HEN. Na polnocy Norwegii

autorka: Ilona Wisniewska

Druga ksiazka autorki, ktora przeczytalam (po “Biale. Zimna wyspa Spitsbergen”) i druga, ktora moge goraco polecic. Opowiada o tym jak zyje sie hen daleko, na samym zimnym koncu Norwegii. Gdzie nie dzieje sie nic, choc wlasciwie bardzo duzo. Czyta sie swietnie. Dawkowalam sobie ta ksiazke od swiat, zeby nie przeczytac za szybko. Swietna, tak tresc jak i jezyk. Pozycja do kupienia, posiadania i spogladania oczkiem, zeby przypomniec sobie wlasne uczycia i mysli, ktore klebily sie w glowie podczas czytania.

(A “hen”, po ichniemu nie oznacza daleko, tylko nie tutaj w blizej niespecyfikowanej odleglosci)

 

XXX

Wprowadzilam nowa kategorie “ksiazki” zeby sie nie mieszalo z miejscami gdzie jestem, bo ksiazki podrozuja.

URODZINY, SWIETA cz. II

Wigilia byla bardzo mila.

Niestety Niedzwiadek sie pochorowal, lezal bidak drugi dzien z goraczka siegajaca 40 C. Na kolacje wstal z martwych.

Nawiasem mowiac ciekawe jest obserwowanie jak zmienia sie w mezczyzne. Nagle stáje sie coraz wyzszy, do nastepnego spotkania pewnie mnie przerosnie. Mowi grubym glosem (mam wrazenie jakby go ktos dabowal). I coraz trudniej kupic mu jakikolwiek prezent. Znam go jednak duzo mniej niz Matylde, bo chlopak, bo jeszcze mlodszy, bo juz mniej jezdzilam do Polski… a do tego nagle jest dorosly?!

Nawet Boski wydaje sie rozumiec, ze Wigilia u Siostruni to najlepsze rozwiazanie. Opor pysznego jedzenia, radosci z prezentow, jakies filmy, glupoty, gadanie. Jakos tak dobrze jest u Siostruni, domowo, nie nadecie. Tak akurat.

Prezentow jak co roku dostalam tyle i takich cudnych, ze az mi wstyd. Fakt, ze ja dostaje prezenty raz w roku, bo wszystkie okazje wypadaja w ciagu 2 dni. Jednak warto na ten razWrok czekac. Do tego Gosia sama kazala sobie nalac barszczu, Zu zjadla 3 pierogi i krokieta. Nie bede wyliczac co wszystko zjadlam ja, bo bylby to bardzo dlugi wpis.

W pierwszy dzien swiat obejrzelismy nowa Brigite (bardzo fajna) i “Jeszcze dalej niz polnoc”, przyjemna francuska komedie. Przeczytalam pierwszy swiateczny prezent. Niestety w pierwszy dzien Swiat zaczela sie psuc Zu. Na tym etapie goraczke dalo sie jeszcze opanowac.

Wyjechalismy w drugi dzien Swiat po obfitym sniadaniu. Mysle, ze w dobrym momencie, bo jednak ryba i goscie 3 dnia zaczynaja smierdziec a my bylismy tam pelniutkie, zegarowe 4 dni. Mam nadzieje, ze maz Siostruni jeszcze nas tam kiedys wpusci. Dla pewnosci jakis czas nie bede sprawdzac 😉

Szesc godzin pozniej dojdchalismy do domku wiejskiego Boskich starszych.
Zu wygladala strasznie. I czula sie strasznie. Pierwszy raz w zyciu zaliczyla pelne 40C. Dostala nurofen, zrobilam jej octowe skarpetki, temperatura zaczela (powolliiiii) spadac.

Zjedlismy kolacje z rodzicami R. Byly piekne (powaznie) prezenty.

Ad prezenty: rodzice i Siostra Boskiego najchetniej kupuja ubrania. Tyle, ze maja dosc luzny stosunek do rozmiarow. I tak Gosia (na boso 118cm) dostala ubrania w rozmiarze od 110 do 128cm, jej 5 lat mlodsza Siostra od 92 do 104 a ja… w zwiazku z tym, ze zdaniem tesciowej jestem za chuda, zostalam dowgradowana z zeszlorocznego rozmiaru M na XS (choc jedno M tez bylo). Co ciekawe odbylo sie to bez faktycznej zmiany wagi (a po swietach to moze na plus:). Jakby sie ktos pytal rozmiar mam S, ewentualnie S/M, ale wejde sie jakos wejde do bardzo pieknych ubran XS, tylko skad ten pomysl?

O 21 Zu miala ciagle 38,6 stopni i do tego zsinialy jej stopy. Pojechalismy na pogotowie w Libercu.

Zbadali CRP, wycewnikowali. CRP 48, czyli nie jakies tragiczne ale jak na pierwszy dzien infekcji, wysokie, na szczescie to nie nerki.

W chwili obecnej goraczke ciagle jeszcze trzeba zbijac, ale jest lepiej. Zu nie opuszcza mnie nawet na krok. Miejmy nadzieje, ze antybiotyk zadziala przed Sylwestrem, kiedy lecimy do Londynu.

27 grudnia od rana Boski strzelal fochy. Bylo latwiej to przezyc, bo akurat mam dobry humor i mniej boje sie o Zu. Ciekawa jestem czy jego rodzice (bo zrobil scény przed rodzicami) widza jak on sie zachowuje, czy to ja jestem ta zla, bo nie daje sobie pluc w kasze. Choc w sumie… mam 40 lat, jestem juz chyba dorosla, mam to w dupie.

I tak powstalo moje postanowienie noworoczne…

Cdn?:)

 

URODZINY, SWIETA cz. I

 Minely moje urodziny, minely swieta. Bylo dobrze.

Bylismy u Siostruni. Dlugo tym razem, bo nie widzielismy sie juz od sierpnia. Przyjechalismy 22 grudnia poznym wieczorem, odjechalismy w drugi dzien Swiat, rano.

Atmosféra miedzy Boskim i mna na poczatku nerwowa,  potem bez szalenstw. Pozostalosc z bardzo dziwnej niedzieli 18 grudnia i pobycie na Jestede. Czasem jego logiki nie ogarniam.

Dzien urodzinowy zaczelismy od wizyty u fotografa. Malo romantycznej – robilam zdjecia do nowego dowodu i paszportu. Mam zdjecie bez bryli, na ktorym mam (moim zdaniem) lekkiego zeza, oczy wielkosci mrowki i wyraz twarzy sugerujacy przebyty niedawno wylew, oraz lepsze zdjecie w brylach, na ktorym mam rowniez delikatny usmiech, dlatego nie przyjeli go w wydziale paszportowym. Bede wiec miala paszport zezowatej mrowki.

Po poludniu dostalam prezenty i pyszny tort bezowy a potem wyruszylismy w podroz sentymentalna do Bytomia.

Pierwszy przystanek – foto Mimoza. Chcialam sobie zrobic zdjecie “dyplomowe” takie co pani najpierw ustawiala nas tak jakby chciala wywrocic delikwenta na druga strone, przekreca glowe, szyje, ramiona a potem okazywalo sie, ze czlowiek na zdjeciu wyglada swietnie. Chcialam zobaczyc zmiane od ostatniego zdjecia, w oczach tego samego fotografa. Lazilysmy po Jagiellonskiej od konca do konca i nic, zapadla sie pod ziemie. Sprawdzilam adres: Jagiellonska 23! Super! Udalo mi sie nawet wejsc do srodka, biegiem do pierwszego pietra a tam okazalo sie, ze foto Mimoza to juz historia. Zostal szyld. Zrobilam sobie zdjecie szyldu na opustoszalym základ sie, na pamiatke.

Drugi przystanek – A. Najlepsza kolezanka z podstawowki. Wcale sie nie zmienila, tylko syn jej urosl jakos bardzo. Jej maz gotowal wigillie a my gadalysmy przy herbacie i piernikach (upieczonych przez meza programiste). Maja cudne mieszkanie. Jakies 12 lat temu kupili je za grosze od urzedu miasta, zupelnie zdewastowane i zrobili z tego, moim zdaniem, cudo. Pieknie wykorzystali mozliwosci jakie daja stropy na wysokosci 3,5m. Mimoza ponoc zanikla ze starosci. No tak, juz na etapie mojej podstawowki pani fotograf mlodka nie byla. Nie wiem czego sie spodziewalam.

Trzeci przystanek -Suplement. Spotkanie z najlepsza przyjaciolka z liceum, jej mezem i mlodsza coreczka. Jakos tak zgubilysmy sie na 10 lat a potem odnalazlysmy z dnia na dzien. Fajnie. Co ciekawe wcale sie nie zmienila. W Bytomiu w Suplemencie zamawia sie ciastko migdalowe. Czas na zmiany. Zjadlam zupe. Aromatyczna, z jablkami.

Przystanek czwarty – O. Przyjaciolko – sasiadka. Zaczelo sie w harcerstwie a potem wiele lat bylo. Zdziwilam sie, ze nie zaprosila mnie na swoj slub. Jakos tak zycie troche nas oddalilo, a potem znowu nieco przyblizylo. Nawiasem mowiac oni z mezem non stop remontuja mieszkanie. Jest coraz piekniejsze. O i jej maz to tacy swietlisci ludzie. Niewymuszenie dobrzy. Zupelnie z innej bajki, ktora bardzo mi sie podoba. 

O dom rodzinny nie zahaczylam, bo nie bylo czasu. Musielismy wracac, zeby uspac Zu.

I tak minely moje 40 urodziny.

Cdn.

POLSKI JEZYK, TRUDNA JEZYK

Sporo znajomych, ktorych poznalam na studiach czy jeszcze w szkole, wyemigrowalo. Mieszkaja w wielu krajach z przewaga USA. Od jakiegos czasu, dzieki facebookowi, mam z nimi znowu kontakt. Po wielu latach za granica wszyscy znaja jezyk nowego kraju. Wielu z nich, podobnie jak ja, wybralo za partnerow obcokrajowcow.

Niektorzy zasymilowali sie tak bardzo, ze nawet jak maja potrzebe napisac, ze slonce swieci to pisza to w nowym jezyku. Jak widze, ze mowia z dziecmi tylko w nowym jezyku to troche mi zal a troche mi ich zal, bo okradaja dzieci o dodatkowy jezyk (bilingualnosc, taka od urodzenia, miedzy innymi zmniejsza prawdopodobienstwo zachorowania na alzhaimera).

Czasem jednak dochodzi do z mojego punktu widzenia zupelnie kuriozalnych sytuacji.

Przyklad z wczoraj: Mloda “amerykanka” ze Zgierza pokazala na Facebooku zdjecie smalcu, dzemu i jakichs innych polskich specjalow i podpisala: I am lucky to have parents who love me endlessly. I love you to the moon and back.

Napisalam komentarz, ze rodzicow musi miec rzeczywiscie fantastycznych jesli rozumieja co do nich pisze po angielsku.

No ludzie, jak sie chwali, ze jadla obiad w restauracji czy kupila zegarek to grupa docelowa sa pewnie znajomi z USA, ktorzy maja zazdroscic, ale dziekowac rodzicom po angielsku?

Komentarz skasowala. Mnie wyrzucila ze znajomych:)

Nie wiem czemu jeszcze ciagle ma tam info, ze ukonczyla Uniwersytet Łódzki. Taki wstyd:))

Drodzy znajomi! Nawet jesli sie po czasie zrzekniecie polskiego obywatelstwa to Amerykanin, Czech czy inny z Was niestety nie bedzie. Jak komus bedzie wygodnie to wam przypomni, ze jestescie “zza miedzy”. Nie warto wstydzic sie korzeni. Nawet w Waszym nowym kraju beda Was szanowac bardziej jesli bedziecie pamietali o swoich korzeniach. Tak mysle. Ja nie mowie owijac sie do flagi, ale tez nie udawac, ze urodziliscie sie tam…

A teraz oczywiscie mozecie mnie wyrzucic ze znajomych, zeby sie wam proporcje Polacy vs reszta swiata polepszyly. Jesli jeszcze potraficie czytac po polsku. 

 

DRUGA STRONA MEDALU

Jedna strona medalu to uciekajacy czas i kariera. Druga strona medalu to dzieci.

Poltora roku temu Gosia weszla do klasy pelnej malych Anglikow z jaka-taka, komunikacyjna znajomoscia jezyka angielskiego. W Warszawie Gosia byla British School, dlatego dawala rade. Jednak dzieci w Londynie na przyklad szybciej zaczynaja czytac, maja duzo wiecej zadan domowych niz bylo w Warszawie. Jednak lekkie zderzenie ze sciana. Swiadectwo z zerowki w Londynie bylo OK, ale nie rewelacyjne. Rok temu, pierwsza klase we wrzesniu zaczynala na poziomie 2 w ich systemie czytania (jej najlepsza kolezanka poziom 14). W lipcu obie skonczyly na poziomie 19. Gosia byla jak gabka. Nie za darmo. Na poczatku odrabianie zadan domowych i czytanie to byla jakas katastrofa. 1-2h dziennie krzykow, piskow i mojego wylatywania ze skory. Teraz Gosia ma takiego spida, ze tylko w poniedzialek odrabianie przeciaga sie ponad godzine. Pisze bardzo ladnie i szybko, ostatnio swietnie jej idzie matematyka Itd itd, dlaczego to pisze? Nie potrafie sobie wyobrazic, ze Gosia przezyla by ten poczatek z niania, albo sama w swietlicy.

Zu na Sylwestra skonczy 2 lata. Jest cudowna rozrabiaka. Zupelnie inna niz Gosia. Odwazna, bunczuczna, czlowiek bez strachu (czasem tez bez mozgu). Jednak ciagle jest malutka. Czasem mam wrazenie, ze nadal nie rozroznia gdzie koncze sie ja a zaczyna ona. Bywaja dni kiedy bawi sie caly dzien sama i wcale sie mna nie przejmuje. Bywaja i takie kiedy caly czas jest ze mna w fizycznym kontakcie. Niby wyrzuca rzeczy z szuflad albo probuje jesc mydlo, ale jakas noga czy pupa non stop mnie dotyka. Ciagle na mnie wlazi, tuli. Podczas snu uklada moje rece tak, zebym zamknela ja “w srodku”. Z cala pewnoscia dala by rade w zlobku, ale dobrze jej z Mama na podoredziu.

Reasumujac: mysle, ze z punktu widzenia dzieci to nie jest takie glupie, ze jestem w domu. Jemy razem sniadania i kolacje. Jak trzeba latam z lyzka syropku i witamina w zelce. Jesli niedlugo pujde do pracy to nic sie nie stanie, ale dobrze, ze ten czas byl. Mogly sie ukokosic w zyciu ze swiadomoscia back-upu w trybie stalym.

 

 

U GRARZY Ż

Jestem Polonia. To oficjalne. Dzisiaj cala rodzina bylismy na “polskiej wigilli”, niedaleko naszego domu, na Wyspie Psow.
Bylo “ona tanczy dla mnie” i “YMCA” i nie bede sciemniac, dzieci bawily sie rewelacyjnie. A my razem z nimi. Wziela nas tam mama kolezanki z klasy Gosi.

Rano miala mi poslac smsem adres pod ktorym bedzie to spotkanie. Byla w pracy, wiec nie miala mozliwosci. Tymczasem ja poszlam z Zu spac i snilo mi sie, ze SMS jednak dotarl.

A w nim: spotkanie dzisiaj o 18, w restauracji “U Grarzy Ż”. 

Bardzo sie w tym snie dziwilam, ze taka swojska nazwa a ja nie wiem gdzie to jest.

Na koniec okazalo sie, ze spotkanie mikolajkowe bedzie jednak w domu kultury a nie restauracji, ale standard dokladnie taki jakiego mozna bylo sie spodziewac po “Grarzy”. Bylo cudnie 🙂

 

ATAK MALYCH DZIEWCZYNEK

Gosia od jakiegos czasu marudzila, ze chciala by zaprosic kolezanki. A to ta, a to tamta. W koncu zdecydowalam, ze zaprosze wszystkie na raz i bede miala z czaszki. Wyszlo na to, ze goscilismy 6 malych dziewczynek w wieku Gosi i jednego chlopca w wieku Zu. Czyli razem 9 dzieci. Do tego 5 mam. 

Natychmiast zostalam okrzyknieta matka bohaterka. Moj poczyn zostal uznany za niezwykle odwazny. W powietrzu wisialo pytanie: jak sie te wszystkie male dupki zmieszcza w pokoiku dzieciecym? Mnie to tez nurtowalo. Jest ryzyko, jest impreza. Nikt tu nie zaprasza tyle ludzi do domu, bo nie ma miejsca.

Zrobilismy porzadek. W sense poodkurzalismy nawet pod szafami, poskladalam ksiazki, zabawki, no wszystko. Piekna wies Patiomkina, przynajmniej bedzie na swieta.

Mamy dostaly chleb bananowy, ciasto, wypasiona salatke i talerz serow z winogronami. Zjadly nadspodziewanie duzo.

Dzieciom podano paluszki rybne, brukselki, makarony, owoce, ciasto, chipsy. Oczywiscie od drzwi bylo widac ktore dziewczynki beda marudne. I oczywiscie były, zgodnie z przewidywaniami. Podano na podlodze w sypialni, na wielkim reczniku, bo piknik zrobilam z plastikowymi talerzykami. A co. Nie mamy niestety stolu przy ktorym moze usiasc tyle osob na raz. Podziwiam nauczycieli, ze nie utluka polowy, profilaktycznie.

Byly gry (tanczenie na gazecie, rysowanie, i takie tam). Biegaly, piszczaly, darly sie. Standard.

Przezylismy bez strat w ludziach i sprzecie. Jakas tam chwile powyla, inna byla ciagle niezadowolona, jednak na koniec wychodzily w zachwytach, bo ponoc byla to najlepsza impreza ever 🙂

Zgodnie z tutejszym zwyczajem wychodzac kazda dostala torebke z prezentem. W kwestii tanich prezentow jestem mistrzem swiata. Dostaly po parze swiatecznych skarpetek a do tego jakes bombki, mala paczke misi, czekoladowa monete i po kilka cukierkow. Bardzo byly zaskakujace krzyki sygnalizujace co im sie podoba najbardziej. 

Nastepna impreza… jaka nastepna impreza?! Kto nastepny?

XXX

Informacja dla pani Motylkowej: Gosia byla nieszczesliwa, ze M nie mogla przyjsc. Oczekuje, ze bedzie jutro na POLSKIEJ wigill, bo polska to juz przeciez M musi przyjsc, Nie?