Z soboty na niedziele 2 razy w osobnych snach snil mi sie wisielec. Dwa zupelnie odrebne sny o innej tematyce i 2 dyndajace osoby.
Ponoc to na szczescie. A nawet dwa jak widac.
Z soboty na niedziele 2 razy w osobnych snach snil mi sie wisielec. Dwa zupelnie odrebne sny o innej tematyce i 2 dyndajace osoby.
Ponoc to na szczescie. A nawet dwa jak widac.
Boski w Warszawie. Dzwoni i ciagle gada to samo. Ze stare domy syf kila i mogila, zaniedbane duzo bardziej niz w Pradze a nowe kompleksy piekne, pelne zieleni i nieporownywalnie ladniejsze. A mieszkania do wynajecia? kosmicznie drogie.
Jesli bedzie wygladalo na to, ze tam zostaniemy dluzej to kupimy mieszkanie.
Na razie trzeba cos wynajac.
Do tego czasu mam w planie dokonczyc ze 4 projekty, ktore rozpoczelismy na moich produktach. A potem powiem papa i mnie nie bedzie.
Dzisiaj czuje sie zmeczona i samotna, bo Boskiego nie ma i jestem taka jakas nadexploatowana 🙂 Ale generalnie jesli chodzi o humor tendencja wyraznie zwyzkowa.
Ciagle jestem popsuta. Juz nie wiem czy to tym brakiem slonca, czy mna. Nie chce mi sie pisac, bo takie smenty pisac to po co. Wyszystko jest ok. Zdrowi i niczego nam nie brakuje. Tylko mi jakos blask zycia uciekl chwilowo.
Jakby ktos znalazl niech pisze na Berdyczow. Odbiore.
W srode wyjechalismy z Boskim i Gosia na safari do ZOO we Dvore Kralove. Jak wszedzie ”troche” padalo. Nie poddawalismy sie jednak zbyt latwo. Byl Park Narodowy Gory Stolowe (a konkretnie bledne skaly), w uzdrowisku Kuks no i w Zoo.
Wczoraj od rana Gosia byla dosyc niewyrazna. Podczas kolacji mowila, ze jej zimno. Okazalo sie, ze ma 39,4C. Nie reagowala na paracetamol. O 2 w nocy nie dalo sie jej wcisnac nawet tego paracetamolu. O 5:30 wstala w swietnym humorze, ale nadal miala 39,4 C. Przekonalam ja, zeby jednak znowu usnela. Udalo sie. O 8:15 wstala … bez goraczki, po ktorej zostaly tylko czerwone plamy na twarzy… z wysilku.
No mam nadzieje, ze wszystko bedzie ok.
Pare zdjec z naszego safari

Ja jem, nie widac?

Mam to w …

Ja i on:

Spokojnie, dam rade:

Odpoczywam:

Jeszcze bardziej odpoczywam:

Z bliska:

Duze zwierzatka:

Z mama jest bezpiecznie:

I znowu zebry:

I znowu kozopodobne:

Lampart:

Osiolki:

Jak z obrazka Swiatkow Jechowy:

Przeczytalam wlasnie artykul o tym, ze Polki jezdza nielegalnie usuwac ciaze za granice.
Mysle, ze to jest straszne. Jestem matka, drugie dziecko stracilam i na prawde wiem jakie ludzie moga miec klopoty z zajsciem czy utrzymaniem ciazy, ale nigdy bym sie nie odwazyla mowic jakiejs innej kobiecie, ze ma obowiazek urodzic dziecko.
Co my wiemy o zyciu i problemach innych osob, zeby decydowac, ze wlasnie teraz maja czy nie maja miec dzieci? Te kobiety beda musialy z ta decyzje zyc reszte zycia. Nawet te najtwardsze wiele razy wroca do strasznego momentu kiedy podjely najciezsza decyzje zycia.
Oczywiscie sto razy bardziej wolalabym gdyby Polki mialy dostep do edukacji seksualnej i do srodkow antykoncepcyjnych (innych niz kalendarzyk i podobne bzdury), ale jesli nie da sie inaczej maja prawo wybrac!
Niech wybora w 7 czy 10 tygodniu ciazy a nie zaniedbuja dzieci czy znecaja sie nad nimi potem. Niech ich nie topia z rozpaczy albo nie wrzucaja do koszy, bo to JEST ZABOJSTWO. A OBOWIAZKIEM rodzicow jest zajmowac sie dzieckiem i zapewnic mu dobre zycie.
A obroncy zycia nie sie laskawie skupia na pomocy bardziej rozwinietym jego przejawom. Przedszkola, zlobki, szpitale, domy dziecka, swietlice albo po prostu praca na czesc etatu dla matek to duzo efektywniejsze srodki przeciwdzialania aborcji niz bezsensowne wykrzykiwania o prawie blastuli do zycia.
Tydzien temu spotkalismy nieomal cala rodzine Boskiego podczas wesela na morawie. W czasie tycj dwuch dni zrobilam setki zdjec, w czasie samoego wesela i potem podczas odwiedzin u Dziadka Boskiego. Oto kilka z nich.
Pan Mlody i kilkoro ”naszych” dzieci:

Gosia w objeciach az za bardzo kochajacej kuzynki:

Wlasnie mamy jesc zupe, ale tyle rzeczy sie dzieje, ze trudno usiedziec:

Mialam isc spac, ale musialam wrocic i jeszcze raz zatanczyc z Dziadkiem 🙂

Na rowerze z Emilem:

dfsdf
Mloda odjechala z Boskim do babci na weekend.
Mam wolne.
Wlasnie dokonczylam odpowiadac na pytania z jakiegos badania na temat poziomu wyksztalcenia na czeskich uczelniach. Potem poogladam odcinek serialu (przepis na zycie?), kolejna w planie jest wanna z ksiazka i na koniec serial, ktory ogladamy zwykle cala rodzina – Vypravej.
Czy to nie piekny plan na piatek?
Wczoraj byla masakra w pracy, bo na 4 godziny nam spadly serwery. Katastrofa dla nas, bo akurat w naszych godzinach szczytu. No a poza tym mieli odeslac list o wielkich zmianach (kupi nas inna firma) ale jakos sie nie zdecydowali.
Powinnam juz olac firme i cala sprawe, ale jakos tak nie potrafie sie wylaczyc skoro jeszcze jestem. A jestem.
Bylysmy w parku. Boskiego nie ma od 3 dni, wiec po przyjsciu z domu mam tylko Gosie i ewentualnie telefon.
I w tym parku ja rozmawialam przez telefon a Gosia pozwolila sobie deptac jakies kwiatki. Nie na grzadce. Po prostu takie samorosty, nie stokrotki akurat, ale cos takiego.
Napadl na mnie gosc, ze nie mam glupia cipa gadac przez telefon tylko dzieckiem sie zajmowac.
I to byl w zasadzie dobry poczatek.
Pan mial najzupelniejsza racje. Ona nie powinna deptac kwiatkow. Myslalam o tym chwile wczesniej, ale doszlam do wnisku, ze w zasadzie po trawie tez chodzi a to nie wielka roznica. Nie chodzilo o rabatke, tylko samorosty nad rzeka. Poza tym ona wazy mniej niz sredni pies. Psy tez nie deptaja? Na nie tez krzyczy?
Nie mialam tyle madrosci zeby dac sobie spokoj, chociaz ciezko bylo dorownac panu kroku w impertynecjach. Na argument, ze nie jestem czeska wiec mnie wrzuci do wody juz sie musialam rozesmiac.
Moja wina, powinnam byla byc spokojna. Gosia smierc kliniczna ze strachu. Musialam ja dluugo przekonywac zeby wrocila do domu na rowerze a nie u mnie na rekach, bo wystraszyla sie tak, ze bala sie patrzec na ludzi.
Pan darl sie bardzo jaka to jestem zla matka, sam prowadzac za reke na oko 4 letnie dziecko. Niebieska koszulka podniesiona godzinami pracy na silowni. Gdybym sie nie bala, ze mnie zbije, zachowywala bym sie jeszcze gorzej, bo nie lubie jak ktos na mnie krzyczy.
Biedak Malutka. Oglada krecika a ja jeszcze sie trzese.
Pare zdjec z przyjemnego przystanku ”na widoczki”

proba rownowagi;

ja stoje i nic mnie nie trzyma!

Mloda widziala przed soba taki wlasnie widoczek:

Ostatnio mi za bardzo nie wychodzi pisanie. Mam jakis kryzys osobowosci chyba. Niby jest tego duzo, ale wszystkie mysli jakies nieposkladane, co druga ma pretensje o wszystko. Po co takie cos pisac 🙂
Zyjemy. Kolezanka nagle nauczyla sie jezdzic na rowerku bez pedalow i tak pedzimy przez swiat codziennie.
Jak sie znajde to napisze. Albo zdjecia choc wkleje jakies 🙂