Pan Boski przechodzi wlasnie okres romantyczno – heroiczny. Jest milusi i sympatyczny taki Misio – Pampelisio. Nie wiem co mu sie stalo. Prawdopodobnie jest to tylko etap w maniakalno-depresynej synusoidzie przedslubnej i na przyklad za tydzien czeka mnie zmasowany atak zlego humoru. Taaa.
Musimy ustalic jak sie bede nazywala i co gorsze jak sie bedzie nazywac nasza potencjalna cora. Co do mnie to juz nieomal postanowione bede sie nazywala Agradabka Boskí, ale z cora jest gorzej, bo bardzo chce, zeby sie nazywala Bosk-ová. A ja bym jednak dzieciecia w kolysce tym -ová uszczesliwiac nie chciala. Moje potencjalne dziecko nie powinno miec na czole napisane, ze jest z Czech. Zwlaszcza, ze z Czech bedzie tylko w 1/2.
A w pracy tyle pracy, ze powinnam sie zabic. No coz.
Do tego moj fantastyczny promotor przygotowal prezentacje – niby nasza wspolna. Jak slusznie zaznaczyl grafika nie jest jego najsilniejsza strona.
BARDZO nie jest. Chyba znowu bede musiala pomknac do pracy w sobote i jakos to poprawic. A taka mialam nadzieje, ze sie wyspie…
