To, ze truskawka okazala sie byc niejadalna (zdaniem Gosi), wcale nie oznacza, ze nie moze byc uzyteczna:

To, ze truskawka okazala sie byc niejadalna (zdaniem Gosi), wcale nie oznacza, ze nie moze byc uzyteczna:

Jak upadnie mi na ziemie 1 cent, grosz albo jedna korona zwykle mam dylemat:
Zostawic? – zawsze mysle o sobie jak spotkam samotna korone i mowie sobie, ze to na szczescie. Wiec zastanawiam sie czy nie zostawic dla kogos, zeby tez pomyslal, ze ma szczescie…
Podniesc? – nie nie daltego, ze jestem skapa, ale to jak z wyrzucaniem chleba nawet jak jest bardzo stary, czlowiek ma poczucie marnotrawstwa i rozrzutnosci. Jakbym byla jakims krezusem co moze wyrzucac pieniadze. Choc fajne byloby sprawic komus radosc.
W zostawieniu byloby cos perwersyjnego ale przyjemnego.
Zatem zwykle podnosze. Ale czasem…
Mialam nadzieje, ze dzisiaj triumfalnie napisze, ze juz na 100% wracamy do Pragi na bialym koniu. O zlota naiwnosci! Boski i jego szefowie najwyrazniej dyskutowali o wszystkim na swiecie, ale co do Pragi nie zostala podjeta zadna decyzja. Co wiecej nie wyciagne z niego jeszcze pare dni o czym dokladnie gadali, bo odlecial na Ukraine. A my tu samiutkie.
Z mniej powaznych przemyslen: przeczytalam ostatnio, ze Beyonce swoje wlasne wlosy ma bardzo liche a to co widzimy na zdjeciach i koncertach to szyte na miare, koszmarnie drogie peruki (czytalam, ze nawet za milion dolarow, ale powiedzmy, ze w to nie wierze). Eva Longoria z Zoufalek (Gotowych na wszystko) ma ponoc u swojego fryzjera 7 peruk, ktore wykorzystuje w zaleznosci od okolicznosci!
Dodatkowo od swojej dentyski wiem (bo pytalam), ze zadna z najpopularniejszych aktorek nie ma wlasnych zebow. No, powiedzmy ma wlasne, ale upieknione licowkami tak, ze wygladaja idealnie.
Czytalam wiele razy i na roznych miejscach, ze pisenkarki, aktorki, modelki, ktore ogladamy w telewizji swoja figure i wyglad ogolnie zawdzieczaja morderczej (z mojego punktu widzenia), codziennej, czesto kilkugodzinnej pracy w silowni czy z trenerem.
Co z tego wynika? Ze nie powinnam sie przejmowac! Cale zycie gnebie sie faktem, ze mam niewiele wiecej niz 3 wlosy w 4 rzedach a tu co sie okazuje? ze w zasadzie sa piekne, bo wlasne, niekolorowane i do tego zupelnie, calkowicie moje. Zeby moze wygladaja troche jak mleczne – ale tez moje wlasne osobiste! Itd.
Ach proznosc? nie powinnam sie zastanawiac nad takimi sprawami? Rzeczywiscie. Ale przyjedzicie moze do Bratyslawy przejsc sie po jakims centrum handlowym – tu sa TAKIE LASKI! i do tego tak odwalone, ze MNIE szczena opada a co dopiero Boskiemu i calej reszcie pokrzywdzonej czesci populacji! Tutaj czlowiek widzi swoje niedoskonalosci jeszcze bardziej niz zwykle:)
Dobranoc 🙂
Przeczytalam w Wysokich Obcasach bardzo dluga i wlasciwie nieciekawa opowiesc o dziecinstwie… no i dupa, bo z tytulu nie jest jasne czy jakiegos Raczkowskiego, ktory nie wiem kim jest czy jakiegos Kwasniewskiego, ktory nie wiem kim jest. W kazdym razie suma sumarum warto bylo przeczytac dla fragmentu o dziadku. Oto on:
”Pare razy mnie na spacer wzial. Szczegolnie pamietam ten, na ktory kazal zabrac plecaczek. Wedrujemy pod gore, bo dziadek uwielbial gory, i on mowi, zebym do tego plecaczka wlozyl kamien. A potem drugi i trzeci i tak mi te kamienie, pchal, kamulce raczej, az go zapytalem: ”Czemu?”.
”Nie uczac sie, nie zdajac z klasy do klasy, bedac niegrzeczny i krnabrbym chlopcem, zbierasz kamienie, ktore cale zycie bedziesz potem dzwigal”.
Jest mi dzisiaj, a wlasciwie od wczoraj tak bezinteresownie dobrze.
Bylismy w Wiedniu spotkac sie z Emilem i rodzicami Boskiego, ktorzy sie nim zajmuja pod nieobecnosc rodzicow (pojechali na dalekie wakacje). Gosia i Emil wygladaja jak blizniacy, tylko Gosia jest chudziak blizniak (13 kg) a Emil jest nieco bardziej pucolowatym blizniakiem (16 kg), ale poza tym sa bardzo podobni. Emil, doswiadczony przedszkolak wyrywal Gosi wszystko z reki a jak ktos to zauwazyl to zaraz robil scene z placzem i tupaniem nogami jaki to biedny pokrzywdzony. Tak samo jak ja czyms walnal. A Mloda stala i gapila sie zdziwiona nie nauczona, ze nalezy pasc na ziemie i zaczac wyc z powodu ucisnienia 🙂 Albo stali na swiatlach a on mowil: LUDZIK (ten na semaforze) a ona: NIE LUDZIK! a on: LUDZIK!, ona: NIE LUDZIK!!! wygladali jak stare dobre malzenstwo:) W drodze powrotnej z parku juz szli za rece i zasmiewali sie do rozpuku z wzajemnych pomyslow i min.
Nawet spotkanie Rodzicow Boskiego w jednodniowej dawce i bez asysty Szwajcara jest calkiem przyjemne. Kupilam im michalki w sklepie z polska prasa a sobie Twoj Styl, Wysokie obcasy (nie wiedzialam, ze to juz osobny tytul 🙂 i Polityke. I czytalam sobie teraz z godzine. Konkretniej ogladalam tytuly, to lubie najbardziej. Teraz powoli, pomalutku zaczne przetrawiac poszczegolne artykuly.
Boski bedzie nieobecny od poniedzialku do czwartku, wiec na czytanie zostana tylko pooznie wieczory, ale jezeli dostatecznie umecze Kolezanke na spacerach, to moze usnie chwile wczesniej 🙂
W piatek bylismy na rowerze. Krotka wycieczka, godzina, moze chwile dluzej. Podeszlam do tego z pewna taka niesmialoscia. Rower dostalam … bedac w ciazy z Gosia, ale jakos tak nie bylo najpierw mozliwosci, potem checi a na koncu czasu. Teraz zbieglo sie wszystko i dobrze sie stalo, bo odkrylam, ze jak sie nie jezdzi na skladaku (a tylko taki rower mialam w dotychczasowej kolarskiej karierze:) ale na porzadnej ”maszynie” to jezdzi sie bardzo przyjemnie :), bezstresowo, milo i nie-tak-znowu-meczaco. Gosia dostala piekny kask, ktory bardzo jej sie spodobal i wypasione krzeselko (dla coreczki tatusia tylko to najbezpieczniejsze dostepne:) i tez byla zadowolona z wycieczki.
Chce mi sie spac, ale nie chce mi sie isc spac 🙂 Dobranoc.

Ogladalismy dzisiaj druga czesc filmu ”Zelary” jest tam jedna scena w ktorej glowna bohaterka jest zgwalcona (nieomal zgwalcona?). Myslalam o tej scenie i przyszlo mi do glowy, ze choc malo sie o tym mowi to musi to byc zjawisko dosyc powszechne.
Sama na szczescie nigdy zgwalcona nie bylam, ale razy bylo bardzo blisko.
1. raz kiedy mialam 16 lat. Bylo lato, na odkrytym basenie kolo mojego domu bylo milion ludzi i wszyscy darli sie w nieboglosy, szlam skrotem kolo garazy w kierunku kladki nad kopalnia do centrum. Bylam ubrana w luzna ceglana kurteczke i biale spodenki, takie krotkie leginsy przed kolana, biale skarpetki i granatowe buty. Jakis chlop zlapal mnie z tylu i zaczal obmacywac, byl strasznie wielki wiec nie mialam szans sie poruszyc, ale jakos tak automatycznie zaczelam strasznie krzyczec, okropnie (sama sie zdziwilam jak glosno), wyrywalam glowe i nie mogl mi zakryc ust, po jakims czasie chlop jakos tak odruchowo uciekl. Ze wzgledu na ten basen realnie nikt nie mial szans mnie uslyszec, ale chyba ilosc decybeli go wystraszyla.
2. raz juz w Pradze. Wymyslilam sobie, ze bede chodzila na hiszpanski. To byl strasznie tani kurs, zajecia odbywaly sie w podstawowce na Skolskiej. Wtedy dla odmiany mialam na sobie szara trykotke, krotkie spodenki, ktore wygladaly jak sukienka i tenisowki. Byla godzina 17 a gosc prawdopodobnie myslal, ze jestem taka nieco zbyt rozwinieta uczennica (mialam chyba 24 lata i w tym czasie serio mogl tak pomyslec). I znowu podobny scenariusz, facet mnie zlapal i zaczal obmacywac, ale po pierwsze bylo to w budynku szkoly i byla wieksza szansa, ze ktos nas uslyszy nawet o 17, po drugie gosc byl wloskiego typu, wiec niski, mial gruby, zloty lancuszek, niebieska koszule, biale spodnie. Poza krzykiem mialam jeszcze szanse sie szarpac. Udalo mi sie uciec.
Fascynuje mnie, ze oba zdarzenia pamietam po tylu latach bardzo dokladnie. Szczegolnie te ubrania. W obu przypadkach otrzepalam sie i pobieglam tam gdzie zamierzalam a nie wrocilam do domu (czy to cos znaczy?). Oba zarzenia, ze wszczesliwym zakonczeniem, jakos we mnie zostaly. Oczywiscie nie da sie tego w zaden sposob porownac z ”dokonczonym” gwaltem, mialam wiecej szczescia niz rozumu. Istotne jest to, ze nie bylam pomalowana, wyzywajaco ubrana, szlam szybko z wyraznym celem a jakos przyciagnelam uwage panow. Wiec chyba nie ma reguly. Zadnego z tych wydarzen nie zlosilam na policje. Co niby mialam powiedziec… w przypadku tego faceta w Polsce wiedzialam tylko, ze bym strasznie wysoki i silny i mial jeansy i brazowe wlosy.
Ostatnimi czasy coraz bardziej fascynuje mnie fakt, ze patrzymy sie na ludzi i oceniamy ich dzialania znajac tylko drobna czesc ich doswiadczen, ktore mogly radykalnie zmienic ich sposob widzenia swiata. Jednoznacznie sie starzeje 🙂
______
Gamese przegralam na etapie 0:2 3/4, jutro zaczynam znowu z wieksza motywacja:)
Wymyslilam sobie, ze chcialabym sie stac szczesliwym posiadaczem sokowirowki. Nie jakiegos minikawalka do wielkiego kombajnu gdzie moge zrobic sok ze starannie przygotowanych kawaleczkow owocow, ale wielkiej sokowirowy do ktorej wrzuce 1/2 jablka albo cala marchewe i zrobi sie sok. Ksieznicza przekonuje mnie, ze lepszy megakombajn. No nie wiem. Mam minimikser (nawet 2), ktore sa w stanie zrobic wszystko co potrzebuje, poza mieleniem miesa (czyli: ubijaja piane, mieszaja co trzeba, kroja na kawaleczki na przyklad orzechy), tylko tego sokowania mi brakuje.
Pamietam jak moj Dziadek robil soki jablkowe a potem pasteryzowaly sie na gazie z butelkach. To byly soki! nie to cos co kupujemy w kartonikach.
Sokowirowka ma jedna wade: zajmuje miejsce, SPORO miejsca. Do skowirowki bedzie wiec trzeba dokupic wieksze mieszkanie. Coz… pamietam jak w podstawowce rodzice kupili lampe a potem pod te lampe zmienili wszystkie meble w duzym pokoju… wiec moze my dokupimy mieszkanie do sokowirowki 🙂
Jestem strasznie zmeczona, ale tak mi dobrze, ze nie chce isc spac i zakonczyc tak pieknie rozpoczetego dnia. Chyba jednak bedzie trzeba.
U Boskiego (chwilowa?) tendencja zwyzkowa.
_________________________________
Stan Gamesy 2:0 dla mnie.
Kolejny akt naszej przedluzajacej sie wojny rozpoczal sie od nalesnikow.
Boski i Gosia ogladali film (Zelary) a ja robilam nalesniki. Kazdy walczyl ze swoim talerzykiem a ja donosilam to co akurat chcieli (a to noz, a to lyzeczke a to mus owocowy). Potem ja usiadlam z talerzykiem przed telewizorem.
Boski zapytal sie: – a kto posprzata?
odpowiedzialam: – Ty, bo ja gotowalam
(tu nalezy sie mala dygresja, ze od lat mamy taki system, ze kto przygotowywuje jedzenie nie sprzata, czytaj: zwykle ja gotuje a on sprzata, bo jak ja posprzatam to i tak sie czepia, wiec to nie ma sensu)
On: – to sie musi skonczyc. Nie wiem dlaczego ci skoczylem na taka umowe?
Ja: – a co w tym zlego, i tak na gotowaniu spedzam conajmniej 3 razy tyle czasu co ty na sprzataniu?
On: widzisz, jaka ty jestes wredna, ty bys nie przezyla gdybym cos robil sekunde krocej niz ty
Ja: – no wlasnie przezywam, gotuje codziennie i zawsze trwa to niebo dluzej niz twoje sprzatanie
On: – no nie mozliwe jak ktos moze byc taki wyrachowany! Nie moge znies tego twojego sposobu myslenia. Ale ja jestem porzadny nie to co ty, wiec gdybym nie posprzatal to bedziesz msciwa i juz zawsze bedzie ten burdel a ja nie wytrzymam i posprzatam, ty bys mogla zyc w brudzie. Ty jestes opetana tym, zeby tylko nie pracowac sekunde dluzej niz ja.
itd itd…
Idzie sprzatac. Ja poszlam kapac Gosie.
Za chwile wracam a patelnia, garnek, talerzyki zostaly tylko wpierdolone do zlewu, natomiast zmywarka jest nadal wypelniona czystmi naczyniami.
Ja: – i co juz niby posprzatales?
On: – skoro ty jestes taka wyrachowna to ja tez musze.
itd itd
Zonk! Nie wyprowadzil mnie z rownowagi!!! Nie wdalam sie w klotnie! Nie wdalam sie tez w klotnie kiedy sie okazalo, ze zostawil butelke w wozku 2 pietra nizej i musialam po nia isc z Gosia na rekach, bo on juz lezal w lozeczku i nie mial zamiaru wstawac a ona bez tej butelki nie usnie. Usypiala potem rozbudzona zabawa 1h 10 minut.
Zastanawiam sie tylko: wsadzic te naczynia do zmywarki czy zostawic, zeby poczekaly na Boskiego?
Moj byly szef mowil na to GAMESA – taka gra ktora gramy sami ze soba, niezaleznie na tym jaki jest nasz aktualny cel i zadania. W moim wypadku bedzie to: sprawdzic jak dlugo uda mi sie nie wyskoczyc ze skory. Zaczynam od dzisiaj (czytaj od wczoraj: wtorku), Go!
Czasem mysle sobie, ze nie jest kwestia CZY ale KIEDY rozwiode sie z Boskim. Ostatnich kilka lat mial okes zwyzkowy, teraz znowu zaczyna byc nieznosny. Ale od poczatku…
Zgodnie z tym co pisalam wczoraj w zwiazku z choroba Gosi wrocilismy z wycieczki dzien wczesniej. Gosia miala goraczke i szalony katar (jeszcze takiego nie widzialam). Boski oczywiscie byl niepocieszony. Chcialam go udobruchac, wiec zaproponowalam, ze moze sobie dzisiaj pojechac na wycieczke do przyrody i wrocic o 16, zeby sobie odpoczal w przyrodzie, skoro to dla niego takie wazne.
Oferte przyjal, ale i tak postanowil mnie ukarac. Tym razem forma strzelania fochow i stwierdzeniem, ze skoro JA pojelam decyzje, ze wracamy to mam sobie teraz sama zadzwonic do pensjonatu i anulowac rezerwacje. Boski zna mnie kilkanascie lat, wiec wie, ze sie boje dzwonic gdziekolwiek a juz zupelnie tam gdzie moga byc dla mnie nieprzyjemni. Oczywiscie nie chcialam dzwonic. Po pierwsze dlatego, ze rezerwacje na pierwszych kilka nocy zalatwilam ja (mimo iz nienawidze dzwonic) a poza tym serio boje sie dzwonic no i rowniez ze wzgledu na fantastyczny ton jakim KAZAL mi dzwonic. Poza tym co to za argument, ze JA zdecydowalam. JA zdecydowalam, ze Gosia zachorowala?
Aaaa skoro nie chcesz dzwonic to chyba powinnas isc do psychiatry! To nienormalne, ze ktos sie tak boi dzwonic. Jak kladziesz ta mape? znowu ja podepczesz! Nie wkladaj jej tak do schowka!! Ty jestes chyba zupelnie glupia a moze robisz mi to na zlosc?
Ok. Jakos sie udobruchalismy. Wczoraj zobaczylam, ze ma budzik na 8:30… wiec lekko sie zdziwilam co to za pomysl jak niby tak do przyrody potrzebuje (przypominam, ze z kolegami nie wychodzi pozniej niz o 7, wiec zawesz musi wyjechac juz dzien wczesniej) ale okazalo sie, ze ponoc wymyslam niestworzone konstrukcje.
Rano wylazlysmy z lozka o 8:20. Noc byla nienajlepsza jak to bywa z katarem. Troche krzyku, duzo wiecej przewalania sie z boku na bok. Poszlysmy obudzic Boskiego (nie da sie zniesc nocy z krzykiem i chrapaniem jednoczesnie, wiec spal osobno). A Boski co? Wywalil nas z pokoju, bo ON JEST SPIACY!!!! ON SIE KURWA MUSI WYSPAC. I spal do 10 i zupelnie nie wie o co mi chodzi? Wstal o 10:30. Ale nie, ja wcale nie chcialam isc spac, ale skoro zostal w domu no to moze porobmy cos razem?
O co mi chodzi? o to, ze nie wiem dlaczego mam byc ukarana za to, ze Gosia jest chora? Tak sama zaproponowalam, ze skoro mu tak zal tego jednego dnia w drodze to chetnie zajme sie Gosia, zeby mogl gdzies jechac, ale na Boga nie proponowalam, zeby lezal do gory brzuchem? Dlaczego jestem taka zawistna jedza i nie pozwalam mu lezec do gory brzuchem? moze dlatego, ze zawsze jak dam palec to chce mi odgryzc reke razem z plucami?
Nie, dzisiaj nawet nie wybuchlam tylko przyszlam sobie popisac. Ja go czasem zupelnie serio nie rozumiem. I prawde mowiac mam w powazaniu, ze sa rodziny w ktorych facet nie robi nic. Dokladnie tak jak w moim wypadku: widzialy galy co braly.
Izoluje sie tutaj z herbata a Goska pasie sie z Tatusiem.
Jakby ktos sie pytal czy karmienie piersia ma wplyw na odpornosc? odpowiadam: ma! Ostatnio Mloda miala katar gdzies na jesieni, skonczylam karmic a tu tadam mamy katarus gigantus. Do tego zaczal sie na wycieczce, mam nadzieje, ze nie zarazil malego synka Pani Krolikowskiej.
Wycieczka bardzo sie udala. Bylismy na Vysocine. Ksiezniczka z rodzina, Krolikowska z synkiem no i my (3sztuki). Mysle, ze jeszcze jakas jedna rodzina moglaby dolaczyc, no max. 2, gdyby bylo wiecej juz by sie zaczelo planowanie, wymyslanie, tysiac pomyslow a tak zawsze byla propozycja, ktos powiedzial jakies argumenty za albo przeciwko i po krotkich ustaleniach zaczynala sie realizacja. Dla mnie bomba.
Ksiezniczka zrobila nam jedno z bardzo nielicznych wspolnych zdjec calej naszej rodziny. Tadam:

W zwiazku z megagiga katarem Gosi zredukowalismy wycieczke o 1 dzien. Zeby udobruchac Boskiego obiecalam mu 3/4 dniowa wolnosc jutro. Coz, odbije sobie wieczorem (mam nadzieje).
A no i jeszcze ogladamy duze mieszkanie. Jesli sie uda to sie chyba posikam z radosci. Boski zaczyna negocjacje o cenie, zobaczymy co z tego wyniknie. Nie przeszkadza mi to jednak w cieszeniu sie na zapas :))