CYGAN Z TAKSOWKI

Wczoraj musialam jakos przetransportowac na lotnisko nie tylko siebie, ale Gosie, wielka walizke, torebke i reklamowke. Zdecydowalam, ze raz kozie smierc, pojedziemy taksowka.

Wsiadlysmy do niej ponad godzine wczesniej niz powinnysmy dotrzec na lotnisko i byla to dobra decyzja bo Praga stala. Zamiast ok 20 minut sunelismy ponad godzine. 

Gosia usnela po 5 minutach a ja w tym czasie prowadzilam juz zywa konwersacje z panem kierowca.

Zaczelo sie jakies 20 metrow od domu. Pan kierowca zaczal mi opowiadac, ze jest nieszczesliwy, bo go zostawila zona. Byli razem 22 lata, on jej gotowal i podawal pod nos a ona nagle sie z nim rozwiodla. Wrocil do mamusi i jest zalamany. Maja 21 letniego syna. I on nie wie czy zycie jeszcze przyjdzie czy to juz koniec. Ale ze generalnie jest lepiej, bo rozwod byl 9 miesiecy temu a teraz zaczyna widziec swiatelko w tunelu.

Jakostam go pocieszalam. Pan opowiadal. Jednym z powodow dla ktorych sie rozwiedli bylo to, ze pan nie chcial sie zgodzic na adopcje. Mieli syna, zdrowego, madrego wiec po co.

a ja (madrze:) mowie,… no coz, w Czechach w wypadku adopcji dostali by panstwo do wyboru 10 malych cyganiatek a to nigdy nie wiadomo jak sie trafi (to jest fakt: 90% dzieci w czeskich domach malego dziecka to dzieci romskie!). Moze to byc cudowne dziecko, a moze nie byc.

Chwila ciszy.

Od tego teamu przeszlo do innego…a potem do innego… a potem pan zaczal mowiec, ze on jest Romem a jego byla zona jest kierownikiem romskiej stacji radiowej. O sic!

Potem pan sie rozgadal jeszcze bardziej o tym, ze w Czechach zla opinie robia slowaccy cyganie, ze czescy nie sa tak biedni i jednak juz sie przyzwyczaili do pracy, ale Slowacy to jakas tragedia. Ze jak umarla Iveta Bartoszowa (w poniedzialek) to cyganie napisali na jej profilu, ze uff przynajmniej jedna biala morda zdechla i ze on sie za to strasznie wstydzi. Pan sam swobodnie przechodzil od slowa cygan do rom i ewidentnie nie przejmowal sie moja zmieniajaca sie terminologia.

Zgodzilismy sie, ze niestety przesady nie biora sie z powietrza a przed czeskimi romami jeszcze sporo czasu, zeby wybudowac sobie jakies rozsadne PR.

Generalnie byla to bardzo przyjemna podroz a pan zywym przykladem tego, ze jak ktos sobie nie pisze na czole: Polak, Cygan, Transseksualista, Katolik tylko normalnie pracuje i robi swoja prace dobrze, to nie ma powodow zastanawiac sie jaka plakietke ma przyklejona na klacie. Nastepnym razem poprosze romska/jakakolwiek inna taksowke, byle z normalnym kierowca.

ZALETY WARSZAWY

Pare lat temu pisalam o zaletach mieszkania w Bratyslawie. Konkretniej rozpaczliwie szukalam jakichs pozytywow. Musze przyznac bez bicia, ze w Warszawie jest jednak latwiej znalezc cos na plus.

Wiec co na przyklad:

– tanie taksowki – nie zebym sie jakos rozbijala, jechalam na i z lotniska, ale jednak byly to bardzo tanie przejazdzki (w porownaniu do Pragi)

– mozliwosc zakupienia biletu z pomoca karty platniczej, tak w metrze jak i uwaga w autobusie!

– absolutnie kazde zarcie dostepne niedaleko – w Pradze tez sie da kupic, ale jednak trzeba sie bardziej postarac (mysle o takich dziwnych zarciach typu czerwone cury)

– sklepy z ciuchami – wiekszy wybor niz w Pradze, nie mowiac o cudownych cenach

– szerokie drogi dobrej jakosci

No i na koniec szokujaca wiadomosc: Boski – jak sam twierdzi – staje sie polakofilem! Nie myslalam, ze tego dozyje a to zasluga Warszawy.

Tak wiec jest lepiej niz w Blave, zobaczymy czy kiedys Wawa ukradnie moje serce Pradze?

STAY HUNGRY, STAY FOOLISH

Nie jestem fanka Steva Jobsa. Wiem, ze byl w zasadzie wariatem. Terroryzowal swiat wokol siebie. Apple po jego powrocie byl  Jobsocentryczny (to jakies szalenstwo, taki absolutny brak demokracji w zarzadzaniu).

Tak czy inaczej Steve Jobs byl wizjonerem. Wierzyl w to co robi, wierzyl w siebie i robil rzeczy niezwykle.

Kazdemu kto choc troche zna angielski goraco polecam wysluchanie jego przemowienia z 2005r. Na mnie zrobilo ogromne wrazenie. Dlaczego? Jak w tytule. Zeby osiagnac cos naprawde wielkiego trzeba byc sobie wiernym. Nie przesadzac z kompromisami, nie udawac, ze jestesmy kims innym. Z reszta kazdy sam decyduje co dokladnie znajdzie w tym przemowieniu. 

Stay hungrym, stay foolish. Staram sie ze wszystkich sil! 

HISTORIA

Mam Kolezanke w Pradze. Zadna wielka przyjaciolka, od dobra znajoma, taka z ktora mozna porozmawiac o wszystkim.

W lecie wyszla za maz. Gdzies w pazdzierniku rozmawialysmy o tym, ze jakos nie moze zajsc w ciaze i trwa to dosyc dlugo. Lekarz mowi, ze wszystko ok, ona nie jest przekonana, ale paniki nie ma.

Od slowa zamiast do swojego starego doktora wybrala sie do mojej pani ginekolog, skoro ja od lat nie robie nic innego tylko staram sie zajsc w ciaze, juz raz zakonczona sukcesem, to czemu nie sprobowac. Ta juz podczas pierwszej wyzyty zaniepokoila sie obrazem na USG. Kazala zrobic profil hormonalny.

W lutym juz bylo wiadomo, ze w Kolezance mieszka jakis dziwny guz. Byly konsylia i wielki szpital zadziwiony, ze taka rzcz moze sie przytrafic 30+ dziewczynie. Nikt czegos podobnego wczesniej nie widzial (wiem, bo moga druga lekarka byla czescia konsylium). Ze wzgledu na przemila, radosna osobe kolezanki lekarze bardzo chcieli zrobic jak najbardziej oszczedna operacje.

Nie udalo sie. Poszlo wszystko. Wyniki histologii mialy pokazac co dalej.

Dzisiaj na Fb Kolezanka pisala, ze chcac uniknac plotek pisze otwarcie. Tak, jest chora, tak, miala operacje, tak, bedzie chemioterapia, ale da rade, tylko prosi, zeby jej nie wspolczuc.

No to nie wspolczujmy, tylko trzymajmy kciuki. 

Kurwa, kurwa, kurwa!

TO JA – KULA

Nie wiem co sie ze mna dzieje, jak przyjezdzam do Siostruni, zaczynam jesc. Juz w drzwiach zaczynam jesc i tak jem, jem, jem az do wyjazdu. Tym razem zrobila cudowne lody, nie mowiac o tradycyjnych wielkanocnych (a co:) sledziach w rodzynkach, roladach, zupie cebulowej, zurku, bulkach (2X!) w domu upieczonych i tysiacu innych rzeczy, ktore zjadalam w tempie zastraszajacym. 

Bylo cudnie. Matylda kobieta juz wielka, Misiu ma duzo cierpliwosci, a Kot zwany Faktura (przeze mne) tez fajny, taki nie za duzy jeszcze wiec cieszy oko. 

Gdzie zlozyc wniosek o powtorke swiat?

NIP

NIP odebrany!

Przyszlismy do urzedu z umowa, ktora trzeba bylo doniesc, w zebach. Tyle, ze to byla kopia umowy i to jeszcze watpliwej jakosci. 

Podeszlismy do okienka a pani dawaj wydawac nam ten NIP, oburknelam tylko Boskiego, zeby szybko schowal te umowe, bo jeszcze cos bedzie zle. Podziekowalismy Pani bardzo za wydanie NIPu i ucieklismy w podskokach.

Prosze Panstwa – Jupiii, mamy NIP! Bosciunio moze odeslac zeznanie podatkowe 🙂

CZLOWIEK PODATKOWO WIELOFUNKCYJNY

Od godziny siedze przy telefonie i dzwonie. Do urzedu skarbowego dzwonie, bo Boski musi zaplacic czesc podatkow w Polsce.

Fascynuje mnie, ze jak juz sie dodzwonie to moge z pania rozmawiac tylko na 1 temat. Pani od NIPu moze mnie tylko poinformowac, ze nip Boskiego zgubila a potem znalazla, ale juz nie czy zostal wyslany poczta czy mamy odebrac. Bo od wysylania jest inna pani do ktorej sie nie da dodzwonic. Natomiast jesli chce sie dowiedziec na jakie konto mamy poslac niedoplate podatku to musze dzwonic na zupelnie inny numer… ktorego nikt nie odbiera juz od godziny. Pani od Nipu w zyciu nie slyszala slowa PIT. Pani od PITU ma mgliste wyobrazenie do czego sluzy nip.

Nie kumam tylko dlaczego Boski ma byc czlowiekiem orkiestra? On ma wiedziec jak wypelnic NIP7, PIT11 i jeszcze inne. No nie rozumiem. 

DZIEN DOBROCI DLA BOSKIEGO

Wyprasowalam mu 2 koszule. Jeszcze chwila i zmienie sie w dobra zone. Mam nadzieje, ze los do tego nie dopusci.

Niby jestem bezrobotna 15 dni, ale juz mi sie nudzi to zagospodarowywanie dnia. Nie no jutro to bym nie chciala isc do pracy, ale jednak chcialabym miec jakis termin – nadzieje. Moze byc we wrzesniu.

Na razie, od zeszlego tygodnia codziennie odsylam 1-2 CV i … nie dzieje sie nic.

Milo byc zona mojego meza, ale mam jednak nedzieje, ze na tym niepoprzestane 🙂

CO Z TYM JEDZENIEM?

W koncu mi sie przypomnial ten wiekopomny temat o ktorym chcialam napisac – zarcie.

Nie ukrywam, ze lubie/my jesc. Najwiecej jem warzyw, pieczywa, makaronow a najmniej miesa. Jesli to w zasadzie tylko mieso z kurczaka i to tez jak mi sie przypomni (albo jak Mloda zapragnie kotleta). Ulubione kuchnie to kuchnia Siostruni (od niej zjem i miesa az mi sie uszy trzesa), moja wlasna a potem to pojedyncze potrawy z kuchni wloskiej i indyjskiej. Tak czy inaczej poza jednorazowymi wydatkami na podroze, zdecydowanie najwiecej kasy z naszego domowego budzetu wydajemy na jedzenie.

Wydajemy duzo, kupujemy to co wydaje nam sie najlepsze… ale rzadko kiedy siegamy po tzw. zywnosc ekologiczna. Wyjatek robie dla jaj i to wcale nie ze wzgledu na mnie tylko na te kury biedne, co jednak wole jak sobie gdakaja choc czasem pod niebkiem.

Dlaczego nie zywnosc ekologiczna? bo wydaje mi sie, ze to pic na wode. Ze dzisiaj rolnik jest w stanie spelnic wszystkie normy a jutro, po kontroli i tak podrasuje uprawe zgodnie ze swoim upodobaniem. Na pewno tez dlatego, ze dokladnie czytam artykuly o Fair Trade i podobnych i odbieram je jako luksusowy trik marketingowy, za ktory nie specjalnie chce mi sie placic (zwlaszcza, ze nie pije kawy 🙂

Nie bez znaczenia jest rowniez fakt, ze na przyklad takie ekologiczne makarony sa zwykle drozsze od Barilli, ktora uwazam za szczyt makaronowego luxusu. 

Dodatkowo takie ekologiczne zakupy pochlaniaja szalona ilosc czasu (jesli ktos nie chce ich robic w utra-drogich sklepach na przyklad w Galerii Mokotow). I niech mi nikt z wielkiego miasta nie opowiada, ze podjedzie i kupi u rolnika, bo umre ze smiechu. Nawet bez jezdzenia do rolnika polowe dnia albo ide na zakupy do sklepu obok, albo kupuje, albo gotuje albo jem. 

I nie ugotuje sobie ekologicznie na 2 tygodnie, bo jesli sie da, wole jednak jesc swiezo przygotowane posilki a nie eko-lodowko-pudelkowe.

No wiec zyje sobie tak nieekologicznie a moja corka zjada czasem berlinki a teraz fasole z puszki (ktora UWIELBIA) i zastanawiam sie czy czeka mnie smierc w meczarniach (skoro nasze ziemniaki i marcheka nie sa bio), czy jest ratunek?

A tak na powaznie ciekawa jestem jak Ty postrzegasz bio-eko-modne jedzenie?

7:37 WTF?

Ja tez wymyslam bajki. Gosia podaje temat (typu: o ksiezniczce co ciagle krzyczala i nie chciala byc ksiezniczka) a ja opowiadam. 2 bajki na dzien przed spaniem. Poza tym gramy w grzybobranie, kopciuszka, Cink!, puzle, rysowanie, jezdzenie autkami, czytanie, lego, ale ten dzien jest taaaki dlugi jak nie ma Boskiego.

Na dworze jest niby cieplo, ale jednak zimno. W kazdym razie zimno jak sie dluzej stoji na placu zabaw. A ja bardzo nie chce zeby Gosia zachorowala. Bo ma jeszcze 2 tygodnie trymestru a potem 2 tygodnie wakacji. Cudowne jest to przedszkole Gosi, jesli jest… bo dziala tak jak szkola i to w systemie brytyjskim, takze wakacje ma z naszego punktu widzenia nieomal non stop. Te nastepne beda od 19.4 do 5.5 auuuu Jak dobrze, ze jeszcze nie pracuje i moge sie nia bawic! Tak czy inaczej w lipcu przyjda wakacje… bardzo bardzo dlugie wakacje a ja juz wtedy bede miala prace. No nie wiem nie wiem jak to zorganizujemy. 

Jutro kolejna rozmowa wiec obwiescilam Boskiemu, ze on jutro odprowadza Krolewne do przedszkola zebym ja choc przejrzala materialy na rozmowe a Boski: ojeje, a myslalem, ze sie wyspie! Jak wyspie? skoro 2 dzien leniuchujesz w Pradze? a no… bo wczoraj to spal do 10, ale dzisiaj wstal o 8 zeby pojechac sobie na wycieczke i zabiegac. 

Szlachetne zaluzje w Pradze! Tu niby mamy grube zaslony, ale z boku przeswituje swiatlo i nie ma mocnych Mloda wstaje o 7:37.