USMIECHNIJ SIE

Pada a ja chyba mam goraczke (w domu Boskich jest zawsze zimno, dlatego pobyt czesto tak sie konczy) dla poprawienia humorkow cos zabawnego (no dla mnie w kazdym razie):

Jak Pan Boski byl w NY, postanowilam, ze do cna bede sie cieszyc moim balaganiarstwem. I co zrobilam?

Po wypraniu wysypalam cala zawartosc pralki na suszarke. Doslownie. Wsadzilam na suszarke taka bryle mokrych rzeczy. I bylam zachwycona. Caly dzien chodzilam obok tego kosmatego giganta i gemba sie mi usmiechala. Nastepnego dnia rozlozylam ladnie i wszystko wyschlo.

Nie wiem dlaczego taka glupota sprawila mi tyle radosci, ale bylo super.

Do dzisiaj sie usmiecham jak pomysle o suszarce:)) Ciekawa jestem jak wygladaja Wasze suszarki:)

ZA OKNEM PADA DESZCZ

Dlugi weekend. Jutro swieto, mamy urlop i jestesmy w mieszkaniu rodzicow Pana Boskiego. Nie jestesmy w "malym domku na wsi" co jak sie okazalo jest wiekopomnym problemem, wartym gorzkich slow ze strony tego, co sie kapie.

Zaczelo sie smiesznie. Sam wlaczal zmywarke do naczyn, ktora nie dzialala jak ma, wyciekala, piana lala sie strumieniami. Przed chwila wyszlo szydlo z worka. Moj medrzec probowal umyc naczynia kostka do WC.  Zadzwonil do Mamusi powiedziec co i jak i tak jakos hurtem Mamusia wylala na niego i inne zale.  Bo glupi, ze ta kostke pomylil (no glupi, fakt.. i tak mysla, ze to moja wina:) i ze sie wyobcowalismy. W zasadzie tez troche fakt.  I rzeczywiscie z mojej winy.

Przyjechalismy w piatek do domku wiejskiego, w sobote przyjechali rodzice z jedynej wspanialej Szwajcarii. W niedziele wieczorem, zgodnie z wczesniej umowionym planem, pojechalismy do L.  Z mojej winy i decyzji.

Dlaczego?

Fakt, ze moge swobodnie decydowac o tym co bede jesc, czy bede czytac czy chodzic a moze ogladac telewizje uwazam za jedna z najwazniejszych zdobyczy doroslosci. Z reka na sercu kazdego dnia zachwycam sie mozliwoscia wyboru pozywnienia i tego czy bede sie kapac czy brac prysznic.

W ciagu tygodnia jestem smutnym wolem roboczym. Cale dni spedzam w pracy… nieomal doslownie. Nawet w lecie wracam jak jest ciemno. A jak mam wolne, chce robic co chce.

Rodzice Pana Boskiego sa w gruncie rzeczy zupelnie sympatyczni. Tyle, ze chyba nawet nieswiadomie, lubia kiedy ja robie to co chca oni. Czyli ja czytam a oni uwazaja, ze to dobry czas na spacer, albo ja ogladam film a oni akurat wtedy chca ze mna rozmawiac. Ja mam ochote na chipsy a oni wazaja (slusznie), ze niezdrowe. Jak juz umysla sobie, ze najlepiej by bylo robic rzecz X (jak ja robie Y) to conajmniej 4 razy (x 2 rodzicow) sie pytaja czy bym tego nie chciala robic… skoro jest ciemno, jasno, cieplo, zimno… Superfajnie, ze chca dla mnie najlepiej, ale ja juz jestem duza i zwykle wiem bardzo dokladnie, ze CHCE CZYTAC a nie isc 28 raz ogladac barany sasiada.

Do tego, przepraszam za szczerosc, potrawy pzygotowywane przez Mame Pana Boskiego, sa dla mnie czesto… niejadalne. Efekt: nie chce spedzac z nimi urlopu. Nie i juz.

Albo rozmowy. Wczesniej albo pozniej zaczniemy temat "polacy zwykle jedza cieple zupy owocowe" albo omawiana wielokrotnie kwestie wyprawy taty Pana Boskiego do Gdanska (Gdyni, Sopotu, Torunia, Chorzowa i Katowic gdzie sie upil) i tak spedzimy nastepna godzine. Lub tez delikatnie poruszane kwestie mojego balaganiarstwa ("gdybyscie mieli dziecko, to max. jedno… z wieksza iloscia nie dacie sobie rady") Itd itd. Zupelnie serio to sa w zasadzie przyjemne rozmowy, bo to sa sympatyczni ludzie i wiem i robia to z dobrego serca.

Powinnam to wszystko znosic z usmiechem. I zwykle znosze, ale cierpliwosci wystarcza mi na 36h godzin, potem zaczynam marzyc o pracy. Mam swoje biuro. Moge zamknac drzwi i moge miec balagan na stole, pod warunkiem, ze bede miala poukladane w glowie.

Jestem krnabrna. Ja wiem. Kazdy wie, kto mnie zna. Oni znaja, ale nie przyjmuja do wiadomosci… juz prawie 6 lat.

Z tego powodu przekonalam Pana Boskiego, ze przywitamy rodzicow a potem… jesli juz zupelnie koniecznie musimy codziennie isc w gory (musimy) … nasza baza wypadowa zostanie ich mieszkanie. To jest moj urlop. Chce odpoczac.

Wycieczki sa fajne. Dlugosc trwania dopasowana do moich mozliwosci, codziennie przepedza mnie ok. 10-12 km trasa, robimy zdjecia, ogladamy widoczki, zakopujemy sie w glinie, wdrapujemy na kamole.

Jest bardzo dobrze do czasu kiedy nie wrocimy do mieszkania rodzicow i znowu musze zaczac ukladac ksiazki rownolegle do krawedzi stolu a buty wzdluz kafelkow. Kwestia przyzwyczajenia, jedno zrobie, drugiego nie uslysze i jedziemy dalej.

I nagle: Pan Boski dzwoni do mamusi i ze zdwojona sila okazuje sie, ze jednak jestem felerna.    O-D-O-S-O-B-N-I-O-N-A. Nie taka. To jaka jestem nie zupelnie rekompensuje ta moja dziwna indywidualnosc.

Argumentow jak zwykle brak, bo to przeciez zaden grzech, ze jemu dobrze w domu rodzicow. Ani on ani siostra nie wykryli konfliktu pokolen. Siostra spedza wakacje z rodzicami!!!! (28 lat!!!) a Pan Boski moze pasjami przebywac w ich towarzystwie. 

Wyjscie z sytuacji znam (zaczac robic wszystko tak jak chca), ale zrealizowac nie potrafie. A jesli do 3 minut nie bede zwarta i gotowa przy drzwiach (Mamusia umowila krawcowa) to mnie znienawidzi doszczetnie. Wiec lece…

O WARTOSCIACH

Wczoraj wieczorem zadzwonil jeden z kuzynow z Dublina. Bardzo przyjemnie sie nam gadalo. To taka bardzo fajna rodzina, z ktora nie tylko na zdjeciach. Poza rodzicami jest ich 5. Zawsze zyli bardzo skromnie (coz za eufemizm) a teraz  pomieszkuja na swiecie i zarabiaja na lepsze jutro.

Najstarsza siostra owego kuzyna wlasnie poinformowala wszystkich, ze bedzie szczesliwa mama. Super. Tylko dlaczego o tym pisze.

Kuzynka 2 lata temu wyszla za maz, jeszcze na studiach. Jest czyms w rodzaju ekonomisty -i nformatyka, zna dobrze angielski, ale nie chce wyjechac z jednego polskiego miasta nawet do innego polskiego miasta, wiec prace owszem ma, za 420 PLN brutto. Jej maz trafil troche lepiej zarabia 1500 PLN i ma nadzieje na 2000 PLN…
I zaplanowali sobie szkraba.

Idea wychowywania malego czlowieka jest mi ostatnio bardzo bliska, tym bardziej sie ciesze i podziwiam. Ja nie mam tyle odwagi. Gdybym dzisiaj znowu miala 24 lata, znowu nie zdecydowala bym sie na dziecko. Znowu chcialabym miec najpierw mieszkanie, prace, podrozowac zmienic cos w sobie i okolicy. Ale niesamowicie ja podziwiam za ta szalona nieodpowiedzialnosc zafundowania komus biedy (rodzice tez niemajetni) ale i radosci, zycia, sympatycznego domu. Bo to sa bardzo fajni ludzie ci przyszli rodzice. A ja nie jestem dumna ze swej ostroznosci… jestem taka i tyle..

Troche mi zal samej siebie za brak ulanskiej fantazji. Bo teraz co? teraz to ja oczywiscie moge i chce miec dzieci, kwestia czy dzieci beda mnie jeszcze chcialy (ale niby czemu nie, mam 30 tak wiec jeszcze sie da)
Podoba mi sie, ze ludzie moga miec inne wartosci niz te materialne. Ze zycie dla nich na prawde nie jest o tym co maja ale kim sa, a Ci akurat sa sympatyczni. Jeszcze bardziej podziwiam, ze znajac, nazwujmy to po imieniu… biede… chca w niej trwac. Albo pokonac. I tego wariantu im zycze 🙂

No a teraz grzecznie wroce do kieratu.

NO TAK…

siedzimy (my-firma) na nowym miejscu, nie moge powiedziec, ze juz teraz wszystko wyglada tak jak powinno.

W zwiazku z tym, ze jedna sekretarka jest "chora" a druga juz zupelnie powaznie ma chore dziecko, zajmuje sie sie dosyc niekonwencjonalna praca. A mianowicie:
– zamawiam wode
– zalatwiam montaz kuchenki
– szukam firme, ktora bedzie dla nas sprzatac
– wydaje chipy do drzwi

miedzy tym przyjelam do pracy nowa sekretake i wyrzucilam redaktora.

Proceder wyrzucania kogos z pracy nie jest bliski memu sercu.
Wiadomo, wszystko przebieglo w spokoju i profesjonalnie, razem 5 minut.
Ale martwilam sie potem caly wieczor.

Za 27 minut zacznie sie zwolala przeze mnie narda. Umielbiam takie zabawy, no ale coz ludzie musza sobie uzmyslowic, ze czasy sie zmieniaja i musime zaczac powaznie podchodzic do sprawy.

Generalnie to przepraszam, ze tak nudno, ale u mnie teraz nic porywajacego. Do piatku byla tylko praca, w ciagu weekendu napisalam artykul na jakas konferencje (Pan Boski go przetlumaczyl na angielski – chwala mu za to, tlumaczy szybciej niz ja) a potem znow praca.
Wczoraj lazilam po gorach. Pan Boski usmiechniety, a ja dotrwalam do wieczora. Jedyny pozytywny element na lazeniu po gorach to to, ze ja jednak mam zupelnie zdrowy kregoslup wiec moge latac jak koza. Czyli tak jak Pan Boski z niezupelnie zdrowym…

Aaa winda dziala! totalny zachwyt z mej strony:))

JAK ULA ZOSTALA CICHODAJKA!

Nowa siedziba naszej firmy znajduje sie w samym centrum Pragi. Miejsc do parkowania malo, a my w ramach przeprowadzki, potrzebowalismy znalezc miejsce dla ciezarowki. Super. O 18:00 poslalam Ule przed brame, zeby jakos przekonala stojace tam auta, ze nasz wynajety tirek musi tam stanac. Okolo 21 odbieram telefon: "jutro raczej nie przyjde do pracy na czas, musze isc na policje". "co sie stalo????" "Nic, jakis czlowiek podal na mnie donos, ze juz kilka godzin stoje na ulicy i zatrzymuje auta, musze isc zlozyc oswiadczenie, ze nie zywie sie prostytucja!" "moga do Ciebie zadzwonic, zeby sie upewnic, ze nie podrobilam umowy o prace!"

No nie brzmi to tak smiesznie, jak przez telefon.

Pikanterii dodaje calej sprawie fakt, ze Ula mierzy jakies 165cm i wazy 118 kg. Ma biust wielkosci "H" i odpowiednio wielkie wszystko.

Poza tym wypowiedz dal glowny informatyk (ale kogos na jego miejsce mialam juz pare tygodni wczesniej) a sekretarka… zachorowala strasznie – migrena, ta ja znajdzie zawsze jak trzeba pracowac. Za 2 tygodnie zacznie pracowac nowa dziewczyna na jej miejsce. W srode prace zaczyna nowy redaktor naczelny portalu i redaktor. Czyli… widac juz poczatek konca paranoi do jakiej doprowadzila nas wszystkich Mucha. Teczyski to nie ja, seri, to tyko ehhho…

DZISIAJ MOGE WALIC GLOWA W SCIANE!

za chwile zaczna sie ostatnie 2 dni przeprowadzania firmy. dzisiaj i jutro wieczorem przeprowadzimy meble a od jutrzejeszego wieczora beda demolowac nasze stare biura i przy gotowywac sie na przyjecie nowych najemnikow.

Wlasnie nieomal doslownie zjebalam pana od demolowania scian, bo ciagle nie mam umowy na stole. Co zrobie jak mi tej umowy nie podpisze? chyba sie pokroje, bo nie bedzie czasu na zlalezienie nowej firmy, totalna wpadka… miesiac czynszu tutaj to 10 000 EUR. Porazka. Na szczescie rowniez dla niego, jest przeciez zarzadca budynku.

Po wyprowadzce z tego biurowca poziom mojego szczescia znacznie wzrosnie.
Nienawidze nieslownosci. Nie cierpie. Ale coz, takie zycie.

Za chwile odlacza nam internet i telefony. Jesli nie pojawie sie wczesniej, bede dostepna w srode.

Trzymajcie kciuki!

ZAPOMNIJ O FILANTROPII!!!

nikt pomocy nie potrzebuje… no chyba, zebys chciala dac kasiorke, to sie raczki przylepia…

Mamy w firmie monitory. 10 starszych, ale dzialajacych monitorow 15”.
Zoferowalismy je chyba 12 instutucjom w okolicy (domom dziecka, szkolom, fundacjom itd) i co? Pies z kulawa noga sie nie zainteresowal.
Bo stare, bo nie plaskie, bo… zielone (bez powodu).

Nie potrzebuja.
Zaznaczam, ze nie chcielismy ich przekazywac z wielka papa. Chielismy je oddac w dobre rece, zeby nie musialy wyladowac w koszu na smieci tylko u kogos komu sie przydadza. Ale wyladuja.

Bo biedne, to te instytucje sa tylko jak je pokazuja w telewizji. W normalnym zyciu chyba mniej.

To bardzo uspokajajace wiedziec, ze niczego im nie brakuje. Mam nadzieje, ze z punktu widzenia zamknietych tam bajtli sytuacja wyglada podobnie.

Generalnie… zenada. W domu wszyscy zdrowi, wiec git 🙂

 

2/3 BITWY ZA MNA

Sobote i niedziele spedzilam dla odmiany … w pracy. Przeprowadzka. Niesamowita sprawa ile Ci panowie maja sily. Jeszcze nie wszystko zostalo przeprowadzone, bo ten tydzien bedziemy pracowali w starym budynku, ale wiekszosc ciezkich rzeczy juz powedrowala do nowego biura.
Przyznaje, ze to moj drobny defekt mozgu, ale wierze w dobre i zle energie.
Nasz aktualny budynek jest zrobiony z zelaza i szkla wiec energii nie ma zadnej albo niezbyt korzystna, ten "nowy" powstal wiele lat temu, jest jasny i zdecydowanie przyjemniejszy. Ma pozytywna energie. Mam nadzieje, ze to zadziala i potem bedzie juz tylko lepiej.
Jesli reszta przeprowadzki przebiegnie tak gladko jak poczatek sama napisze rekomendacje:)

acha… w czasie weekendu pierwszy i drugi raz w zyciu jechalam ciezarowka:)

JAK NIE UROK…

Jestem gdzies w polowie drogi miedzy jestem samolubem a musze walczyc o swoje. Sytuacja wyglada nastepujaco: juz mniej wiecej od sierpnia czekam az sie wyklaruja sprawy na temat awansu Pana Boskiego i bedziemy sie przeprowadzac. Co sie z tym wiaze nie zmieniam pracy… nie bede zmieniac 7 razy po sobie co pol roku. Najpierw mial byc grudzien, potem marzec. W marcu przyszedl awans ale wyjazd we wrzesniu.

Wczoraj dzwonil Pan Boski, ze jesli wyjazd to w grudniu. Zapienilam.

CO JA NIBY MAM ZE SOBA ZROBIC?

– zmienic prace? i co za pol roku powiem sory stary, musze odejsc??? Ja takich zyciorysow nawet nie ogladam!!!

– przeciagnac aktualna? odliczam dni do wyjazdu, wiec chyba nie. Wczoraj z tego powodu odrzucilam oferte przejscia z pelniacy obowiazki na dyrektor wykonawczy… I co zrobie jak w listopadzie przesuna wyjazd na luty albo na wieczne nigdy pokroje sie??????

Pan Boski daje mi wolna reke. Moge pracowac, moge nie pracowac. Laskawca sie znalazl. Tak, kasy namy wystarczy, nie jestesmy wymagajacy, ale widzialam jak Mama Pana Boskiego malo co nie zaszczula tatusia jak nie mial pracy. No jasne, ze mu dawala kase, ale gosciu z tego dawania JEJ KASY malo w depresje popadl 😦

Bo ja mam zle podejscie… jestem kobieta i tak spedze w domu 4 lata wiec dlaczego przejmuje sie jakas prac?
Fakt. Tyle, ze nie wiem kiedy to bedzie. Dzieci sie nie zamawia. jesli tak to ja poprosze za 9 miesiecy. Ale tak lekko nie ma… wiec musze myslec 2 kroki do przodu.

Zeby kobieta miala dobra prace musi byc 2 razy lepsza od faceta. Wiem o tym i akceptuje. Wystarczy, ze jestem baba i "cizinkou" a dodawac sobie kolejne punkty na minus w postaci powalonego zyciorysu, to nie moj styl.

Nie chce ograniczac Pana Boskiego. Wiem, ze ma dobra prace, wiem, ze duzo zarabia, wiem, ze musze sie skoncentrowac na jego karierze ALE to jeszcze nie oznacza (przynajmniej moim zdaniem), ze mam dobrowolnie skazac sie na albo na jojkanie o kazda korone (i on mi kazda da, ale bedzie to JEGO KORONA jednak. On tak nie mysli, ale Mamusia owszem a Mamusia to WIELKI SZAMAN jak wiemy) albo na nieustanne zmiany mojego i tylko mojego zycia, zeby ON mogl sie rozwijac.

I oczywiscie wiem, ze skonczy sie jak zawsze. Bez sensu sie poklocimy jeszcze 10 razy. Potem juz bedzie jasne, ze to JA JESTEM SAMOLUBNA a nastepnie i tak bedziemy w Pradze tak dlugo jak on zechce. Pewnego dnia jemu sie cos nie spodoba i pojedziemy tam gdzie on bedzie sie realizowal. Bo ja powinnam miec dzieci i siedziec w domu. OK, biore! TYLKO TRZEBA SIE CZASEM WIDZIEC ZEBY JE ZROBIC!!!!

Piana mi kapie z ust juz drugi dzien a za chwile bede rozmawiac kwalifikacyjnie z jakas potencjalna kandydatka… musze sie uspokoic.

A co u Panstwa?

P.S.
Siostra twierdzi, ze przesadzam i panikuje… moze tak, ale dlaczego bym tego miala nie robic na mojej malej stronce?

DUMNA JA

Wlasnie uslyszalam 2 najlepesze komplementy od nie-wiem-kiedy!

Siostra mi napisala, ze wg. Matyldy (jej corki) robie 100 razy lepsze jajka sadzone niz Siostra. Niedzwiadek natomiast upomnial ja znaczaco, ze Agradabla inaczej zaklada rajtuzy (w sensie, ze lepiej! 🙂

Ale jestem dumna! Co mi tam jakies glupie funkcje skoro umiem LEPIEJ zakladac rajtuzy. Geba mi sie smieje bardzo:)