SMIERC MUCHY

Wczoraj wieczorem Mucha polegla na polu chwaly. Wlasnie przyszedl oficjalny mail, ze firma nie byla w stanie dogadac sie z bylym szefem na warunkach przyszlej wspolpracy. Co to dla mnie oznacza? Nic. Choc wiele. Juz i tak nie pomagal, teraz nie bedzie przeszkadzal.

Pan Boski ma dzisiaj jakas superwazna prezentacje. Prosze trzymac kciuki.

KORALE

Pierwszy raz w zyciu zalozylam na siebie piekne, wielkie bursztyny Babci Jasi. I wcale nie dlatego, ze chce sie przypodobac nowemu naczelnemu (ma zone), tylko dlatego, ze mam zamiar sprzedac wielkiemu szefowi ze Slowacji program reform. Wiadomo, ze zeby cos zprzedac nalezy najpierw sprzedac siebie jako superkompetentnego. W zwiazku z brakiem innych kompetencji i sytuacja na moim lokalnym rynku mody (miedzy slepymi jednooki krol) postanowilam umocnic moja pozycje przetargowa kreacja z gatunku "sportowa elegancja".

Oczywiscie zastanawiam sie czemu niby mialabym wprowadzac trudne reformy skoro 12.7 planuje wylot w kosmos z tej firmy? Niestety, sa pewne pytania we wrzechswiecie na ktore nie znam odpowiedzi.

Apropos pytan: w sobote o 8:00 jechalam z Katowic na slub do Wa-wy. Przyszlam na peron napisany w rozkladzie. A tam echo. Trzy minuty przed odjazdem mialam juz panike w oczach… pojawil sie napis: Gdynia 16:00.

Ludzi na peronie w cholere a pociagu niet. Pytam sie baby:
– przepraszam bardzo, gdzie ten pociag ma jechac?
– Informacja jest nie widzi Pani!
– rozumiem, ze czekaja Panstwo na pociag o 16:00?
– co? 16:00 to godzina przyjazdu! Do Gdyni o 8:00 jedziemy!!!

(8:02) Slysze komunikat: Pociag pospieszny OPOLANIN z Bielska Bialej do Gdyni przyjedzie na tor 6 przy peronie III.

Postanowilam zmienic pytanie:
– przepraszam, czy ten pociag jedzie PRZEZ Warszawe?
– taaa, do Gdyni przez Warszawe.

No to swietnie! Do Wawy dojechalismy jedyne 20 min. po terminie, odebral mnie Pan Mlody.

Czy sa jakies kursy ze znajomosci kodow PKP? Ja bym potrzebowala up-date.

JAKIE JA MAM BOGATE WNETRZ(NOSCI)E

Odczuwam to zwlaszcza rano.
Kiedy dzisiaj szlam raznym krokiem z dworca o godzinie 7:05 i wiedzialam, ze najpozniej rowno za godzine wyrusze piekna jak lala do pracy, myslalam bardzo intensywnie o tym, czy na prawde jest to konieczne? Czy musze przeczytac tych x-set maili, ktore na mnie czeka, denerwowac sie, wymyslac, tlumaczyc za swoje i nieswoje bledy? odpowiadac na idiotyczne wiadomosci?
Bylo tak pieknie. Lenilam sie u Siostruni, tlamsilam dzidziusie, kupilam sobie 3 ksiazki na przyklad (jedna uz przeczytana), nawet cos do szkoly zrobilam. Bylam na weselu (nie pan mlody nigdy nie byl moim chlopakiem, zawsze byl przyjacielem i potencialnym narzeczonym) chodzilam po parku w Wilanowie i ogladalam twierdze Modlin (koszmarnie zaniedbana) albo nie robilam zupelnie nic! gotowalam na przyklad. Teraz taki smutny koniec???

O 8:05 znowu szlam do pracy, ktorej chyba jednak nie lubie. Nie mam serca do tych ludzi (poza nowym redaktorem naczelnym, oczywiscie:) A brzuchu cmy, bo motyle bywaja przyjemne.

Nic nie postanowilam. Wytrwam do 12.7 i tak nie mam wyboru.
12.7 jest taka konferencja jak rok temu (okolo 3000 pastuchow wije sie w extazie, pokrzykujac  ze nasza firma jest super)
A potem, potem to chyba pojde w sina dal.

Pan Boski jest w NY wiec chociaz balagan na kolkach moglam w domu zostawic.
Ja chce spaaaac!!!

WESOLEGO JAJA!

Dzisiaj jedziemy do Siory! Bedziemy sie pasc i bawic z czeladka i nie pracowac.
Pan Boski powroci do Pragi w poniedzialek a ja pozostane w tym blogim stanie do niedzieli!!! w pracy musialam juz wielokrotnie tlumaczyc dlaczego pozwalam sobie na tak dlugie (az 4 dniowe!) wakacje w tak nieodpowiednim terminie (kazdy jest nieodpowiedni:)) ale wytwalam.

O 18:00 wsiade do pociagu i pofruuune do dalekiego kraju.
Ale fajnie.

Wszystkim zycze przyjemnych zdrowych Swiat!

POZYTYWNIE


dzisiaj chcialabym zupelnie pozytywnie napisac, ze mysle, ze ta moja praca jest bez sensu. Zupelnie pozytywnie, bo juz potrafie nie byc szalenczo zmeczona po 12h pracy, bo wlasciwie wszystko za co sie biore jestem w stanie zorganizowac lub zalatwic na conajmniej mozliwym do przyjecia poziomie. Takze, w zasadzie jestem losowi wdzieczna ze postanowil mnie troszke pomeczyc. W ciagu ostatnich 2 miesiecy dowiedzialam sie o sobie mase rzeczy. Przede wszystkim nabralam pewnosci siebie. Ale nie ma sensu o tym pisac, poniewaz wnioski sa zupelnie inne.
TA konkretna praca jest bez sensu, bo nie daje mi takiej radosci jaka powinna mi dawac praca. Przede wszystkim ilosc pracy zjada moj wlasny, osobisty czas, zabiera mi mozliwosc wojny z Panem Boskim (jak akurat zawita w drodze miedzy Slowacja, Ukraina i Wlochami), nie odpisuje na maile, nie ucze sie na czeskiego, nie robie wielu innych rzeczy, ktore lubie robic. Niestety w ciagu 8 godzin nie da sie wprowadzic zmian, ktore sa potrzebne jak sol, wiec siedze.

Musze cos wymyslec, szybko! zeby nie marnowac czasu 🙂

I niestety nie wiem jakie sa czeskie tradycje dotyczace swiat nigdy tutaj na swieta nie bylam. Ale zapytam sie.

TĚSNĚ VEDLE czyli TRAFIL JAK KULA W PLOT

Przed chwila powital mnie mail od wlasciciela firmy. Ten, razem ze swoim coachem (osobistym trenerem)
odbywa wlasnie 3 miesieczna wedrowke po USA w celu zlapania inspiraci.

Napisal mi chlopak jakie
to pozytywne opinie o mnie slyszy i, ze ma nadzieje, ze na stale zawitam w autobuse
firmy (to jedna z jego ulubionych metafor) i ze wierzy w internet i takie
glupoty.

I co ja mam gosciowi napisac,
jak on tak buja w oblokach? Jego wcale nie interesuje, ze ABSOLUTNIE NIE MAM
CZASU na to czym powinnam sie zajmowac, bo kontrowersyjna dzialanosc Muchy
spowodowala, ze w szafach jest tyle trupow, ze juz dostalam odznake grabarza.

Dlatego mu o tym nie napisze.
Nie napisze mu rowniez, ze mam w planie opuscic autobus 1.7, a NAJPOZNIEJ w
pazdzierniku, jak Pan Boski zatrabi na przeprowadzke.

Ja chyba jestem za duza na
klepanie po plecach i gadanie jaka jestem super. Takie klepy mam przeliczone na
korony, jakby z tym motywowaniem myslal powaznie. Ale tego tez mu nie napisze:)

OKNA NA SWIAT


Czego to czlowiek nie wymysli, zeby nie musial "pracowac mozeczkiem"?

Ja sporo. W sobote wzielam sie za porzadki.
Umylam okna! Okazalo sie, ze nasze nowe okna myje sie bardzo przyjemnie.
Po umyciu tego, ktore przynalezy do kuchni dowiedzialam sie, ze w mieszkaniu jest duzo wiecej swiatla niz sie nam dotychczas wydawalo :))
Nam… Pan Boski oczywiscie nie zauwazyl, ze okna sie blyszcza, jak juz powrocil, taki byl zafascynowany Dolomitami i nowa umiejetnoscia jezdzenia w puchu.

Wieczorem spogladalismy w nasze drugie okno na swiat – telewizje. Najpierw "wymiana zon" – interesujaca, bo jedna z wymienianych to cytuje "byla polska modelka". Z nieznanych powodow, byla polska modelka mowila z BARDZO wyraznym rosyjskim akcentem. Program byl koszmarny, ale przynajmniej Pan Boski zobaczyl w krzywym zwierciadle swoje pedantyczne zachowanie i bardzo sie wstydzil, jak mowilam, ze tez sie czasem zachowuje jakby pan-maz z telwizji, ktory zajmowal sie tylko jego kontrola.

W oknie serialowym zaskoczenie (niesmaczne)… na zakonczenie Chirurgow Meredith najwyjazniej szla do lozka z Georgem???!!!chyba ja pogielo!

O 17 wybywam do Bratyslawy. Chyba pierwszy raz w zyciu pojade 1 klasa w pociagu. Ciekawa jestem czy zauwaze roznice.

PRZEGRANA OTYLII I INNE BZDURY

Dzisiejszy wpis chcialabym poswiecic sportowym idiotyzmom:

W czasie wczorajszego finalowego startu na mistrzostwach Otylia Jedrzejczak zajela 3 miejsce na 200m motylkiem. Dziennikarze Onetu starali sie dzielnie walczyc o litosc plebsu opisujac jej generalnie zla kondycje psychofizyczna, ale, zgodnie z oczekiwaniami, komentatorzy nie zawiedli! czytalam mase nienawistnych wpisow wysmiewajacych Otylie i wysylajacych ja do wiezienia.
Moja opinia: To jakas paranoja! Oczywiscie, ze wyjazd na mistrzostwa Otylii Jedrzejczak byl wielkim sukcesem. Kto inny zdobywal i zdobywa dla Polski tyle medali. Czapki z glow i gratulowac!

W zaleznosci o aktualnej formy pol Polski kocha albo nienawidzi Adama Malysza.
Podobnie jak w przypadku Otylii. Gdyby nawet juz nigdy nie skoczyl dalej niz na poczte to i tak jeden z najwiekszych sportowcow jakie Polska miala. Mordy w kubel i kibicowac z takim samym entuzjazmem jak wygrywa i przegrywa!

Po przegranym meczu z Niemcami, kilku gosci z czeskiej reprezentacji pilki noznej zabalowalo z panienkami w jednym z praskich hoteli. I co? oczywiscie afera, czeskie media analizuja zdania-slowa-sylaby-litery poszczegolnych zawodnikow, ktorzy sobie pofolgowali. Panowie z nieznanych przyczyn zaprzeczaja. Wszyscy sa pelnoletni. Za uslugi zaplacili.
Po raz kolejny nie rozumiem dlaczego ludzie mieszaja sie w nieswoje sprawy!

XXX
A prywatnie:
Nesnidam, nesvacim, nestiham to, nestacim, pratele chvatam, chvatam, nemam
chvili klid…

DYPLOMATA

Nazwijmy go Wienczyslaw Nizinny. No nie nazywa sie dokladnie tak, ale bardzo podobnie. Dyplomate poznalam dzieki AW jakies dwa lata temu. Przyszlam go odwiedzic w polskim konsulacie w zwiazku z doktoratem a on jakies 3 godziny mowil. Mowil, mowil, mowil… niezupelnie na temat. Bardzo podnioslym tonem niezwykle waznego czlowieka. Mowil, ze jest dumny, ze jest dyplomata, ze nie wyobraza sobie innej pracy niz te co ma aktualnie. Wspominal, ze to wielki prestiz, ze takich mlodych dyplomatow jak on to w zasadzie nie ma. Czysty okaz gatunku – JA-MI-MOJE-MNIE- Nieomal mnie wysmial, ze ja wtedy pracowalam w jakimstam domu maklerskim. Bylo to pouczajace spotkanie.

A tu ubieglym tygodniu moja redakcja dostaje list od Wienczyslawa Nizinnego, ze pracuje dla domu maklerskiego XYZ i ze chcialby wspolpracowac (nawiasem mowiac i wyksztalcenie i doswiadczenie ma adekwatne:)))).

Przyszlam sie z nim przywitac przed wczorajszym spotkaniem. Kasa to kasa, wiec wolalam, zeby moje uprzedzenia nie mialy wplywu na przebieg negocjacji.
Tylko sie niesmialo spytalam… co spowodowalo, ze zrezygnowal z pracy marzen W DYPLOMACJI?
W ciagu 4 minut chyba 10 razy powtorzyl w polskiej i czeskiej wersji jezykowej, ze z dyplomacji odszedl sam, a tutaj dostal dobra oferte. Tak sie staral mnie przekonac, ze przestalam mu wierzyc:))  nic to…

A co sie przed dwoma laty nagadal… to jego.

DWA DNI PO…

Pan Boski vel Pastuch postanowil pojsc o krok dalej w trwajacej serii niespodzianek
Prosze o uwage, bo mamy do czynienia z precedensem. A bylo to tak…

Po wszystkich mozliwych naradach i rozmowach powrocilam do domu o… 20:40. Stwierdzilam, ze i tak mnie zabije krzykiem, wiec 10 minut w ta czy w tamta….

A tu nie… Pan Boski siedzial spokojnie na kanapce, przywital sie i tylko wyrazil zamartwienie, ze tak dlugo musze pracowac (co za zmiana?!)
A nastepnie dostalam "prezent z podrozy" w postaci butli wody toaletowej od ArmaniegO (ulubionej)
No, moze trybunal nie zdaje sobie sprawy, ale w przypadku Pana Boskiego to WIELKIE przeprosiny.
Czyli, tym razem bajka skonczyla sie dobrze, ale nastepnym juz go prawdopodobnie bede musiala zabic.

On by sie dal pokroic, ze to wcale nie bylo tak… z mojego punktu widzenia rachunek jest prosty… 2 dni po wyjezdzie od mamusi klapki wrocily na swoje miejsce. Do nastepnego razu.