NIE WIEM JAK ONA TO ROBI!

Bylam w kinie. Sama. Na filmie “Nie wiem jak ona to robi”. Ksiazka mnie ubawila a film… lekko znudzil.

1. Sara Jessica Parker jednak mi nie siedzi w roli zapracowanej matki. Poza tym w tym filmie wyglada bardzo staro jak na swoje filmowe dzieci. No i jest troche za slodka jak na moje potrzeby

2. niania pary o ktora w filmie chodzi ciagle spozniala sie do pracy bo surfowala (i byly jej zdjecia na plazy). Tyle, ze film rozgrywa sie w Bostonie… a nie w Los Angeles… wiec gdzie niby caly rok surfowala i miala czas powrocic zajac sie dziecmi po odebraniu z przedszkola?

3. Praca Sary Jessiki jest przedstawiona jako cos makabrycznie ciezkiego, trudnego intelektualnie nieomal na miare mozgu wlasiciela nagrody Nobla. Do tego miala makabrycznie duzo pracy. Ale..

a) jak mowila jako ten “analityk” to mowila tak ogolnie i nawet bez cienia technikali, ze po prostu nie bylo to wiarygodne

b) wychodzac z kina uswiadomilam sobie, ze Sara zajmowala sie JEDNYM portfoliem inwestycyjnym… kazdy z podwladnych Boskiego ma ich kilka a wychodza z pracy przed 18. Wiec sie da. Kwestia organizacji pracy. Rozumiem, ze jej firma mogla miec inna kulture, ale bez przesady… moze warto zastanowic sie nad zmiana firmy?

I tak ogolnie spodziewalam sie czegos wiecej.

Po powrocie, kolacji, kapaniu… poszlam usypiac Dzidziusia i usnelam… oL 21:40… wstalysmy o 9:)

PRASE V ŘITI

Jest takie fajne czeskie powiedzonko miec sie jak “prase v žitě” co oznacza mniej wiecej tyle co miec sie jak paczek w masle.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuja na to, ze powinnam sie czuc jak ta przyslowiola swinka w zycie, ktora moze dowoli jesc i bawic sie i skakac, bo nic jej nie brakuje. Problem w tym, ze pomimo obiektywnych powodow do zadowolenia i tak czasem czuje sie bardziej jak prase v řiti (w dupie). 

Rzeczywiscie Gosia jest najlepsza na swiecie (z tendencja zwyzkowa), Boskiego bym nie wymienila na zadnego innego (zastrzegam sobie jednak prawo zatluc go jak bedzie trzeba:) a moje zycie sprowadza sie do spania (no dobra w 1324 kawalkach) i zakupow (glownie w billi i na targu), zyc nie umierac, co?

I to wszystko prawda, i jestem szczesliwa jest mi dobrze itd, tylko czasem mam wrazenie, ze ten swiat kolo mnie leci odrzutowcem podczas gdy ja czytam 30 raz dzisiaj bajke Tuwima. Pol biedy jesli choc zajmuje sie Gosia, ale zwykle po prostu sprzatam, albo robie jakies glupoty w lekkim letargu i czekam az przyjdzie Boski.

Nie nudze sie, nic z tych rzeczy. Jest mi fajnie. Tylko mam wrazenie, ze swiat ucieka i nie wiem czy kiedys jeszcze da sie dogonic? A jesli nie? no wlasnie, to co?

MOJE GORSZE JA

Kupilam sobie dzisiaj czekolade milke jogurtowa z truskawkami. Zjadlam 3 kosteczki. Przyszedl Boski z pracy, powiedzialam mu, ze gdyby chcial moze sobie wziac kawalek czekolady z lodowki.

Zjadl cala.

Lezymy sobie przed chwila i pytam sie go:

ja: – Boski, dlaczego znowu zezarles CALA czekolade?

Boski: – a wiesz jaka byla niedobra, fuj!

ja: – no wlasnie, to moja ulubiona czekolada, czemu mi nie zostawiles chociaz rzadka

Boski: – to bylo moje gorsze ja co to zjadlo 😦

VIVA COLOMBIA!

Na poczatku chcialabym przeprosic wszystkich, ktorym w ostatnich dniach proponowalam za posrednictwem mailu na Yahoo! viagre,prozak albo inne interesujace produkty.

Bylo Was wielu, wiem, bo mail byl tak wspanialomyslny, ze przyslal mi 16 informacji o problemach z doreczeniem poczty, ktorej nigdy nie odsylalam.

Zabawilam sie troche w detektywna i odkrylam, ze do mojego konta podlacza sie poza mna jakis mily czlowiek rodem z Kolumbii. Zmienilam haslo na BARDZO skomplikowane, wprowadzilam pare innych zabezpieczen i mam nadzieje, ze kolega z Kolumbii znajdzie sobie jaka inna ofiare a moj mail – a tym samym Was zostawi w spokoju 🙂

Rano ogarnial mnie ogolny wkurw na caly swiat (na przyklad na Boskiego, ktory rano zamiast swojej pobral ze stolu moja karte platnicza:) ale juz mi przeszlo. Przeciez nie damy sie takim drobnostkom wyprowadzic z rownowagi.

Ide sie na chwile polozyc z Krokodylem. Dzis w nocy spala od 22:00 do 1:30 w kawalku, potem do 6 budzila sie co dwie godziny a potem juz co 30 minut costam chciala, zeby definitywnie wstac o 8. Jestem lekko padnieta, ale co tam:)

PSINA

W parku

Na ławce,

Pod kasztanem,

Siedziała psina ze swym panem.

 

Pan zaczytany był w gazecie,

Zapominał pan o całym świecie,

O parku,

O jesieni wdzięku…

Ale smycz mocno trzymał w ręku.

 

Psina zerkała w prawo,

W lewo

I pogrążała sie w męczarniach.

Co krok to rośnie jakieś drzewo…

Co parę metrów jest latarnia…

Jak więc nie cierpieć w takiej chwili?

(Ja bym oszalał, moi mili).

 

Kapały psinie z oczu łezki,

A tu w dodatku inne pieski,

Na przełaj,

Na skos,

Poprzez trawę

Do psiny zbiegły się pod ławkę,

 

Kręcą się,

Robią dużo wrzawy

I nawołują do zabawy.

A psina nic.

Do rączki pana Jest, że tak powiem, przywiązana.

 

Spostrzegły pieski smycz, co wiąże,

Więc namawiały:

– Zerwij ją że!

Niech cię to świństwo już nie trzyma!…

 

– Za nic! – warknęła na to psina.

– Ja wiem: zazdrosne, lecz głupieście.

To najładniejsza smycz jest w mieście..

                                   /autor: Ludwik Jerzy Kern/

 

Uwazam, ze ten wierszyk jest absolutnie genialny. Pan Kern stworzyl dziesiatki takich cudeniek dla dzieci. Jak tylko zobaczycie w ksiegarni wiersze dla dzieci Pana Kerna to kupcie natychmiast, dziecko do obdarowania zawsze sie znajdzie.

Moje na przyklad znajduje sie na spacerze z Boskim a ja sie obijam choc mam duuuzo roboty 🙂 ale pss, niech nikt nie gada Boskiemu:)

POMYSL

Wpadlam na taki swietny pomysl. Zmienil sie czas na zimowy, wiec zamiast do 9 pozwalam Gosi na spanie do 8. Po poludniu idziemy spac po 13 nie po 14 a wieczorem o 21:30 zamiast godzine pozniej. Prawda, ze brzmi logicznie? Po prostu nie zmienilam jej czasu w ten sposob zyskujac czas dla siebie. Genialne!

Szkoda, ze nie dziala 🙂 Owczem wstaje o 8:30, idzie spac po 13 a wieczorem idziemy spac o 21:30…. tyle, ze usypia po 22 a wczoraj o 23:15 a ja tam leze z nia i nudze sie/czytam/czekam … auuuuuu

Nie chodzi o to, ze jestem zmeczona, bo Kolezanka jest samodzielna, duzo bawi sie sama zwlaszcza jak jestesmy w trojke. Ale jednak chcialanym jej NIE WIDZIEC jakis wieczorny kawalek dnia. Nie ma letko z tymi dziecmi, prosze Panstwa, nie ma letko 🙂

KSIAZKI

Zawsze mam problem z odpowiedza na pytanie o ksiazki, ktore czytam, zwlaszcza jesli to pytanie zada AsiaYa lub Polaquita, ktore maja zdecydowanie ambitniejsze gusty niz ja. Prawde mowiac troche sie wstydze tej swojej prostoty.

Lubie czytac “czytadla”. No moze nie Danielle Steel, nie przesadzajmy, ale powiedzmy takie ksiazki ze sredniej polki.

Probowalam czytac Mukaramiego – poleglam, zanudzil mnie na smierc. Podobnie z dwoma probami przeczytania ksiazek Orhana Pamuka. Przeczytalam pare ksiazek Doris Lessing, ale przyznaje bez bicia, ze mnie meczyly, jesli swiat jest taki jak pisze ona, albo powiedzmy Coetzee, to zle z nami.

Lubie czytac ksiazki, ktore sie dobrze czyta. Mysle nawet, ze mam dar do wybierania ambitniejszych czytadel. To jeden z pomyslow, ktore kraza mi po glowie, przekonac Pania Krolikowska, zebysmy kiedys kiedys otwarly male wydawnictwo i drukowaly niezbyt ambitne ale o to przyjemniejsze w czytaniu ksiazki autorow typu Camilla Läckberg albo Stieg Laarson (choc ogolnie za powiesciamy detektywistycznymi nie przepadam).

Po tym dlugim wstepie napisze co kupilam:)

– 2x ksiazke dla Gosi w twardych okladkach (wierszyki Tuwima i Brzechwy – rozszezenie tego co juz ma)

– Pierwsza wyprawa NEPAL, Kingi Choszcz. Kupilam ja dlatego, ze byla wydana w edycji Poznaj Swiat. Dotad czytalam 3 ksiazki podroznicze z tej serii i wszystkie byly porywajace. Tej Pani nie znam, ale postanowilam zaryzykowac. 

no i last but not least:

Karhryn Stockett “Sluzace”

Ksiazka zostala zjedzona i wlasnie trawie. Po prostu nie dalo sie od niej oderwac. Opowiada o losach czarnoskorych sluzacych na poludniu USA na poczatku lat 60, XX stulecia. Termin trzeba podkreslic, bo jestem zszokowana sposobem myslenia Amerykanow niewiele wiecej niz 10 lat przed moim urodzeniem. Ksiazka moim zdaniem nieco przeslodzona. Mieszkalam w Atlancie wystarczajaco dlugo, zeby nie wierzyc w pracowitosc wszystkich czarnoskorych sluzacych, ale nawet z ta poprawka opisana rzeczywistosc jest szokujaca. Ksiazka opowiada o zacofaniu, zasciankowym, durnym mysleniu bialych Amerykanow w Misisipi i o na prawde wstrzasajacych losach kucharek, nianiek, sluzacych, ktore ulatwialy im zycie. A do tego jest napisana dobrze i dobrze przetlumaczona co tez warto podkreslisc. 

No i to tyle. Jak widac szalu nie ma:) W grudniu znowu jedziemy do Polski i kupie sobie nastepne polskie ksiazki:) do tego czasu bede czytala po czesku.

BERET Z PENTELKA

a konkretniej droga z przesiadka 🙂

Jedziemy do Siostruni! Pakujemy misia w teczke (mis w skladzie: myszka 1, myszka 2, zaba zwana zabenka) i wyruszamy.

W tym roku Boski mial przelozyc tradycyjna gorska wyprawe z okazji 28 pazdziernika na jakis inny tydzien i pojechac z nami do Polski na Wszystkich Swietnych. Koledzy olali jego propozycje zmiany terminu, wiec moglam albo trzymac go na slowo, ale spuscic ze smyczy.

No to wiadomo. Tez musi sobie odpoczac. Krakowskim targiem ustalilismy, ze urwie sie z pracy odwiezie mnie do Brna a konkretniej do Vyskova na Morave dalej juz pojedziemy z Kolezanka pociagiem do Bohumina gdzie odbierze nas Siostrunia. Uff.

Wyruszamy jutro o 11:30. Zanim wsiadziemy do auta musze jeszcze kupic gore batonikow hippa czyli glownego pozywienia Kolezanki.

Dlaczego wsiadamy w Vyskove? bo w Brnie nie da sie zaparkowac kolo dworca a musimy wziac fotelik samochodowy. Chyba bysmy nie dotargali z parkingu Kolezanki, wozka, torby i fotelika.

Wada Vyskova jest to, ze pociag zatrzymuje sie tam tylko na 2 minuty, wiec Boski bedzie nas musial wczycic do pociagu a reszte bede musiala jakos zalatwic sama, a fotelik ciezki jak jasna cholera. Damy rade!

 

A NA KONIEC NIESPODZIANKA

Rodzice Boskiego (razem z Siostra i Emilem) przyjechali z tradycyjnym 40 minutowym spoznieniem. 

Bylo przyjemnie. Oba bajtle byly zachwycone babcia. Maly byl jak zwykle spokojny, Gosia jak zwykle w dzikim szale radosci, tanczenia, bo tak fajowo jak mamy tyle gosci.

Zjedli co im przygotowalam, posmiali sie z nieustannego nawijania Kolezanki, pogadali z Boskim o wyprawie do NY.

Na koniec, tak troszke mimochodem przy zakladaniu butow Emilowi, Siostra Boskiego stwierdzila, ze w tym roku to jednak oni by chcieli spedzic swieta u rodzicow Boskiego, bo Szwajcar poklocil sie ze swoimi rodzicami i jakby wychodzi, ze musza jechac do dziadkow, bo jednak nie chca byc sami w Wiedniu.

Na co Boski w sekundzie odpowiedzial: – a to nie szkodzi, to my chetnie pojedziemy do Siostruni!

Boski starszy dodal, ze oczywiscie chetnie zobacza nas wszystkich razem (ale mysle, ze dla wszystkich jest jasne jak slonce, ze nie bylyby to najbardziej udane swieta).

Ostudzilam troche ich zapaly stwierdzeniem, ze musze sie zapytac Siostruni czy nie ma juz jakichs innych planow, skoro rok trabimy, ze nie przyjedziemy na swieta do Polski.

Lekka konsternacja. Ale no tak, no tak, musicie sie zapytac.

Jakas godzine potem sie zapytalam i Siostrunia nie widzi przeciwskazan. Wszyscy … juz smsowo… odetchneli.

Wieczorem pytalam sie Boskiego czy jego zdaniem to jest normalne, ze ot tak po prostu okazuje sie, ze zmieniamy plany i sobie i rodzinie Siostruni, bo Szwajcar poklocil sie z rodzicami. I po prostu OZNAJMILI nam, ze musimy sobie znajezc nowe miejsce na Swieta. Boski odpowiedzial, ze przeciez akurat ja jestem najbardziej zachwycona, bo wiadomo, ze wole byc z Siostrunia.

Wiadomo. Jestem. Ale…

Poza tym przeciez to tylko mnie przeszkadza spedzanie Swiat ze Szwajcarem. No, w zasadzie tak, tylko mnie mowi, ze wszyscy Polacy to zlodzieje i rozne takie ciekawostki dropsa, fakt. A ja taka nietolerancyjna jestem.

I tyle smy pogadali. Boski znalazl jakis szybki temat zastepczy zeby na mnie powarczec i odszedl. Moja wina oczywiscie.

Gosia byla tak rozentuzjazmowana, ze usnela o 23:30.