TEGO PSA ZNAM

Gosia ciezko przezywa chorobe. Goraczka juz spada, wiec i noce spokojniejsze, ale jednak budzi sie czesciej niz zwykle i jeczy. Glodna nie jest, wiec nie moge jej zapychac jedzeniem ciagle, a za zywy smoczek tez mi sie za bardzo nie chce sluzyc. Znalazlam wyjscie alternatywne –> REKSIO!

Wlaczam jej na iphonie Reksia, telefon klade na brzuszku wiec nie rozswietla calego pokoju a Mala slucha muzyki i sie uspakaja. Czy zwrociliscie kiedys uwage na to jaka fajna muzyka jest w Reksiu? Spokojniuska, przyjemna, czasem jakis piesek zaszczeka, kurka zapieje, albo inny kot zamialczy. I Gosia usypia. Najchetniej na mojej klacie, brzuchu albo rece. Biedny czlowieczek. Ale jest lepiej a bedzie jeszcze lepiej.

pokazuje Boskiemu: – zobacz co jej puszczam. To jest Reksio, bajka mojego dziecinstwa.

a Boski: – tego psa znam! Tylko nie wiedzialem, ze sie Reksio nazywa!

 

ALE NAPLANOWALAM ! :)

Plan byl taki: jestesmy miesiac w Pradze, Gosia zajmuje sie kolezanka a ja mam czas na swoje sprawy. Taa.

Pierwsze 2 dni przebiegly zgodnie z planem. No, 2 dnia wieczorem zachorowal mlody od kolezanki i bylo jasne, ze conajmniej do konca tygodnia Gosia bede zajmowala sie ja.

Dzisiaj tadam… po powrocie ze spaceru na ktorym panienka z okienka nie miala sily dojsc do chemicznego na koncu ulicy okazalo sie, ze ma 38 C. Dolaczylo kichanie i spik do kolan. Czyli dupa blada. Conajmniej do wtorku wszystkie plany odwolane. A w sobote mialam byc sama SAMA SSSAAAAMMMAA a Boski z Gosia u rodzicow. No, nic z tego.

Przynajmniej 1-sza jazde dzisiaj zaliczylam. Na poniedzialek i wtorek przyjedzie tesciowa, zeby pobajerowac sie z kolezanka ja ja bede na kolejnych jazdach. Niby instruktor sciemnial, ze moglabym juz jezdzic sama, ale mysle, ze mily byl. Gdyby ulice byly zarezerwowane dla mnie to bym dala rade, ale jednak troche wiecej aut uzurpuje sobie prawo do poruszania sie w przestrzeni, wiec ja jeszcze troche potrenuje. Oby! Oby choc ten plan udalo sie zrealizowac.

Musze isc spac, bo na pewno w nocy bedzie wyla. Od 20 spi, ale 2h chciala spac tylko w nosidelku na klacie a przypuszczam, ze bedzie tylko gorzej. Co oczywiscie nie zmienia mojego zachwytu nad posiadaniem bajtla.

DZIKI SZAL

Boski to w zasadzie niesamowicie spokojny czlowiek. Jak wiekszosc Czechow wychowany jest tak, aby przynajmniej publicznie nie wyrazal swoich negatywnych opinii. Ze mna to co innego, ja jestem jego prywatna kura domowa i do tego wirtulozem w kwestii wyprowadzania Boskiego z rownowagi, ale obcy czlowiek to tabu. A jednak dzisiaj jednemu gosciowi udalo sie doprowadzic Boskiego do szalu.

Zaczne od konca… nie kupimy kolejnego mieszkania. Bylismy je ogladac jakies 3 tygodnie temu. W budynku obok nas, na oko troche ponad 100m + balkon.

W czasie ogladania zona wlasciciela (Ukrainka) nie byla w stanie podac nam dokladnych wymiarow, mielismy sie pytac meza. No to sie pytalismy (mailem):

– jakie mieszkanie ma wymiary?

– ile za nie chce?

– poprosilismy o planek

Odpisal, ze nie wie dokladnie ale cos ponad sto. Planek poslal… ale przed przebudowa, wiec byl to w zasadzie plan innego mieszkania a cene mamy zaproponowac my.

Acha.

Napisalismy cene a pan nic. Cene wyliczylismy biorac pod uwage inne mieszkania, ktore sa oferowane w tym samym budynku (i nie sprzedaja sie) i w naszym budynku (o wyzszym standardzie i tez sie nie sprzedaja).

Nic, nic,nic no to do niego Boski dzisiaj zadzwonil. Pan na niego z morda, ze cena byla tak smieszna, ze nie chcialo mu sie tracic czasu, zeby odpisac.

No to Boski sie zapytal: –  jaka cene Pan wlasciciel uwaza za stosowna?

– On na to: – no conajmniej XX PLN/metr

– Boski: – czyli ile?

– Pan Ukrainiec: – niech pan sobie obliczy ile

no i tu sie Bosciunio wkurwil i powiedzial Panu od serca, ze chyba oszalal. Ze on ma produkt na sprzedaz a my mamy kase, wiec moze by sie jednak zachowywal jak sprzedawca a nie ksiezna udzielna. Ze nie bedzie sobie nic liczyl tylko oczekuje, ze sprzedawca bedzie przygotowany do transakcji i obliczy cene sam, przekaze materialy potrzebne do podjecia tak waznej decyzji i nie bedzie strzelal fochow, bo jednak rynek sie zmienil i znowu tyle chetnych na duze mieszkania nie ma (przynajmniej w naszej czesci Pragi ceny spadly, wiem, bo Boski obsesyjnie sledzi rynek nieruchomosci). Pan Ukrainiec costam jeszcze pobredzil i sie pozegnali. Boski kipial jeszcze duzo pozniej jak ze mna mowil. Oczywiscie mieszkania nie kupimy nawet gdyby nagle chcial nasza cene, jednak zdziwienie i niesmak pozostal. Gdyby nawet cena byla z kosmosu (a nie byla), to pan wlasciciel powinien napisac: Oferowana cena odbiega od moich wyobrazen. Pa pa Pan U. On jednak wolal dokonac rzeczy niemozliwej, doprowadzic Boskiego do szalenstwa.

Nic to, ciekawe doswiadczenie.

_____________

Poza tym bylysmy dzis z Gosia na zakupach w pobliskim centrum handlowym, bez wozka. Umeczyla sie tak, ze padla o 20. A i ja sie zmeczylam, bo Gosia usilowala isc w kazdym kierunku poza tym, ktory odpowiadal mnie:)

Spedzila rowniez 3h z kolezanka, ktora miala sie nia w tym miesiacu opiekowac, zebym ja miala troche czasu na swoje sprawy. Test zdaly koncertowo, nie plakala, bawila sie swietnie z kolezanka i jej synem. Prawo Murphego zadzialalo szybko i bezblednie. Malemu najprawdopodobniej idzie zabek wiec ma goraczke i katar… czyli jutro Gosia zostanie ze mna. Nic to, przynajmniej spedze wiecej czasu z Pania Krolikowska i malym Kroliczkiem. Wybieramy sie do niej pociagiem. I to tyle nowosci.

SCHODY, BUTY i INTERNET

Dotarlysmy do Pragi.

U Siostruni bylo cudnie. Bylo by jeszcze cudniej gdyby nie SCHODY!

O pewnych niebezpeczenstwach czlowiek dowiaduje sie dopiero jak ma dzieci. No bo w Blave albo w Pradze to Gosia pasie sie samodzielnie a ja staram sie tylko, zeby nie zjadla kostki do zmywarki ani nie wypila wody z kibla a u Siostruni w domu sa SCHODY. Oczywiscie i tak polowe dnia wisi na mojej nodze, ale jak zdecyduje sie odejsc to idzie a ja w zasadzie sie nie przejmuje. Ale w zwiazku z tym, ze byly tam SCHODY wiekszosc czasu zajmowalam sie (ja albo wyznaczona ofiara) pilnowaniem Goski, zeby nie wykonala salta mortale. Jedno wejscie do salonu zostalo zatarasowane wielkim fotelem, ktory jednoczescie uniemozliwial spadniecie schodami do pomieszczenia gospodarczego i garazu. Zaradna Gosia zajmowala sie glownie oblatywaniem duzego pokoju przez jadalnie i kuchnie w celu wlezienia na SCHODY i zawisniecia na szczebelkach poreczy, na przyklad.

Bylismy na zakupach. Kupilam 4 bluzki, getry i buty. Kurs zlotego jest bardzo zachecajacy do zakupow. Do butow podeszlam jak kobieta i kupilam troszke za male (wiekszych nie bylo). Jakbym nie kupila tam to nigdy, bo ja z Goska nie potrafie kupowac nic dla siebie. Ona jeknie a ja uciekam ze sklepu. A buty sie rozciagna. Tak postanowilam.

Wlasnie siedze w duzym pokoju a obok mnie sajgon. Na szczescie Gosia juz usnela wiec zaraz posprzatam a jutro popracujemy nad nowym balaganem.

Usnela tak wczesnie, bo uszla dzisiaj sama conajmniej 500 metrow a moze wiecej.Ha! i to jest jednak zdziwko, bo ja to jestem wyrodna matka i buty kupilam jej dopiero wczoraj, czyli miesiac biedna myslala, ze chodzic da sie tylko po domu. Za to jak dzisiaj wyruszyla na wycieczke to chwilami trudno bylo ja dogonic. Swiat jest taki piekny i do kazdego trzeba sie usmiechnac albo pomachac!

Internet mam z tych wolniejszych, bo przez telefon komorkowy. Nauczylam sie a nastepnie iphone aby sluzyl jako modem i sluzy. Tyle, ze niespiesznie. Lepiej to niz nic. Przynajmniej nie jestem odcieta od swiata.

I tak sobie zyjemy po malutku. Bede relacjonowac:)

Gosia

CIEPLO

Siedze sobie w pokoju Matyldy. Obok mnie papuga spi w klatce. Gosia z Boskim na spacerze. Za oknem lato. U siostruni spedzimy tydzien potem czeka nas miesiac w Pradze. Mam tyyyyle planow, mam nadzieje, ze choc 1/3 uda sie zrealizowac.

JEDZENIE TO KWESTIA WIARY

ale nie w Boga, ta wiare zostawmy w spokoju.

Zarcie to kwestia zasad i wiary, ze te nasze zasady dzialaja jakos bardziej.

Zaczelo sie od artykulu przeczytanego (podczas karmienia Gosi)na jakims Onecie czy Gazecie nie potrafie sobie teraz przypomniec. Zmartwione mamy wypowiadaly sie, ze ich dzieci nie sa odpowiednio karmione w przedszkolach. Nie dostaja “bio” jarzyn, jedza bialy chleb – a jak zobaczyly, ze z MARMOLADA, to juz matka dostala apopleksji i stracila wszystkie iluzje.

Musze przyznac, ze ta marmolada mnie dostala najbardziej. Co im przeszkadza w marmoladzie?

Mysle sobie, ze jestesmy BARDZO bogatym spoleczenstwem jesli mozemy robic tragedie z tego, ze dziecko je normalna marchewke zamiast bio i od czasu do czasu zje marmolade. Zeby to jeszcze bylo w ciezko placonych prywatnych przedszkolach to zrozumiem, jak zaplace 1000 PLN to jednak bede wymagac troche entuzjazmu, ale w panstwowych? za co niby te bio – marchewy maja kupowac?

Ale wiara to wiara, jesli dzieci tych pan beda dzieki bio-ziemniakowi zdrowsze, to ja im tego zdrowia zycze. Mnie wystarczy jesli Gosia bedzie jadla roznorodnie.

Przyznam jednak, ze tez mam swoje jedzeniowe zasady:

1. jesc tyle, zeby sie najesc ale nie przejesc (no chyba, ze Siostrunia zrobi golabki, albo zur, albo rolady, wtedy mozna sie przejesc w drodze wyjatku:)

2. czasem mozna zjesc tabliczke czekolady, albo slona w galarecie, ale tylko CZASEM

3. chodzic po schodach przynajmniej na dol (zamiast jechac winda)

4. jesc czesto (ja na przyklad jem w zasadzie caly dzien:), ale w malych ilosciach

5. NIGDY nie byc glodnym (bo moim zdaniem organizm zacznie sie bac, ze mu nie damy a potem zacznie odkladac)

i to tyle.  Kiedys bylam dosych chuda, teraz jestem normalna, w przyszlosci (po 50 moze chwile wczesniej) bede nieco wieksza, bo wole takie pulchniejsze panie niz wysuszone.

 

TANGO Z PSYCHOPATA

Boski ma bardzo autorytarnego szefa. Na Boskiego nie krzyczy (bo to nie dziala), ale w stosunku do reszty podwladnych jest bardzo wladczy, nieprzyjemny i opryskliwy.

Dzisiaj wieczorem w firmie Boskiego odbedzie sie bal dla sieci sprzedazowej. Boski jest odpowiedzialny za inwestycje, wiec jego to w zasadzie nie dotyczy, ale jako “regionalny” zostal zaproszony. Na zaproszeniu bylo napisane “Boski wraz z malzonka”. Dlugo myslal i bronil sie, ale w koncu go przekonalam, ze jednak powinien isc, bo firma, bo ten debil, polityka itd.

Dzwoni wczoraj, zeby potwierdzic, ze przyjdzie.

Boski: – wiem, ze dzwonie pozno, mam nadzieje, ze to nie klopot, chcialbym potwierdzic, ze w czwartek przyjde

Sekretarka: – oczywiscie, u zaproszonych przez szefa nie przewiduje sie, zeby nie przyszli

Boski: – no i na zaproszeniu jest napisane, ze mozemy przyjsc z zonami, zona nie przyjdzie, bo musi zostac z dzieckiem

Sekretarka: – to jest jasne, u zaproszonych przez szefa nie bierze sie pod uwage, ze mogliby przyprowadzic malzonke.

O zesz!

Dress code: black tie

Boski bral dzisiaj do pracy (tez) smoking, ale 20 razy powtarzal, ze juz widzi jak bedzie jedyny w smokingu, bo niby kto w dzisiejszych czasach sie tak ubiera …

OGLASZAM POCZATEK KONCA FACEBOOKU

Cykl zycia socialnych sieci, zwlaszcza faza exploracji, wprowadzenia i rozwoju (czytaj poczatek) sa podobne do cyklu Butlera, tyle, ze po okresie bardzo intensywnego wzrostu nastepuje nieodwracalny spadek. W swojej prezentacji podczas konferencji Web 2.0 2009 w San Francisco bardzo ladnie pokazal to Jyri Engeström.

Wzrost i upadek socialnych sieci

Mysle, ze Facebook wlasnie osiagnal swoje maximum i pomalu powoludku bedziemy mieli okazje odczuwac poczatek jego konca. Dlaczego tak mysle?

Mam ponad 100 “znajomych” na FB (nie pamietam dokladnie ile). I zaczynam odczuwac dokladnie to samo co przed powiedzmy rokiem z kawalkiem zaczelam widzec na Naszej-klasie. po okresie szalenstwa, codziennego wpisywania tysiecy wpisow nagle wszyscy przestali sie tak trzasc przed wpisaniem kolejnego “usmazylam dzisiaj 7 kotletow”. Oczywiscie Facebook to inna sprawa chocby ze wzgledu na rozmach przedsiewziecia i absolutna globalizacje projektu. Ale jednak. Cos drgnelo. Chwile to potrwa a potem mala Gosia zapyta sie, “mamo, a co to byl ten Facebook?”

WYPRAWA

Melduje poslusznie, ze powrocilysmy szczesliwie z samodzielnej wyprawy do Wiednia. No dobra, przywiozl nas Boski, ale tam dotarlysmy zupelnie same. A nie bylo letko!

Sprawdzilam godzine odjazdu pociagu, dotarlysmy na dworzec (mieszkamy 5 minut od), a tu sie okazalo, ze pociag jedzie troche pozniej niz w rozkladzie. 15 minut co to za roznica.

Sprawdzilam na wyswietlaczu, odjazd z peronu 4. Bardzo mily Pan pomogl mi zniesc wozek z Goska do przejscia a nastepnie wniosl go razem ze mna na peron 4.

Czekalysmy, czekalysmy, nie bylo ludzi za to przyjechal pociag do Koszyc. Hmm… i jeszcze jakis. A tory przy peronie 4 byly 2 (slownie: 2)! Zaczelam sie pytac pojawiajacych ludzi czy z tego peronu jedzie pociag do Wiednia. 3 niezalezne osoby potwierdzily, ze jedzie.

Jedzie! No to git. Czekamy…

5 minut przed nowym terminem odjazdu pociagu przyszla pani, ktorej wczesniej sie pytalam czy to na pewno wlasciwy peron z informacja: ze co prawda tego nie oglaszali, ale ona ten pociag zna i on stoi na peronie I czy mi nie pomoc z wozkiem? Pomoc!

Przybieglysmy na peron I, wsiadlysmy i pociag odjechal…

W pociagu Gosia postanowila dostac ADHD wiec mialam duuuzo pracy, zeby zajac ja te 60 mionut drogi. Udalo sie a w Wiedniu czekali na nas dziadkowie.

Dzisiaj byl wiekopomny dzien, Gosia adoptowala dziacka. Dotad bali sie siebie nawzajem i raczej bezdotykowo na siebie spogladali. A dzis dziadek siedzial na kanapie w mieszkaniu Siostry Boskiego a Gosia hop wskoczyla na walizke a z walizki hop na kanape i siadla sobie obok dziadka. A reszte dnia (do odjazdu) spedzili razem.

Koniec zgloszenia.