TO JA – KULA

Nie wiem co sie ze mna dzieje, jak przyjezdzam do Siostruni, zaczynam jesc. Juz w drzwiach zaczynam jesc i tak jem, jem, jem az do wyjazdu. Tym razem zrobila cudowne lody, nie mowiac o tradycyjnych wielkanocnych (a co:) sledziach w rodzynkach, roladach, zupie cebulowej, zurku, bulkach (2X!) w domu upieczonych i tysiacu innych rzeczy, ktore zjadalam w tempie zastraszajacym. 

Bylo cudnie. Matylda kobieta juz wielka, Misiu ma duzo cierpliwosci, a Kot zwany Faktura (przeze mne) tez fajny, taki nie za duzy jeszcze wiec cieszy oko. 

Gdzie zlozyc wniosek o powtorke swiat?

NIP

NIP odebrany!

Przyszlismy do urzedu z umowa, ktora trzeba bylo doniesc, w zebach. Tyle, ze to byla kopia umowy i to jeszcze watpliwej jakosci. 

Podeszlismy do okienka a pani dawaj wydawac nam ten NIP, oburknelam tylko Boskiego, zeby szybko schowal te umowe, bo jeszcze cos bedzie zle. Podziekowalismy Pani bardzo za wydanie NIPu i ucieklismy w podskokach.

Prosze Panstwa – Jupiii, mamy NIP! Bosciunio moze odeslac zeznanie podatkowe 🙂

CZLOWIEK PODATKOWO WIELOFUNKCYJNY

Od godziny siedze przy telefonie i dzwonie. Do urzedu skarbowego dzwonie, bo Boski musi zaplacic czesc podatkow w Polsce.

Fascynuje mnie, ze jak juz sie dodzwonie to moge z pania rozmawiac tylko na 1 temat. Pani od NIPu moze mnie tylko poinformowac, ze nip Boskiego zgubila a potem znalazla, ale juz nie czy zostal wyslany poczta czy mamy odebrac. Bo od wysylania jest inna pani do ktorej sie nie da dodzwonic. Natomiast jesli chce sie dowiedziec na jakie konto mamy poslac niedoplate podatku to musze dzwonic na zupelnie inny numer… ktorego nikt nie odbiera juz od godziny. Pani od Nipu w zyciu nie slyszala slowa PIT. Pani od PITU ma mgliste wyobrazenie do czego sluzy nip.

Nie kumam tylko dlaczego Boski ma byc czlowiekiem orkiestra? On ma wiedziec jak wypelnic NIP7, PIT11 i jeszcze inne. No nie rozumiem. 

DZIEN DOBROCI DLA BOSKIEGO

Wyprasowalam mu 2 koszule. Jeszcze chwila i zmienie sie w dobra zone. Mam nadzieje, ze los do tego nie dopusci.

Niby jestem bezrobotna 15 dni, ale juz mi sie nudzi to zagospodarowywanie dnia. Nie no jutro to bym nie chciala isc do pracy, ale jednak chcialabym miec jakis termin – nadzieje. Moze byc we wrzesniu.

Na razie, od zeszlego tygodnia codziennie odsylam 1-2 CV i … nie dzieje sie nic.

Milo byc zona mojego meza, ale mam jednak nedzieje, ze na tym niepoprzestane 🙂

REZERWAT I SZPITAL DLA PINGWINOW – NOWA ZELANDIA

Zaczne od dobrej wiadomosci. Zadzwonila Pani rekruterka, zeby mnie z radoscia poinformowac, ze moich 6 dotychczasowych interlokutorow bylo zadowolonych z przebiegu rozmowy kwalifikacyjnej (z jedyn widzialam sie 2 razy) i dlatego… zapraszaja mnie na 8. rozmowe w przyszlym tygodniu. No czy nie super?:)

A wracajac na Nowa Zelandie. Poza naturalnym stanowiskiem pingwinow Zoltonosych odwiedzilismy rowniez rezerwat i szpital z pingwinami.

W rezerwacie mozna bylo ogladac pingwiny z niewielkiej odleglosci. Chodzilismy niskimi tunelami a zdjecia robilo sie ze specjalnych chat, tak zeby nie przeszkadzac przechadzajacym sie nieopodal ptaszkom.

Pingwiny w rezerwacie

I nastepny

Chore pingwiny, ktore nie sa jeszcze dostosowane do zycia w srodowisku naturalnym trafiaja do specjalnego szpitala:

Szpital dla Pingwinow

Wiele zwierzatek mialo klopoty z jedzeniem i ogolnie nie zawsze wygladaly najlepiej. Mam nadzieje, ze teraz juz sa ok…

Widok przez plot

Inne nie byly specjalnie zachwycone widzac turystow 🙂

Czego tu chcesz?

Pingwiny w szpitalu:

Grupa pingwinow

A obok szpitala to co tygrysy lubia fotografowac najbardziej… kwiatki

Kwiatek

duzo kwiatkow 🙂

Kwiatki

btw podobne zdjecie zrobilam w Chile. Moze to jakies bardzo poludniowe kwiatki, bo w Europie ich nigdy nie widzialam (no, ale ja znowu tyle tego nie widzialam, wiec nie ma co sie wymadrzac:)

ZNIKAJACA JASKINIA – NOWA ZELANDIA cd.

Oczywiscie rok temu mi sie wydawalo, ze zawsze bede pamietala wszystkie nazwy i miejsca. Otoz nie bede. Moge natomiast pamietac krajobrazy, zwlaszcza, ze wiele z nich udalo nam sie lepiej czy gorzej utrwalic.

Powinnam sie w koncu zaopatrzyc w jakis program do obrobki zdjec, bo wstyd sie przyznac, ale widze, ze zdjecia czesto przeswietlone albo niedoswietlone a tak malo by bylo trzeba.

Tematem ma byc jednak jaskinia. Jaskinia do ktorej da sie wejsc tylko w niektore dni i w okreslonych godzinach, bo poza nimi jest zalana woda.

Do jaskini trzeba kawalek podejsc, najpierw stroma sciezka przez busz a potem kawal drogi przez plaze. Tylko jakie wziac budy na taka wyprawe? Rozwiazania byly rozne…

Tata i Gosia

po dotarciu na miejsce okazalo sie, ze w jaskini jest jednak troche wiecej wody niz oczekiwalismy a przede wszystkim jest jakas taka mroczna…

jaskinia

w kazdym razie buty trzeba bylo sciagnac. Wszystkie buty… i kto je niosl? bingo! mamusia oczywiscie, bo Boski pilnowal coby sie razem z Gosia nie utopili

buty

To zdjecie jest ciekawe nie dlatego, ze jest przeswietlone ani dlatego, ze jaskinia w tle ladna. Chwile po jego zrobieniu przyszla wielka fala, ktora bardzo zmoczyla Boskiego az nad kolanka 🙂

Przed jaskinia

Po wdrapaniu sie na zbocza gory prowadzace od jaskini na parking czekala nas nastepna atrakcja. Pare kilometrow dalej poszlismy zoabaczyc piekne jeziorko:

jeziorko

a obok jeziora morska scenerie

jezioro

i dalej w droge…

NOWOZELANDZKIE PINGWINY

Ostania, 7 romozwa kwalifikacyjna miala miejsce wczoraj a dzisiaj znowu musze zaczac szukac pracy. Kiedy beda wyniki tamtych rozmow, i czy to juz byly wszystkie rozmowy powaznie nie mam pojecia. Pozyjemy, zobaczymy.

Pomyslalam, ze w tych okolicznosciach przyrody warto bedzie wrocic mysla do roku ubieglego i pokazac kilka (serii?) zdjec z Nowej Zelandii.

Zapraszam na wycieczke do krainy pingwinow zoltonosych (mysle, ze tak sie nazywaly)

….

Na Nowej Zelandii jest zaledwie kilka stanowisk gdzie mozna ogladac pingwiny zoltonose. Zwykle stoji tam kilku – kilkunastu turystow i czekaja. I my tez czekalismy. A tu nagle, kszyk, gwalt, rwetes, jest!!! jest pingwin! Wyciagamy aparaty, a kto mial dobry obiektyw ten i widzial…

Pingwin

Pomalu z wody wyczlapal sliczny pingwin…

Pingwin czlapie

Okazalo sie, ze przyplynal w odwiedziny do znajomego (znajomej?). Wywiazala sie dyskusja

Pingwin

chyba ktos sie obrazil…Pingwin sie obrazil

A kraina pingwinow wygladala tak:

Kraina pingwinow

Fotograf przed akcja (bylo troche zimno wiec asystent fotografa zostal odpowiednio otulony:)

Asystent fotografa

CO Z TYM JEDZENIEM?

W koncu mi sie przypomnial ten wiekopomny temat o ktorym chcialam napisac – zarcie.

Nie ukrywam, ze lubie/my jesc. Najwiecej jem warzyw, pieczywa, makaronow a najmniej miesa. Jesli to w zasadzie tylko mieso z kurczaka i to tez jak mi sie przypomni (albo jak Mloda zapragnie kotleta). Ulubione kuchnie to kuchnia Siostruni (od niej zjem i miesa az mi sie uszy trzesa), moja wlasna a potem to pojedyncze potrawy z kuchni wloskiej i indyjskiej. Tak czy inaczej poza jednorazowymi wydatkami na podroze, zdecydowanie najwiecej kasy z naszego domowego budzetu wydajemy na jedzenie.

Wydajemy duzo, kupujemy to co wydaje nam sie najlepsze… ale rzadko kiedy siegamy po tzw. zywnosc ekologiczna. Wyjatek robie dla jaj i to wcale nie ze wzgledu na mnie tylko na te kury biedne, co jednak wole jak sobie gdakaja choc czasem pod niebkiem.

Dlaczego nie zywnosc ekologiczna? bo wydaje mi sie, ze to pic na wode. Ze dzisiaj rolnik jest w stanie spelnic wszystkie normy a jutro, po kontroli i tak podrasuje uprawe zgodnie ze swoim upodobaniem. Na pewno tez dlatego, ze dokladnie czytam artykuly o Fair Trade i podobnych i odbieram je jako luksusowy trik marketingowy, za ktory nie specjalnie chce mi sie placic (zwlaszcza, ze nie pije kawy 🙂

Nie bez znaczenia jest rowniez fakt, ze na przyklad takie ekologiczne makarony sa zwykle drozsze od Barilli, ktora uwazam za szczyt makaronowego luxusu. 

Dodatkowo takie ekologiczne zakupy pochlaniaja szalona ilosc czasu (jesli ktos nie chce ich robic w utra-drogich sklepach na przyklad w Galerii Mokotow). I niech mi nikt z wielkiego miasta nie opowiada, ze podjedzie i kupi u rolnika, bo umre ze smiechu. Nawet bez jezdzenia do rolnika polowe dnia albo ide na zakupy do sklepu obok, albo kupuje, albo gotuje albo jem. 

I nie ugotuje sobie ekologicznie na 2 tygodnie, bo jesli sie da, wole jednak jesc swiezo przygotowane posilki a nie eko-lodowko-pudelkowe.

No wiec zyje sobie tak nieekologicznie a moja corka zjada czasem berlinki a teraz fasole z puszki (ktora UWIELBIA) i zastanawiam sie czy czeka mnie smierc w meczarniach (skoro nasze ziemniaki i marcheka nie sa bio), czy jest ratunek?

A tak na powaznie ciekawa jestem jak Ty postrzegasz bio-eko-modne jedzenie?

7:37 WTF?

Ja tez wymyslam bajki. Gosia podaje temat (typu: o ksiezniczce co ciagle krzyczala i nie chciala byc ksiezniczka) a ja opowiadam. 2 bajki na dzien przed spaniem. Poza tym gramy w grzybobranie, kopciuszka, Cink!, puzle, rysowanie, jezdzenie autkami, czytanie, lego, ale ten dzien jest taaaki dlugi jak nie ma Boskiego.

Na dworze jest niby cieplo, ale jednak zimno. W kazdym razie zimno jak sie dluzej stoji na placu zabaw. A ja bardzo nie chce zeby Gosia zachorowala. Bo ma jeszcze 2 tygodnie trymestru a potem 2 tygodnie wakacji. Cudowne jest to przedszkole Gosi, jesli jest… bo dziala tak jak szkola i to w systemie brytyjskim, takze wakacje ma z naszego punktu widzenia nieomal non stop. Te nastepne beda od 19.4 do 5.5 auuuu Jak dobrze, ze jeszcze nie pracuje i moge sie nia bawic! Tak czy inaczej w lipcu przyjda wakacje… bardzo bardzo dlugie wakacje a ja juz wtedy bede miala prace. No nie wiem nie wiem jak to zorganizujemy. 

Jutro kolejna rozmowa wiec obwiescilam Boskiemu, ze on jutro odprowadza Krolewne do przedszkola zebym ja choc przejrzala materialy na rozmowe a Boski: ojeje, a myslalem, ze sie wyspie! Jak wyspie? skoro 2 dzien leniuchujesz w Pradze? a no… bo wczoraj to spal do 10, ale dzisiaj wstal o 8 zeby pojechac sobie na wycieczke i zabiegac. 

Szlachetne zaluzje w Pradze! Tu niby mamy grube zaslony, ale z boku przeswituje swiatlo i nie ma mocnych Mloda wstaje o 7:37.