zamowilam duzo jedzonka i duza kole.
Przyniesli mi kole w pollitrowym pojemniku… troche sie zdziwilam:) (konsekwencje pozniej)

Impreza byla udana, ale biorac pod uwage, ze mam dzisiaj gosc ewakuowalam sie o 23.
Po drodze do domu udalam sie na recepcje D w celu odebrania wizytowki na drzwi. I oniemialam. Ze mi napisza Agradabla bez
Ł, mozna sie bylo spodziewac. Ale, ze na wizytowce znajde Mgr. (aaa z kropka) Agradabla i Ing. Pan Boski tego nie przewidzialam. Chyba bede musiala zakupic kolejna recznie grawerowana wizytoweczke, bo przeciez mi znajomi umra ze smiechu, ALBO smiechem zabija mnie. Ja, przeciwnik tytuomanii: Mgr… wstyd i sromota!

Drzwi od domu otwarlam ok 24. Otwarlam i wyskoczyl na mnie niesamowity BURDEL, bo balagan to malo powiedziane. Pan Boski nadzorowal poranne przyjecie mebli, ale na nadzorowanie wyjscia opakowan juz mu jakos czasu nie wystarczylo. Pojechal sobie na 2 dniowa delegacje. Zlozyl mi kanape/sofe? (czy jak to nazwac)w duzym pokoju, a lozko stoi w malym, w kawalkach. Mam wrazenie, ze w celu rozpakowania kanapy, folie i papiery rozszarpywal zebami, targal pazurami i plul po… wszystkim. Pokoj ma 29m i caly, powtarzam CALY, byl przykryty kawalkami opakowan. Tylko spokoj nas moze uratowac. Posprzatalam, wynioslam.

Sofa jest powalajaco piekna. Na razie stoi przy niewlasciwej scianie, ale sama jej nie przeniose, wiec czeka.

Postanowilam wyprobowac rozkladanie sofy (bo mozna ja rozlozyc na lotnisko dla gosci). Oczywiscie okazalo sie, ze jakies tam koleczko nie bylo ustawione prawidlowo i z pol godziny walczylam nastawiajac wlasciwe parametry (z nas dwoch to ja jestem technicznie uzdolniona, to takie dziedzictwo po dziadkach). Naprawilam, bez strat w ludziach i sprzecie. A czas lecial.

Odpakowalam tez jedna szafeczke z sypialni. Niespodzianka, okazalo sie, ze jest nieco ciemniejsza niz myslelismy, ze bedzie, ale co tam. Ocenicie sami. Mnie sie podoba.
Nie wiem niestety jak on to lozko zlozy z tylu kawalkow (skapiec)…, ale co tam! Pan Boski lubi wyzwania. Kwestia czy mnie wystarczy cierpliwosci potrzebnej do sluchania jego kategorycznych, aczkolwiek… cokolwiek sprzecznych w takich sytacjach, komend? No nic i tak wszystko bedzie moja wina.

Jest godzina 1:00 a.m., a ja mam dzisiaj gosci. Postanowilam przetrzec lazienke i kibelek. Stalo sie, mamy godzine 1:30. I wtedy okazalo sie, ze opinia mojej rodziny, ze jestem w stanie upic sie cola jest sluszna. Mnie sie juz NIE CHCIALO spac. Ale juz dluzej sprzatac tez mi sie nie chcialo, wiec rozwalilam sie na lotniskowcu i zaczelam ogladac swietny film z boskim mlodym Robertem Retfordem (w przeciwienstwie do boskiego starego Seana Connerego) A potem usnelam.

Obudzilam sie dzisiaj o 7:00. Popedzilam do pracy, bo koledzy zapowiadali, ze zrobia szefowi Setuze (lokalny skandalik), i zalepia mu drzwi do biura policyjna tasma. Ale chyba nie mieli odwagi.

I to by bylo na tyle. Poza tym, ze o 18:00 mam spotkanie z goscmi, ktorych nigdy nie widzialam…, no zone Diabla znam choc z opowiadan. A jutro "polska Wigilia".
Jeszcze raz utwierdzam sie w przekonaniu, ze odpoczne po smierci.

Do pracy rodacy!!! Byle do Swiat!

RANDKA W CIEMNO

Wlasnie wrocilam ze spotkania. Bylo przyjemne. Rozmowca rezolutny, inteligentny, we wszystkim sie ze mna zgadzal. Wszystko szybko i bez klopotu. Cala masa wspolnych planow!
Moze dlatego, ze bylam sama?

Pan nie przyszedl. Zastanawialam sie kto oszalal? Moze pokrecilam terminy? przyszlam innego dnia? o innej godzinie? ale nie! Mam nawet potwierdzenie:

Dobrý den,

zasílám návrh smlouvy o zastoupení a potvrzuji naši schůzku na příští středu 6. 12. od 10 hod u nás.

Pěkný den,

Richard S.
Bardzo znana i szanowana firma CQ.

Ubawilam sie jak norka. Pol BardzoZiSF CQ przepraszalo za niesubordynacje pana Richarda S. a ja mialam czas isc do banku skoro juz bylam w centrum. Co nie zmienia faktu, ze smiesznie tak…

Wlasnie dostalam list z przeprosinami. Wierzcie mi na slowo przepraszal ladnie i na obiad zaprosil:) ale chyba sie nie szkusze. Po co chlopaka meczyc, skoro moglam wstac pozniej;)

A KU KU

Bylam na uczelni. Uczelnia dodaje skrzydel, nie trzeba Red Bulla. Ide tam i czuje sie super swietnie i jestem na siebie wsciekla, ze poswiecam tej idiotycznej pracy wiecej czasu niz jest absolutnie koniecznie a na szkole czasu brak.
Mam fantastyczne plany, pomysly na publikacje, spogladam na pieknie odnowiona biblioteke,  gadam z mila pania w dziekanacie (dzien dobroci dla doktoranta chyba byl).
A potem wracam do pracy i praca mnie lekko przywala i tak jecze przygnieciona i kazdego dnia badziej plaska i znudzona i zniechecona i do szkoly robie coraz mniej i mniej. I siedzie kazdego dnia dluzej i dluzej… ucieka powietrze.
W dalszej kolejnosci przychodzi zlosc i but, ze powinnam starac sie bardziej, poskromic lenistwo.
 Bunt zaczyna piskac cichutko.W ostatnim momencie, tuz przed wywieszeniem bialej flagi zdobywam sie na wielki czyn: ide na uczelnie…

Wiec dzisiaj, wesolo macham nowymi skrzydelkami!

MODLITWA LONDONA

Oto wstaje
do pracy, modle sie w pokorze, spraw bym sie nie lenil, dobry Panie Boze, abym
jesli przed noca zemrzec mi przypadnie, zostawil robote skonczona przykladnie.

Dzisiaj
wyjatkowo trudno wstawalo mi sie do pracy…