KURS

Ustalilam sobie, ze pojde sie uczyc. Najpierw myslalam, ze zapisze sie na angielski, ale Maryna z Glasgow wytlukla mi ten pomysl z glowy. Kazala mi sie isc uczyc czegokolwiek a angol odswiezac przy okazji.

Caly dzisiejszy wolny czas spedzilam na poszukiwaniu jakiegos kursu. Na razie lipa. Wszystko co wydaje mi sie interesujace jest dostepne tylko w wersji on-lie. On-line to ja sobie ksiazke z polki wezme, ja chce do ludzi!

Jakby ktos mial jakies pomysly to bardzo poprosze. Inaczej grozi, ze pojde na kurs robienia muffinow albo produkcji szafek nocnych. Tam nie grozi, ze beda chcieli mnie uczyc przez internet. 

KROCZKI

w wieku 13 miesiecy i 2 dni Zu postawila wczoraj pare zupelnie samodzielnych kroczkow. Do slowa “chodzenie” mamy jeszcze bardzo daleko. I tak super:)

Wywalilam zdjecie, bo blox tu wklada jakiegos potwora 🙂 a mnie nie da wybrac wielkosci. Trudno … 😦

 

 

SLOWOTOK

Biegne z Gosia. Caly czas gada.

Mowie do niej: – Gosiu, jak tyle gadasz w czasie biegu to sie bardziej meczysz. Moze mogla bys chwile milczec?

Tak z 15 sekund biegnie cicho a potem mowi: – Mamo, ale ja chyba nie potrafie biegac i NIE gadac.

I tak wczoraj paplala 3 km non stop.

IN VITRO vs NAPROTECHNOLOGIA

(Oczami oswieconego laika)

Zeby powstalo zycie zdr0wa komorka jajowa kobiety i zywy plemnik mezczyzny musza sie spotkac w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. Jesli wszystko przebiegnie dobrze polaczona komorka zagniezdzi sie w ciele kobiety i pomalu zacznie rozwijac sie zycie.

Niestety czesto nie jest to takie proste. Na nieplodnosc (czyli problemy z poczeciem) cierpi w Polsce okolo 20% spoleczenstwa w wieku rozrodczym. Wiele par za jakis czas, czesto po wielu probach, stanie sie szczesliwymi rodzicami. U niektorych ten stan – niemozliwosc poczecia – jest staly i wtedy mowimy o bezplodnosci.

Przyjmuje sie, ze zdrowa kobieta w wieku do powiedzmy 30 lat powinna zajsc w ciaze mniej wiecej po roku regularnego wspolzycia (czytalam, ze w medycynie chinskiej sa to 2 lata). Po roku nieudanych prob przecietna para powinna udac sie do ginekologa i razem z nim zastanowic sie co dalej.

Z moich doswiadczen wynika, ze w takiej sytuacji lekarz zleci serie badan (profil hornomalny, usg, spermiogram) i razem z zainteresowanymi (choc zwykle na poczatku z kobieta) ustala co dalej. 

No wlasnie co dalej?

Aktualna grupa rzadzacych w Polsce proponuje aby dalej para zostala poddana wylacznie leczeniu o tajemniczej nazwie NAPROTECHNOLOGIA. Ewentualnym nastepnym krokiem powinno byc IVF, ktore niestety jest opcja tylko dla bogatych, poniewaz panstwowy program IVF w Polsce zostal wlasnie zlikwidowany.

Naprotechnologia to metoda, ktora ma pomoc monitorowac i utrzymywac w zdrowiu uklad rozrodczy kobiety. Krotko mowiac malzonkowie powinni nauczyc sie obserwowac swoj wlasny organizm (z pomoca kalendarzyka malzenskiego, obserwacji sluzu, czy temperatury bazalnej) i starac sie poczac dziecko w odpowiednim momencie. Dodatkowo wykonuje sie badania laboratoryjne. 

Jesli dana para rzeczywiscie nie potrafila ”trafic” ze wspolzyciem odpowiedniego dnia, to taka metoda bezsprzecznie moze pomoc. Powiem wiecej wykorzystuje ja kazdy znany mi lekarz czeski. Po prostu zanim posle kobiete do kliniki leczenia nieplodnosci proponuje mierzenie temperatury, obserwacje sluzu a w kolejnej fazie codzienna obserwacje jajnikow za posrednictwem usg w celu wybrania najlepszego terminu na proby poczecia. Zabawe w mierzenie cykli i podgladanie jajnikow mozna przedluzac w niekoniecznosc. W Polsce prawdopodobnie juz na zawsze, bo dla mniej majetnych par nie bedzie alternatywy.

Tymczasem jest wiele problemow, ktorych nie da sie rozwiazac metodami gabinetowymi. W takim momencie w cywilizowanych krajach wkracza IVF – czyli zaplodnienie pozaustrojowe.

IVF jest jedyna znana mi metoda poczecia dziecka u osob z na przyklad nastepujacymi przypadlosciami:

– brak jajowodow

– zablokowane jajowody

– malo ruchliwe plemniki

– alergia na pleminki

– wielokrotne poronienia bez znanej przyczyny

– czesto rowniez zespol policystycznych jajnikow.

Nie mowiac o mozliwosci adopcji plemnika lub jajeczka w przypadku par w ktorych tylko jedna osoba jest bezplodna.

Sa tez wypadki kiedy pary moga zajsc w ciaze, ale nigdy by sie na nia nie zdecydowaly, ze wzgledu na wysokie prawodpodobienstwo poczecia chorego potomka – mowie o parach z mozaika genetyczna predysponujaca na przyklad do poczecia dziecka z zespolem edwordsa czy downa albo o nosicielach chorob typu huntington (degeneratywna, smiertelna choroba ukladu nerwowego).

W takich wypadkach naprotechnologia czy inne ”gabinetowe” sposoby leczenia nieplodnosci po prostu nie moga pomoc. Moze natomiast IVF, ktore jest w stanie wyprowokowac organizm kobiety do wytworzenia komorek jajowych, jak rowniez wykorzystac zlej jakosci spermie do polaczenia z komorka jajowa. Mozna rowniez dokonac selekcji zdrowych komorek.

Niektorzy powiedza, ze to nieetyczne. Bo jesli Bog chcial, zebysmy byli bezdzietni to mamy byc bezdzietni. Jest to ingerencja w wole Boza.

Ja to widze tak. Gdyby nie ingerowac w wole Boza bylabym slepa jak kura. Jedna trzecia ludzi poumierala by na raka, reszta na choroby ukladu krazenia. Niedobitki chodzily by bez nogi, reki, serca:) albo z tysiacem innych dolegliwosci z ktorych wyleczeniem pomaga nam nowoczesna medycyna. Wczesniaki umieraly by jak muchy, co mialo miejsce jeszcze nie tak dawno.

Wiec apeluje jeszcze raz. Nie mieszajmy sie do woli Boga, bo nikt z nas jej nie zna. Nikt nikogo nie zmusza do korzystania wlasnie z tej metody, ale tym ktorzy chca i nie maja wyboru nie powinno sie tej mozliwosci zabierac. Houk!

500 ZLOTYCH NA DZIECKO

Podstawowym zadaniem kierownika projektu (premiera, w wypadku projektu Polska) jest myslec. Kazde dzialanie powinny poprzedzic obliczenia co wlasciwie dzieki wykonaniu danego zadania uda nam sie uzyskac? Krotko mowiac: sprawdzenie czy dany ruch sie oplaca i prowadzi do wyznaczonego celu.

Teoretycznym celem projektu “500 PLN na dziecko” jest zwiekszenie porodnosci, moim zdaniem golym okiem widac, ze jego realizacja wplynie mniej wiecej na wszystko poza iloscia dzieci w kolyskach.

Z cala pewnoscia jest jakis margines spoleczenstwa dla ktorego 500 PLN na  2.+ dziecko jest kwestia decydujaca przy podjeciu decyzji o jego produkcji. Umowmy sie jednak, ze z punktu widzenia spoleczenstwa, nie powinno byc naszym celem zwiekszenie ilosci niezaradnych obywateli. Cala reszta jesli NIE decyduje sie na dziecko robi to z zupelnie innych powodow, ktorych 500 PLN na drugie i kolejne dziecko z pewnoscia nie zmieni. Choc nie ma co ukrywac 500 PLN czy wiecej w portmonetce ucieszy kazdego.

Co mom zdaniem moglo by pomoc w zwiekszeniu ilosci dzieci?

Zmiana podejscia do matek – pracownikow. Teraz jest tak, mowie to jako aktualnie matka, ktora w domu zajmuje sie dzieckiem, ale i niedawny pracodawca, ze nikt nie jest specjalnie zainteresowany zatrudnianiem matek.

Dlaczego? Bo sa problematyczne. Z jednej strony lepiej motywowane, dobrze zorganizowane, ale z drugiej jak nastanie problem (choroba dziecka, ferie itp) nawet najlepsza pracownica-matka poleci do domu a juz zatrzaskujac drzwi bedzie slabo pamietala nazwe firmy w ktorej pracuje (tu mowie tez osobie). Nie mowiac o nadgodzinach. Biologia.

Zamiast 500 PLN na dziecko mozna by wprowadzic jakies benefity (podatkowe na przyklad, refundacja czesci placy itp) dla firm, ktore chca zatrudnic matki. 

Infrastruktura– przedszkola, zlobki, grupy przedszkolne, przyzakladowe grupy zlobkowe/przedszkolne. Dobra opieka zdrowotna! Mysle sobie, ze wiekszosc kobiet lubi i chce pracowac, tylko strasznie ciezko taka prace zorganizowac. Przedszkole w Warszawie, do ktorego chodzila Gosia kosztowalo majatek a bylo otwarte od… 8:30 do max max max 17 (ale raczej do 15). Inne przedszkola o ktorych wiem tez sa pootwierane do 17. Rozumiem w Jaroslawcu czy Brzusci, ale w duzym miescie malo kto pracuje krocej niz do 17 wlasnie. Jako przyklad podam londynska szkole Gosi. Rodzice, ktorzy maja taka potrzebe ze wzgledu na prace, moga posylac dzieci do szkoly od 8:00 do 18:00… wlacznie z wakacjami. No wlasnie co to za pomysl, ze przedszkola sa zamkniete w czasie wakacji? kto niby ma sie zajac dziecmi? Moze motywowac firmy zeby zatrudnialy zainteresowane matki na nie pelny etat?

Fundusz alimentacyjny – teoretycznie rozwod to problem calej rodziny, w praktyce kobiety jakby bardziej. W Polsce jest skandalicznie niska sciagalnosc alimentow a kobiety cierpia z tego powodu strasznie jak zostana same z dziecmi. Ktos napisze, ze przeciez nikt nie mysli o alimentach juz w czasie robienia dzieci. No… hmm ja mysle, ze jesli nie, to powinien, tak na wszelki wypadek.

Wprowadzenie mody na dzieci – bo dzieci nie wydaja mi sie specjalnie ”in”. Gorzej i drozej sie z nimi podrozuje. Non stop cos chca. Nawet jak sie czlowiek bardzo stara to figura po dzieciach jest gorsza niz przed dziecmi. Spi sie duzo mniej. Wiec do czego sie rwac. Mnie w zasadzie wychowywali dziadkowie. Babcia nawet odeszla z pracy, zeby moc sie mna zajac. A teraz? Moich rodzicow juz nie ma, a Boskiego ewentualnie moga zajac sie tydzien/wakacje dzieckiem po skonczeniu 3 roku zycia. Czlowiek urodzi dziecko i zostaje z nim sam jak palec.

Podniesienie prestizu spolecznego matki – nie, ja tak na powaznie. Nawet ja mowiac, ze jestem w domu z dzieckiem czuje sie winna. Jakas taka leniwa, dywersyjna wrecz, depresja mi po glowie chodzi i juz mam zakladac worek pokutny kiedy sobie przypominam, ze ja przeciez bardzo chcialam miec te dzieci, to niby dlaczego jakas inna baba ma zobaczyc pierwsze kroczki? Albo dupke wycierac. Przeciez to moj czlowieczek i ja mu mam ocierac lezki. Niestety medalu za to nie dostane. A powinnam, bo sadze, ze moje dzieci beda produktywnymi czlonkami spoleczenstwa.

In vitro – jako symbol rozsadnego i darmowego dostepu do leczenia nieplodnosci – by tez pomogl z cala pewnoscia. Bo to, ze pani Kozuchowska zaszla w ciaze w wieku 42 lat w efekcie naprotechnologii, to moze opowiac pani Stasi z miesnego, ja bym wsadzila duuuze pieniadze na to, ze tam byla powazna pomoc hormonalna, jesli nie in vitro wlasnie. Bo za 2 miesiace, jak twierdzi, to tylko cud albo in vitro w wieku 42 lat. Taka sytuacja.

A jak juz by chcieli motywowac finansowo to powinni przyznac ta kase za NOWE dzieci, tak jak nowi klienci sieci telefonii komorkowej.  Rodzina Kowalskich z osmiorgiem dzieci motywacji nie potrzebuje, rodzina Zaniewskich z dwojka, ktora juz ma, bo zawsze chciala tez sie raczej nie rzuci na trzecie, choc 500 wezmie z pocalowaniem reki. Ale gdyby ktos mial 1 dziecko a od drugiego dzielilo by go 500 PLN moglby sie zdecydowac. Powaznie nas stac, zeby placic jakims ludziom za zrobienie 4 dziecka skoro ich nie stac?

Aktualny program poprowadzi tylko do przejedzenia kasy przez rodziny wybrancow, tych ktorym poszczescilo sie miec odpowiednia ilosc dzieci w odpowiednim wieku. Zaplaci kto? No wszyscy pracujacy Polacy. Za posrednictwem podatkow i innych oplat niebezposrednich. Zaplaca nawet ci, ktorzy dzieci maja.

Jako bonus zabiora kase przeznaczona na hospicja zeby dofinansowac Radio Maryja. Moze to i dobrze, modlic sie trzeba, zeby milosciwie nam panujacych oswiecilo i zamiast kalkulowac ile glosow kupia za swoje obietnice, zaczeli liczyc co bedzie dla Polski dobre.  

STOI!

Zglaszam, ze dziecko – Zu zaczyna samodzielnie stac. Wczoraj jeszcze trzeba bylo jej pomoc a dzisiaj juz dzielne stanela sama. Na chwile, ale zawsze. Ma juz ponad rok, zaden to wyczyn. Bardzo nas to jednak cieszy. Ale jakby sie ktos pytal jak jej idzie nauka mowienia, albo jak daje sobie rade ze skladaniem klockow to odpowiem rewelacyjnie. Bardzo to ciekawe, ze jej szybkosc rozwoju rozni sie od tempa Gosi. Gosia juz w tym wieku stawiala raczej zdecydowane kroki, za to o wkladaniu przedmiotow do woreczka czy pudelka nawet nie pomyslala. Zu, te slowa ktore mowi, mowi bardzo wyraznie i bez problemow pokazuje co chce (na przyklad wybiera jedzenie, ktore ma ochote zjesc), Gosia dawala rade, ale nie na tym poziomie. Co dziedzina to inne podejscie. Inne sa, obie cudne.

W piatek ku mojemu zdziwieniu, nauczycielka potwierdzila moje przypuszczenia, ze Gosia pomaga swojej najlepszej kolezance, urodzonej w Anglii, w szkole. Nie tylko z angielskiego ale i z matematyki. A nam sie wydawalo, ze w kwestii matematyki w chwili obecnej nie powala. Najwyrazniej kolezanka powala jeszcze mniej. 

Bosky wzial dzisiaj kobiety na dlugi spacer. Wyprasowalam pol szafy, wymylam lazienke i upieklam ciasto. A jeszcze zostal czas na czytanie w wannie! Super dzien. Zeby obylo sie bez beatyfikacji Boskiego (ktoremu oczywiscie jestem wdzieczna), napisze, ze pozwolilam mu wyspac sie prawie 2h po tym co Zu dawno wstala a teraz on sobie lezy i cieszy sie wolnoscia a ja pisze te slowa z krokodylem na klacie (bo jakbym zdjela z klaty to by sie obudzila za sekunde). Podziwiam samotne matki. We dwojke jest duzo latwiej.

ZA ROGIEM

Zastanawiam sie co bedzie dalej. Moje przyszle zycie jest pelne mozliwosci a wiec i wyborow.

Zostac w Londynie czy wrocic na stale do Pragi z wszystkimi tego konsekwencjami? Kiedy (i czy?) wrocic do pracy? Pomagac Mlodej ze szkola czy zupelnie zostawic ja sama z zadaniami, bo przeciez to jej obowiazek? Nad czym pracowac a co uznac za swoj atut albo wade? W jakim kierunku isc, czego w zyciu szukac? 

Zalaly mnie te pytania ostatnio dokumentnie i jakos nie daje sobie rady. Nie wiem co jest dobre. Potrafie sobie wyobrazic zalety i wady kazdej mozliwosci. Gubie sie w tym wszystkim. Kiedys bylam bardziej bezkompromisowa. Twarda, zwlaszcza dla siebie. Z wiekiem coraz  mniej mam ochoty zabijac sie dla osiagniecia jakiegos swiatlego celu, ale tez meczy mnie ta zlowia dynamika mojego zycia (w sensie mojego, nie zycia Boskiego).

Chciala bym adrenaliny, poczuc znowu wiatr w zaglach. A tu jestem takim chodzacym, zgnilym kompromisem. Chyba zycia sie bac zaczelam. Zeby mi przypadkiem korona z glowy nie spadla. Nie chce mi sie brac na klate ewentualnych problemow Boskiego spowodowanych moja wielka decyzja (typu; powrot do Pragi na moje zadanie). Itd itd. 

Taka mini depresja zimowa. Tylko zimy w Londynie brak. Dzis byo +12C. Nic sie nie dzieje, wszystko ok. Tylko takie strachy mi chodza po glowie. Przyszly to i pojda.

XXX

btw kto ma ochote niech spojrzy na pudelka na komentarze pod informacjami o demonstracjach KODu. Total jednostronne, total przeciwko. Nie wierze, ze wszyscy komentujacy moga byc tak jednolici w milosci do PiS. Smiech na sali.

 

 

WIECKOWSKI, TY DEBILU

Wstyd napisac, od lat duzo lepiej orientuje sie w czeskiej niz polskiej polityce. Po obu stronach barykady rozrozniam w zasadzie tylko ikony typu: Tusk, Kaczynski, Pawlowicz, Cimoszewicz, Siokorski, Macierewicz czy Nowicka. Ostatnie lata zylam sobie w relatywnym spokoju od moralnych dylematow, bo wiedzac jakie sa koszty zycia tu i owdzie nie robily na mnie wrazenia ani osmiorniczki PO ani niezwykle kosztowna ochorna pana Kaczynskiego. Zmiana czasow przyszla niepostrzezenie:

W zwiazku z tym, ze mam male dziecko a przede wszystkim dlatego, ze karmie piersia w sieci spedzam nieprzyzwoicie duzo czasu. Inna sprawa, ze internet to tez moja praca wiec czuje, widze i slysze co w trawie piszczy.

Zle zaczelo sie dziac przed wyborami prezydenckimi. Komorowski napuszony przez sondarze olal sprawe na calej linii, czego by pewnie nie zrobil gdyby spedzal w sieci tyle czasu co ja. Bo wlasnie mniej wiecej miesiac – dwa przed wyborami zaczal sie zmasowany trolling. Z cala pewnoscia do pewnego stopnia korzystaly z niego wszystkie partie polityczne, ale porownujac tylko PiS i PO proporcje ilosci wpisow byly mniej wiecej 7:1. Juz kiedys o tym pisalam, ze internet po prostu utopil sie w setkach, tysiacach negatywnych komentarzy na temat Komora. I, jak sie potem okazalo, mlodzi uwierzyli. Nastaly czasy PADa.

Po wyborach ilosc przygotowanych gotowcow na chwile spadla. Znowu internet byl pelny komentujacych za albo przeciw produkujacych podobne ilosci wpisow o podobnej jakosci. Pewnie zmiany sie utrwalily: sa redakcje ktore wyraznie zaczely stronic partii rzadzacej (pudelek!!!), sa i bardziej neutralne (moim zdaniem wp.pl), sa i radykalne (Fronda)

Niedawno chyba sztaby PRowcow znowu dostaly zastrzyk gotowki, bo pod jakimikolwiek artykulami na temat KODu czy Petru zaczely sie pojawiac dziesiatki dlugich, az meczaco dlugich komentarzy pelnych jakichs szczegolow, ktorych nie moze znac zaden standardowy czytelnik portali. Wystarczy spojrzec jak wygladaja uwagi na temat sportu, czy innych celebrytow: 1-3 zdania, moze jeden dlugi komentarz jakiegos szalonego fana reszta to krotkie, jednozdaniowe wykrzyki. A tu, prosze panstwa, w sprawach politycznych sami specjalisci, ktorzy sledza kariere Petru od kolebki i dokladnie rozwazaja motywy i intonacje kazdego zdania wypowiedzianego przez madra Jadwige (ktora popelnila ten blad, ze pozwolila sobie krytykowac milosciwie panujacych, tak jak to zawsze robila z PO).

Dzisiaj na temat swoich politycznych sympatii wypowiedzial sie Wieckowski. Taki aktor, pewnie slyszeliscie. Jak czytalam te 15 linijkowe teksty pod artykulem na ten temat na pierwszym, drugim, czwartym portalu to musialam sie smiac. Nagle okazalo sie, ze zyjemy w kraju kinomanow. Kazdy zna kazda role tego, swietnego skadinad, aktora i kazdy ma problem z tym, ze wypowiedzial sie na temat swoich sympatii politycznych. Gdyby tam ktos napisal “Wieckowski to debil”, to jeszcze zrozumiem, ale dac na pierwsze miejsca 6 podobnych tekstow (oczywiscie z roznymi nickami) mega dlugie wpisy na temat trybunalu konstytucyjnego pisane podobnym jezykiem a zaraz potem jakies szczegoly z zycia aktora. No chyba zart, 

Niewatpliwie jestem uzalezniona od internetu. Czytam, czytam, czytam. Najchetnie czytala bym caly czas. Uwielbiam to robic. A najbardziej lubie czytac komentarze. A tu nagle Zonk! na polskim internecie jakos wszyscy stracili poczucie humoru, radosc zycia i wala non stop dlugie, nudne wczesniej przygotowane teksty. Mamy zatrzesienie sjamskich blizniakow. I nagle nie ma co czytac, skoro i tam nie wierze, ze to napisal myslacy, zywy czlowiek a nie jakis robot co ma za zadanie nawklejac ile wlezie. Pytaniem pozostaje czy na przyklad bardzo mlodzi albo bardzo niewyksztalceni ludzie beda w stanie zrozumiec, ze te wywody za czy przeciw tym czy owym to praca komanda hejterow. Czy beda w stanie, jak pan Wieckowski, pozostac wierny swojemu zdaniu? Boje sie, ze nie. O to bardziej pozdrawiam tych, ktorzy w tym szalenstwie zachowuja zdrowy rozum i wlasne poglady, jakiekolwiek by nie byly w pozycji wyjsciowej.

TAXI, TAXI!

Sama nie wiem dlaczego oczekuje od seriali, ze beda logiczne. Niby jestem swiadoma, ze to bajka a i tak nie przestaje sie dziwic. W “Przyjaciolkach” na przyklad ciagle mnie zaskakuje frekwencja wykorzystania taxowek i ilosc wolnego czasu, ktore maja bohaterki. Maja sporo dzieci, wlasny biznes a i tak ciagle jak nie balety to kawiarnia. Do tego relatywnie czesto wtracaja, ze nie maja kasy a zaraz potem wyciagaja nastepna zajebista sukienke z szafy. No i chodza w szpilkach. Taaakich wysokich. Mam wrazenie, ze nawet na maraton przynajmniej jedna, dwie by sie w nie obuly. No coz. I tak lubie ten serial a teraz przyjdzie czekac, bo doogladalam zalegly sezon (czy dwa? sama nie wiem). I co ja teraz bede ogladac? Biedna ja!

Ide spac. Za dwie godziny przyjedzie Boski ze slicznym Gosiowym kurczackiem. Dobranoc.