JAK ZJESC CIASTKO I MIEC CIASTKO

Boski od dluzszego czasu planuje powalczyc o nagrode Nobla w ekonomii. Ma zamiar, jako pierwszy w historii, wymyslec jak zjesc ciastko i miec je dalej. Drobna komplikacja spoczywa w tym, ze to ja jestem ciastkiem.

Technicznie chodzi o to, ze czesc jego duszy wie, ze kazdego dnia maleja moje szanse na znalezienie ciekawej pracy w Czechach, co oczywiscie uwaza za strate i marnotrawstwo (z czym sie zgadzam). Jednoczesnie jednak potrafi liczyc i wie, ze nie ma szansy, zebym znalazla prace w ktorej zarobie tyle co on w Londynie (albo choc rozsadna czesc tego co on) wiec jakby niezypelnie ma sens, zebym ja zaczela prace a on zrezygnowal z tej swojej.

W Londynie, jak juz pisalam, swiat dziala tak jak wszedzie indziej. Jesli nie jest sie bardzo konkretnym specjalista (nie jestem), to trzeba miec konkretne znajomosci. Ktorych nie mamy. 

Pomysly ma Boski rozne, kazdy z nich wywoluje we mnie stany od apatii z wywroconymi galkami ocznymi ( w sensie: bosze, znowu wymyslil), do checi profilaktycznego wydrapania mu oczu (w sensie: niech bedzie tak elastyczny, jakby chcial zebym byla ja  to moze sie zastanowie). 

Stawke podnosi jeszcze zyczenie Boskiego, coby Zu tez tak zajebiscie mowila po angielsku jak Gosia. Tyle, ze na to bedzie trzeba jeszcze kapanek poczekac, bo poniewaz teraz najlepiej jej idzie mowienie: oko. A czas dziala na moja niekorzysc. 

I tak dumamy nad wariantami:

1. Ja w Pradze, on w Londynie – w tym wariancie ja mam nowa prace i 2 dzieci i dom na glowie. W drugim akcie topie sie w maslance.

2. Ja w Pradze, on w Pradze – w tym wariancie ja mam nowa (niepewna z definicji prace), on szuka pracy. Byc moze juz zawsze.

3. Ja w Londynie szukam pracy jeszcze z rok a potem do Pragi, on w Londynie – w tym wariancie nawet najwierniejsi fani mojej  niegdysiejszej pracy w Pradze zapomna jak sie nazywam lub umra smiercia naturalna i nigdy nie dostane zadnej pracy

4. Ja w Londynie a za rok, jak Zu pojdzie do przedszkola, ja znajduje jakas prosta prace ( w sensie McDonald, Tesco, gram na ukulele na rogu ulicy czy gdzie mnie wezma), on w Londynie – ten wariant nastanie dopiero po moim trupie (mam nadzieje)

5. Jeszcze jest mozliwosc cudu – stanie sie cos czego nie potrafimy przewidziec

Chodzi o to, ze Boski nie potrafi z niczego zrezygnowac.

Londyn daje mu choc nadzieje (chociaz bardzo niepewna) na rozwoj zawodowy. Jest to troche jezdzenie na martwym koniu, bo jego branza jest w kiepskim stanie. Z drugiej strony, nikt go z pracy nie wyrzuca i raczej dlugo nie wyrzuci, wiec dlaczego nie konstatowac, ze jest dobrze tak jak jest. Niby chce wrocic do Pragi, jednak doskonale wie, ze jesli ma szanse jakos sie rozwijac to tylko tutaj, albo w jakims duzym centrum finansowym. Boli go tylko, ze ja leze odlogiem…

Ja, jako potencjalne zrodlo finansow. Ja, jako jakostam wyksztalcony czy doswiadczony czlowiek. Ale tez ja, 40 letnia (za 3 tygodnie:). Jasne, ze mam swiadomosc, ze bede musiala zrobic krok czy dwa do tylu, ale nie mam zamiaru zaczynac od poczatku. Mozemy wrocic do Pragi i ja tam ten krok dwa zrobie jeszcze raz, takie zycie. Jesli chce mnie miec tutaj, to albo mnie bedzie utrzymywal, albo cudem znajde choc rozsadna prace. Nie ma takiej opcji, zebym miala 20 letniego szefa, ktorego glownym atutem bedzie brytyjskosc, albo zebym pracowala za mniej niz w Pradze (tutaj wszystko jest duuuuuuuzo drozsze). Moje ego tez nie chce byc zupelnie zadeptane. Moze powinnam zmienic podejscie, ale jeszcze nie potrafie. Nie chce zeby sie to skonczylo tak, ze ja odchodze z pracy kilka razy, ciagle zaczynam od poczatku, po to zeby on robil “kariere” a ja pracowala w Tesco??? Kuzwa, nie! I dzieki za dobre rady, zebym stala sie specjalista. Ja nie jestem specjalista. I nie chce robic kursow na sile. Dlaczego zawsze docina sie mnie. Moze teraz czas na niego, zeby przeszedl przez dzwoneczki, albo choc wybudowal takie przez ktore przejde ja?

No gotuje sie we mnie. Butna, zla, niedostosowana ja nie chce znowu sie dostosowac. Tylko co innego pozostaje?

 Jechac? Zostac? Pracowac? Gdzie? Troche mnie to wszystko przerasta. 

KANAPKA Z SEREM

Od kilku miesiecy staram sie jakos ogarnac wypadanie wlosow. Jakiegokolwiek sposobu sie nie chwytam zaraz czytam, ze od poczatku leczenia do jakichkolwiek efektow uplyna conajmniej 3 miesiace. Oczywiscie nikt nie moze mi zagwarantowac, ze akurat jego sposob bedzie dzialal, dlatego nie chca tracic czasu,probuje roznych. Staram sie, oczywiscie, zeby rozne terapie nie wchodzily sobie wzajemnie w droge.

Jednym z pomyslow na uratowanie wlosow byly odwiedziny naturopaty – prywatnie mamy kolegi z klasy Gosi.

Przyznaje, ze wiazalam z tym podejsciem duze nadzieje, bo pani wyleczyla synka z ciezkiej astmy. Teraz zaczynam miec coraz wieksze watpliwosci.

Po pierwsze pani intensywnie zacheca mnie do przeprowadzania bardzo drogich i bardzo dziwnych badan, tylko w wybranych laboratoriach, oczywiscie. Na jedne dalam sie skusic, ale powaznie nie ma opcji, zeby ktos mnie przekonal, ze da sie cokolwiek zbadac z powietrza, ktore wdechne do jakiejs probowki laboratoryjnej. Jakiekolwiek badania konwencjonalne pani kwestionuje jako niedokladne i w zasadzie strate czasu i pieniedzy. Co ciekawe, chyba nawet nie chodzi o to, ze na mnie zarabia, bo oddaje mi swoja dole (na badaniach bylam jako czlonek jej rodziny, wiec troche taniej). 

Po drugie cale to leczenie – a wiec suplementy sa po prostu bardzo drogie, i moge raz dwa razy cos takiego kupic, nie moge jednak wydawac non stop kasy na cos co przynajmniej na razie nie przynosi zadnych efektow. A przede wszystkim nie przekonala mnie, ze wie, ze ma to zwiazek akurat z moimi wlosami. Nie kwestionuje, ze picie tranu jest zdrowe, pryncypialnie jednak nie mam problemow ze zdrowiem. Czy tran (kuriozalnie drogi) ma szanse pomoc w moim problemie z wlosami?

Po trzecie jej zdaniem powinnam zupelnie zmienic diete. No, gdyby zmienic. Zredukowac. Wyeliminowac wszystko co mleczne i wszystko co z glutenem, cukry proste itd. Najlepiej jesc glownie warzywa, malo owocow, orzechy i duzo miesa i ryb. Pani sama tak zyje, u niej to dziala i git. Tylko nie wiem jaki to ma zwiazek z moimi wlosami? Cukry, rozumiem moga miec wplyw na ewentualna grzybice skory. Ale maslo? A buleczka? Mam wrazenie, ze pani zakazuje ten gluten tak jakos wszystkim z automatu. Tego moja zarloczna dusza nie potrafi przeniesc przez serce. Zawsze wychodzilam z zalozenia, ze jesli jem roznorodnie, to nawet jesli nie zupelnie idealnie to jakos tam wszystkie skladniki w koncu sie do mnie dostana. Poza wlosami czuje sie blank zdrowa, plus juz wiem, ze po prostu brakuje mi estrogenu. Na sam koniec owszem problemy z przyswajaniem glutenu moga prowadzic do lysienia, ale zupelnie innego typu niz ten moj. Konkretnie lysienia plackowatego – czyli takich wypadajacych, jasno wytyczonych plackow bez wlosow. Wiec nawet jesli ( w co raczej nie wierze) mam problemy z tolerowaniem glutenu, to i tak moje problemy nie sa standardowym sposobem w jakim mogly by sie przejawiac…

Oczywiscie wiem, ze da sie zyc zdrowo bez glutenu. Trzeba tylko jesc inaczej (i drozej). Niestety nie mam pomyslu co inaczej moglabym jesc. Nie chce poswiecic zycia na wymyslanie menu. Znam “quione” czy jak to zwlal i inne wynalazki, ale zeby to miala byc podstawa mojego wyzywienia? Jestem w kropce.

Zmieniac zycie czy nie zmieniac dla pomyslu w ktory tak zupelnie nie wierze… (moze gdyby mnie przekonala, ale ona to stawia jako pewniki)?. Jesli byloby jakies badanie: tu prosze, jestes celiakiem, to zmieniam wszystko, ale tylko tak… bo generalnie lepiej nie jesc glutenu?

Prawdopodobnie sprobujemy zyc przez 2 miesiace na zupelnie innej diecie, ale czy wytrwam? Nie wiem. Nie obiecuje.

I tak sie bujam liczac na cud.

GOOGLE – nie dla prawdomownych frajerow

Jakos tak weszlo mi w zwyczaj, ze opisuje na blogu jak definitywnie przegram jakas walke.

Dzisiaj postanowilam opisac moj proces rekrutacyjny w Google. 

W czasie kiedy sie to wszystko dzialo pisalam o samych rozmowach on-line, tylko nigdy nie uzywalam nazwy firmy. Troche zeby sie nie chwalic, czy zapeszac, a troche ze strachu, zeby to nie mialo wplywu na proces rekrutacji. Teraz to wszystko juz historia, wiec moge napisac wprost jak bylo. A bylo to tak…

Po przeprowadzce do Warszawy zaczelam szukac pracy. Na linkedin znalazlam informacje, ze AW zna jednego rekrutera z Googlu. AW przeslala mu moje CV bez wielkich nadzieji na cokolwiek i zaczal sie mlyn.

Zostalam zaproszona na pierwsza rozmowe kwalifikacyjna. Chodzilo o dzial handlowy i sprzedaz jednego z ich kluczowych produktow. Rozmowa przebiegla swietnie, zaprosili mnie na kojena i jeszcze jedna, tym razem z moim potencjalnym szefem. Byl to przemily, bardzo inteligetny mlody czlowiek. Tysiac mil przede mna w kwestiach technicznych i … jednak 10 lat mlodszy w kwestiach nazwijmy je personalnych. Wiedzialam ile mamy czasu i po chwili prowadzilam go przez ta rozmowe tak, ze mowil glownie on a do tego byl zadowolony ze mnie. Moja najlepsza rozmowa w zyciu :)) Za pare dni Google przyszedl z niecodzienna propozycja: czy moze jednak nie chciala bym isc do dzialu marketingu, bo choc rozmowa przebiegla swietnie to dla wszystkich bylo jasne jak slonce, ze ten pan nie moze byc moim szefem. 

Swietnie! Marketing, czemu nie?

Po 8 rozmowie czulam sie jakos dziwnie. 

Zadzwonili, ze bedzie jeszcze rozmowa kwalifikacyjna numer 9 i 10. 

Przed dziewiata rozmowa zrobilam test, okazalo sie, ze stal sie cud! jestem w ciazy z ZU! w ciazy ktorej przeciez mialo nigdy nie byc! Rozmowa numer 9 ( z szefowa marketingu na  jakas 1/3 swiata 🙂 zakonczyla sie sukcesem, byla na tyle dobra, ze postanowili, ze 10 nie bedzie juz potrzebna.

Zaczeli zbierac referencje. Pomyslnie. Potem skanowalam dyplomy, zdjecia z rejsu, cuda wianki. Mijaly tygodnie i miesiace a ja roslam i roslam.

Na poczatku 6 miesiaca mialam spotkanie  z potencjalnym szefem tym razem juz z marketingu. Ze mnie przeprasza, ze u nich to zawsze tyle trwa. Ze nie mam wyksztalcenia kierunkowego w marketingu, ale juz oni cos wymysla, bo bardzo mnie chca, bo mysle inaczej, bo dla nich to swieza krew. Gadalismy godzine. Gosc przyjechal do mnie z Pragi do Warszawy. 

Juz idac na ta rozmowe wiedzialam, ze mu powiem, ze jestem w ciazy. Konca procesu rekrutacyjnego nie bylo widac a mnie wydawalo sie absurdalne udawac, ze nic sie nie dzieje a za kolejne 3 miesiace jakbym juz dostala (moze tak a moze nie?) oferte powiedziec im: sory, ale zaczne prace za rok, bo rodze.

Tak wiec po wszystkich achach i ochach na moj temat powiedzialam mu, ze rekrutacja trwa juz pol roku a ja zorientowalam sie, ze jestem w ciazy. Ze nic to nie zmienia na moim zainteresowaniu praca, ze jestem sklonna wrocic do pracy bardzo szybko, ale musza wiedziec, ze jednak czeka mnie wypadek, bo bardzo ale to bardzo chce miec drugie dziecko. 

Pogratulowal, pozwachwycal sie. Powiedzial jak to Google absolutnie wspiera kobiety itd, ze nie ma to dla nich zadnego znaczenia….. I od tego czasu nie uslyszalam juz o tej pracy ani slowa….

Kilka miesiecy pozniej, dokladnie 7.1.15 zadzwonil telefon. Google Irlandia dzwonil czy bym nie chciala zaczac pracowac u nich, bo widza te wszystkie rozmowy i nie wiedza co sie stalo, czemu u nich nie pracuje. 12 osobowy team handlowcow, na gwalt potrzebuja czlowieka, ktory zna jezyki srodkowoeuropejskie. W Dublinie. Ja na rekach 7 dniowe dziecko i swiadomosc, ze za 2,5 miesiaca przeprowadzam sie do Londynu.

Mowie kobiecie: – ale ja mam 7 dniowe dziecko! Ona; – ale nam to nie przeszkadza! ja – ale mnie troche tak…zeby choc w Londynie. Nie, w Londynie nic nie maja.

Minelo duzo dni. Pare tygodni temu w Londynie pojawila sie nieomal dokladnie ta sama pozycja na ktora bylam “zbyt senior” w Warszawie. Postanowilam, ze sie zglosze. Ba, nawet ten moj niedoszly szef z Pragi poslal mnie tam ze swoim referalem. Odpowiedz przyszla za 3 dni: bardzo dziekuja, ale nie mam technicznego wyksztalcenia i doswiadczenia w sprzedazy produktow technicznych. Sory.

I tak definitywnie skonczyla sie moja wielka przygoda z Googlem 🙂

Musze napisac, ze wszystkie rozmowy byly bardzo przyjemne, a ludzie z Googlu bardzo fajni, inteligentni, zero jakiegos zadartego nosa. Szefowa polskiego Google absolutnie charyzmatyczna, swietna kobieta. Szfowa marketingu na pol swiata powalajaco inteligetna, madra, dowcipna. Przyjemne spotkania, zadnych idiotyzmow o ktorych tyle sie czyta na temat rekrutacji w Google.

O swieta naiwnosci 🙂 Nie wiem co myslalam mowiac im, ze jestem w ciazy 🙂 Glupota to byla straszna. Moja wina. Dowcipne jest, ze mysle, ze dzisiaj zrobila bym to samo, bo nie chciala bym od pierwszego momentu oszukiwac pracodawcy. 

Niestety prawdopodobnie w tej sposob stracilam szanse zeby pracowac w najlepszej firmie na swiecie. Cala ja:)

 

ZLE WYBORY

Mam jedna kolezanke, lekarke z ktora etatowo klocimy sie o sytuacje lekarzy w Polsce. Ona, ze tak duzo pracuja i tak malo zarabiaja. Ja, ze tak duzo pracuja, ale jako jedni z nielicznych zarabiaja i jeszcze non stop ucisnieni. Nie mowiac o polskich standardach podejscia do pacjenta…

Tym razem kolezanka siegnela, bo twardy argument, ze bedzie ze mna dyskutowac jak ja zaczne pracowac i tak jak ona pracowac 300h na miesiac. Wiec i ja pojechalam po bandzie, ze sory, ale nie mam babci ktorej moge oddac dziecko na wychowanie. Tak w skrocie.

No, taktem nie grzeszylysmy obie. Choc fakt moja wina wieksza, bo przeciez to ja odpowiadalam na jej standardowy komentarz na temat lekarzy a powinnam milczec i myslec swoje.

Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o kompleksy. Moje w tym wypadku.

1. Kompleks nie bycia lekarzem/prawnikiem choc sie chcialo. Ale nie mialo kasy na korepetycje, odwagi sprobowac bez nich a przede wszystkim mozliwosci zostania w domu o dzien dluzej niz to konieczne. Ja po prostu musialam zaczac studia zaraz po liceum. Ich rodzice (nie wiem czy konkretnie jej, ale kilkorga aktualnych lekarzy z naszej klasy) sprzedawali auta, zeby zaplacic korki. Mnie mogli kupic ksiazke, jakbym poprosila. A, ze bylysmy razem w klasie w liceum wie, ze u mnie to nie byl raczej problem intelektu.

2. Kompleks braku pracy choc by sie chcialo. I slabych szans na znalezienie rozsadnej pracy w Londynie a jak zostane tu jeszcze troche to oddalajacej sie szansy na prace gdziekolwiek indziej. Tyle razy odeszlam z pracy zeby isc za Boskim albo byc z dziecmi. I ciagle mysle, ze to byla dobra decyzja. I ciesze sie kazdym dniem kiedy moge byc z Zu i pomagac Gosi w lekcjach, ale jednak zal dupe sciska, ze zamiast robic kariere ktos mi moze zasmiac sie w twarz, ze sory, ale partnerem do dyskusji nie jestem. Sciska tez bo lubie ta adrenaline i chciala bym isc do pracy. Tylko jestem tak bardzo nie kierunkowa i malo specjalistyczna, ze albo cud albo znajomosci. Tutaj znajomosci nie mam.

Jaki z tego moral: nie mam pojecia czy ona wie jak slabým punktem jest dla mnie to, ze Swiat ucieka a ja robie dobra mine do zlej gry. Moze nie wiedziala/ nie pomyslala jak bardzo. Ja, co pewnie gorsze, wiem, ze chciala by byc z dzieckiem… ale jednak nikt jej 300 godzin w pracy na lancuchu nie trzyma. Tez ma wybor.

Wybory. Najgorsze sa sytuacje kiedy co sie nie wybierze, to zle.

Mysle, ze obie wyszlysmy z tej rozmowy pokiereszowane.

 

 

MASLO MIGDALOWE

Nigdy, w zadnym wypadku nie kupuj masla migdalowego. Nie. Nie wolno. Takiego malego tez nie. Ja kupilam i co? Musialam zjesc caly sloiczek na raz. I teraz juz musze kupowac takie maslo regularnie i niedlugo bede szersza niz wyzsza.

Taka sytuacja.

OLIWIER BEZ KONCZYN

Urodzilo sie dziecko bez konczyn. W czasie ciazy USG robilo 6 lekarzy i zaden nie zauwazyl braku konczyn. Izba lekarska umozyla postepowanie, bo nie wykryla zadnego przewinienia u lekarzy.

No ludzie! W czasie wszystkich ciaz badali mnie duzo duzo razy wiec mam jakies pojecie. Nie da sie NIE ZAUWAZYC, ze dziecko nie ma nog. Na USG mozna policzyc palce! Bada sie budowe mozgu, dlugosc konczyn, nerki, przeplywy krwi w sercu, wszystko. Badanie trwa dobre 20 minut. Mnie perinatolog powiedzial nawet, ze Zu bedzie miala bardzo dlugie stopy!

Ja rozumiem, ze pacjenci bywaja przemadrzali, marudni, ze maja pretensje o rzeczy na ktore lekarz nie ma wplywu, ale kuzwa nie zauwazyc braku konczyn? 6 lekarzy? Zart!

KTOKOLWIEK WIDZIAL, KTOKOLWIEK WIE

Zachecona przez Boskiego postanowilam zaczac szukac pracy w Londynie. Zabieram sie do tego jak pies do jeza. Oczywiscie jestem wewnetrznie przekonana, ze jestem super fajna, sliczna, inteligentna i ogolnie zupelnie fantastyczna, tylko mam wrazenie, ze wszystkie te moje niewatpliwe atuty sa jakos tak (zbyt) gleboko ukryte. 

Do tego wcale sie nie dziwie nikomu, ze nie padnie na twarz myslac o zatrudnieniu nieukrywanej matki ( w sensie nie bede przeciez lgac, ze mam teraz prace, czyli musze przyznac, ze mam w domu miniaturki). 

Zeby bylo smieszniej wszystkie uslugi w Londynie sa absurdalnie drogie, wiec teby zarobic na nianke (zlob) musze z mostu zarabiac sporo. 

Dam rade, oczywiscie (w sensie jak nie jutro, to za 5 lat:). Jednak gdyby ktos z Was mial mozliwosci albo ochote pomoc mi w znalezieniu jakiejs superniesamowietej pracy to padne na twarz z zachwytu.

XXX

Zwiazek ma to niewielki, ale jak o tym mysle, to zawsze sie smieje. Czy Ty tez masz takie osoby w obecnosci ktorych zawsze zachowujesz sie jakby Ci sie iloraz inteligencji zredukowal o polowe? Ja niestety mam. Bardzo nie lubie tego uczucia 🙂 

PAKT Z DIABLEM

Zglupialam i na starosc zaczelam brac tabletki antykoncepcyjne. Tak powaznie to mam nadzieje, ze jest to madra decyzja, bo z cala pewnoscia bardzo dokladnie przemyslana. Propozycja padla z ust ulubionego Wujka – Doktora, poparlo ja niezaleznie od niego 2 dermatologow i jeden ginekolog. Jakoze nie jestem szczesliwym posiadaczem dostatecznej ilosci estrogenu, a zycia przede mna jeszcze kawal (mam nadzieje), musze jakos pomoc szczesciu. Co tu duzo gadac i tak czuje sie jakbym podpisala pakt z diablem.  Mam wrazenie, ze z tabletkami to nigdy nie wiadomo czy czlowiek bedzie sie czul (a organizm zachowywal) duzo lepiej, albo wrecz odwrotnie.  Caly swiat kobiet bierze tabletki (no dobra, duzy kawalek), jak wiem, ale i tak podchodze do tego z pewna taka niesmialoscia.

Trzymajcie kciuki, zeby okazalo sie, ze wyciagnelam dobra karte. No bo wlasciwie dlaczego by nie?

NOWE ROZDANIE – DONALD TRUMP

No i stalo sie. Donald Trump zostal wybrany na przezydenta Stanow Zjednoczonych Ameryki. Po zwyciestwie Andrzeja Dudy (i PiSu ogolnie w Polsce), Zemana w Czechach a przede wszystkim po decyzji o Brexicie, trudno powiedziec, ze mnie to zaskakuje, ale z cala pewnoscia dziwi.

Amerykanie nie mieli lekkiego wyboru. Hillary Clinton to skompromitowana, zkorumpowana, obslizgla polityk, ktorej wlasciwie nie da sie lubic. Na jej korzysc przemawialy jednak dwa bardzo silne argumenty: doswiadczenie i gwarancja stabilnosci kraju i swiata, w wypadku wygranej.

Tylko, ze Amerykanie nie chcieli stabilnosci. Chcieli zmiany, najlepiej wielkosci tornada. Chcieli, beda ja miec. Donald Trump to ciekawy czlowiek i jestem przekonana, ze zapewni (nam wszystkim, niestety) wiele rozrywek.

Pomimo iz obiektywnie zyjemy w najlepszych czasach w historii ludzie cywilizacji zachodniej dochodza do ciekawego wniosku, ze a) jest im zle, b) jest to wina wszystkich poza nimi samymi c) powinni natychmiast dostac duzo rzeczy (500+?) za darmo a jesli nie, to przynajmniej koniecznie trzeba sie zabarykadowac przed “obcymi” i/albo wyszarpac co sie da tym, ktorzy ostatnio (lub nie daj Bože dzieki nam!) maja sie troche lepiej.

Czas pokaze co przyniesie zmiana prezydenta USA. Miejmy nadzieje, ze ich demokracja jest silniejsza od naszej a destrukcja bedzie postepowala wolniej niz w wyniku dzialan polskiej “dobrej zmiany”. Mysle, ze pozytywnym efektem, ktory moze przyniesc Donald jest stonowanie w kwestii politycznej poprawnosci. Sadze, ze byloby bardzo orzezwiajace gdyby ludzie zaczeli mowic bardziej wprost co mysla i dlaczego.

W kazdym razie Europe a wiec nas wszystkich czeka okres szybkiego dojrzewania. Nagle wszyscy chca byc bardzo samodzielni.

No to siup!