DOM SIOSTR

autor: Charllote Link

Nie bede pisac o czym jest ta ksiazka, bo to mozna przeczytac wszedzie, na przyklad tutaj

Napisze, ze czytala sie bardzo dobrze, ale i tak nie rozumiem szalu jaki wywolala w Polsce. 100 zlotych, a taka cene osiagala ponoc na aukcjach, bym za nia nie dala.

Ksiazka jest fajnie napisana, momentami porywajaca a potem lup dup dup i nagle sie konczy. Istotne sa dwa watki jeden z poczatku stulecia i drugi z roku 1996… i prawde mowiac oby dwa koncza sie moim zdaniem niespodziewanie i zupelnie bez sensu. To co ma stanowic sensacje (smierc w historycznej czesci ksiazki i przypadkowy sex w tej aktualniejszej) robia na mnie duzo mniejsze wrazenie niz inne opowiadane historie (na przyklad walka o prawa kobiet, albo trwajaca cale zycie niespelniona przez debilizm bohaterow milosc).

Czy polecam? oczywiscie! Pare wieczorow czytalam ja do 1 w nocy, zeby tylko dowiedziec sie “co bylo potem”, ale… nie jest to ksiazka do kotrej bede wracala myslami za pare dni. A szkoda, bo malo brakowalo. Gdyby autorka nie odrabala konca siekiera na pewno bym wracala. Ale moze ja po prostu jestem malo wrazliwa?

PO ZIMIE PRZYSZEDL MONSUN

Mielismy w Bratyslawie ktotka zime. Intensywnie padal snieg, bylo zimno, bialo i optymistycznie. Trwalo to wszystko moze 2 chwilki. Te pozwolily nam jednak na ulepienie malego balwanka (ktoremu Gosia przygladala sie z pewna taka niesmialoscia) i zrobienie zdjatka telefonem. 

Potem przyszedl monsun. I pada. Z przerwami. Pada. I znowu pada.

Gosia i balwaneknawiasem mowiac ten plaszczyk na zdjeciu jest wg Benettonu na 3-4 lata. Gosia nie jest zadnym gigantem jak na swoj wiek a rekawy ma akurat. Ciekawa jestem czy w okresie od 2 do 4 roku zycia dzieciom nie rosna rece czy jak to dziala?

NIELEGALNI

autor: Vincent V. Severski

Uff, przeczytalam. Ksiazka ma 807 stron.

Gdyby jakis wydawca chwycil autora za reke i poprosil o skrocenie do 500 stron, mysle, ze ksiazka bardzo by na tym zyskala. Ale nie bylo zle!

W ”Nielegalnych” nie ma watkow pobocznych, wszystkie sa glowne. Czasem rozpracowane do takich szczegolow, ze trzeba sie bardzo pilnowac, zeby jakiegos watku nie wypuscic i nie szukac tego, ktory sami uwazamy za najciekawszy.

Autorem ksiazki jest ponoc pulkownik polskiego wywiadu. Mysle, ze to mozliwe. Mam wrazenie, ze pan Severski ma straszna potrzebe  dokladnie wszystko wyjasnic nie pozostawiajac miejsca na spekulacje. Do tego chyba boli go najnowsza historia Polski, wiec stara sie wytluamczyc “jak bylo na prawde”.

Ksiazka ma niewatpliwe bledy warsztatowe, typu miejscami dretwe i nienaturalne dialogi, albo dluzyzny. Bohaterowie, agenci wywiadu, maja do siebie ogromny, az nienaturalny szacunek. I strasznie duzo mysla o swoich uczuciach do innych bohaterow.

Wiele rozpoczetych watkow nie zostaje zakonczonych, co daje nadzieje na czesc nastepna. 

Nadzieje, bo autor jest niewatpliwie inteligentny, wiec sadze, ze w nastepnej czesci uniknie dluzyzn i lopatologicznego tlumaczenia … wszystkiego… a to z pewnoscia uczyni z Nielegalnych II prawdziwy bestseller. 

W kazdym razie do lektury goraco zachecam.

GRANICE PRZYZWOITOSCI

Nie ukrywam, ze od czasu kiedy urodzila sie Mloda, podczas usypiania czytam serwisy plotkarskie. Fascynuja mnie zarowno pomysly osob tam opisywanych jak i (a moze bardziej) komentarze czytajacych.

Ale od poczatku. 

Nie mam najmniejszych problemow z zaakceptowaniem, ze niektorzy ludzie zarabiaja wrecz niesamowite sumy pieniedzy. Prawde mowiac ciesze sie, ze sa tacy ludzie, bo calej reszcie powinno to dawac nadzieje, ze moze im tez sie uda. Nie wstrzasaja mna informacje, ze Beyonce wydala na majace przyjsc na swiat malenstwo 1,5 mln USD. Skoro przychody jej i meza to ok. 100 mln USD/rocznie to co w tym dziwnego, ze 1.5% wydadza na jakies glupoty dla dziecka. Prawde mowiac dziwia mnie komentarze, ze powinni odac kase potrzebujacym. A niby dlaczego? Mowiac za siebie, tez moglabym nie kupowac Gosi kurtki powiedzmy w Zarze, ale w C&A a zaoszczedzone pieniadze oddac potrzebujacym, a jakos tego nie robie, wiec dlaczego odmawiac im Prady jesli maja taka ulanska fantazje? Zarobili sobie, to niech maja. 

Ostatnio stwierdzilam jednak, ze i moja tolerancja w tym wzgledzie ma pewne granice. Przeczytalam mianowicie, ze Elin Nordegren (byla zona Tigera Woodsa) kupila posiadlosc za 12 mln USD a nastepnie kazala ja zburzyc, zeby postawic zupelnie nowy dom. Nie wiem dlaczego, ale to mnie oslabilo, bo to juz jest przyklad rozwydrzenia. Kupienie dziecku pieluch wyszywanych zlotem jakos mnie nie wzrusza, pomimo iz po uzyciu tez wyladuja w koszu. W tym wypadku brakuje mi etapu posikania. 

Mysle, ze warto, choc przed samym soba, pamietac, ze sa jakies granice. Zwlaszcza jesli czlowiek takich pieniedzy nie zarobil, ale jednak tylko wyzenil.

TRALA TRALA TRALALALA

Nie jedziemy do Pragi. Huraaa!

Nie, nie pokielbasilo mi sie w glowie, tylko plan byl taki, ze jedziemy dzisiaj (3,5h), jutro on jedzie z Gosia do mamusi tam i z powrotem (kolejne 3h w aucie dla Gosi) a w niedziele o 13 znowu do autka i do Blavy (3,5h, jesli bedzie dobra droga). Nie lubie takiego jezdzenia na 5 minut, zwlaszcza w zimie. 

W ciagu dnia zaczal padac snieg i Boski sam uznal, ze droga jednak jest dosyc dluga i niespecjalnie bezpieczna, wiec lepiej nie ryzykowac. Hurraaa!

XXX

Rano postanowilam obudzic Gosie wczesniej niz zwykle. Cucilam ja od 8:40 do 8:50. Normalnie przelatywala przez rece tak gleboko spala. W koncu sie obudzila. Humorek miala pod psem. Poszlysmy na dlugi spacer piechty. Jak juz doszlysmy do miasta to zaczelo lac. Wpakowalam ja do wozka i wrocilysmy przez chinczyka (jeszcze myslalam, ze pojedziemy wiec nie gotowalam obiadu). Obiadem podzielilysmy sie sprawidliwie. Ona zjadla caly ryz a ja cale mieso z warzywami. Jak zwykle. 

o 13:10 przy akompaniamencie wrzaskow, rzucania kredkami a nawet proby rzucenia we mnie nocnikiem (no mowie, ze kurwica) poszlysmy spac. Usnela w ciagu sekundy. 

O 15 wstalo inne dziecko. Usmiechniete, zadowolone z zycia, milusie. 

Sowa jedna.

NIEPRZYTOMNA

Pare dni temu snilo mi sie, ze ktos mnie walnal ciezkim przedmiotem w glowe i stracilam przytomnosc. Po stracie przytomnosci obudzilam sie we wlasnym lozku. Strasznie dziwne uczucie to tracenie przytomnosci. Pewnie kiedys w zyciu zemdlalam, ale nie pamietam, wiec w ostatnich kilkudziesieciu latach to moje pierwsze omdlenie. Strasznie dziwne uczucie… Ogolnie mecza mnie lightowe koszmary ostatnio. Zadne motorowe pily, ale jakas taka przytlaczajaca rzeczywistosc. 

Sa tez dobre wiadomosci. Niedawno pisalam, ze nieznosze obcinac mlodej paznokci, w nocy przy swietle komorki. W poniedzialek zaczelam zbierac sily a tu niespodzianla  Mloda przylazla do mnie z nozyczkami i mowi: PAZNOKCIE. Hmm? pozwolila sobie obciac 4 sztuki. Dobra 4 lepsze niz nic. Wieczorem STRASZNIE nie chciala myc zebow, wiec z nia wyhandlowalam, ze wyjatkowo nie umyje, jesli pozwoli mi obciac reszte paznokci. Ale luxus! 6 paznokci gotowych chyba za 2 minuty. Swiatlo, spokojna raczka. Bajer!

Dzisiaj jak w koncu usnela o 15, po 1h 10 min czekania na ten piekny moment postanowilam poszukac na Youtube jak sie powinno usypia dziecko. Ogladalam jakis filmik z mama i tata ktorzy mowili, ze to wszystko kwestia rytualow. O tej samej porze dziecko myje zeby, oglada baje, daje buziaka tacie i idzie spac i za chwile usypia. Ta… u nas podobnie (choc moze rytualy troche inne), tyle ze potem z radoscia dziecko idzie spac… i tak sobie z ta radoscia lezymy jeszcze z godzine… i po 23 triumfalnie usypia. Lekko mnie oslabil ten filmik, bo to tak jak ja bym kogos uczyla jak przystawiac dziecko do piersi: no… przystawiasz i ono ssie. Albo jak nauczyc korzystac z nocnika: no sadzasz a dziecko sika. Jak nauczyc cierpliwosci do ksiazek: czytasz a dziecko slucha… to wszystko prawda… jak sie ma taki ssajaco/sikajacy/lubiacy sluchac model. Problem pojawia sie wtedy jak sie ma inny model. Ja sie ciesze, ze to dziecko tych ludzi tak pieknie usypia… tylko nie pokazywac go w dziale JAK NAUCZYC tylko w dziale: MOJE DZIECKO POTRAFI OD ZAWSZE. 

Moje na przyklad potrafi spac do 10… jesli mu sie pozwoli (bez nauczania:) i za cholere nie da sie go przestawic zeby wstawalo o 8 i chodzilo spac o 21. Ono moze wstawac o 8, ale spac o 23. Auuu (to tylko wycie kontrole, problemow, odpukac, brak:)

BAZAROWI LUDZIE

Zaobserwowalam, ze czesc moich znajomych bardzo aktywnie uczestniczy w zyciu bazarowym. Jedna kolezanka (partnerka dyrektora banku!) wysprzedaje kosztowne ubranka po ich malym synku, inna kolezanka (rowniez niezle sytuowana) pozbywa sie w ten sposob kaznego przedmiotu lub ubrania, albo zabawki, ktora wychodzi z uzycia w ich domu. Przykladow jest wiecej a rzeczy, ktore sprzedaja zaskakujace: od noszonych, pstrokatych spodni ciazowych, przez czapeczki dzieciece rozmiar 43 po niewieszane zaslony. Nie chodzi o jedna osobe, takich kolezanek jest cala grupa i wzajemnie sie nie znaja.

Zastanawiam sie o co w tym chodzi. Prawdopodobnie nie o pieniadze, choc moze u niektorych sa dobrym agumentem dla wystawiania uzywanych rzeczy na allegro czy jakims lokalnym bazarze. Bardziej sklaniam sie do opinii, ze chodzi o jakis atawizm, pozostalosc z czasow kiedy na zakupy nie chodzilo sie do sklepu, ale na targ gdzie kazda cena byla kwestia uzgodnien. Adrenaline w zamian za skromny wysilek i pare drobnych.

A co robisz Ty? Stara torebke i zestaw filizanek (w tym jedna bez podstawki) wynosisz do (obok) smietnika czy probujesz opchnac na “bazarek.pl”?

LALKI W OGNIU. OPOWIESCI Z INDII

autorka: Paulina Wilk.

Bardzo ladnie, malowniczo napisana ksiazka o koszmarnej rzeczywistosci w Indiach. W ksiazce nie ma dialogow, nie jest szybka, ale mimo to niezwykle wciagajaca. Plastyczny, barwny jezyk wciaga w przedziwna, kolorowa rzeczywistosc Indii, zeby za chwile przywalic z grubej rury niespodziewanymi, obzydliwymi detalami. Czytalam jeden, czasem dwa rozdzialy dziennie. O wodzie, o jedzeniu, o spaniu, o ubraniach, o podrozach i oczywiscie najciekawsze o funkcjonowaniu rodziny, roli kobiety w spoleczenstwie. 

Kolejny raz, BARDZO, ale to BARDZO sie ciesze, ze mieszkam tu i teraz. Zyjemy w cudownej rzeczywistosci, choc w dzisiejszym swiecie to nadal nie jest oczywiste.

PIERWSZE WRAZENIA

Pare dni temu pisalam, ze kupilam nowy laptop. Konkretnie Fujitsu Lifebook S751 vPro. Czas na pierwsze wrazenia….

Wybor padl akurat na Fujitsu poniewaz rodzina Siostruni, ktora laptopow posiada kilka akurat do tej marki nie miala zadnych zastrzezen. Do tego nagle pojawil sie model, ktory spelnial moje wymagania. A to konkretnie:

– wielkosc 14” czyli nie za duzy, nie za maly

– rozsadna waga (2,3kg)

– spory dysk (500 GB… bo zdjecia)

– minimalnie 3 USB (ma 3 + 1 USB 3.0)

– spora wytrzymalosc na bateriach (teoretycznie 10h, praktycznie pewnie polowe, ale i to wystarczy)

– matowy ekran (ha!!! dopiero teraz rozumiem co to znaczy MATOWY ekran, to co oferuje DELL pod nazwa matowy to w porownaniu z Fujitsu lustro)

– szybki procesor (choc cudow nie potrzebuje, w gry nie gram)

No wiec te pierwsze wrazenia…

ogolnie jak dotad zachwyt. Czasem wlacza sie wiatrak co mnie denerwuje, choc nie jest specjalnie glosny, wiec pewnie sie przyzwyczaje, ale jakos tak mialam nadzieje (??), ze go ni bedzie :))

Czasem jeszcze nie jestem w stanie rozgrysc jak wlaczyc czy wylaczyc jakas funkcje. Na przyklad dzisiaj dlugo szukalam jak tu wlaczyc PrtScr a pare dni temu nie wiedzialam jak wylaczyc klawiature numeryczna, zeby dzialaly litery. Jak sie znajdzie rozwiazanie wszystko wydaje sie byc bardzo logiczne, ale najpierw trzeba znalezc a to chwile trwa.

Kolejna ciekawostka to … brak oznaczen znakow w angielskiej klawiaturze. Wynika to pewnie z tego, ze klawiatura jest czeska i slowacka wiec pewnie nie mieli gdzie tego wcisnac. Na razie w przypadku problemow szukam na starym komputerze, ktory stoi obok.

Klawiatura jest bardzo miekka. Szok po Dellu, gdzie w koncowej fazie niektore litery musialam nieomal wbijac.

Na dzien dzisiejszy komputer jest szybki jak blyskawica. Zarowno Dell jak i Lenovo od poczatku naszej wspolpracy kazaly czekac na otwarcie programow czy plikow, ten komputer na razie az zaskakuje predkoscia. Byc moze to zasluga Windows 7, Vista to byla jakas porazka. Jestem rowniez zadowolona z MS Office 2010. Zastanawiam czy nie nauczyc sie oblugiwac Publishera, mogla by to byc fajna zabawa.  W ramach Officu jedyny zawod to Paint, ktory w porownaniu z poprzednia wersja to jakas zabawka dla dzieci. Albo ja jeszcze nie wiem jak wytworzyc warstwy albo wykorzystac inne nieco bardziej skomplikowane narzedzia. 

Ekran laptopa jest wezszy niz Della nie przeszkadza to jednak w pracy. 

Na razie jeszcze nie bylo takiej sytuacji, ale mysle, ze w przyszlosci albo przy bardzo dlugim uzywaniu, laptop moze sie przegrzewac, bo ijuz teraz po kilku godzinach pracy kawalek spodu jest cieply.

Jest jeszcze duzo funkcji, ktorych bede sie musiala nauczyc. Tak samo jak pracy z W7 z ktorej nigdy wczesniej nie korzystalam. W kazdym razie, przynajmniej na pierwszy rzut oka i pare dni testow, jestem bardzo zadowolona z zakupu. Co bedzie za pare miesiecy… zobaczymy.

 

BOBIK

Pod choinke Boski dostal ode mnie niestandardowy prezent … automatyczny odkurzacz. Tak, wiem, ze dla faceta to conajmniej dziwny pomysl, ale u nas juz tak jest, ze to wlasnie dla Boskiego porzadek jest sprawa zycia i smierci (choc przyznaje juz sie bardzo uspokoil).

Odkurzacz nazwalismy Bobik.

Gosia jest nim zafascynowana  a jednoczesnie boji sie go bardzo.

Kazdego dnia kilka razy powtarza:

– Bobik spi

– Bobik czysci podloge

– Bobik sprzata

– dobry Bobik

Na razie tylko raz odwazyla sie podejsc a o odkurzaniu moze byc mowa tylko jak jej nie ma w domu. Na szczescie Bobik nie potrzebuje pomocy.

Dzisiaj przed poludniem pomknelysmy do pracy Boskiego zjesc razem z nim obiad. Po obiedzie poszlysmy do toalety gdzie Gosia uciagla z 2 metry papieru toaletowego. Mowie wiec do niej:

– Gosiu, co Ty porabiasz! Kto to bedzie sprzatal? A ona..

– Bobik?