EFEKTY UBOCZNE

Postanowilam, ze nie bede sie tak strasznie starac zeby niektorzy ludzie nie znikneli z mojego zycia.

Mam sporo znajomych, ktorzy zawsze mile ze mna pogadaja albo chetnie sie spotkaja, tylko, ze nie wykazuja inicjatywy. Czyli jesli na nie zadzwonie to oni nie dzwonia, jesli ja nie zaproponuje spotkania to sami sie nie odezwa.

Postanowilam olac sprawe i przestac sie przejmowac takimi znajomosciami. Beda to beda, znikna definitywnie to znikna.  Pare telefonow i kontaktow na skypie przestanie miec znaczenie, ale co. Zmiana i tak przebiegnie glownie w mojej glowie, bo skoro w chwili obecnej nie poswiecaja uwagi naszej znajomosci to znaczy, ze ona juz i tak jest na wymarciu.  Nic nowego pod sloncem. 

Taki efekt uboczny przemyslen ostatnich tygodni.

 

________

Malo co zapomnialam. Dostalam dzisiaj prezent od jednego z informatykow:

Puszka

byl bardzo dumny, ze tak ladnie zrozumial po polsku:)

ZARECZYNY

Formalnosci zostaly dopelnione.

Wczoraj Boski padl na kolana i poprosil mnie o reke z bezkonkurencyjnie najpiekniejszym pierscionkiem na swiecie.

No dobra. Uznaje, ze zareczyny po ponad 6 latach malzenstwa to moze lekko niestandardowy akt, ale ja nigdy nie pisalam, ze jestesmy normalni.

Siostrunia od lat twierdzi, ze nie ma pierscionka zareczynowego, to slub nie wazny. 

Niniejszym oswiadczam, ze dnia 17.8.2013 nasze lecite malzenstwo nabylo mocy prawnej.

ZMIANY ZA PROGIEM

To zawsze dziwne uczucie zblizac sie do progu wielkich zmian. Bo zmienimy doskonale wszystko. 

Boski ogolnie milo zaskoczony Warszawa. Mowi, ze mu tam dobrze czego sie absolutnie nie spodziewal. Miasto ponoc nie powala pieknoscia, ale czyste i ma niespecyfikowana pozytywna energie. 

Mnie oczywiscie bardziej martwi praca. Na razie jeszcze nie wiem jak dlugo bede pracowala z Warszawy. Z jednej strony rozsadne byloby po prostu odejsc i zaczac nowe zycie z drugiej milo jednak miec kontakt z ludzmi. Tylko, ze w ten sposob blokuje sobie dostep do nowych w Wawie.

W Pradze pracuje w bardzo specyficznej firmie. Jest duza. Jest nas ok 270 pracownikow + ze 150 wspolpracownikow. Pomimo wielkosci jest bardzo rodzinna. Wszyscy do siebie mowia po imieniu, przyprowadzaja psy, koty i inne zwierzeta (byla swinka). Dodatkowo mam bardzo autonomiczny team w Pradze i drugi juz extra autonomiczny w Libercu, ktore ze wzgledu na swoja specyfike i roznorodnosc to takie troche panstwa w panstwie a to wszystko prowadzi do tego, ze powaznie  lubie chodzic do pracy. Rok pracy na projekcie przynosi efekty, wiec w pewnym sensie ciesze sie, ze odchodze w momencie kiedy idziemy na gore a trendy sa jasne. Nikt nie bedzie mogl powiedziec, ze zostawilam sajgon.

Nie ukrywam, ze milo pracowac we firmie w ktorej zna sie wszystkich, przynajmniej wszystkich ktorzy maja znaczenie, gdzie w ciagu godziny jestem w stanie zalatwic wiele spraw, ktore mniej zorientowanym ludziom wydaja sie niemozliwe.

Mam nowego kandydata na swoje miejsce. Z pochodzenia Polak, nazwijmy go Jan Radziwil – bo nazywa sie doprawdy po pansku. Obiecalam, ze go zobacze, ale prawde mowiac wole, zeby jako Polke wspominali mnie a nie jakiegos Radziwila :)) No co, taka zazdrosc zwykla i strach ze mi popsuje to co buduje juz lata w kwestii postrzegania Polakow 🙂 Ale spotkam sie, zeby nie bylo. 

Musze znalezc kogos fajnego dla tych moich pisklakow, zeby z nich wyrosly fajne doroslaki. Zmienie ogloszenie na szukam twarda kwoke.

Co w Warszawie? rozwazam studia podyplomowe z zakresu coachingu. Nie zapowiada sie zebysmy zostali w Warszawie na zawsze wiec chyba powinnam sie rozejrzec po zajeciu, ktore moge robic niezaleznie od szerokosci geograficznej. Tylko, ze takie studia to 200 godzin zajec i 17 zabitych weekendow, nie mowiac o horrendalnej cenie, wiec nie wiem nie wiem. Tylko program pociagajacy i tak sie zastanawiam 🙂

Sobota rano, Boski i Gosia spia a ja sie pase na internecie. Czas ich budzic i zaczynac nowy dzien, ciagle jeszcze tu i teraz. Do przeczytania.

 

PODZIWIAM SAMOTNE MATKI!

Cisza. Tym razem pozytywna. Krolewna pojechala z tatusiem przypywszym pociagiem do dziadkow a ja tu sama siedzie w domu i jak mi dobrze!

Przedtem widzialam jeszcze Pania Krolikowska najadlam sie chinskiego zarcia i lodow, no zyc nie umierac.

Dzis chcialam napisac, ze podziwiam samotne matki. Powaznie. Od wyjazdu Boskiego minely dopiero dwa tygodnie a ja juz sie ciesze, ze niedlugo znowu bedziemy mieszkac razem. I nie chodzi o brak mozliwosci samotnego wyjscia. PO prostu jako samotna matka sama robie wszystko. Sama gotuje, sama sprzatam, sama myje pastucha, sama piore, sama ide na zakupy. Komplet sama. Wiec sama latam jak czarownica na miotle, bo dzien jest jeszcze krotszy niz dotad. Mloda jest cudna. Da sie z nia jechac 3,5h pociagiem, da sie z nia isc do kina (wczoraj pierszy raz Smufry II), ale jednak potem trzeba ja napchac i wybeltac a to zabiera czas. Zwlaszcza jak akurat nie ma cieplej wody bo jest tygodniowa odstawka.

No coz.

Odejscie z pracy zbliza sie wielkimi krokami. Zanim sie to stanie musze zmienic system prowizji naszych handlowcow – na powiedzmy trudniejszy dla nich, szczesliwie przeprowadzic swoj dzial do nowego (gorszego powiedzmy sobie szczerze) budynku a potem, ktore to potem nastapi cca za 3 tygodnie… powiem im, ze jakby troszke wyjezdzam. 

Szkoda mi jak jasna cholera, bo ja ich po prostu bardzo lubie. 

Dobrze, ze wyniki ida na gore i zostawiam ich w radzo dobrym momencie. To zawsze mile odchodzic z tarcza. 

Szukam kogos na moje miejsce. Dzisiaj mialam nawet jakas rozmowe. Gosc byl fajny, ale najwiekszy team jaki mial to 5 osob, czyli milo, ale nie moge mu dac 30 liczac, ze jakos bedzie plywal. Skoro wyszlismy z zalozenia, ze nikt z moich ludzi (a 3 z nich ma zespoly wieksze niz 5 osob) nie jest w stanie zajac mojej pozycji, to nie moge wziac jakiegos leszcza, tylko dlatego, ze mysli, ze da rade. Szukamy dalej…

Bylam tez dzisiaj na badaniach. Utoczyli mi 7 albo 8 (bo sie nie moglam doliczyc) ampulek krwi na rozne immunologiczne cudenka. Za 2 tygodnie bede sie czula taka przebadana, ze az padne z zachwytu jak zobacze wyniki. Spodziewam sie, ze jestem zdrowa jak leszcz. Czyli jak zwykle.

A poza tym to jestem spiaca, tylko – wiadomo- nie zmarnuje tak milo rozpoczetego samotnego wieczoru na spanie. Chociaz, chociaz 🙂 zobaczymy!

DZIEKI CI, O MAJO!

Jak ja lubie bajki w telewizji. Nie wiem czy nie bardziej niz Gosia. Nie mamy zadnego specjalnego programu, wiec grzecznie czekamy az zacznie sie blok dzieciecy i ogladamy az piszczy. Wlasnie zaczela sie Maja, czytaj: 20 minut wzglednego spokoju.

Mloda przezywa teraz wieczorne kryzysy osobowosci. Przed zasnieciem najpierw mnie bije, kopie, potem sie drze a potem jeszcze dlugo tlumaczy, ze nie jest spiaca, ale musi spac. Po godzine i dwudziestu minutach przekladania mnie i spania mi na glowie w 40C ja dostaje szalu a potem ja przepraszam i usypia w ciagu 5 minut. Tryb jest ten sam niezaleznie od tego czy idziemy spac o 20 czy o 22. 

Mysle, ze wieczorne problemy to kombinacja koszmarnych upalow, ktore w naszym mieszkaniu bardzo daja sie we znaki, z odjazdem taty, ktory nagle zredukowal sie do telefonu a do tego weekendem u babci. Weekend byl super, ale zawsze sa w tygodniu 2 dni kiedy jest z nami albo conajmniej z 1 z nas takze teraz chyba tesknota wystapila :)

W pracy fajnie. Team sie stopniowo wyczyscil i jest nam super.  I ja ich w takim stanie zostawie jakiemus pastuchowi 🙂 Dobra wiadomosc: mam na stole 2 calkiem rozsadne zyciorysy, wiec moze bedzie z czego wybierac. 

Boski w Warszawie walczy 🙂 Opowiadal, ze jak przejmowal mieszkanie to mowil dzielnie z wlascicielem po polsku a ten mu po 10 minutach powiedzial, zeby lepiej mowil po angielsku bo jak mowi po czesku to nic nie rozumie:)))

Jutro wyruszamy z Gosia w szalona podroz do Siostruni pendolinem. Mam nadzieje, ze sie nie ugotujemy 🙂

______

dla zainteresowanych: do komentarzy wpisu o swietym obrazku wkladam pierwotne znaczenie, ktore jak przypuszczam planowano na nim umiescic

UBRANIA

Korzystajac z nieobecnosci Mlodej (u dziadkow) wczoraj znowu wybralam sie do kina. Wyjechalam nieco wczesniej, zeby odebrac ksiazke a potem okazalo sie, ze w Promodzie i wszedzie indziej ciagle sa przeceny, wiec poplynelam poogladac co tez mogloby spac do mojego koszyczka.

W Promodzie bylo smiesznie, bo ubran przecenionych bylo duzo, tylko wszystkie w takich raczej wielkich rozmiarach. Przewazalo 42 a jak sie znalazlo 38 to cud niebianski. Tylko, ze 38 bylo troche za duze. No ale w koncu costam znalazlam i wyszlam obkupiona.

Reszte sklepow ogladalam juz raczej przez witryny i uderzyla mnie jedna rzecz. Nie wiem dla kogo wlasciwie ubrania sa szyte. Jest chyba malo ludzi, ktore maja idelane konfekcyjne wielkosci 36-42 a i te sa uszyte tak, ze nie uwzgledniaja wygladu normalnej, zdrowej kobiety.

Teraz mam konfekcyjny rozmiar 36 wiec super, ale dawniej wszystko na mnie wisialo a ja obwinialam sama siebie, ze jestem jakas dziwna. Nagle w USA wielkie odkrycie istnieja ubrania petit czyli jeszcze troszke mniejsze i przestalam wygladac jak w worku.

Obecnie zdajac sobie sprawe z uplywu czasu ogladam ubrania pod katem… co ja na siebie wloze za 10 lat, jak brzuch troche wyrosnie albo obwisnie a skora straci jedrnosc i powiem szczerze nie wiem.

Wiekszosc ubran jest uszytych tak, zeby opinaly. Nie ma na brzuchach zadnych faldek, nie wiem, czegokolwiek co by odwracalo uwage od niedoskonalosci ciala w srodnim wieku.

Mysle, ze to jest wielka nisza rynkowa dla zrecznych krawcowych. Bo przeciez rozmiar 42 to nie jest wcale duzy rozmiar! Tylko pani nie mozna ubrac w 30 cm spodniczusie bo to wyglada smiesznie. Musi byc jakas srednia droga pomiedzy nieforemnym giezlem i lateksowym topem. 

Moim zdaniem jak ktos w koncu zacznie produkowac ladne ubrania (nie typu bazarek) dla zdrowych kobiet normalnych rozmiarow, to zarobi fortune!

Z RZYMU, Z MILOSCIA

Dobrych kilka lat temu bylismy z praska ekipa w Rzymie. Bylo to chyba w wakacje po smierci Papieza. Dziwne tak jechac do Rzymu ”bez Pepieza”, ale przynajmniej nie musielismy sie pchac na audiencje generalna.

Nikt z nas nie mial zbyt wiele pieniedzy, wiec i pamiatki byly skromniejsze, ale byly. Jedna z nich byl swiety obrazek ciagle jeszcze z podobizna Jana Pawla II. A z tylu cytat po polsku… Mam go przed soba, wiec cytuje doslownie. Konia z rzedem temu kto pozna o jaki konkretnie cytat chodzi:

Nie miec o duchach!

Morela ten drzwi przy Chrystus.

Nie musze dodawac, ze ten konkretny obrazek i tytul zawsze wywoluja usmiech na mojej twarzy 🙂

KOLEJNY ETAP

Oficjalnie zostalysmy same.

Boski odfrunal do Warszawy, przejal mieszkanie a dzisiaj dojada meble i reszta naszych bambetli.

Na razie dajemy sobie z Krolewna rade. Wieczorem bylysmy przywitac na swiecie malego synka kolezanki a dzisiaj Mloda odjedzie na 2 dni do wiejskiego domku Boskich Starszych.

Boska starsza na wiesc, ze sie ma Mloda zajmowac jeszcze do konca wrzesnia odmowila wspolpraci i tak zostalismy z niania na pelen etat. Tyz piknie.

Co do humoru to lekko-pol- srednio. Jak mi sie wydaje, ze wszystko jest ok to potem przychodzi jakas zupelna glupota, ktora mnie totalne wyprowadza z rownowagi. 

Co to bylo ostatnio? Boski szedl po szmate i przyszedl bez szmaty. Albo na kontroli doktorka powiedziala, ze wszystko ok, ale na papierek napisala informacje, ze costam jest w normie ale jak sprawdzalam to jest to na granicy normy. I takie wiadomosci mnie doprowadzaja do  kryzysu osobowosci, chodze taka osowiala albo czepiam sie za glupoty. 

Poza tym wszystko ok.

ZMOKLAM

Wybralismy sie dzisiaj na pozegnalna pizze, do pizzerii tutaj u nas na osiedlu. Jak szlismy tam zanosilo sie na deszcz, jak skonczylismy zaczelo lac. Jak z cebra.

20 minut troche szlismy a troche bieglismy w strugach cieplego deszczu. To nie byly krople, ale strugi. Juz nie bylo cieplo, ale mokro. Strasznie mokro. Jakby isc przez jezioro.

Boski sie denerwowal. ze mu zmoknie ubranie, ze juz ma przygotowane na droge. Ze to nierozsadne. Ja tam lubie takie dni, ktore dobrze zapadna w pamiec. Ten byl cieply i mokry.

Bylam taka nierozsadna, mokra do suchej nitki i na swoj sposb szczesliwa.

Deszcz byl tak gesty, ze ciezko bylo dojrzec droge. 

PRZECIETNIACZEK

Kazdy by chcial byc wyjatkowy. Mnie sie tez czasem wydaje, ze mysle/zachowuje sie w sposob odbiegajacy od sredniej.

Nie tym razem. Kiedy jakis czas temu pisalam o etapach zaloby nie myslalam, ze zadanie domowe odrobie az tak dokladnie.

Wczoraj wolnym padem przelatywalam pomiedzy punktem 3 – kiedy staralam sie zalatwic jakies urzedowe sprawy i odbijalam sie od lustra biurokracji a punktem 4 kiedy siedzialam a lzy kapaly i kapaly a biedna Gosia nie wiedziala czemu mama spi w srodku dnia i do tego placze.

Za pare tygodni bedzie lepiej, wiem to na pewno. Tylko to przewijanie sie jakos zablokowalo i nie mam sposobu jak je znowu wlaczyc.