TROJKOMBINACJA

I. Gosia juz calkiem dziala. Dzidzius ciagle ma goraczke, choc dzisiaj tylko 38,3 (tylko! To jest bardzo malo u niej).

 (1)Angina juz wyleczona, mocz w porzadku. Prawdopodobnie doskwieraja jej pozostale 2 przypadlosci: (2) cudny wirus goraczkowy Gosi, ktoremu jednak podlegla oslabiona angina a do tego (3) 5 wychodzacych zebow  (3 juz przebite, 2 widoczne w postaci dziasel napuchnietych na maxa).

II. Tadam dzisiaj stalismy sie wlascicielami mieszkania! Mamy juz klucze, wszystko zapisane w ksiegach wieczystych. Dobra, wiem, ze mieszkamy w innym kraju, ale kiedys wrocimy:) mieszkanie jest oczywiscie najpiekniejsze na swiecie.

III. Jesli dziewczyny wyzdrowieja, chce wyruszyc na szalona wycieczke do Polski, juz tam dawno nie bylam:)

SEZON BURZ

Z Boskim (znowu) nie komunikujemy. Nie ma co gadac, zawinilam to sama. Darlam sie na niego nieladnie i jak opetana. Dlaczego? Przyczyny sa dwie: 1. doprowadza mnie do szalu jak malo i wybiorczo potrafi cos robic 2. Gosia ma goraczke – jak zwykle bardzo wysoka (39,6), a nic mnie tak nie stresuje jak choroby dzieci. 

My tu sobie zyjemy w tym Londynie zupelnie sami. To znaczy, ze bez wspolpracy i dzialania jak trybiki w zegarku komus z nas (zwykle mnie) odbija palma. Boskiemu (to fakt) odbija mniej, bo jego zycie jest mniej monotematyczne jak rowniez dlatego, ze po prostu robi duzo mniej rzeczy. Moze tez po prostu jest bardziej zrownowazony niz ja. Ja bym powiedziala, ze ma to w dupie 🙂

Dzisiaj bylo tak. My z dziewczynami wstalysmy o 7:30. Zaden wyczyn, nawet liczac, ze w nocy conajmniej 3 razy jadla a Boski oczywiscie caly czas spal. Pobawilysmy sie troche a potem poszlam z Zu na zakupy a Gosia ogladac bajki. Okolo godziny 9:45 zaczelam Boskiego budzic. Zwlokl sie o 10:15. To ja w trymiga robic sniadanie, zebysmy razem zjedli. Juz lekka obraza, bo ja go musztruje. Nie nie musztruje tylko chce zjesc zanim pojde z Zu na 3h lezec.

O 11:00 poszlam spac z Zu. To wyglada tak Zu spi a ja musze kolo niej lezec. Zwykle uda mi sie z godzine spac a potem juz tylko lezec a na koncu zastanawiac sie czy sie posikam czy tym razem wytrzymam. Zu wstaje, albo ja budze o 14.

Boski mial w tym czasie przeczytac z Gosia ksiazeczki do szkoly. I przeczytal. Tyle, ze te co czytala juz wczoraj. Bo oczywiscie nie spojrzal do zeszyciku w ktorym wszystko jest starannie zanotowane. 

O 14:00 zaczelam przygotowywac obiad. Zazyczl sobie wypasiony, dostal wypasiony. Kawalki piersi z kurczaka smazone na swiezym tymianku z czosnkiem, miodem i ziarnkami sezamu. Do tego potrawka z mini kukuryczy, mini cukinni, szparagow i szpinaku duszonych w mleku kokosowym, z trawa cytrynowa i imbirem. I ryz. W tym czasie staral sie zajmowac dziecmi, ktore co chwile uciekaly do mnie do kuchni, ale jednak wiekszosc czasu byly z nim. Gosia juz miala bardzo wysoka goraczke, ale na to zeby zajac sie sama Zu jest zbyt leniwy nawet w takich okolicznosciach przyrody. 

Po obiedzie mial isc z Zu na spacer. Zebym ja mogla zostac z Gosia no i tez odpoczac. To jest nie do opisania jak on sie potrafi zbierac. Wszystko robic ultra wolno. A czas leci, bo Gosia o 18:30 je, a ze je cyca to raczej musza wrocic do domu.

Wyszli po 90 wojnie swiatowej o 16:45. Gdybym nie zrobila wojny to pewnie by wyszli o jakies pol godziny pozniej. Po wyjsciu oczywiscie wojna trwala w formie sms. Ja jak juz wiemy nic nie robie a on jest bohaterem zwiazku radzieckiego. Wiec mu pisze: to sie jutro zamienmy. Boski natychmiast: to sie zamienmy tez w poniedzialek!

I to jest wlasnie sposob myslenia mojego meza. On biedny do pracy musi chodzic. A ja tylko w domu siedze. I generuje balagan z dziecmi. To ze przy okazji tego generowania sie z nimi bawie ugotuje obiad, wlacze- rozwiesze-zloze pranie, zrobie zakupy, odbiore mloda ze szkoly, zrobie z Gosia zadanie domowe,z 4 razy przebiore pieluche, uspie mloda (zeby wymienic tylko standardowe prace) skrywa sie oczywiscie w slowie: robilam balagan. 

Boski jest moim zdaniem dobrym ojcem, i nie ma co gadac sprzata lepiej ode mnie. Jestem mu wdzieczna, ze na nas zarabia a ja moge byc z dziecmi. I wcale nie mam jakiejs szalonej potrzeby zmuszenia go do tego zeby on robil wiecej, bo mysle, ze robi sporo. Tylko, ze ja juz wiecej robic nie moge bo mi walnie. Taka prawda. On robi duzo, tylko ze zawsze na swoich warunkach. Na przyklad czesto bierze dziewczyny w sobote na spacer na 3h. No i cudnie. Tylko dzien ma godzin 24. Chyba by umarl zanim by zaplacil korone za jakas nianie.

Tak wiec dzisiaj sie na niego darlam, co jeszcze raz potwierdza, ze jestem zla zona. I jeszcze sie doigram. A jesli on zachowuje sie niedopowiednio to tylko dlatego, ze musi spedzac czas z taka slaba kobieta jak ja do tego malym czlowiekiem. Kuzwa Boski to czasem gada tak jakby sie uczyl z ksiazek o przemocy psychicznej. On sie na mnie nie drze od tak: ty glupia babo, tylko stara sie mnie edukowac jak cienkim czlowiekiem jestem. 

Jakos bylo, jakos bedzie. No, mam to w dupe. Byle tylko temperatura Gosi nie wyleciala w nocy nad 39C a ja bede szczesliwa 🙂

 

p.s. 1

kwiatek zyje, ma sie wysmienicie!

p.s. 2

Gosia nie byla w piatek w szkole… I tak zachorowala

p.s.3

Boski wybral auto tatusia 😦 trudno:)

 

NIE BO NIE

Sytuacje konfliktowe z rodzicami Boskiego w tle maja to do siebie, ze wlaczaja we mnie opornik. 

Nie jestem fizycznie w stanie poszukiwac kompromisu, po prostu zostawiam sprawe i ide dalej. Jesli tak nie zrobie to ona wraca z sila huraganu a potem trzeba duzo czasu zeby odzyskac spokoj.

Tym razem chodzi o auto. Mamy gdziestam jechac i Boski chce pozyczyc od rodzicow auto, tylko zeby to zrobic musial by wziac pol dnia wolnego (albo spedzic na tym pol nocy). Tak wiem, jestem swinia, ze oczekuje, ze jego ojciec po nas przyjedzie. Jestem. Mam tez doskonala pamiec: jak przyjezdza Siostra Boskiego to chca sie za przeproszeniem posrac zeby sie biedaczka nie przemeczyla. Ostatnio tatus wozil ja i jej meza osobno, jednego po drugim, do z domu na wsi do miasta, choc mieli wlasne auto, zeby im bylo wygodniej i zeby mogli sie napic wina.

A do tego to my im sprawiamy przyjemnosc, ze poswiecimy nasz czas zeby nie byli sami na swieta. Bo siostra Boskiego ma do nich zawsze jakby dalej. Bede konkretna: to ja o nich pamietam w zwiazku ze swietami, bo Boski by pewnie olal.

Tak, ja wiem, powinnismy byc wdzieczni, ze nam chca pozyczyc auto. Tylko, ze ja wcale ich auta nie chce. Nie na takich warunkach. Pojade autobusem, dzieci tez przezyja. Wkurwia mnie tez, ze musza jechac do sanatorium (wyjazd kupiony przez nas na gwiazdke) wlasnie wtedy kiedy Gosia ma ferie i oni wiedza, ze ma ferie.

Bosky mowi: a czy oni maja obowiazek wziac ja do siebie? Nie! Zadnego. Oni maja PRZYWILEJ wziac ja do siebie. Jestem rozwydrzona, bo moji dziadkowie mnie chcieli zawsze i wszedzie. I nigdy nie szukali dziury w calym, jak oni w Gosi. Tak, kochaja ja, sa dla niej dobrzy, ale jakis tam cien na tym od zawsze siedzi. Juz nawet Zu im podchodzi bardziej. Mieszkamy tysiace kilometrow od nich, nie wisimy na nich non stop. Dlaczego powazuja zajmowanie sie wnuczka za taki wyczyn? Zaraz by Boski powiedzial, ze oni przeciez tego nigdy nie powiedzieli. Nie, wprost nie. Tylko jakby srednio im po drodze z ta kobietka.

Nie mam najmniejszej ochoty byc im wdzieczna za cokolwiek. A juz zupelnie nie za to, ze po tygodniach calkiem przyjemniego zycia z Boskim otwiera sie temat jego rodzice i pierwsze co to slysze: ok, ale na naszych warunkach i oboje schodzimy do okopow. On do okopu: oni sa dla nas tacy dobrzy a ty jestes zla kobieta, ja do okopu: pocaluj mnie w dupe.

Wlasnie, ze nie chce byc za nic wdzieczna. Niech sobie Boski jedzie gdzie chce i czym chce. Ja zostane w domu. I bedzie mi dobrze. wrrr.

Wykrzyczalam sie, dobranoc panstwu.

DOWOD!

Dzisiaj kupowalam w sklepie spozywczym piwo dla Boskiego i musialam pokazac dowod!

Gosc sie uparl i pokazywalam ID a potem jeszcze konkretnie date urodzenia, dopiero wtedy pozwolil mi kupic. 

Kazdym dniem budze sie piekniejsza (i mlodsza oczywiscie), ale najwyrazniej dzisiaj to juz przesadzilam 🙂

DUZA HERBATA, WIELKIE WYZWANIE

Niedawno bylam na spotkaniu mam z klasy Gosi w kawiarni obok szkoly.

Kawiatnia jest samoobslugowa. Nalezy podejsc do kasy i zamowic to na co sie ma ochote.

Podeszlam i jednoczesnie rozmawiajac z inna mama zamowilam herbate.

Pani przy kasie: – jaka herbate?

ja: – zwykla, czarna

Pani: – ale kaki rozmiar?

ja: duza 

Na co pani zrobila mine pod tytulem: Jezusmaria znowu jakis niedouczony obcokrajowiec i powiedziala:

– ma pani na mysli WIELKA herbate?

ja: – tak WIELKA 

Co tu duzo gadac, kobieta miala racje powinnam uzyc slowa large (wielki) a nie duzy (big). Co nie zmienia faktu, ze doskonale zrozumiala o co mi chodzi i nie musiala wywracac oczami. Coz…

Pani: £2.25

Dalam pani £10. Pani wbila na kase, wyszlo ile ma wydac. 

No to wyszperalam w porfelu 3x£1 i podalam zamiast 10. A potem dlugo stalam i patrzylam jak pani poradzi sobie z liczeniem.

KWIATEK

Jutro cala Anglia swietuje dzien Matki. W ramach obchodow Gosia stworzyla dla mnie piekna laurke i przygotowala doniczke do ktorej w szkole zasadzili kwiatek.

Wiozlysmy ten kwiatek dzielnie ze szkoly, z wielkim pietyzmem, z tylu wozka, na miejscu niedostepnym dla Zu. Konkretnie wysoko za jej glowa. Po drodze spotkalysmy Boskiego, ktory nas kawalek odprowadzal do domu, ktory tez ogladal kwiatek (a Gosia go umiescila troszke w innym miejscu).

Doszlysmy do domu. Przed domem mamy taki zwyczaj, ze wloke Gosie za szmaty przez ostatni kawalek przed domem, bo udajemy, ze jest tam lawa i jej by ugotowalo nogi. Zu czeka w tym czasie w wozie tuz przy wejsciu do budynku. 

No wiec ja Gosie wloklam, a Zu jednym sprawnym ruchem szoguna wyrwala kwiatek z doniczki (co za zaskoczenie, bez korzeni), wykonujac w tym celu nieomal rzut przez lewe ramie i wyrzucila go z radoscia pod kola wozka. 

O k…va. Wepchnelam natychmiast odkorzeniowany kwiatek do doniczki, upewniajac Gosie, ze wygladal bardzo dobrze i jest wielka szansa, ze przezyje. A tak zupelnie najwazniejsze jest to, ze ja w sercu wiem jaki cudny jest ten kwiatek. Zalalam go woda. I serio zyje. Mam nadzieje, ze dluzej niz tydzien. Zu jest bardzo zwina. Zwlaszcza jak nie trzeba.

IGRZYSKA NIENAWISCI

Ponoc Komisja Wenecka, ktora ma wydac opinie w sprawie zmiany prawa dotyczacego Trybunalu Konstytucyjnego to jedna wielka sciema, bo zasiada w niej Hanna Suchocka. Tak czytalam! Nie mam pojecia co zlego zrobila akurat ona, ale PiSowska czesc mojego Facebooka wlasnie poprzez jej uczestnictwo w komisji (notabene od roku 1991) ma zamiar dyskredytowac ewentualny niekorzystny werdykt Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo. O werdykt wystapil urzedujacy Minister Spraw Zagranicznych Waszczykowski, zeby bylo jasne. Tyle, ze oczekiwana opinia jakby nie pasuje do potrzeb rzadu, wiec trzeba na cos zwalic, ze sie ja oleje. Padlo na ta Suchocka (podejrzewam wspoluczestnictwo Zydow i cyklistow).

Wczoraj w nocy IPN 10 godzin prowadzil przeszukania w domu Jaruzelskiego. Nie ma to jak policzkowac trupa. Ponoc ma tam miec schowane papiery na to, ze byl agentem. I tu sie raczej rozczaruja. Jaruzelskiemu mozna zarzucic bardzo wiele, ale nie brak inteligencji. Plus dlaczego w nocy? W dzien jest mniej martwy i moglby straszyc?

Prezes legendarnej stadniny w Janowie Podlaskim odwolany, bo handlowal zarodkami nienarodzonych koni. A zarodek, to jak wiadomo, tez czlowiek. Wiec do eutanazji blisko, zeby nie powiedziec do eugeniki! Dlatego trzeba odwolac goscia po 36 latach pracy z tego 16 w fukncji prezesa. 

Natomiast w Magdalence to ponoc dania kosher podawali a na stole jak wol stal siedmioramienny, zydowski swiecznik. Nawet zdjecia widzialam!

I to sa wszystko zupelnie “powazne” argumenty.

Bo prosze panstwa, kto nie jest z nami jest przeciwko nam! To, ze ojciec Rydzyk dostaje kase wiadrami nie ma zadnego znaczenia skoro poprzednicy jedli osmiorniczki. Nic i nikt nie ma sie za co wstydzic, jesli wstapil do PiSu. Nawet jesli kogos zabil, nawet jesli trzeba go bylo uniewinniac.

Nie ma drugiej strony medalu, wiec i ja nie bede pisala co wszystko uwazam za niedopuszczalne zachowania aktualnej wladzy, bo by wpisu braklo.

Napisze tylko o jednej sprawie, ktora martwi mnie nade wszystko: brak szacunku. Brak szacunku dla pogladow innych, brak szacunku dla poprzednikow, brak szacunku dla politycznych adwersarzy, brak szacunku dla wlasnych wyborcow, kiedy rakiem wycofuja sie z podjetych zobowiazan. Zeby to chociaz odbywalo sie w ciszy, ale nie. Kazda decyzje trzeba dla pewnosci utrwalic jadem a przeciwnika zwalac blotem, bo przeciez nie ma takiej mozliwosci, zeby 2+2 = 4, jesli akurat obowiazujaca linia mowi, ze 6,5.

 Nie wiem skad ta potrzeba posypywac sola wszystko co nie po myslí aktualnie rzadzacych. Smutno sie na to patrzy. Sol czasem oczyszcza, ale co jak sie czlowiek pomyli, albo poslucha zlej rady? Ciezkie czasy przyszly, ludzie sluchaja najnizszych instynktow. Najbardziej cieszy nieszczescie sasiada. Uwaznie z tym! Bo po soli dlugo NIC nie rosnie.

RADOSC

Kazdego dnia ciesze sie i jestem wdzieczna, ze mam dwa sliczne, madre, najukochansze Kungiski. Jasne, zawsze znajdzie sie jakis powod do narzekan.  Ale to sa wymysly. Wazne jest to, ze jestesmy zdrowi. Ze ciesze sie az Boski wroci z pracy (i nie tylko dlatego, ze pozwoli mi na moja rytualna godzine izolacji od mojej cudnej rodziny ::::). 

Nie ma nic, absolutnie nic wazniejszego niz to, ze jestesmy sobie w czworke i codziennie sie do siebie usmiechamy. Nawet jesli Zu akurat slabo spi, bo ida jej zeby numer 9 i 10, i nawet jesli Gosia bywa marudnym (my mowimy: megeroidnym) telemaniakiem. Kocham kazdy kawalek Duzego i Malego Kungiska.

Powaznie, kazdego dnia, nawet jak czasem padam na pysk, jestem wdzieczna, ze los dal mi taka cudna rodzine. Jestem swiadoma szczescia ktore mam. I bardzo intensywnie je doceniam (to chyba starosc?:)

Nie wiem czy mozna tak otwarcie sie cieszyc? Z drugiej strony jak sie tego nie mowi to jakby sie nie chcialo za to podziekowac. A ja bardzo dziekuje.