MATKA PORZUCILA NOWORODKA

To czesty tytul w gazetach. Dla takiej zbrodni nie ma wytlumaczenia. Mogla oddac dziecko do adopcji, mogla zostawic w babyboxie, mogla podrzucic komus na klatke, mogla usunac na samiutkim poczatku, mogla sie zabezpieczyc, mogla MYSLEC, tysiac opcji i mozliwosci lepszych i gorszych.  Nie o tym chce pisac.

Za kazdym razem jak czytam tytul: MATKA porzucila noworodka to mnie zlosc bierze i pytam sie: a gdzie byl ojciec?

Dlaczego ojciec ma prawo wyjsc z lozka i isc w sina dal a kobieta ma niesc cala odpowiedzialnosc za dziecko, narodzone czy nienarodzone?

Ojciec mogl nie wiedziec, no mogl, ale w wiekszosci wypadkow wie tylko po prostu ma w dupie. Jakos sobie poradzisz.

I ona, jak nie ma oleju w glowie, to radzi sobie roznymi dziwnymi sposobami. 

Caly swiat jest ustawiony jakos tak, ze tej kobiecie pozostaly biologiczne obowiazki, ale ojcu juz nie koniecznie. 

A najbardziej mnie smieszy jak matka zabila 5 dzieci a ojciec mowi, ze on nie wiedzial, ze byla w ciazy. I sedzia/kurator/nie wiem kto jeszcze potrafia w to uwierzyc! Dlaczego jesli malzonek wezmie kredyt to ten drugi musi placic (nawet jesli kupi za to diamenty kochance) a jesli zona jest w ciazy i nie ma pieniedzy zeby uzywic kolejne dziecko, to maz moze o tym nie wiedziec?

Taki mnie sentymentalizm moralny chwycil z poczatkami roku szkolnego…

I W TCHIBO MOZNA SIE LADNIE UBRAC

Ostatnio czesto kupuje ubrania w Tchibo. Sa dosyc tanie, bawelniane i na prawde lubie ich koszulki z dlugim rekawem. Z tych samych powodow Boskiego ciesza moje zakupy. Niestety rozpadaja sie troche za szybko. Piore bluzki po kazdym zalozeniu, wiec po 2-3 miesiacach w tych Tchibackich pojawiaja sie dziurki i nie bardzo da sie z nimi chodzic miedzy ludzi. 

W niedziele wchodze do pokoju a Boski mowi: o, jak fajnie sie ubralas, widac i w Tchibo mozna sie ladnie ubrac.

No tak – odpowiedzialam – mozna, ale dzisiaj mam na sobie bluzke z Marco Polo, getry z Calzedonii i buty Camper. 

Tak to jest z facetami. Podaba im sie pomysl, zebysmy wygladaly jak milion dolarow, najlepiej jednak jak bedzie nas to kosztowalo $10 🙂

TAKA SMUTNA HISTORiA, WIERZE, ZE ZE SZCZESLIWYM KONCIEM

Mam kolezanke. Ma chyba 30 czy 32 lata. We wrzesniu ubieglego roku wyszla za maz po dobrych kilku latach znajomosci. Zakochana, szczesliwa. Ponad 2 lata starali sie o dziecko, ale jakos im nie szlo, chwile po tym slubie postanowila zmienic lekarza. W okolicy wszyscy wiedza, ze jestem za pan brat z praskimi ginekologami wiec dalam jej kontakt na jedna moja ulubiona lekarke. Nadmienie, ze kolezanka chodzila do lekarza regularnie, ale uspakajal ja, ze wszystko jest ok, tylko czasem to poczecie troche trwa.

Juz podczas pierwszej wizyty lekarce cos nie podobalo. Zrobili hormony, tez wyszly dziwnie. Nastepne USG i skierowanie do szpitala klinicznego. Tam konsylium, kolejna moja znajoma pani doktor, i bardzo niespecyficzny nowotwor. Zeby bylo dziwniej przemieszczajacy sie wewnatrz ciala.

W lutym operacja. Wycieli wszystko. Komplet organow kobiecych. Pytalam sie czemu nie mogli na przyklad stymulowac jajnikow i pobrac chociaz komorek jajowych. Nie mogli, bali sie, ze rak moglby sie rozlac do innych organow, byl za duzy, zeby cos uratowac… w koncu hodowala go lata pod czujmym okiem ”specjalisty”.

Kolezanka znosi wszystko dzielnie. Sledzilam jak pozegnala sie z pieknymi lokami, chodzila w chustce a potem olala sprawe i zamiast siedziec w kacie swieci najpiekniejszymi na swiecie oczami. Z takimi oczami i usmiechem nie zauwaza sie braku wlosow. 

Nie udaje, ze jest piekna i szczesliwa. Ona jest piekna i szczesliwa. Nie da sie tak smiac oczami jak czlowiek tylko udaje.Markery zglaszaja, ze bedzie dobrze.

We wrzesniu ostatnia chemioterapia, teraz pojechala na wymarzone wakacje.

Tylko, ze nie z mezem.

No wlasnie, w czasie kiedy szla na operacje zostawil ja maz. Nie dal sobie rady z informacja, ze nigdy nie bedzie miala dzieci. Jak widac razem w zdrowiu i chorobie. Mogl chociaz poczekac az sie dostanie z najgorszego. Chuj!

NALESNIKI BEZ JAJEK

Nie wiem jak to mozliwe, ale udalo mi sie dzisiaj wyprodukowac nalesniki bez jajek. Z zajecia wiekszej patelni zrobilam je na takiej mikroskopilniej wielkosci wiekszego spodka. I co?

Gosia zjadla 7 (slownie: siedem) a Boski podobna ilosc. Zaden z nich nie zauwazyl, ze jakby troszke brakuje podstawowego skladnika. Skoro im to nie przeszkadzalo to mnie jeszcze mniej. Niech zyje zupa na gwozdziu :))

ODPOCZYNEK PO WAKACJACH

Moglo by sie wydawac, ze te wakacje byly jakos szczegolnie intensywne, ale prawde mowiac nie byly. Duzo czasu spedzilam w Pradze czyli w zasadzie w domu, duzo czasu spedzilam z rodzicami Boskiego, a ten czas trudno uznac za specjalnie wypoczynkowy.

Mysle, ze moj stosunek do rodzicow Boskiego da sie okreslic jako calkiem pozytywny. Nie padam na twarz, ale usilnie staram sie nie szukac dziury w calym. Z drugiej strony tak szalenie mnie wkurwia stosunek Boskiego do swoich rodzicow, ze spokojnie moge stwierdzic, ze 50-60% naszych konfliktow jest w jakis sposob zwiazanych z jego rodzina.

Ja mam taka niepisana zasade, ze jak mowie o tym co ”moje” to prezentuje sytuacje w nieco ciemniejszych barwach. Czyli na przyklad gdybym miala brata a on by pil 5 piw za dzien to bym powiedziala, ze jest alkoholikiem nawet gdyby w tym momencie nic z picia piwa nie wynikalo a glowe mial wyjatkowo twarda. Dlaczego tak robie? Ano dlatego, ze od zawsze siebie i swoje otoczenie oceniam raczej surowo a do tego po prostu nie chce zeby Boski, ale i ktokolwiek inny mial wrazenie, ze sciemniam i wybielam.

U Boskiego jest odwrotnie. Caly swiat ocenia twardo natomiast zona cesarza (czytaj rodzice i jego siostra) jest ponad wszelkie podejrzenia.

Logiczna odpowiedz brzmi: a co ci zalezy. No mnie w zasadzie nie zalezy, do czasu kiedy nie dochodzi do sytuacji gdy ja w brutalny sposob ograniczam swoja wolnosc na rzecz wolnosci jego rodzicow i znosze to bez glosnego sprzeciwu… ale nie moge o moim sprzeciwie powiedziec nawet Boskiemu, poniewaz okazuje sie, ze jestem paniusia i leniem i rozne takie. Przyklad?

Najlepszy z Mazur. Glownym powodem dla ktorego nie chcialam jechac z nimi na Mazury do jednego apartamentu jest to, ze tata Boskiego chrapie. Ale to nie jest takie zwykle chrapanie, to jest katastrofa przyrodnicza. I nie da sie spac za jednymi zamknietymi drzwiami. 

Boski sie uparl, ze pojada. Powiedzialam ok, ale jak nie bede mogla spac to cie obudze i zobaczysz jak ja sie czuje. Pierwszej nocy usnelam o 4 rano. Boskiego zbudzilam z 2 razy, bo juz mnie kurwica strzelala i co? oczywiscie bylam samolubna swinia. Nie tatus, ze udaje, ze nie wie, ze chrapie jak odrzutowiec, nie tatus, ktory wypije przed spaniem pare piw co rowniez nie sprawia, ze chrapie ciszej, ale ja, bo ja JEMU medzilam, ze nie mam technicznej mozliwosci spac. Rodzicom nic nie powiedzialam, bo i co im mowic. Ze nie chcialam, zeby jechali, bo wiedzialam, ze nie bede mogla spac? I Boski, ktory nie ma problemow ze spaniem nie potrafil dlugo usnac. Ja sie budze, jak Mloda sie przewroci na drugi bok wiec nie byla to zadna niespodzianka. Ale to ja jestem ta zla! (btw potem spalam przy klimatyzacji wlaczonej na maxa i tylko sie budzilam, ale jednak duzo spalam).

Nie dyskutuje z rodzicami Boskiego o milionie rzeczy, ktore mnie draznia, o ich ignorancji dotyczacej Polski, ktora jest dla mnie po tych latach wrecz urazliwa itd itd. Problem w tym, ze nie moge rozmawiac rowniez z Boskim, tak wiec po 3 tygodniach mniej wiecej w ich bliskosci jestem bliska eksplozji. 

Jestem zmeczona, zmeczona, zmeczona. Jak mieszkamy poza Czechami na pewno nasze (Boskiego i moje) stosunki sa lepsze, bo jestesmy dalej od jego rodziny o jedynych slusznych pogladach. Podatkiem za to sa wakacje, ktore Boski chce spedzac z rodzicami. Ja juz BARDZO BARDZO nie chce.

Wrocilam. Bede odpoczywac.

70 LAT POZNIEJ

Goraco polecam obejrzenie krotkiego (i bardzo fajnego!) filmu dedykowanego tym, ktorym 70 lat temu sie chcialo. I ja uwazam, ze sam pomysl rozpoczecia Powstania Warszawskiego byl kontrowersyjny. Coz stalo sie, tym ktorzy walczyli winni jestesmy szacunek…

GWIAZDA

Jak ktos jedzie autobusem przez pol miasta, zeby isc na obiad z Tatusiem to sie musi wystroic, co nie?

A jak dzien wczesniej kupil najpiekniejszy na swiecie stroj kapielowy ( w ktorym dzisiaj spal:) to koniecznie trzeba wymyslec jak go zakomponowac do ”stylizacji” 🙂 

Na przyklad tak…

Gwiazda

SZEWC Z POWISLA

Pare miesiecy temu Boskiemu zaczal psuc sie but. Juz mial odniesc go do jakiegos punktu w supermarkecie czy innej galerii, ale przez przypadek, w drodze na obiad, w jednym ze starszych budynkow, zobaczylismy pochylonego nad praca szewca. 

Postanowilismy odniesc buty tam. Starszy pan siedzial w malenkim pokoiku z oknem na ulice. Dookola panowal ogromny balagan. Wszedzie buty, obcasy, kleje, paski. I ten charakterystyczny zapach.

Umowilismy sie na termin 3 dniowy i zostawilismy buty.

Szewc wygladal jakby pracowal tam od zawsze. Byl stary. Nie wygladal na starego, jak to czasem maja ludzie zmeczeni klopotami lub choroba. On byl stary. Mial doskonale biale wlosy, pismo dokladnie takie jak moj dziadel w wieku 86 lat innymi slowy kiedys kaligraficzne i mowil to cudne ”l-ł” ktore powtarza juz tylko aktor czytajacy w metrze nazwe przystanku Rarusz- Arsenal. Za kratami, przez okno widac bylo caly ten jego zabalaganiony przybytek.

Buty byly gotowe na czas. Moze nie wygladaly idealnie, ale do dzisiaj sluza bez zastrzezen.

Niedawno, znowu idac na obiad, zajrzelismy do pracowni starego szefca. Byla pusta.

Nie bylo ani szewca, ani butow, ani balaganu. Pusta.

GRANICE

Weekend spedzilismy w Londynie. Boski byl tam juz od niedzieli a my z Gosia dofrunelysmy w piatek, zeby powrocic dzis wieczorem. Bylo bardzo sympatycznie, ale nie o tym chce napisac.

Samolot, ktorym wracalismy do Warszawy byl pelny. Doslownie. Mysle, ze nie bylo wolnych miejsc. Za nami szczebiotaly nastolatki. Tak glosno, ze trudno bylo prowadzic konwersacje o rzad wczesniej. Ok, taki wiek. Dowiedzielismy sie, ze byly juz w zasadzie wszedzie i na kazdy temat maja zdanie.

Potem te nastolatki, tym razem juz w wiekszej grupie czekaly razem z nami na bagaze. Byli bardzo weseli, zeby nie powiedziec krzykliwi. Potem zaczeli jezdzic na wozkach bagazowych z predkoscia w okolicach swiatla. Tak, troche sie balam, ze mi rozjada dziecko, ale bylam w stanie to jeszcze zrozumiec, no i raczej potrafie upilnowac Mloda.

Z czasem troche sie zmeczyli. Usiedli na krawedzi pasa bagazowego. Jak sie okazalo i to bylo malo. Pas ruszyl a 10 nastoletnich pastuchow wpakowalo sie na niego razem z plecakami i zaczelo jezdzic. Z pewnym cynizmem zaczelam sie zastanowiac kiedy mlodziencowi najbardziej po lewej pas, jakby przez przypadek urwie jaja. Wszystko to obserwowala spokojnie ich opiekunka. Czasem probowala jakos zagadac, ale oczywiscie olali ja dokumentnie. Oczywiscie caly pokrzykiwali, smiali sie w glos. 

W koncu zeszli z pasa i zaczeli sciagac te swoje ultra drogie walizki.

Po czasie podeszlam do ich nauczycielki i powiedzialam, ze jesli czasem wstydze sie, ze jestem Polka to wlasnie w takich momentach. Jak wszyscy potrafia sie zachowywac a rozwydrzone bachory szaleja i nikt nie potrafi nad nimi zapanowac. 

Pani odpowiedziala, ze przeciez oni sa bardzo zmeczeni po ciezkim dniu. Nie zgodzilam sie z pania, bo cala sytuacja byla zabawna na prawde tylko dlatego, ze nic im sie nie stalo a stac zdecydowanie moglo, pasy bagazowe nie byly wymyslone po to zeby wozic bande nastolatkow. Powiedzialam tez, ze skoro absolutnie nie potrafi nad grupa zapanowac to moze powinna rozwazyc zmiane zawodu.

Wszystko spokojnie wycedzilam przez zeby i poszlam.

Nie wiem czy pani zrozumiala, bo ta szalona ”bezstresowosc” z niej bila.

Ja nie winie tych dzieci (choc w wieku na oko 15 lat powinni miec swoj rozum), ale zdecydowanie winie wychowawcow. 

Moze juz jestem stara, zdretwiala baba. Moze tak. Ale tez mam powody.

Moja praca zwykle polega na tym, ze dostaje team mlodych ludzi, ktory z tajemniczych powodow nie dziala efektywnie. A ja wam powiem czemu nie dziala. Bo jak mieli 14-15 lat to jakas nauczycielka nie miala odwagi nauczyc ich kultury, obycia, dyscypliny. Potem ja to musze nadrabiac jak maja lat 24 i sa ciezko zaskoczeni, ze do pracy trzeba przychodzic na czas, pracowac intensywnie a obiad nie powinien trwac dluzej niz godzine. Jak to kiedys ujal jeden z moich ”wychowankow” nikt im wczesniej nie powiedzial, ze zadanie nie ma byc wykonane, ale ma byc wykonane DOBRZE.

Jak widac nie powiedzial rowniez, ze nasza wolnosc konczy sie tam gdzie zaczyna sie wolnosc i przestrzen innych osob.

Boski stwierdzil, ze juz mi zupelnie wali na dekiel. No pewnie tak. To sobie zapisze, ze to dzisiaj, zebym miala pamiatke na przyszlosc jak przekroczylam kolejny krok w drodze do starosci. Pewnie tez jestem zmeczona i dlatego medze. Coz, 23:51. Moze pojde na balkon i podre sie troche, obudze sasiadow to mi ulzy.

SOKORTA – z krotka wizyta w kuchni jemenskiej

Ostatnio jezeli zdecydujemy, ze bedziemy jedli na miescie w gre wchodza w zasadzie tylko kuchnie wschodnie. Nie wiem co mi sie to porobilo, ale mogac wybrac cokolwiek, wybieram zwykle ten sam kierunek. 

Wczoraj odwiedzilismy restauracje Jemensko – indyjska o nazwie Sokorta zlokalizowana na ul. Wilczej 27 w Warszawie.

Ceny umiarkowane – nie tanie, ale tez nie horendalne (rachunek 73 PLN na 2 osoby, z 1 przystawka, 1 napojem i 2 daniami glownymi wlacznie z ryzem/nanem). 

Bylam zachwycona. Moje danie glowne to byl w zasadzie zestaw przystawek, czyli 5 rodzajow jedzenia w jednym (jakies minigolabki, kotleciki cebulowe, hummus, jeszcze 2 cos podobnego do hummusu, opiekane kurze udka, ktore dalam Boskiemu i 2 rodzaje sosow a do tego placek nann). Ten zestaw mial byc  z zalozenia dla 2 czy wiecej osob, czyli wielkoscia tak akurat dla mnie jako danie glowne.

Boski mial bardzo ostrego (ale nie za ostrego) kurczaka w papryczkach chili no i ryz. Ukradlam sobie troche, zeby ocieplic moje przystawkowe menu i byl to wspanialy pomysl.

W roli napoju wystapila przepyszna limetkowa lemoniana a przystawka to pikantne, marynowane warzywa – troche za slone jak na moje potrzeby, ale poza tym bardzo dobre.

Boski nabija sie z nazw restauracji w Warszawie. Fakt, wiele z nich jest bardzo udziwnionych, typu Ogorek, karafka i 2 petelki. Faktem jednak pozostaje, ze Warszawa jest pod wzgledem kulinarnym duzo bardziej roznorodna niz Praga, w ktorej tez niby da sie znalezc wiele ciekawych przybytkow, ale trzeba sie duzo bardziej postarac. 

To jest dla mnie jako naczelnego blogowego pasibrzucha argumentem bardzo za.