Znowu mi skasowalo wpis. No trudno.
Napisze znowu.
Znowu mi skasowalo wpis. No trudno.
Napisze znowu.
Za tydzien o tej porze bedziemy siedziec w samolocie i leciec i leciec i leciec. Mam nadzieje, ze Krolewna nam nie zwariuje z tego latania. Niestety nie odziedziczyla po mnie zdolnosci usypiania w drzwiach samolotu. Kiedys lecialam do San Francisco z przesiadkami 36!!!godzin i nie zdarzylam obejrzec ani jednego filmu, bo co wsiadlam to usnelam :)
Boski w Brtatyslawie. Tak cudowal, ze wsiadl do pociagu w przeciwnym kierunku i ten jego uciekl, wiec odjechal 2h pozniej.
W pracy chwilowy spokoj. Jeszcze 2 dni, potem jakies szkolenie a potem 3 tygodnie wakacji!
Mamy wizy!!! Najpierw Boski i Gosia dostali australijska a ja nie. Potem Gosia i ja dostalismy wize do Emiratow a Boski nie. Ale w kocu sa wszystkie. Komplet. Uff!
Blox znowu wariuje, dlatego dzis tylko telegram.
Ale ja jestem strasznie spiaca!!!!
Wczoraj dotarla paczka od Siostruni. Sklad:
– ksiazka o zyciu na japonskiej prowincji – zamowiona – fajnie sie czyta
– parowki i male kabanoski dla ksiezniczki – duza czesc juz zjedzona
– jakis zbajerowany szampon i odzywka (bo Siostrunia uwaza, ze ja uzywam nieomal plyn do naczyn i postanowila to zmienic)
– koszulka z napisem Boscy na droge – do kompletu dla Boskiego, bo my juz mamy ale ta jego pierwsza byla nieco za mala
– lizaki serduszkowe, zgadnij dla kogo?
No bardziej wypasionej paczki nie dostalam juz lata (jesli kiedykolwiek).
Najlepsza jaka pamietam to karton mandarynek, ktore brat ojca poslal nam z Hameryki pod choinke w latach osiemdziesiatych. No umarlam z zachwytu 🙂
Dostalam dzis mail od szefika o tresci mniej wiecej nastepujacej: mysle, ze nasza wspolpraca generalnie przebiega dobrzem, ale sa aspekty o ktorych bysmy mogli porozmawiac i wylepszyc.
Hmm. A pol godziny pozniej przyszedl sie zapytac czy bym mu nie pozyczyla 200CZK na obiad. Pozyczylam.
Wyglada na to, ze Boski zaczyna w Warszawie od kwietnia. Czyli: miesiac na Nowej Zelandii, miesiac w Pradze a potem zostajemy z Malutka same. Kwestia otwarta pozostaje jak dlugo.
W piatek mialam BARDZO nieprzyjemny dzien w pracy, co w konekwencji powinno ulawic decyzje. Smiesznie jak moj biedny mlody szef sie miota nie majac wszystkich informacji. Niech sie jeszcze chwile pomeczy. Zobaczymy co zmajstruje za moimi plecami za te 3 tygodnie. Tak czy inaczej moje dni sa policzone, wiec nie mam zamiaru mu ani ulatwiac ani utrudniac.
A co sie tak wlasciwie stalo? W zwiazku z wyjazdem na miesiac postanowilam przygotowac prace dla informatykow na zapas. Szefik zyje jeszcze w swiecie dlugasnych kolejek na programowanie, ale to juz na szczescie dawno nie jest prawda a 3 tygodnie to bardzo duzo czasu, ktory panowie z IT powinni spedzic efektywnie.
Pomimo iz zdecydowanie nie nalezy to do zakresu moich obowiazkow spedzilam poprzedni weekend na pisaniu produktowej specyfikacji X.
W piatek szefowie moich dzialow (BO, IT, marketing i dzial handlowy, deal manager) przyszli na spotkanie na ktorym mielismy o tym produkcie mowic. Sa przyzwyczajeni, ze na takich spotkaniach dyskutujemy o pomyslach. Ktos przyjdzie z planem kota a po godzinie umawiamy sie, ze wyprodukujemy psa, bo z powodu A,B,C tak jest lepiej.
Tym razem na spotkanie przyszedl moj szef. Polowe spotkania poswiecil na to, ze darl sie na mnie przed wszystkimi tymi ludzmi, ze jest to zle wymyslone, nieefektywne i po prostu do dupy. Argument, ze jest to zrobione wg najlepszych standardow na rynku nie byl przekomujacy. No w kazdym razie byla to 45 minutowa egzekucja. Juz BARDZO dawno nikt sie na mnie tak nie darl. Nigdy sie tak nikt na mnie nie darl przed moimi kluczowymi ludzmi.
Wytrzymalam do konca. Potem sie w lazience poryczalam. A jak juz sie nadawalam do obslugi weszlam do biura, wzielam torebke i plaszcz i odeszlam do domu.
W drodze do domu dostalam 10 esemesow od osob, ktore byly na tym spotkaniu, ze mlody szef chyba oszalal. Potem ktos z wyrwal sie z pracy, zeby przyjechac do mnie do domu i przekonywac mnie, ze powinnam cos z tym zrobic, bo chlopcu bije na dekiel.
Nie zrobie zupelnie nic. Kto mieczem wojuje od miecza ginie. Szef umie sprawowac rzad tabelek w excelu, ja potrafie zaczarowac dusze. Jak odejde bedzie mu ciezko czyli zaszkodzi sam sobie.
Nie mam pojecia jaki byl prawdziwy powod jego wystapienia. Boski mowi, ze sie boji. Ale ja POWAZNIE nie robic nic co by mu moglo zaszkodzic. Bo wiem, ze jestem w firmie na czas okreslony.
Faktem pozostaje, ze specyfikacja byla przygotowana dobrze, jak rowniez to, ze bedzie musial sie bardzo postarac, zeby znalezc dla IT lepsze zajecie niz programowanie tego co ja uwazam za stosowne w czasie mojego wyjazdu.
A ja nadal sie zastanawiam kiedy mamy spakowac Misie, jak bede wiedziala dam wiedziec. Najpozniej 3 wrzesnia 🙂
Siedzimy sobie z Mloda i jemy jablka. Ona slucha Czerwonego Kapturka wersje z 61 roku. Dokladnie te sama, ktora ja sluchalam w dziecinstwie, tylko medium sie zmienilo (czarna plyta –> youtube). Wlasnie spiewa: przez lasy przez dabrowy wedruje gajowy!
Gajowy wlasnie doszedl do domu babci. Potem jeszcze mnie zmusi do sluchania klasycznej Spiacej krolewny a na konec jakiejs dziwnej nowoczesnej bajki o Jasiu i Maglosi.
Lepsze to niz ogladac w telewizji jakies glupie bajki 🙂
Jak skoncza sie bajki zobaczymy czy nas nie ma w wannie. I wtedy na beton zadzwoni Boski.
Na koniec dnia planujemy czytanie. 3 teoretycznie (praktycznie zwykle konczymy na 5) opowiadania o Misiu Uszatku, potem zgasimy swiatlo i bede musiala opowiedziec (po raz 236353) bajke o Krolewnie Sniezce. Jak skoncze bedziemy opowiadac sny czyli jakies dyrdymaly, ktore niby sie nam niby snily az w konciu usniemy.
Efekt naszego smiesznego planu dnia jest taki, ze Gosia mowi fantastycznie po czesku, po polsku sie wymiguje, ale tez da rade jak trzeba, no i nie ma obaw… nadrobimy w Warszawie. Roznicy pomiedzy czeskim i slowackim nie zauwaza. Super tanczy. Natomiast z rysowaniem jestesmy dosyc na bakier 🙂 Pozyjemy, zobaczymy, moze i w tej dziedzinie bedzie kiedys lepiej.
Slucha i je fasole.
Jutro przyjedzie Boski i sprobuje z niego wyciaglac jakies szczegoly. Do jutra nie mam zamiaru sie martwic 🙂
Nasze oczekiwania sie potwierdzily. Chca, zeby Boski przyjechal ”tak szybko jak sie da”. Juz im uswiadomil, ze musza minimalnie przeczekac luty w Nowej Zelandii a potem szybkosc przeprowadzki bedzie uzalezniona od naszego cyfry, ktora zaproponuja w zamian.
Niezaleznie od cyfry nie chce mi sie przeprowadzac. Lubie chodzic do pracy na 8 (teoretycznie na 9:) i odchodzic najpozniej o 15:30. Lubie pracowac z moim teamem i WIDZIEC jaka szalona zmiana nastala w sposobie ich pracy za tych kilka miesiecy. Nie twierdze, ze chce tam pracowac do smierci, ale ten rok na projekcie jaki sobie wyznaczylam wydaje mi se na prawde akurat. Rok minie 3 wrzesnia.
Tylko jak to zrobic?
Niania przesunula koniec uslug z konca marca na koniec kwietnia, ale to ciagle nie koniec sierpnia. Niby moglabym mloda dac do jakiegos prywatnego przedszkola. Tylko, ze to z pewnoscia nie bedzie bez bolu, bo Mloda znowu tak z kazdym to nie lubi zostawac a do tego oznaczalo by to jedna zmiane teraz a potem znowu przyzwyczajanie do nowego towarzystwa w Polsce. Narazac ja na stes tylko dla mojego ”spelniania zawodowego” to jednak drogi szpas.
I tak sie bujam, ciekawa co sie stanie.
Moja wewnetrzna atmosfera nerwowa, bo we wtorek Boski wyjezdza na 4 dni do Wawy, prawdopodobnie ustalac warunki przyspieszonej teleportacji.
Pocieszam sie mysla, ze czesto jak jestem nerwowa i bardzo mi sie nie chce to na koniec wszystko konczy sie dobrze. Mam nadzieje, ze tak bedzie i tym razem. Bardzo mi sie nie chce.
Jak sie przeprowadzalismy do Blavy to bylo inaczej. Odchodzilam z absolutnie szalonej firmy w przypadku ktorej bylo jasne jak sloncze, ze ma tendencje spadkowa. Bylam strasznie zmeczona praca, ludzmi, tysiacem spraw i potrzebowalam odpoczac. Pierwsze 3 miesiace po przeprowadzce spalam. Teraz dla odmiany pracuje na projekcie, ktory moim zdaniem nie ma zbyt swietlanych perspektyw, ale przynajmniej firma jest w miare stabilna i robie to co lubie, zdobywam doswiadczenie. O znajomych, ktorych tu mam nie bede wspominac, bo to oczywista oczywistosc.
Wiem, ze Warszawa nie jest zla. Pod wieloma aspektami tansza (na przyklad prywatne przedszkola sa DUZO tansze niz tutaj), wieksza, mieszka tam moj najlepszy przyjaciel. Ma tez wady. System opieki zdrowotnej, ktorego z perspektywy Czech nie jestem w stanie pojac, 5 minutowe urlopy macierzynskie, w zasadzie BRAK METRA, czyli dla mnie preferowanego srodka transportu no i odlegosci. Chyba tylko morze jest blizej, bo Slask (czytaj Siostrunia, starzy znajomi), znajomi (czytaj glownie Praga) sa dalej. Kto mi da TAKA praca na 6h/dzien?
Niedawno jedna kolezanka stwierdzila, ze zataczam kolo wracajac do Polski. Czy ja wiem? Ja nigdy nie wyjezdzalam z Warszawy. Raz, przez moment myslalam o mieszkaniu w Warszawie. Jezdzilam tam na kursy przygotowywujace na dziennikarstwo, ale potem zrozumialam, ze nie jestem tak gietka w jezyku, zeby mnie chcieli i zrezygnowalam. Warszawa wydaje mi sie taka jakas skomplikowana w uzyciu.
Generalnie nie bronie sie przed przeprowadzkami. Sa miasta w ktorych chcialabym zamieszkac, przynajmniej na jakis czas. Barcelona, Nowy York, Rzym, San Francisco. Ale Polska? Warszawa? uff ciekawa jestem.
Miejmy nadzieje, ze za tydzien Boskiego poklepia po plecach i powiedza, ze wrzesien jest git i wszyscy troche odetchniemy 🙂 A do wrzesnia, do wrzesnia to ja juz sobie jakos wytlumacze, ze w zasadzie to zawsze chcialam mieszkac … no sama nie wiem gdzie w tej Warszawie bym chciala mieszkac, no! 🙂
Przychodze do pracy, do 10 pracuje a potem czas zaczyna leciec tak szybko, ze go nie zauwazam. Wypluwa mnie o 15:30 czyli w ostatnim momencie kiedy moge doleciec na 16 do domu. A w domu wiadomo, tez jest zawsze i ciagle cos fajnego do zrobienia.
Dlatego nie pisze.
Ale zeby nie bylo nudno polecam blog, ktory zaczelam czytac pare dni temu.
Do przeczytania!
Przeczytalam wszystkie komentarze do poprzedniego wpisu. Dochodze do wniosku, ze chyba po prostu pisze zbyt otwarcie, albo pesymistycznie albo po prostu nie tak jak powinnam?
1. Faktem jest, ze Boski ma gdziez gleboko zaryte w glowie, ze mezczyzna powinien zarabiac a kobieta zajmowac sie domem. Nie, on sie nie wymiguje od pomocy, ale zawsze kiedy chodzi o dziecko albo dom uwaza to za POMOC nie za swoj obowiazek. I z tego wynika tak polowa problemow. On uwaza, ze spelnia swoj obowiazek, bo jest dobry w pracy i niezle zarabia. Ja go jego zdaniem nie spelniam, bo sprzatac nie lubie i idzie mi jego zdaniem niespecjalnie a do tego przejmuje sie praca co prowadzi do tego, ze jeszcze nie mam na to dostatecznie duzo czasu. To, ze ja sobie tez daje rade jego zdaniem jest irrelewantne, bo to bardziej hobby. On tego nie mysli zle, po prostu tak to ma ustawione w glowie. Uwaza, ze kobiety powinny zarabiac mniej, bo nikt sie nie spodziewa, ze pojda do pracy jak zachoruje dziecko itd. Uwaza tez, ze psim obowiazkiem faceta jest swoja kobiete uzywic i zapewnic jej bezpieczenstwo. I to, moim zdaniem ma sens. Do czasu kiedy kobieta i mezczyzna wystepuja w stadzie. A ja z historycznych powodow (tata umarl jak Siostrunia miala ok 8 lat a ja niecalu rok) uparlam sie, ze chce byc samodzielna.
2. Nie odwoluje niczego co wczesniej napisalam ale jednoczesnie powaznie mysle, ze te opisane dylematy na prawde nie sa powodem do rozstania. Jak patrze wokol na moich przyjaciol mam wrazenie, ze jestesmy z Boskim w miare dobrana para. Co tam widze? Zdrady, milczenie, niedomowienia, niewrazliwosc przy ktorej ta moja czy Boskiego to maly miso. Nikt tego nie mowi glosno, bo to nie jest przedmiot do opowiadania. Ale rozejrzyjcie sie. Btw ta z moich kolezanek, ktora dlugo nie mowila/pisala o mezy inaczej niz ukochany jest rozwiedziona a zaciazyla z innym jeszcze w czasie trwania zwiazku malzenskiego. WTF?
Ja mam dylematy, Boski ma dylematy. Ale kazdy z nas jest trwady jak skala. Czasem jestesmy jak wsciekle psy, ktore malo co nie rozszarpa drugiego na strzepy. Bez zlitowania. Na szczescie, przynajmniej na razie, ta gra jest w miare fair. Nie mowie, ze to dobre, bo nie jest, ale take sa fakty.Zaden z nas tak latwo sie nie poddaje i przynajmniej do teraz dajemy rade, choc nie mam zamiaru tu pisac, ze zawsze go uwielbiam i nie mam ochoty utluc. Boje sie o przyszlosc, to wszystko.