BIAŁE. Zimna wyspa Spitsbergen

Autor: Ilona Wiśniewska

Niezbyt dluga (208 stron) ksiazeczka a trzymala mnie z tydzien. Nie da sie jej czytac szybko, za to bardzo dobrze.

Z gatunku tych reportazy w ktorych nie dzieje sie nic a jednak bardzo duzo. O to wiecej przy czytaniu dzieje sie w glowie. Nasuwaja sie wspomnienia, analogie, marzenia. Nie wiem czy zapamietalam wszystkie watki o ktorych opowiada ksiazka i nie ma to znaczenia. Znowu obudzila we mnie diabla, ciekawosc sprawdzenia co kryje sie za drugim rogiem.

Choc jestem zmarzlakiem patentowanym nie raz przez glowe przebiegla mysl “a moze jednak dostac sie jakos na ten Spitsbergen i sprobowac”. Zobaczyc lata w ktorym slonce nie zachodzi, zobaczyc zime bez najmniejszego promyka swiatla. Poznac tych wszystkich dziwnych ludzi o jeszcze dziwniejszych historiach, ktoryrzy przewijaja sie przez karty ksiazki. Nastawic samej sobie lusterko w wlasnych jekow i potworow, ktore w takich warunkach pokazuja sie na swiecie szczegolnie chetnie. Co jest wazne, co nie wazne? Ktoredy prowadzi droga?

Moim zdaniem ksiazka warta kupienia i przeczytania. Polecam!

GWAŁTOWNY SPADEK ILORAZU

W ubiegla srode dwukrotnie zanotowalam wyrazny spadek ilorazu inteligencji. Raz w konkurencji solowej, drugi raz w duecie.

SOLO:

Rano Gosia byla u lekarza. Ten obwiescil, ze w zasadzie nic jej nie jest, ale powinna unikac wiekszych zbiorowisk dzieciecych. No to po poludniu poszlysmy razem na zakupy.

Slonce swiecilo. Za jedna reke prowadzilam Kungiska, w drugiej dumnie trzymalam zakupy z mokpolu. Moja 10 letnia zielona bluzka z promodu wesolo powiewala. Ludzie usmiechali sie do mojej pieknej coreczki, milo spogladali na mnie. Zero podejrzen. Ach jakie zyczliwe miasto!

Wrocilysmy do domu. Przechodzac kolo lustra, doslownie katem oka dostrzeglam, ze z tylu mojej zielonej bluzki, na plecach ”ktos” mi przylepil 3 duze, okragle naklejki z napisem DZIELNY PACJENT. 

W TANDEMIE:

Ja nie pije kawy wcale, Boski raczej sporadycznie dla smaku. Dlatego zdecydowalismy sie kupic expres na kapsulki Nespresso Pixie. Jest bardzo latwy w obsludze, ale ja nawet nie wiem ile kawy wyjdzie jak sie przycisnie mala filizanke a ile ja duza. Nie uzywam. Pewnego dnia gdzies koncem sierpnia postanowilam zrobic Boskiemu niespodzianke i zrobic mu kawe. Wsadzilam kapsel do expresu i nie zadzialal. No to sie zaczelo. Oczywiscie okazalo sie, ze jestem morderca expresow. Boski duzo razy wpychal tam zielony kapsel a kawa nie robila sie i nie robila. Zadzwonilam na infolinie, powiedzieli, ze jak woda nie przeplywa przez kapsel to trzeba nam do warsztatu.

I w te srode pojechalismy. Expres i my. Weszlismy do warsztatu z takim golym expresem bez pojemnika na wode i zuzyte kapsle. Pan wsadzil pojemnik, kapsel, podstawil filizanke i tadam… kawa zrobila sie bez problemu. Akomplaniowana przez nasz wytrzeszcz oczu. 

Pan mowi: – pewnie panstwo probowali zrobic kawe z pelnym pojemnikiem na zuzyte kapsle, co?

My: – no, moze

Pan: – a potem ciagle wkladali tam ten sam, wygiety kapsel, zeby sprobowac czy moze juz dziala?

My: noooo

Pan: no, to by nie dzialal nigdy. Tamten kapsel zablokowalo, bo nie mial gdzie wypasc a przy nastepnych probach nie nie mogl zadzialac bo byl wygiety.

My: czesto sie pan spotyka z debilami takimi jak my?

Pan (taktownie): – ja tam wole, zeby kazdy sie zajmowal tym na czym sie zna. Ja sie znam na Nespresso, panstwo na czyms innym.  I tego sie trzymajmy. Ciesze sie, ze moglem pomoc

hmmm

Z ZYCIA MOTOROWEJ MYSZY

Wydawalo by sie, ze jak czlowiek nie pracuje to ma bardzo duzo czasu, a tu nie tak zupelnie koniecznie. Sila rzeczy ten drugi czlowiek przesuwa niepostrzezenie na osobe niepracujaca duza czesc zalatwiania rzeczy przeroznych i nagle sie okazuje, ze czasu brak. A dzieje sie, dzieje.

Krecimy sie ciagle wokol tematu przeprowadzki. Oczywiscie to jeszcze nic pewnego, to byloby zbyt proste. Jednak na tyle pewnego, ze przegladamy szkoly, dzielnice, mieszkania i tak ogolnie jestesmy czujni.

Gosia nagle zaczela czytac proste slowa. W szkole maja teraz zaczac laczyc litery typu: bi, pa, ga, de i podobne. No to napisalam jej pare takich polaczen i okazalo sie, ze ona juz to czyta. I dluzsze tez czyta. Zdania to by jeszcze chyba nie przeczytala a raczej nie zapamietala slow po sobie, ale Ala ma kota i podbne sprawy z dnia na dzien staly sie oczywiste. Za to za chinskiego boga nie potrafi sie nauczyc rozozniac 7 i 8. Juz jest lepiej, bo jednak w wiekszosci wypadkow to osemka wyglada jak balwanek, ale w piatek myslalam, ze ja zatluke jak jej sie jakis blok wytworzyl i nie potrafila przestac gadac glupoty na temat liczb. No to dalam sobie siana na weekend, zebym jej nie zrazila do matematyki. Do tematu wrocimy 🙂

Dlaczego w piatek? bo znowu zostala 4 dni w domu. Kolejny raz miala tylko jakis monstrualny KATAR, ogromna goraczke i nic wiecej. Dziewczynka z ktora bylismy na Kaszubach z podobnymi objawami wyladowala w szpitalu, ale nie z z naszym Fenixem te numery. Choc w sumie dobrze, ze zostala w domu bo w szkole pojawila sie szkarlatyna. Ze wzgledu na nia nie poszlismy na urodziny kolegi Gosi w sobote (lekarz powiedzial, ze zlapie wszystko). Slyszalam, ze byla super impreza. Zwlaszcza after party z mamami w roli glownej 🙂 Nastepnym razem sie zalapie, mam nadzieje. 

Zamiast na urodziny pojechalismy na Festiwal Światla do Łodzi. Ogladalismy prezentacje na placu Wolnosci, przepieknie oswietlone kamienice na Piotrkowskiej i parasolki na 6 sierpnia. W niedziele Boski pojechal ze znajomym na rower a ja z kolejna kolezanka ze studiow przygotowywalam obiad. Fajna ta Łodż, ze sie czlowiek moze umowic w sobote o 15, ze o 19 przyjedzie. Od tego wlasnie sa znajomi ze studiow. Łódź zmienia sie na lepsze zdecydowanie wolniej niz Warszawa, ale jednak zmienia. I ludzie tam fajni. Tacy troche lokalni szowinisci. Nie mozna zlego slowa o miescie powiedziec, ale to piekne przeciez, bo dzieki nim Łódź sie rozwija. 

W sobote i niedziele bylismy tez na zakupach. Niby mialy byc drobne, ale przeciez to byl ”ten tydzien” z obnizkami w Twoim stylu, wiec skonczylismy z 2 kompletami poscieli i jedna spora walizka (90l). Ja chcialam jeszcze wieksza i nawet ja kupilismy, ale Boski tak medzil, ze za duza, ze mu kazalam zawrocic i wymienilam ta 120l na 90l. Czasem sama siebie szokuje jaka jestem dobra, podporzadkowana zona. Cudowna zaleta walizki jest waga: a to 3kg, co przy takich gabarytach jest jednak mistrzostwem swiata.

Pierwsza polowa dzisiaj przebiegla pod znakiem ”kawy z mamami z zerowki”. No no. Dobrze, ze naciagnelam Pania Motylkowa, bo bym tam siedziala sama z obcymi osobami. Ja wiem, ze to miala byc integracja ale z mojim entuzjastycznym podejsciem do konwersacji z osobami ktorych nie znam, bylby to bardzo, ale bardzo powolny proces. Ci ktorych znam olali sprawe, nastepnym razem pewnie tez oleje. Chyba, ze znowy wyciagne Motylkowa.

Koniec zgloszenia. Musze zaczac robic zakupy. W przyszlym tygodniu od wtorku do piatku bede w Pradze i jesli chce, zeby dziecko jadlo cos innego niz mleko z kulkami to musze zalatwic aprowizacje. Od czasu odkrycia internetowych zakupow spozywczych nie tracimy wieczorow na takie przyziemnie sprawy. Wolimy kolorowac mega kolorowanki*:)

Kolorowanka

I tym optymistycznym akcentem…

______

* normalnie tak idiotycznie nie siedzi, ale do zdjecia tak bylo najwygodniej

KASZUBY DLA WYTRWALYCH

Na weekend znowu nas wywialo z Warszawy. Tym razem wraz z rodzina imienniczki z Łodzi wybralismy sie na Kaszuby i przy okazji do Gdanska.

Kaszuby byly bardzo ladne, ale bylyby jeszcze ladniejsze gdyby atrakcje turystyczne byly jakos sensownie oznaczone. Jaru Raduni nie udalo nam sie znalezc. Sama rzeke owszem, mielismy w koncu mapy i nawigacje, byly nawet oznaczenia wjazdu z drogi glownej… niestety dalej juz dupa blada. Zero oznaczonych szlakow, albo jakiejkowiek podpowiedzi. Poddalismy sie po 2h jezdzenia i obejrzeniu elektrowni w Rutkach.

Kartuzy poprawily nam humor a potem zaczelismy szukac Diabelski Kamien. Tym razem sie udalo, ale tylko dlatego, ze przez przypadek zatarasowalismy droge miejscowemu i poradzil. Gdyby nie to byc moze  jezdzilimysmy tam do teraz. Wieczorem odwiedzilismy jeszcze Kamienne Kregi w Wesiorach (stare cmetarzysko z poczatku naszej ery), ktore zrobily na nas duze wrazenie. No a dzisiaj Gdansk, gdzie bylo nieco latwiej, bo bylam tam po raz 50 w zyciu, ale zeby sie ktos certolil z opisem objazdow to tez nie mozna powiedziec. O dzieki, ze mamy Google!

Prawde mowiac nawet apartamenty Czarny Kos w ktorych spalismy byly oznaczone- nieoznaczone tak, zeby nie bylo za latwo je znalezc (te, ktore ktos mi polecal na blogu byly niestety zajete do listopada). Zawsze przy glownej drodze jest jakis znak a potem 30 rozwidlej i zakretow i babo radz!

Jak nam pani na recepcji w Czarnym Kosie zaczela tlumaczyc ktoredy isc na spacer to zgubilismy sie przy 5 zakrecie, czyli tak w 1/3 drogi. Innymi slowy Kaszuby sa dla wytrwalych albo dla miejscowych.

Tak czy inaczej pare zdjec zrobilam. Jak zwykle prezentuje bez obrobki, bo jestem leniwa (nie bede wymyslac filozoficznych i lepiej brzmiacych powodow:)

Zaczne od zdjecia, ktore podoba mi sie najbardziej. Prezentuje Gosie szczesliwa na plazy. Bardzo chciala zdjac buty, no to zdjela. A co 🙂

Gosia szczesliwa na plazy

I jeszcze jedno z plazy, jak sie cieszyc to sie cieszyc. Morza za bardzo nie zauwazala, za to muszelki! Owszem 🙂

Szczescie

Elektrownia, pierwsza turystyczna zdobycz:

Elektrownia Rutki

Z modelka w Kartuzach:

Modelka

Kolo kolegiaty (tej z trumnowym dachem) ktos sprzedawal obrusy. Podobne wzory haftowala kiedys moja babcia…

Obrusy Kartuzy

Znajdz jednego Kungisa:

Diabelski Kamien

z imienniczka i rodzina w tle (bo sie nie pytalam czy moge zdjecia wiec tylko takie)

Gosia

Las byl pelen grzybow:

Boski i grzyb

ja tez znalazlam:

I ja mam grzyba

Nie bylo zbyt cieplo, za to slonecznie. Weekend reklamowy dla zlotej, polskiej jesieni 🙂

Jesien

Jesien:

Jesien

Panorama Gdanska:

Panorama Gdanska

Gdanska uliczka:

Gdanska uliczka

Boski chcial zdjecie pod Zurawiem:) Prosze bardzo 🙂

Pod zurawiem

Udana wycieczka, piekna pogoda i swietne, polskie drogi. Czego chciec wiecej 🙂

APROPOS ZWIAZKOW I SLONCA W TOSKANII

Kiedys czytalam autobiograficzna ksiazke ”Pod sloncem Toskanii” Frances Mayers, ale tak od polowy musialam sie zmuszac do dokonczenia, bo z ciekawej ksiazki nagle zrobila sie ksiazka kucharska przeplatana opisami przyrody.

Wczoraj wieczorem obejrzalam film. Mile mnie zaskoczyl. Byl lekki, ale nie glupi i zdecydowanie poprawil mi humor. Z ksiazki pozostal glownie tytul, ale i najwazniejsze przeslanie, ze trzeba wierzyc, nie poddawac sie i cieszyc zyciem. 

Ostatnie 20 minut ogladalam na ipadzie w lozku, bo jeden Kungis reklamowal, ze juz pozno a ona tu nie ma zadnej mamy, ktora by mogla dotykac stopa w czasie snu. No to tak sobie romantycznie lezalysmy razem. Ona usnela w ciagu pikosekundy a ja patrzylam na ladne widoczki i przyjemna atmosfere i pozwalalam sie wciagac.

Pokazani Polacy byli oczywiscie odciagnieci od pluga, nie znali jezykow, non stop palili albo pili piwo. Coz, moglo byc jeszcze gorzej.

Apropos zwiazkow nasuwa mi sie jedna mysl, ktora czesto do mnie wraca…

Rozwody. Nie kumam po co jest cale, relatywnie dlugie i czesto oddalone w czasie postepowanie rozwodowe, zwlaszcza w wypadku ludzi, ktorzy nie maja dzieci i oboje chca sie rozwiesc. Albo nawet maja dzieci, ale oboje sa przekonani, ze ich dalszy zwiazek nie ma sensu. Przeciez ten urzednik co tam do nich przemawia nie ma szansy przekonac ich zeby zmienili zdanie. I po co mialby to robic? W przypadku skomplikowanych rozwodow zwykle bardziej potrzebny jest mediator niz sedzia, ktory najczesciej nie ma przesadnego przygotowania, czasu ani cierpliwosci, zeby szukac sensownego rozwiazania. Pol biedy jesli ma 50 lat i jakies doswiadczenie zyciowe, ale w czym moze pomoc 29 letni sedzia rodzinny to powaznie nie wiem.

Na szczescie w moim otoczeniu nikt za bardzo sie nie rozwodzi a ludzie podchodza do zwiazkow dosyc powaznie (mimo iz pojawiaja sie problemy), ale jak sie tak patrze na media to mam wrazenie, ze duzo ludzi zyje w takich 3-4 letnich inerwalach miedzy pierwsza randka a rozwodem z wystawnym intermezzo, w postaci slubu i wesela, gdzies po srodku. Troche slabo, zwlaszcza jesli wyprodukuja z 2 dzieci.

ZYCIE PI, OSKAR I PANI ROZA

W tym tygodniu widzialam 2 filmy. Pierwszy to nagradzane z lewej i prawej Zycie Pi, drugi to Oskar i Pani Roza.

Zycie Pi mnie rozczarowalo. Bylo dlugie i moim zdaniem relatywnie nudne. Owszem efekty specjalne byly niesamowite, cala estetyka filmu byla fantastyczna i oskarowa. Ale tresc… no nie wiem, chyba jestem nieco zbyt przyjemna na takie atrakcje. O czym jest ten film? no teoretycznie o chlopcu z bogatym zyciem duchowym, bla bla tutaj mozna przeczytac wiecej… ale przyznaje bez bicia, ze w przypadku filmu podobnie jak ksiazki musialam sie zmuszac zeby dokonczyc (ksiazki nie dokonczylam i po obejrzeniu filmu widac, ze nie bylo warto. To nie moja grupa krwi)

Oskar i Pani Roza to zupelnie inna historia. Historia, choc niespieszna absolutnie mnie uwiodla. A ostatnie kilka minut plakalam krokodylimi lzami. Oskar to 10 letni chlopiec umierajacy na raka a pani Roza to przypadkowa kobieta, ktora towarzyszy mu w ostatnich dniach jego zycia. Oskar i Pani Roza to film o zyciu, o umieraniu, o milosci, o wszystkich a to wszystko w estetyce szpitala dosmaczonej rozowymi kostiumkami Pani Rozy. 

JAK JUZ MYSLISZ, ZE FAJNIE TO ZAWSZE CHUJ!

Takie madre zdanie przeczytalam dzisiaj na Facebooku. Co by nie gadac jest to jakas madrosc zyciowa. Jak tylko wyrosna nam skrzydla w jakims aspekcie to zaraz dobry los nam je odpijuje na krociotko w jakims innym, zebysmy tylko nie przesadzali z tym entuzjazmem!

Co sie dzieje? A jeszcze nic na pewno. Negocjacje trwaja. Wyglada na to, ze sie znowu bedziemy przeprowadzac. Napisze wiecej jak bede znala szczegoly. 

Bo ja prosze pana nie bywam na zarkecie, ja na zakrecie mieszkam. 

WEEKEND NA JURZE

Weekend spedzilismy na zamku w Bobolicach.

Zamek w Bobolicach

a konkretniej spalismy w hotelu kolo zamku:

Hotel zamek Bobolice

Poza Bobolicami odwiedzilismy tez Ogrodzieniec:

Ogrodzieniec

A ze bylo troche zimno niektorzy ubrali sie w bluze taty:

Gosia w Ogrodziencu

Na posilenie Kungis musial dostac lizaka:

Lizak

a potem dalej w droge, na Pustynie Bledowska. 

Milosc

Zachod slonca nad pustnia Bledowska:

Pustynia

Niedziela z rodzina w Czestochowie. Bylo bardzo fajnie 🙂

Za tydzien Kaszuby, tylko musze sie tam dodzwonic!