AMERYKA PO kaWALKU

“Ameryka po kawalku” autorstwa Marka Wałkulskiego to ksiazka bardzo subjektywna i stronnicza. W zadnym wypadku nie mozna jej traktowac jako przewodnika. Jest to zbior barwnie opisanych doswiadczen autora, ktory od 12 mieszka i pracuje w USA jako korespondent Polskiego Radia. Ksiazka jest pozytywna i programowo nie szuka dziury w calym. Dla mnie, lekkiego amerykanofila, cudenko. Swietne zrodlo lekkich wiadomosci.

Czyta sie rewelacyjnie. Krotkie rozdzialy wciagaja jak bagna i pozwalaja zapomniec o bozym swiecie, nawet jesli na relaks mamy 15 minut. Do tego ksiazka jest pieknie opracowana graficznie. Co to duzo gadac. Polecam. Lektura, ze palce lizac!

PARADOKS

Sadzac po informacjach w mediach albo komentarzach pod jakimkolwiek ( zwykle niepochlebnym) artykule o polskim jedzeniu, Czesi polskiego jedzenia nie znosza. Jedza i to sporo, zwykle dlatego, ze nie wiedza, ze to z Polski. Oficjalnie z Polski jest bee. W Londynie moge polskie zarcie kupic w malym Tesco na osiedlu. Uwaga! Nie mieszkam w czesci miasta bogatej w rodakow. Pewnie sa, ale raczej sztuki niz dziesiatki sztuk. Taki paradoks. Nie wiem ile w tym jest prawdy… Ponoc ludzie kupuja polskie jedzenie, bo jest dobre:) ot, taka fanaberia:)

SPOKOJNIE

Widzialam dzisiaj obrazek, nie moge sobie przypomniec gdzie. Bardzo mi sie spodobal. Tresc nastepujaca: kiedy jest juz tak, ze nie dajesz rady i myslisz sobie, ze juz tego z pewnoscia nie wytrzymasz, wyobraz sobie, ze za Toba stojí aniol stroz i mowi: “oj tam, nie przesadzaj…”

Na szczescie dzisiaj zadnych aniolow nie potrzebiwalam:) Oszczedzamy sily na przeprowadzke na poczatku przyszlego tygodnia. Jestem bardzo ciekawa jakie bedzie to docelowe mieszkanie. Ogladac zdjecia i Zastanawiam sie gdzie wcisnac polki na ksiazki 🙂 jakos to bedzie. Dzisiaj w nocy Zu nie spala od 2 do 4. Dla pewnosci ide spac zeby przezyc eventuálns powtorke z rozrywki. Dobranoc:)

JAK BEDE DUZA…

To bede pediatra w Londynie. Ze nie mam wyksztalcenia? Alez to nie ma znaczenia! Nikt nie zauwazy! Dzisiaj na pierwszej wizycie u pediatry z 3,5 miesiecznym dzieckiem nie wyciagnelam go z wozka:) pani nie potrafila odpowiedziec na zadne z mojich pytan, a nie byly trudne ani zle zadane. Tak wiec bede pediatra, a co! Ja przynajmniej dzieci obejrze:)

JESTEM, JESTEM

Slabo sie pisze, bo internet tylko w telefonie. Bedzie lepiej. Z pisaniem i ogolnie. W zasadzie juz jest. Zaczynam to sobie ukladac w glowie pomalutku. Jeszcze potrwa zanim poczuje sie tutaj jak w domu, ale jest lepiej. 27.4 kolejna
Przeprowadzka, juz ostatnia na jakis czas, do mieszkania docelowego. Wiem gdzie jest, samego mieszkania nie widzialam. Zeby wynajac tutaj mieszkanie trzeba przyjsc prawdziwa droge przez meke, wlacznie ze sprawdzaniem zdolnosci kredytowej. Wydaje sie, ze tym razem mamy ta zabawe za soba. 28.4 przyjada nasze rzeczy. Bedzie trzeba kupic duzo polek na ksiazki i jakis materac do spania dla Boskiego (bo ja bym nie przezyla kombinacji kilku pobudek do Zu i jego chrapania). Potem wszystko powinno sie pomalu uspokojic. Gosia juz chodzi do szkoly, nie zglasza problemow. Odezwe sie wkrotce.

ZACZYNA SIE NOC

Noce lubie najbardziej. Nawet kilkukrotne wstawanie, zeby nakarmic czlowieczka mi nie przeszkadza, bo znowu chwile przed zasnieciem moge pobyc sama. Jestem szalenie zmeczona. Nie fizycznie, wstawanie noszenie czy podobne nie robia na mnie w gruncie rzeczy wrazenia. Jestem zmeczona zmianami. Caly ten rok to dla mojej duszy makabryczny wysilek. Moze juz stara jestem na taka Ilosc wrazen. Wlosy padaja tragicznie a to dla mnie dodatkowy wielki stres. Jestem taka w srodku smutna. Wszystko sie konczy wiec skonczy sie i ten stan tylko doczekac. Miedzy tym 16.4 Gosia zaczyna szkole a 27.4 przeprowadzka do mieszkania stalego. Bedzie dobre. Niby 10 minut drogi a energia duzo lepsza. Nie wiem jak mieszkania ale komplexu mieszkalnego z cala pewnoscia. Oba dzidziusie sa slodkie. Gosia samodzielna, Zu kochana, i tak czasem brakuje mi cierpliwosci. Ide przykryc swoje zwloki w Lozeczku. Londýn wita nas sloncem, zeby nie wszystko bylo szare. Dobranoc

O TYM JAK PRZYSZLA NA SWIAT ZUZIA

Ostatnie dni moja uwage zaprzata glownie Zu, ktora nie za bardzo chce jesc. Co tam przeprowadzka jak moj dzidzius nie dziala. Boli ja brzusio a my nie wiemy jak pomoc. Do tego pan w aptece nie slyszal o probiotykach. Tak czy insczej przed chwila zjadla wyjatkowo dobrze, wiec na najblizsze 3 godziny zamierzam zapomniec o stresie i cieszyc sie piekna pogoda za oknem. Bylismy na cudnym spacerze, teraz slicznie zjadla, czego chciec wiecej 🙂
Skoro juz mam czas a chwilowo odzyskalam humor postanowilam wrocic w czasie do wydarzenia sprzed 3,5 miesiaca – przyjscia na swiat Zu. Jest jeszcze jeden powod dla ktorego chce o tym pisac wlasnie teraz. Juz za chwileczke, juz za momencik urodza sie dzieci mojich super kolezanek. Najpierw (drugie) najlepszej kolezanki z liceum a potem (pierwsze) dobrej znajomej z pracy. Uswiadomilam sobie, ze zanim zostana matkami czeka ich ciezka brama do macierzynstwa – porod.

Urodziny Gosi opisywalam kiedys dawno. Nie mam jak polaczyc wpisow bo internet mam tylko w telefonie. Wtedy sytuacja byla troszke inna bo porod byl wywolywany i przynajmniej moglam sie spodziewac kiedy przyjdzie, teraz nie bylo takiej koniecznosci. Ostateczny termin przyjscia na swiat Zu zostal wyznaczony na 4.1.2015. Bylam umowiona, ze jesli nie wykluje sie do tego czasu to jej pomoga. I w koncu…. 29.12 zaczelo sie dziac. Pól dnia brzuch cwiczyl skurcze. Najpierw nieregularnie, potem coraz silniej i mocniej. Przy czestotliwosci co 5 minut postanowilam sprawdzic czy mi bedzie lepiej w wannie a …. skurcze odplynely. Nastepnego dnia (30.12) okolo 14 zaczela sie powtorka z rozrywki. To juz “wiedzialam”, ze to tylko takie manewry i zarzadzilam wyjscie do kina. Z braku niani poszlismy w trojke (4:) na czeska komedie od lat 12. Hmm, no jakos událo nam sie przekonac Gosie, ze jeszcze chwila i bedzie super a jak scény byly niekoniecznie dla dzieci dostawala haribo albo soczek:) Brzuch skurczal sie i rozkurczal, film zmierzal do szczesliwego konca a ja zaczynalam sie zastanawiac czy ten brzuch nie boli jednak troche ZA BARDZo. Nie no, to tylko trening tak jak wczoraj, co nie? Poszlismy na zakupy. Powolutku, z przerwami doszlam na metro. Kolacje robilam i jadlam w takt nasilajacych sie kontrakcji. Miesko oczywiscie. Przyroda wie co robi. O 19:30 zaczelo mi sie zle mowic i tak pomyslalam, ze chyba tym razem skurcze juz nie dadza sie splawic. Zadzwonilam do Pani Krolikowskiej czy nie zechciala by przyjechac pobrac Gosie, bo ja chyba tak troszke rodze. Zasypane sniegiem drogi, pogoda jak z bajki a Krolikowska sunela z drugiego miasta, zeby w drzwiach i w zasadzie bez slowa ( bo juz nierozmowna bylam:) odebrac Mloda na przespanie. Do szpitala dojechalismy pare minut po 21. Podlaczyli mnie do monitora wyszla silna kontrakcja a potem 15 nic, dziwne skoro ja czulam skurcze co 4-5 minut. Pani nawet nie robila ze mne debila, tylko mowi, ze czasem nie wychodza na KTG. To ja do niej, ze dziekuje ze taka míla, ale troche sie czuje jak idiotka jak ich nie widac a wydaje mi sie, ze jakby przesunac to koleczko to by sie mogly pojawic. Przesunela. Nastepny skorcz wystrzelil ponad sto (po 100 juz nie patrzalam bo musialam przeczekac). Potem pani mnie obejrzala i mowi, ze porod sie zaczol, ale jeszcze jakis czas to potrwa i nie wie czy ma sens zebym czekala w szpitalu. Powiedzialam jej, ze nie za dlugo, bo ja rodze szybko. To sie tylko usmiala i powiedziala, ze moja lekarka moze dojechac nastepnego dnia o 8 rano. Znowu jej odpowiedzialam, ze o 8 rano to zamierzam byc juz odpoczeta PO i obie sie usmialysmy. Zaproponowala, ze albo moge sie polozyc w pokoju z innymi jeczacymi paniami, albo na razie polazic sobie jeszcze po szpitalu z Boskim i poczekac jak sytuacja sie rozwinie. No to lazilam pojawiajac sie raz na godzine, zeby sprawdzili tentno plodu i zeby przypomniec, ze tym razem to ja bardzo chce epidural. Na koniec umowilymy sie, ze tak czy inaczej o 1 poloze sie do lozka, zeby w miare mozliwosci troche odpoczac. Szpital byl pusty, a my chodzilismy z Boskim po tych korytarzach jak z Harrego Pottera zatrzymujac sie co pare minut na przeczekanie. Boski byl bardzo pomocny. Nie gadal, nie wykonywal zbednych ruchow, byl tam ze mna i podawal pomaranczowe nimm2 zebym nabrala sil. Za kazdym razem jak przychodzil skurcz modlilam sie, bo modlitwy maja rytm i nie dá sie zapomniec slow a potem juz wiedzialam od ktorego slowa bol zacznie opadac. Bardzo chcialam doczekac do tej 1, ale od 00:10 brzuch bolal mnie tak bardzo, ze dziwilam sie za kazdym razem, ze jakos o wlasnych silach doczekalam do konca kontrakcji. O 00:45 przyszlam na sále przyjec, ze juz mnie boli bardzo i ja bym chciala ten epidural JUZ TERAZ! Pani polozna usmiechnela sie dobrotliwie i powiedziala, ze niestety jest jakby za pozno, nie uda sie ani tym razem. Mam sie szybko przebrac do koszulki i migiem na sále porodowa. I miala racje, nastepny etap porodu zaczal sie pare kontrakcji pozniej. Zuzia przyszla na swiat 31.12.2014 o 1:23. Wokol glowy miala 2 razy zaciagnieta pepowine. Uplynelo kilkanascie dluugich sekund zanim zaczela krzyczec. Nawet nie chce myslec co by sie stalo gdybym nie miala sily urodzic jej za 3 czy 4 razem, albo gdybym dostala ten epidural a akcja porodowa potoczyla by sie wolniej, albo na chwile zatrzymala. Na szczescie nic takiego sie nie stalo i mamy zdrowa, sliczna dziewczynke. W taka noc nikt sie nie spieszyl wiec zanim zabrali ja do przebadania byl czas zeby sie naglaskac i natulic. Przepisowe 2 godziny lezenia spedzilismy przy akompaniamencie ultra-marudnej rodzacej z sasiedniego boxu. Baba bez przerwy cos od pielegniarek chciala a polecenia wydawala umierajacym glosem, ze mialam ochote poleciec i dobic. Po pól godzinie Boski stwierdzil, ze z nia by porodu nie wytrzymal i ze ona jeszcze nie rodzi, bo za duzo gada. Z tego nieustannego “sioooostroooo…” nabijamy sie do dzisiaj.
I jeden i drugi porod dziewczynek wspominam z usmiechem. Gosia rodzila sie chyba chwile dluzej, ale cala procedura mniej bolala. Zu na szczescie urodzila sie szybko i sprawnie. Rodzina Boskich czuje sie kompletna.

ODA NA CZESC KROLIKOWSKIEJ

Te slowa pisze w samolocie, gdzies nad Bonn. Na mojich rekach szczesliwe spi Zu na siedzeniu obok grzecznie “czyta” gazete piecioletnia Gosia. Lecimy zobaczyc jak sie zyje na wyspie. Choc wczoraj wieczorem nie bylo to takie oczywiste…

Zaczelo sie rano. Zu zjadla posilek o 6 rano a potem do 12 cyca nie chciala nawet widziec. Normalnie je co OK 2,5h, tylko w nocy pociagnie i 4-5h bez jedzenia. Z drugiej strony przyzwyczailam sie troche do jej fanaberii w kwestii jedzenia, do tego caly czas miala dobry humor, wiec postanowilam sie nie przejmowac. Potem zjadla o 14, 16:35 … I sie zaciela. Mijaly godziny najpierw Zu byla w zupelnie dobrým humorze, potem zaczela sie drzec jak opetana na koncu na sam widok piersi albo pokoju gdzie jemy dostawala szalu. Do tego nie potrafila zrobic kupy i non stop darla sie darla, darla. Po 20:30 stwierdzilam, ze musi ja widziec lekarz. Nasz poprzedni pobyt w szpitalu zaczal sie w bardzo podobny sposob. Dostalam normalnego ataku paniki i bardzo balam sie jechac do szpitala sama. Dalam Zu jakis lék przeciwbolowy dla maluchow, ktory zwykle pomaga jej jesc w takich sytuacjach. Zadzwonilam do pani Krolikowskiej, ktora bez slowa sprzeciwu rzucila cala swoja prace zeby mnie uratowac. Przyjechala, byla jak usmiechnieta skála, prawdopodobnie i lek stopniowo zadzialal. Zu zaczela jesc. Malutko, bez szalu, po prostu zjadla. W koncu! Po chwili znowu zaczela sie drzec, ale juz ze zmeczenia. Pani Krolikowska unosila malego krzykacza az usnela. Prawdopodobnie Zu przezyla by ten wieczor bez pomocy pani Krolikowskiej. Nie jestem zupelnie pewna, ze ja bym dala rade. Siedzialam jak sierota, lzy mi ciekly po twarzy i dawalam sie uratowac bialemu Krolikowi. Pani Krolikowska zostawila w domu synka w wieku Gosi i odeszla jak stala od pracy, bo zadzwonílam po pomoc.
I to nie pierwszy raz. To u Pani Krolikowskiej Gosia spedzila sylwestrowa noc. Malá Zu pchála sie na swiat a Gosia usypiala przytulona do Pani K.

A teraz lece w nieznane. Nie bedzie Pani Krolikowskiej, Ksiezniczki, AW i innych, ktorzy byc moze albo zupelnie na pewno przyjechali by mnie uratowac gdybym umierala ze strachu i poprosila o pomoc. Bardzo wam dziekuje, ze Was mam. Zwlaszcza Pani Krolikowskiej. Moze coraz dalej (wlasnie lecimy przez kanal), ale jednak… Bez Was moj aniol stroz bedzie mial duzo wiecej pracy. We are approaching our destination….

Taa… Wesolych Swiat

Zglaszam, ze jestem prawie umarta i nie jest to niczyja wina. Zu jest ultra spokojnym dzieckiem, ale jak Gosia jest w domu nie na szansy sie wyspac w ciagu dnia, bo ja ciagle budzi. W efekcie wieczorem 2-3 godziny krzyczy bo jest zbyt zmeczona zeby spac. Wczorajsze szczepienie na rotawirusy i pneumokoki nie pomoglo. Gosia dla odmiany jest samodzielna i madra, ale jednak nie wytrzyma i wejdzie do pokoju jak wlasnie usypiam Zu. W koncu jest malá dziewczynka. A Zu sie budzi i za chwile znowu jest zmeczona. Gosia w swojej samodzielnosci generuje takie ilosci balaganu, ze ja (?!) odkurzam 2 razy dziennie, a jak juz obie padna starám sie doprowadzic mieszkanie do porzadku. Choc przyblizyc do stanu uzywalnosci. Do tego Boski w wielkim stresie, bo rynek nieruchomosci w Londynie to jakas paranoja. Padly. Ja tez. Wymycie zebow bylo juz z mojej strony czynem bohaterskim. Dobranoc.
WeSolych Swiat!

DRUGIE ZYCIE GIBBONA

Chociaz nie wycofuje sie z opinii, ze Zu jest bardzo spokojnym dzidziusiem, to musze przyznac, ze czasem musze ja godzinami nosic wsrod wrzaskow, zeby w koncu usnela. Rece dlugie do ziemi, bebenki popekane od krzyku a ja chodze i husiam i tule i glaskam a ona: brak reakcji i wycie na caly regulátor. Jak potem usnie, to choc bardzo bym chciala na przyklad ogladac film albo dokonczyc rozdzial w ksiazce, to nie ryzykuje tylko ladnie wskakuje do lozka razem z nia, zeby tylko nie wpadla na pomysl sie obudzic. Mamy gibbonowa powtorke z rozrywki. Coz, wszystko minie. Gosia juz chodzi spac zupelnie sama:)

Boski wlasnie dolatuje do Londynu