DOBRE WIATRY

Jest mi dzisiaj, a wlasciwie od wczoraj tak bezinteresownie dobrze.

Bylismy w Wiedniu spotkac sie z Emilem i rodzicami Boskiego, ktorzy sie nim zajmuja pod nieobecnosc rodzicow (pojechali na dalekie wakacje). Gosia i Emil wygladaja jak blizniacy, tylko Gosia jest chudziak blizniak (13 kg) a Emil jest nieco bardziej pucolowatym blizniakiem (16 kg), ale poza tym sa bardzo podobni. Emil, doswiadczony przedszkolak wyrywal Gosi wszystko z reki a jak ktos to zauwazyl to zaraz robil scene z placzem i tupaniem nogami jaki to biedny pokrzywdzony. Tak samo jak ja czyms walnal. A Mloda stala i gapila sie zdziwiona nie nauczona, ze nalezy pasc na ziemie i zaczac wyc z powodu ucisnienia 🙂 Albo stali na swiatlach a on mowil: LUDZIK (ten na semaforze) a ona: NIE LUDZIK! a on: LUDZIK!, ona: NIE LUDZIK!!! wygladali jak stare dobre malzenstwo:) W drodze powrotnej z parku juz szli za rece i zasmiewali sie do rozpuku z wzajemnych pomyslow i min. 

Nawet spotkanie Rodzicow Boskiego w jednodniowej dawce i bez asysty Szwajcara jest calkiem przyjemne. Kupilam im michalki w sklepie z polska prasa a sobie Twoj Styl, Wysokie obcasy (nie wiedzialam, ze to juz osobny tytul 🙂 i Polityke. I czytalam sobie teraz z godzine. Konkretniej ogladalam tytuly, to lubie najbardziej. Teraz powoli, pomalutku zaczne przetrawiac poszczegolne artykuly. 

Boski bedzie nieobecny od poniedzialku do czwartku, wiec na czytanie zostana tylko pooznie wieczory, ale jezeli dostatecznie umecze Kolezanke na spacerach, to moze usnie chwile wczesniej 🙂

W piatek bylismy na rowerze. Krotka wycieczka, godzina, moze chwile dluzej. Podeszlam do tego z pewna taka niesmialoscia. Rower dostalam … bedac w ciazy z Gosia, ale jakos tak nie bylo najpierw mozliwosci, potem checi a na koncu czasu. Teraz zbieglo sie wszystko i dobrze sie stalo, bo odkrylam, ze jak sie nie jezdzi na skladaku (a tylko taki rower mialam w dotychczasowej kolarskiej karierze:) ale na porzadnej ”maszynie” to jezdzi sie bardzo przyjemnie :), bezstresowo, milo i nie-tak-znowu-meczaco. Gosia dostala piekny kask, ktory bardzo jej sie spodobal i wypasione krzeselko (dla coreczki tatusia tylko to najbezpieczniejsze dostepne:) i tez byla zadowolona z wycieczki. 

Chce mi sie spac, ale nie chce mi sie isc spac 🙂 Dobranoc.

Spontaniczny buziak

GWALT

Ogladalismy dzisiaj druga czesc filmu ”Zelary” jest tam jedna scena w ktorej glowna bohaterka jest zgwalcona (nieomal zgwalcona?). Myslalam o tej scenie i przyszlo mi do glowy, ze choc malo sie o tym mowi to musi to byc zjawisko dosyc powszechne.

Sama na szczescie nigdy zgwalcona nie bylam, ale  razy bylo bardzo blisko.

1. raz kiedy mialam 16 lat. Bylo lato, na odkrytym basenie kolo mojego domu bylo milion ludzi i wszyscy darli sie w nieboglosy, szlam skrotem kolo garazy w kierunku kladki nad kopalnia do centrum. Bylam ubrana w luzna ceglana kurteczke i biale spodenki, takie krotkie leginsy przed kolana, biale skarpetki i granatowe buty. Jakis chlop zlapal mnie z tylu i zaczal obmacywac, byl strasznie wielki wiec nie mialam szans sie poruszyc, ale jakos tak automatycznie zaczelam strasznie krzyczec, okropnie (sama sie zdziwilam jak glosno), wyrywalam glowe i nie mogl mi zakryc ust, po jakims czasie chlop jakos tak odruchowo uciekl. Ze wzgledu na ten basen realnie nikt nie mial szans mnie uslyszec, ale chyba ilosc decybeli go wystraszyla.

2. raz juz w Pradze. Wymyslilam sobie, ze bede chodzila na hiszpanski. To byl strasznie tani kurs, zajecia odbywaly sie w podstawowce na Skolskiej. Wtedy dla odmiany mialam na sobie szara trykotke, krotkie spodenki, ktore wygladaly jak sukienka i tenisowki. Byla  godzina 17 a gosc prawdopodobnie myslal, ze jestem taka nieco zbyt rozwinieta uczennica (mialam chyba 24 lata i w tym czasie serio mogl tak pomyslec). I znowu podobny scenariusz, facet mnie zlapal i zaczal obmacywac, ale po pierwsze bylo to w budynku szkoly i byla wieksza szansa, ze ktos nas uslyszy nawet o 17, po drugie gosc byl wloskiego typu, wiec niski, mial gruby, zloty lancuszek, niebieska koszule, biale spodnie. Poza krzykiem mialam jeszcze szanse sie szarpac. Udalo mi sie uciec.

Fascynuje mnie, ze oba zdarzenia pamietam po tylu latach bardzo dokladnie. Szczegolnie te ubrania. W obu przypadkach otrzepalam sie i pobieglam tam gdzie zamierzalam a nie wrocilam do domu (czy to cos znaczy?). Oba zarzenia, ze wszczesliwym zakonczeniem, jakos we mnie zostaly. Oczywiscie nie da sie tego w zaden sposob porownac z ”dokonczonym” gwaltem, mialam wiecej szczescia niz rozumu. Istotne jest to, ze nie bylam pomalowana, wyzywajaco ubrana, szlam szybko z wyraznym celem a jakos przyciagnelam uwage panow. Wiec chyba nie ma reguly. Zadnego z tych wydarzen nie zlosilam na policje. Co niby mialam powiedziec… w przypadku tego faceta w Polsce wiedzialam tylko, ze bym strasznie wysoki i silny i mial jeansy i brazowe wlosy.

Ostatnimi czasy coraz bardziej fascynuje mnie fakt, ze patrzymy sie na ludzi i oceniamy ich dzialania znajac tylko drobna czesc ich doswiadczen, ktore mogly radykalnie zmienic ich sposob widzenia swiata. Jednoznacznie sie starzeje 🙂

______

Gamese przegralam na etapie 0:2 3/4, jutro zaczynam znowu z wieksza motywacja:)

SOKOWIROWKA

Wymyslilam sobie, ze chcialabym sie stac szczesliwym posiadaczem sokowirowki. Nie jakiegos minikawalka do wielkiego kombajnu gdzie moge zrobic sok ze starannie przygotowanych kawaleczkow owocow, ale wielkiej sokowirowy do ktorej wrzuce 1/2 jablka albo cala marchewe i zrobi sie sok. Ksieznicza przekonuje mnie, ze lepszy megakombajn. No nie wiem. Mam minimikser (nawet 2), ktore sa w stanie zrobic wszystko co potrzebuje, poza mieleniem miesa (czyli: ubijaja piane, mieszaja co trzeba, kroja na kawaleczki na przyklad orzechy), tylko tego sokowania mi brakuje.

Pamietam jak moj Dziadek robil soki jablkowe a potem pasteryzowaly sie na gazie z butelkach. To byly soki! nie to cos co kupujemy w kartonikach. 

Sokowirowka ma jedna wade: zajmuje miejsce, SPORO miejsca. Do skowirowki bedzie wiec trzeba dokupic wieksze mieszkanie. Coz… pamietam jak w podstawowce rodzice kupili lampe a potem pod te lampe zmienili wszystkie meble w duzym pokoju… wiec moze my dokupimy mieszkanie do sokowirowki 🙂

Jestem strasznie zmeczona, ale tak mi dobrze, ze nie chce isc spac i zakonczyc tak pieknie rozpoczetego dnia. Chyba jednak bedzie trzeba.

U Boskiego (chwilowa?) tendencja zwyzkowa.

_________________________________

Stan Gamesy 2:0 dla mnie.

NALESNIKI

Kolejny akt naszej przedluzajacej sie wojny rozpoczal sie od nalesnikow.

Boski i Gosia ogladali film (Zelary) a ja robilam nalesniki. Kazdy walczyl ze swoim talerzykiem a ja donosilam to co akurat chcieli (a to noz, a to lyzeczke a to mus owocowy). Potem ja usiadlam z talerzykiem przed telewizorem.

Boski zapytal sie: – a kto posprzata?

odpowiedzialam: – Ty, bo ja gotowalam

(tu nalezy sie mala dygresja, ze od lat mamy taki system, ze kto przygotowywuje jedzenie nie sprzata, czytaj: zwykle ja gotuje a on sprzata, bo jak ja posprzatam to i tak sie czepia, wiec to nie ma sensu)

On: – to sie musi skonczyc. Nie wiem dlaczego ci skoczylem na taka umowe?

Ja: – a co w tym zlego, i tak na gotowaniu spedzam conajmniej 3 razy tyle czasu co ty na sprzataniu?

On: widzisz, jaka ty jestes wredna, ty bys nie przezyla gdybym cos robil sekunde krocej niz ty

Ja: – no wlasnie przezywam, gotuje codziennie i zawsze trwa to niebo dluzej niz twoje sprzatanie

On: – no nie mozliwe jak ktos moze byc taki wyrachowany! Nie moge znies tego twojego sposobu myslenia. Ale ja jestem porzadny nie to co ty, wiec gdybym nie posprzatal to bedziesz msciwa i juz zawsze bedzie ten burdel a ja nie wytrzymam i posprzatam, ty bys mogla zyc w brudzie. Ty jestes opetana tym, zeby tylko nie pracowac sekunde dluzej niz ja.

itd itd…

Idzie sprzatac. Ja poszlam kapac Gosie.

Za chwile wracam a patelnia, garnek, talerzyki zostaly tylko wpierdolone do zlewu, natomiast zmywarka jest nadal wypelniona czystmi naczyniami.

Ja: – i co juz niby posprzatales?

On: – skoro ty jestes taka wyrachowna to ja tez musze.

itd itd

Zonk! Nie wyprowadzil mnie z rownowagi!!! Nie wdalam sie w klotnie! Nie wdalam sie tez w klotnie kiedy sie okazalo, ze zostawil butelke w wozku 2 pietra nizej i musialam po nia isc z Gosia na rekach, bo on juz lezal w lozeczku i nie mial zamiaru wstawac a ona bez tej butelki nie usnie. Usypiala potem rozbudzona zabawa 1h 10 minut. 

Zastanawiam sie tylko: wsadzic te naczynia do zmywarki czy zostawic, zeby poczekaly na Boskiego? 

Moj byly szef mowil na to GAMESA – taka gra ktora gramy sami ze soba, niezaleznie na tym jaki jest nasz aktualny cel i zadania. W moim wypadku bedzie to: sprawdzic jak dlugo uda mi sie nie wyskoczyc ze skory. Zaczynam od dzisiaj (czytaj od wczoraj: wtorku), Go!

WTF ???

Czasem mysle sobie, ze nie jest kwestia CZY ale KIEDY rozwiode sie z Boskim. Ostatnich kilka lat mial okes zwyzkowy, teraz znowu zaczyna byc nieznosny. Ale od poczatku…

Zgodnie z tym co pisalam wczoraj w zwiazku z choroba Gosi wrocilismy z wycieczki dzien wczesniej. Gosia miala goraczke i szalony katar (jeszcze takiego nie widzialam). Boski oczywiscie byl niepocieszony. Chcialam go udobruchac, wiec zaproponowalam, ze moze sobie dzisiaj pojechac na wycieczke do przyrody i wrocic o 16, zeby sobie odpoczal w przyrodzie, skoro to dla niego takie wazne.

Oferte przyjal, ale i tak postanowil mnie ukarac. Tym razem forma strzelania fochow i stwierdzeniem, ze skoro JA pojelam decyzje, ze wracamy to mam sobie teraz sama zadzwonic do pensjonatu i anulowac rezerwacje. Boski zna mnie kilkanascie lat, wiec wie, ze sie boje dzwonic gdziekolwiek a juz zupelnie tam gdzie moga byc dla mnie nieprzyjemni. Oczywiscie nie chcialam dzwonic. Po pierwsze dlatego, ze rezerwacje na pierwszych kilka nocy zalatwilam ja (mimo iz nienawidze dzwonic) a poza tym serio boje sie dzwonic no i rowniez ze wzgledu na fantastyczny ton jakim KAZAL mi dzwonic. Poza tym co to za argument, ze JA zdecydowalam. JA zdecydowalam, ze Gosia zachorowala? 

Aaaa skoro nie chcesz dzwonic to chyba powinnas isc do psychiatry! To nienormalne, ze ktos sie tak boi dzwonic. Jak kladziesz ta mape? znowu ja podepczesz! Nie wkladaj jej tak do schowka!! Ty jestes chyba zupelnie glupia a moze robisz mi to na zlosc?

Ok. Jakos sie udobruchalismy. Wczoraj zobaczylam, ze ma budzik na 8:30… wiec lekko sie zdziwilam co to za pomysl jak niby tak do przyrody potrzebuje (przypominam, ze z kolegami nie wychodzi pozniej niz o 7, wiec zawesz musi wyjechac juz dzien wczesniej) ale okazalo sie, ze ponoc wymyslam niestworzone konstrukcje. 

Rano wylazlysmy z lozka o 8:20. Noc byla nienajlepsza jak to bywa z katarem. Troche krzyku, duzo wiecej przewalania sie z boku na bok. Poszlysmy obudzic Boskiego (nie da sie zniesc nocy z krzykiem i chrapaniem jednoczesnie, wiec spal osobno). A Boski co? Wywalil nas z pokoju, bo ON JEST SPIACY!!!! ON SIE KURWA MUSI WYSPAC. I spal do 10 i zupelnie nie wie o co mi chodzi? Wstal o 10:30. Ale nie, ja wcale nie chcialam isc spac, ale skoro zostal w domu no to moze porobmy cos razem?

O co mi chodzi? o to, ze nie wiem dlaczego mam byc ukarana za to, ze Gosia jest chora? Tak sama zaproponowalam, ze skoro mu tak zal tego jednego dnia w drodze to chetnie zajme sie Gosia, zeby mogl gdzies jechac, ale na Boga nie proponowalam, zeby lezal do gory brzuchem? Dlaczego jestem taka zawistna jedza i nie pozwalam mu lezec do gory brzuchem? moze dlatego, ze zawsze jak dam palec to chce mi odgryzc reke razem z plucami?

Nie, dzisiaj nawet nie wybuchlam tylko przyszlam sobie popisac. Ja go czasem zupelnie serio nie rozumiem. I prawde mowiac mam w powazaniu, ze sa rodziny w ktorych facet nie robi nic. Dokladnie tak jak w moim wypadku: widzialy galy co braly.

 

MNIE TEZ NIE JEST WSZYSTKO JEDNO!

Papierowa Gazeta Wyborcza reklamuje się  słowami Nam nie jest wszystko jedno, ale wszyscy zaczynamy miec wrazenie, ze nie odnosi sie do do Bloza, dlatego zamieszczam list otrwarty blogerow, pod ktorym, niestety, moge sie podpisac.

List otwarty blogerów z Bloxa

Nam też nie jest wszystko jedno!

Jesteśmy grupą blogerów z Bloxa. Nasze blogi prowadzimy już od dłuższego czasu, wkładając w to sporo czasu, pasji i zaangażowania. Gdy zaczynaliśmy blogowanie – pisanie właśnie na tym portalu było powodem do dumy i poczucia przynależności do dbającej o jakość elity blogosfery. 
Czuliśmy też, że jesteśmy ważni dla zarządzających portalem gazeta.pl. Blox się rozwijał, zawsze były na nim aktualne informacje, na stronie głównej gazeta.pl codziennie można było znaleźć linki do kilku ciekawych notek z blogów. Nawet więc, gdy czasami zdarzały się awarie serwerów czy błędy w oprogramowaniu – przymykaliśmy na to oczy. Tym bardziej, że kontakt z adminem był na bieżąco i gdy tylko coś się działo, zawsze była reakcja.

A teraz? Od dłuższego czasu czujemy, że jesteśmy zbędni i niepotrzebni. Bloxem nikt zarządza, nie aktualizuje nawet tych funkcjonalności, które już są. Ze strony gazeta.pl zniknęło okienko Bloxowe (a także fora i galeria zdjęć) – dominują za to tytuły i newsy typowe dla tabloidów, a nie dla medium, które kiedyś uchodziło za opiniotwórcze. Napisanie prostej notki, komentarza czy wklejenie zdjęcia coraz częściej staje się poważnym problem technicznym. Pomocy nie ma albo wcale, albo ogranicza się do standardowych formułek typowych dla korporacji. 
Świat się zmienia, blogosfera również. Obecnie blogi to w wielu wypadkach naprawdę wartościowe strony, zawierające treść i dyskusje na wysokim poziomie, o wysokim PageRanku. Niestety, czujemy się coraz bardziej intruzami na portalu, zupełnie zbędnym elementem niepasującym do nowej wizji funkcjonowania gazeta.pl. Poziom Plotka góruje – to niestety widać na portalu. Efekt jest widoczny – coraz więcej wartościowych blogerów szuka sobie innego miejsca, kończąc swoje blogowanie na Bloxie. 
Tu się kiedyś dobrze pisało…. To nasze miejsce w sieci i nie chcemy stąd odchodzić. Dlaczego Agora nas odrzuca?

Nam, blogerom z Bloxa, też nie jest wszystko jedno!

MAN I MATERNA NAPISALI CHALTURE

Tytul dziela brzmi: Podroze male i duze czyli jak zostalismy swiatowcami. Autorzy W.Mann, K.Materna. Twarda okladka, bardzo ladna szata graficzna, dowcipne podpisy pod zdjeciami i to by bylo na tyle jezeli chodzi o zalety.

W ostatnim rozdziale panowie przyznaja, ze tekst zostal napisany dla pieniedzy i nic w tym zlego, bo nic zlego w zarabianiu nie widze, szkoda, ze niestety poziom calosci publikacji dowodzi, ze autorzy byli tak pewni sukcesu wydawniczego, ze niespecjalnie zamartwiali sie dopilnowaniem jakosci swojego dzielka.

Czyta sie swietnie, bo czemu nie. Jak ktos potrzebuje lekture do metra czy pociagu – polecam. Poziom powiedzmy sredniego bloga. Tylko, ze akurat od obu panow spodziewalam sie nico wyzszych lotow.

RockMann – czyli poprzednia ksiazka Manna, ktora czytalam zrobila na mnie bardzo pozytywne wrazenie. Rowniez lekka, przyjemnie napisana, ale byla w niej jakas tresc, humor i ogolnie trzymala fason. “Podroze male i duze..” to  tylko (sory za wyrazenie) takie lekko napisane sranie w banie.

Moze wynika to z tego, ze poza wyprawa do RPA ani destynacje (glownie USA i Europa) ani sposob podrozowania (statek, samolot) nie sa dla mnie specjalnie egzotyczne. Ale to nie to. Sandor Marai w ”Svíce dohořívají” kresli zdarzenia jednego dnia, ale jak pisze, ze bylo tak goraco, ze powietrze stalo to ja sie czulam jakby powietrze stanelo wokol mnie… a tutaj… lecialam przez strony i bylam zdziwiona, ze nagle jestem 80 kartek dalej a w glowie nie zostalo ani jedno zdanie. Dobrze, przesadzilam trudno porownywac wirtuoza piora z opisami dwoch przyjemnych panow, ktorzy postanowili zarobic pare zlotych, ale po prostu jestem zawiedzona. Niektore opowiadanka jeszcze costam wnosza, jakis humor czy wdziek. Inne to wypelniacze. Ach, nie bede sie irytowac. 

Nie kupowac! czytac pozyczone! 

ARBITRA POPROSZE

Czasem przydal by sie nam w domu arbiter, ktory stalby z boku i od czasu do czasu walnal jednego z nas mlotem po glowie. 

Jesli chodzi o codzienne wspolzycie moja najgorsza cecha, ktora z pewnoscia nie pomaga w zachowaniu domowej sielanki, jest chyba jednak poglebiajaca sie z wiekiem wybuchowosc.

Najgorsza codzienne cechy Boskiego to przekonanie o wlasnej nieomlynosci w kombinacji z msciwoscia.

Dzisiejsza wojna zaczela sie niewinnie. Gosia ok 21:30 tradycyjnie zaczela jeczec. Ja bylam zamknieta w sypialni i robilam to co mialam robic, ale co jakis czas jeknelam Boskiemu, ze ma ja nakarmic. I teraz ciekawostka: jak on cos krzyknie przez te same drzwi to ja slysze a jak ja krzykne to ponoc nie slychac.

Z czasem jeki eskalowaly i Boski nie wytrzymal i zaczal walic w drzwi pokoju, ze mam wylezc i cos zrobic.

Mnie to walenie oczywiscie wkurwilo jak osla wylecialam i wrzasnelam, ze codziennie mu mowie, ze o tej porze jest glodna to niech oderwie dupe z fotela przed telewizorem i da jej cos do jedzenia zamiast walic w moje drzwi. Jeblam drzwiami chcac skonczyc to co zaczelam. Uslyszalam pare cieplych slow o tym jaka jestem matka i zamilknal.

Slyszalam, ze sie podniosl ale Mloda nadal wyla, no to wyszlam. Probowal dac jej banana. No swietny pomysl jak jadla banana godzine wczesniej! Razem ja karmilismy w drodze z miasta. Pokrzyczelismy na siebie jeszcze z 3 minuty po czym pan i wladce odszedl urazony.

Nie trzeba bylo jej nawet karmic. Spokojnie zabralysmy sie za gotowanie ryzu a ja mylam garnki i po prostu z nia gadalam zamiast gapic sie na TV i bylo dobrze.

Jakie sa konsekwencje tego zdarzenia?

– pan i wladca mial dzisiaj Mloda usypiac. Oczywiscie mial to w dupie i poszedl spac wczesniej niz ona

– ja mialam sie pakowac do Pragi… nie bylo jak skoro poszedl spac

– nie skonczylam tego co mialam skonczyc i nie wiem kurwa kiedy i jak to skoncze (a czas nagli!)

Tak czy inaczej nie powinnam byla sie na niego drzec niezaleznie od tego, ze gdyby mnie sluchal na przyklad wczoraj to dzisiaj dal by Malej do reki kawalek buly i mialby ja z glowy i nie musial by wyzywac mnie od wyrodnych matek.

Nie powinnam sie na niego drzec ogolnie. Byc moze w jakims innym lepszym zyciu urodze sie jako niesamowicie spokojny czlowiek.

Zebym nie byla niesprawiedliwa, Boski potrafi byc bardzo bardzo pomocny, inteligentny, zabawny, dobry, chetny do kompromisu ale czy i kiedy zawsze wyznacza on.  Uwaza, ze ma monopol na wyznaczanie granic.

Nie szkodzi, okazalo sie, ze bede w Pradze 2 tygodnie zamiast jednego wiec sobie od siebie odpoczniemy. Najbardziej mnie martwi, ze teraz mnie bedzie caly weekend karal. Nie bedzie ze mna mowil, albo bedzie strzelal fochy, albo bedzie sie wszystkiego czepial. Nie znosze tego!!!! W porownaniu do Boskiego jestem wzorem niepamietliwosci. 

Ach jo (moja zlosc juz minela, jego nawet przez sen rosnie… jutro nie bedzie dzwonil z pracy, zjebie mnie za balagan jak przyjdzie i tak polecimy… za jakis czas we mnie sie znowu zagotuje i on bedzie mial powod do kontynuowania cichego/glosnego protestu), aaa

__________

a gdyby byl taki mentor to:

– jak szlam do sypialni kazal by mi Boskiego uprzedzic, ze ok 21:30 Mloda zacznie byc niespokojna bo bedzie glodna (no i co z tego, ze po raz 60)

– zanim walnal w drzwi poprosil by Boskiego, zeby je otworzyl i zapytal sie co ma zrobic, zeby Mloda sie uspokoila

– zanim zaczelam sie drzec na Boskiego poprosil by mnie zebym mu to samo powiedziala kulturalnie

itd itd

wniosek: musze nad soba pracowac, zycie bedzie latwiejsze! 🙂

_________

szokujaca wiadomosc: Boski dzwonil i byl normalny!!! co prawda chcial zebym mu przetlumaczyla jakies zdanie, ale dzwonil bez fochow wiec sama radosc:)

OKRES MLECZNO-OWOCOWY*

Mniej wiecej za 2 tygodnie powinna wybic godzina ”d”, kiedy definitywnie przestane karmic kurczaka piersia. Powolutku oswajam Kolezanke z ta mysla a to za posrednictwem zmiany sposobu usypiania popoludniowego. Oczywiscie codziennie jest walka, ale w zasadzie idzie nam coraz lepiej. Usypiam ja ponad godzine, ale potem 2- 2,5h spi, wiec warto.

Ciekawa jest natomiast zmiana upodoban zywieniowych Gosi. Obecnie jada glownie owoce (te ktore mozna podciagnac pod jablko (czyli gruszka tez), melon (czyli arbuz tez) albo wygladajace jak kulka (na przyklad winogrona) a do tego zaczela pic mleko z kasza waniliowe w duzych ilosciach. Dzisiaj wypila juz pol litra co jest jej zyciowym rekordem. Przy tej okazji chwilowo (od tygodnia) zostala wegetarianka :)) mieska nieee! pod zadna postacia.

Gdybym byla normalna matka ( w sensie taka co sie martwi, ze dziecko nie mowi albo cos, bo ze je to oczywiste:) to by mnie to pewnie zmartwilo. Na szczescie coraz bardziej to po mnie splywa.

W zimie miala okres bardziej miesny i wciagala czasem nawet 2 kotlety na obiad. Najwyrazniej wiosna zmienila Kolezance smaki. 

Po tym jak Mloda zostanie zupelnie odcycowana Boski pojedzie z nia SAM na caly weekend do rodzicow. A ja… a ja … ja chyba spedze caly ten weekend w kinie. Jesli tylko bedzie na co isc to planuje conajmniej jeden seans dziennie! Prosze mi rowniez naznosic (kogo spotkam) gazety i czytadla, bo jak nie bede w kinie to bede czytala tudziez moczyla sie w wannie. Chetnie bym sie spotkala z dziewczynami, ale mysle ze na dlugi majowy weekend wszyscy wyjada z miasta (bede w Pradze) i pozostanie lektura, ale jakby nie to… pierwsz raz od ponad 2 lat i 2 miesiecy bede dluzej niz 7 godzin w kawalku SAMA. SAMIUTKA. SAMIULISIENKA. 

,…

Ciekawe jak wytrzymam tyle czasu bez kolezanki, pewnie bede 5 razy na dzien dzwonic i pytac sie czy jadla, czy spala, czy ubrana, czy…?

_____

* troche jak Picasso 🙂

PODZIELNA UWAGA

Ponoc bardzo trudno jest robic 2 rzeczy jednoczesnie. Ja tam potrafie. Na przyklad pracowac i martwic sie. Ale staram sie nad tym w ramach mozliwosci, no… choc troche… zapanowac.

Poza tym wszyscy zdrowi. Od kilku godzin leje. W zasadzie lubie taka pogode od czasu do czasu, ale ciesze sie na wiosne, ktora, mam nadzieje wcisnie sie pomiedzy ulewy i zimna i atak upalnego, bratyslawskiego lata. 

Pislalam juz, ze Boski kupil mi 2 (slownie: dwie) pary okularow na poprawienie humoru? Miedzy nami napisze, ze nie jestem typem, ktoremu przedmioty moga poprawic humor, ale te poprzednie okulary juz sie powyginaly, porysowaly, wiec postanowilam sprawic Boskiemu przyjemnosc. Przynajmniej on bedzie mial lepszy humor a ja nowe okulary, bo ciagle zakup odkladal, sknera jeden:) Teraz mnie pilnuje zebym je nosila na zmiane! 🙂

Przy tej okazji okazalo sie, ze mimo iz generalnie jestem slepa jak kura  (ide w kierunku -6 dioptrii) to mam ponoc super extra widzenie przestrzenne. Pani krecila glowa ze zdziwienia co to wszystko widze a nikt by sie nie spodziewal. 

Zakonczmy  indywidualnym optymistycznym akcentem (w sensie, ze kazdy sam pomysli na cos pozytywnego z jego punktu widzenia).

Dobranoc!