iPad

Przepraszam bardzo za té cudne české slova powrzucane bez se sensu do textu. Na mimi ipodzie pisze sie maciupkimi literkami do tego on nie ustaje w probach poprawienia moich wyrazow na jedynie sluszna wersje czeska. Poprawienia gotowych textow znowu tutaj bylo by katorga. Mamy chyba niedziele, 7:50 rano, piekne jasnoblekitne niebo a z oddali slychac ocean. Mloda jesze spi, Boski pod prysznicem a já ciesze sie tak pieknie rozpoczetym dniem:) jest mi dobrze i dobrze mi tak

3 Razy TAK

Dzisiaj byly 3 atrakcje. 1. Most wiszacy i wycieczka po lesie deszczowym 2. Odwiedzny w kolonii fok 3. Wycieczka na nalesnikowa skale A to tego przecudne wybrzeze w tle. Takie piekne, ze wysiada námět slavná droga z San Francisco do Los Angeles. Boski swietnie sobě radzi z jezdzeniem po lewej stronie. No i widzielismy kangura! Jakis rolnik mail to w hospodářstvím razem z kurami, kaczkami, owcami, strusiami i … Sarenka.

CIAG DALSZY

Jeszcze tutaj nie spotkalam szybkiego internetu. Ja wiem, ze jak ktos pracuje w firmie internetowej a w domu ma szerokopasmowy to trudno mu dogodzic, ale jakos o tym w Pradze zapominam 🙂 Wiec czekam tutaj i czekam az sie te zlowie otworza a minuty kapia.

Wlasnie zostalo 6 i pol.

Wczoraj byl super dzien. Pojechlismy taksowka wodna (taka szybka motorowka) nad piekna zatoke, tam desnat z nogami po kolana w wodzie. Potem 7,8 km wycieczki przez taka puszcze obok pobrzeza a potem znowu motorowa. Ilosc czasu byla ograniczona, wiec tak z 5 km nieslismy Mloda na barana ale jak sie okazalo, ze dajemy rade to ostatnie 2 dzielnie szla.

Na plazy w miejscu docelowym Mloda rozebrala sie do naga i rzucila do (plyciukiej) wody. I oblepywala sie tym piaskiem i woda. No cudna z niej Baba.

Dzisiaj czeka nas jakis szalony (najdluzszy) most linowy na Nowej Zelandii. Mowilam, ze boje sie wysokosci?:)) Buzki! 2minuty na FB i spadam 🙂

Miedzy wyspami

Zglaszam uprzejmie, ze z tymi zdjeciami to nie takie proste. Z wielu powodow. Oné sa schowane w aparacie a já mám ze soba tylko ipad a do tego internet nie jest znowu tak oczywistym towarem. Wiem beda, ale po powrocie. Wlasnie jestesmy na promile w drodze na wyspe poludniowa. Zeby odciagdac ode mine Mloda Boski zabral já na wycieczkepo pokladach z plasteliniwym balwanem i dzdzownica w reku. Sama nie chciala isc ale skusila sie na pokazywanie novým znajomym. Czym mine zaskoczyla Nowa Zelandia? Budownictwem. Wyglada na to, ze wszyscy domach. Domy sa generalnie typové, papendeklowe i czesto odrapane. Té domy, ktoré wie ač prózy ulicach. Mowie Sibir, ze pewnie mieszkaja tam odpowiednicy naszych mieszkancow blokow. Domy sa parterowe i czesto rozlozyste – co moze oznaczac, ze ziemia jest relatywnie tania. Ludzie sa mili i przyjazni. Jak zaczelam oteierac puszke nožem w ciagu sekundy ktos zaoferowal mi otwieracz. Co jeszcze? Jest duzo owiec i krow. Tým duzo mysle wzgorza, ktore wygladaja jak zaatakowane przez robaczki owocowki. Alebo pola doslonie wypelnione krowami. A gejzery smierdzaly octywiscie.

W modre bez Mordoru

Bylismy dzsiaj pod gora, ktorá grala Mordor. Niestety troszke jakby padalo wiem tylko przez chwile widzielismy já wsrod chmur. Za to po drodze powalajace krajobrazy. Albo pelno malych gor, albo nieprzebyte lasy a zaraz potem ksiezycowy wulkaniczny krajobraz. Znowu byly gejzery, Yellowstone wysiada. Fajnie

Do gory nogami

Dolecelismy! Jesli latac to tylko z Emirates – každy ma spoj telewizorek a dzeci dostala prezentow jak pod choinke. Nasze auto jest male, ale dajemy rade:) infrastruktura liczy sie z karawanami. Jest zaskakujaco czysto. Ceny wyzsze niž oczekiwalam. Gosia zadowolona z zycia sice my tez, tyko ciezko já przekonac do tutejszego jedzenia – je ryz. Nie ma zasiegu w komorkach a wifi platne. Boski udaje ze umierra ze zmeczenia i mám wylaczyc ipada. No to pozdrawiam i wale w kimino. Kimono jest zlokalizowane w vw transporter wsrod kropel deszczu na Wyspie Polnocnej 🙂

DROBNYMI KROCZKAMI

Drobnymi kroczkami zblizamy sie do wyjazdu.

Nawet jestesmy czesciowo spakowani (co niezwykle w moim wypadku). Z okazji zblizajacych sie 3 dni w samolotach i na lotniskach Boski wyziebil Mloda na spacerze i w zasadzie wymoczyl, bo lunelo jak z cebra i przyszli przemoczeni do suchej nitki. Jesli bedzie miala katar, albo jakos inaczej zachoruje to go udusze golymi recami.

Na droge spakowalam: zagadki dla 3 latkow, 3 opakowania roznych plastikowych zabawek do wyciagania w podrupach, ksiazke z bajkami no i caly plecaczek roznych chrupek i podobnych co mloda je. Bo ona nadal tak wszystkiego to nie.

Wylecimy o 15:50 w piatek a dolecimy w niedziele o 13 chyba (na szczescie tamtego czasu), wiec czeka nas prawdziwa droga przez meke. Na szczescie martwienie sie o przebieg podrozy nie jest aktualnie na liscie moich zmartwien z blizej niezrozumialych wzgledow 🙂

Mloda slucha Piotrusia Pana na plycie, Boski cwiczy a ja sobie pisze. Sielanka.

Jutro drugi dzien firmowego szkolenia i wio!

ZMARTWIENIA

Jak sie troche nie pomartwie, to sie dzien nie liczy. 

Wczoraj Mloda usnela o 21:30 (to znaczy bardzo wczesnie). Mogla bym sie wyspac jak leszcz. Ale nie, ja musze lezec i martwic sie conajmniej do 23, potem zrobic sobie godzinna przerwe okolo 2 i wstac o 6, zeby kontynuowac zmartwienia. 

Tematyka zmartwien jak zwykle roznorodna, bo ja jestem niezwykle pomyslowa. 

Mam nadzieje, ze podroz zblizajaca sie wielkimi krokami wytlucze ze mnie wszystkie zmartwienia. Bede miala tyle codziennych problemikow (na przyklad jak przezyc 3 dni w samolotach i lotniskach i nie zabic siebie lub latorosli), ze moze zapomne o obowiazku codziennego zamartwiania, ktory teraz tak ”uwielbiam”.

To umowmy sie tak: ja sie za Ciebie pomartwie, a Ty sie ciesz pieknym dniem 🙂