BOSKI JEST CZARODZIEJEM

Tradycyjnie przed przyjazdem Boskiego godzine czasu sprzatalam (Gosia moze potwierdzic, bo pozwolilam jej ogladac jakis kryminal). Na przyklad Gosia boji sie odkurzacza, wiec pozamiatalam podloge no i tak ogolnie sprzatalam, ukladalam, zeby mu sie podobalo. Potem poszlam na zakupy zeby przygotowac kolacje. Po 20 minutach przyjechal Boski i zaczal sprzatac. Jak przeskladal posciel, ktora gladzilam przed jego wejsciem do mieszkania powiedzialam mu, ze z pewnoscia jest duzo rzeczy do sprzatania, ale moze niech sie skupi na tym czego nie sprzatalam. Dowiedzialam sie, ze TAKIEGO BALAGANU W TYM MIESZKANIU TO JESZCZE NIE WIDZIAL. Sprzatal tak z 15 minut i zrobil sie (jego zdaniem) dostateczny blysk.

I to jest wlasnie ten czarodziejski paradoks. Ja za godzine zrobie NAJWIEKSZY BALAGAN JAKI WIDZIAL a on w ciagu 15 minut zmieni go w blysk. Hokus pokus!

AAAAAaaaaaAAAAAAA

MALUCHY

Zgodnie z zapowiedzia odwiedzila mnie kolezanka z akademika z rodzina – czytaj: mezem i coreczka. Coreczka jest niecaly miesiac mlodsza od Gosi. 

Rozmiarowo identyczne. Tyle samo waza, tyle samo wzrostu, ten sam numer buta, rozmiar ubranek. Tyle, ze my mamy ciemny model a coreczka kolezanki – nazwijmy ja Ania – to model dlugowlosa platyna.

Mysle, ze podobny jest tez poziom grzecznosci, czyli spoko spoko a jak przyjdzie wscieklizna to trzeba sie ewakulowac razem z sasiadami. Choc mnie oczywiscie Ania wydaje sie grzeczniejsza:)

Dziewczynki bardzo sie polubily. Oczywiscie pilnowaly bardzo swojego terytorium i zabawek, ale poproszone nie mialy problemu z tym, zeby sie podzielic. Jak jedna plakala to druga sie martwila co tez sie takiego wydarzylo. 

Co ciekawe absolutnie roznily sie umiejetnosciami.

Ania to dzielna baba, ktora na placu zabaw czuje sie jak w domu (choc mieszka na wsi gdzie nie ma placow zabaw!), jest odwazna, zwinna, szybka i zdecydowana w wyborze atrakcji. Pod tym wzgledem byla dla ostroznej Gosi bardzo niedoscignionym wzorem. Ania z klockow stawia wierze wielkosci malej stodoly. 

Gosia na placu zabaw nie ruszy sie bez mamy nawet metra, ucieka z atrakcji jesli tylko w poblizu pojawi sie inne dziecko. Jak jest sama daje rade, ale cos mi mowi, ze Ania jest zwinniejsza. Klocki ma, ale specjalnie ja nie interesuja, woli sie bawic zwierzatkami.

Dla odmiany Ania chodzi nadal z pieluszka a o nocniku nie chce slyszec. Za czytaniem ksiazeczek nie przepada, mowi pojedyncze slowa a reszte pokazuje eee podczas gdy Gosia spokojnie odroznia samolot od helikoptera. Gosia z nocnika korzysta rok, mowi krotkie zdania i jak sie okazalo bez problemu przestawia sie calkowicie na jeden jezyk (w ciagu tego dnia powiedziala z 2 slowa po czesku), spiewa piosenki, mowi wierszyki.

To bylo strasznie fajne patrzec sie na dwa zupelnie odrebne zestawy. Wszystko sie wyrowna z czasem to jasne, ale droge wybraly zupelnie inna.

Laczy je niechec do mycia wlosow. No, chyba, ze jedna myje druga…to i piania nie straszna:)

Mycie wlosow

W SRODKU NOCY

W ciagu dnia przewija mi sie przez glowe tyle tematow a potem siadam przed klawiatura i pustka.

Gosia zniosla caly pobyt u dziadkow bez najmniejszych problemow. Od powrotu ma wielka potrzebe tulenia, moze sobie troche rekompensuje stracone przytulanki, ale widac bylo, ze wrocila taka jakas wieksza, wyrosnieta, wiec sadze, ze bylo jej dobrze.

Oczywiscie pierwszego dnia po powrocie Boski obrazil sie na mnie i tak trwa w tym stanie obrazenia. Coz poradze. Ja w Pradze on w Blave i mysle, ze oboje mamy sie dobrze. Wlasnie pisalam Siostruni, ze Boski ma faze cierpietniczo-wladcza. Cierpietnicza polega glownie na tym, ze jesli mam uwage na jakikolwiek temat (nawet w formie podniesienia brwi a nie daj Boze cietej uwagi) to zaraz slysze: – moglabys chociaz chwile nie pyskowac? a wladcza polega na tym, ze conajmniej raz w tygodniu informuje mnie, ze jestem niezwykle ciulata i on juz dluzej nie zniesie kogos takiego jak ja (czytaj: na peczki lepszych moze miec), zostawi mnie a ja bede cierpiec do konca zycia.

Prawde mowiac rozwazam wstapienie do klasztoru zaraz jak mnie ewentualnie porzuci, bo chyba nie ma innego szczescia dla mnie niebogiej: Boski, albo furta?

Dla poprawienia humoru bylam dzisiaj na lodach z jednym kolega. Nie nie, kolega nie jest potencjalnym kandydatem na wymiane Boskiego (choc bardzo przystojny, jeszcze inteligetnejszy a do tego nawet ostatnio rozwiedzony! ale woli blondynki:)), bardzo go lubie po prostu i tyle. Gosia tez go lubi i zwykle jemu sie daje nakarmic chetniej niz mnie. 

Jutro najprawdopodobniej niespodziewanie przyjedzie do nas Agradabla 2, ze tak powiem, czyli kobietka z ktora mieszkalam 5 lat w akademiku! Nawet sprzatac nie musze. Kogo jak kogo, ale sciemniac przed nia ?:) Przyjedzie ze swoim milym mezem i corka o miesiac mlodsza od Gosi. Jest to absolutnie, niesamowicie spokojny czlowiek. Udalo mi sie ja wkurwic nie czesciej niz raz na semestr, ale jak widzialam, ze zaczyna bulgotac to sama chowalam sie pod lozko i czekalam jak przejdzie burza. No fajna jest po prostu, wiec sie ciesze niezmiernie.

Zeby tradycji stalo sie za dosc musze jeszcze poczytac a tu pozno juz, wiec sie pozegnam.

WIADOMOSCI Z WOLNOSCI

Wlasnie ogladam jakis dziwny program o 2 dziennikarkach mniej wiecej w moim wieku, ktore postanowili sprawdzic jak dzialaja rozne szalone diety i schudnac do rozmiaru 30 (z 42 chyba). Szalenstwo! W ich wypadku to na szczescie ma zwiazek z praca dziennikarki a nie z kondycja psychiczna. 

Mysle, ze zupelnie najmniejszy rozmiar jaki mialam w ciagu ostatnich 10 lat to chyba 34 a musze przyznac, ze wygladalam BARDZO nieapetycznie. Nigdy wiecej!

Niedawno mowilysmy z Siostrunia o tym, ze w pewnym wieku kobieta nie powinna byc zbyt chuda. Nie opasla, ale normalna taka akurat. Nie trzeba cale zycie miec rozmiaru 36. No tak tylko problemem jest okreslenie kiedy zaczyna sie PEWIEN WIEK :))

Ale nie, dzisiaj wcale nie myslalam o wadze. Bylam na pysznym obiedzie u naszego ulubionego Pakistanczyka. Chyba 3 godziny lazilam po Pradze z kolezanka a potem wrocilam pociagiem do domu. Pospiesznym! jakies 6 minut z dworca glownego:)) Przed chwila zjadlam zupke chinska – chyba jestem juz stara, bo mi nie smakowala (??!!:))

Kolezanka ma sie dobrze u dziadkow. Oczywiscie juz jej zaczeli przestawiac plan dnia, ale za 2 dni jej pewnie nie przerobia zupelnie:) Wazne, ze jest zadowolona. Wczoraj najadla sie kielbasek z ogniska a dzisiaj zjadla mieso z indyka. Bardzo sie ciesze, ze tak pieknie wcina. Wbiegla z tatusiem ostatni kawalek drogi na Ještěd (taka gora). Przyda sie taki weekendzik z Babcia od czasu do czasu (bez mamusi:).

I nie teskni! Troche jestem zazdrosna, ze tak jej dobrze beze mnie. Z drugiej strony bardzo sie ciesze, bo to oznacza, ze jest jej po prostu dobrze samej ze soba a to chyba najlepsze co moze czlowieka spotkac (i jego mame). 

Az sie musialam napchac tak mnie ten program zestresowal!

LEZE, LEZE UWALILEM SIE JAK ZWIERZE

No dobra, nic % nie pilam, ale zmeczona jestem jak pies, bo dzien byl bardzo intensywny.

Tesknie za mojim Pisiplagiem, ktory za mna ponoc nie teskni. Ot co!

Jestem taka zmeczona, ze zaraz sie przewroce i bede spala i spala i spala az sie obudze 🙂 (ha ha pewnie i tak wyjdzie jak zwykle o 8:15, ale co mi tam zamkne oczy i pociagne do 12 🙂

WIELKI DZIEN

Zaczal sie nas podwojnie WIELKI dzien.

1. przed chwila Gosia byla ostatni raz karmiona piersia. Zrobilismy pamiatkowe zdjecie. Mloda podziekowala ”cicinkom” za mleczko, ktore jej caly czas dawaly. I… zobaczymy co sie stanie (znajac moja mlekotwornosc moze bede jeszcze raz czy dwa potrzebowala pomoc kolezanki).

2. odjechali do Babci – maja wrocic we wtorek! Ale czad! Wczoraj bylam w kinie, dzisiaj ide do kina i jutro chyba tez. Poza tym planuje pogaduchy z Ksiezniczka, reklamowanie iphonu i sama nie wiem co jeszcze. Tesknic bede okrutnie, ale bede sie twardo lenic 🙂

 

A co do kina. Wczoraj bylam na Habemus papam.

Juz od pierwszych klatek filmu jest jasne, ze to film europejski. Kamera, ludzie wszystko jest takie nieidealne o to prawdziwsze. Historia nowo wybranego papieza, ktory uswiadamia sobie, ze nie podola zadaniu, ze woli byc prowadzony niz prowadzic jest ciekawym teoretycznym cwiczeniem. W pewnym sensie to historia kazdego z nas, kwestia pozostaje czy jestesmy w stanie, tak jak on, przyznac sie przed samym soba, ze nie jestesmy sworzeni do robienia rzeczy, ktore nas cale zycie pociagaly a jak nagle znalazly sie w zasiegu reki mocno nas przerastaja. 

Nie podobalo mi sie wykorzystanie w filmie scen z zycia Jana Pawla II. Nigdy nie ukrywalam, ze mam dla niego wielki szacunek a film, no coz film to jednak nie jest zadne arcydzielo i nie wnosi az tak ciekawych lub nowatorskich mysli, zeby bylo warto wplesc zdjecia z bardzo przygnebiajacego i waznego dla wielu ludzi wydarzenia (przyznaje, ze ogladajac pogrzeb Papieza plakalam rzewnymi lzami). 

Jak oceniam film? Gdybym ogladala go w telewizorze to pewnie przelaczyla bym na inny program. Byc moze dla kogos informacja, ze kardynalowie to tez ludzie jest odkryciem. Dla mnie nie. Jesli kardynalowie zachowuja sie jakl ludzie a nie sa malostkowi, rozpolityzowani i samolubnito juz i tak wielka wygrana. Jedna z glownych rol gral Jerzy Stuhr. Bardzo przyjemna rola – gral, jak zwykle, siebie samego. Mowil po wlosku, ale nazwisko mial polskie i w jakims momencie, zdenerwowany, klal po polsku – to mnie akurat zdziwilo, bo ja mieszkajac tak dlugo za granica, klne po czesku. Tak mi latwiej, moje slownictwo w zakresnie jest duzo bogatsze w jezyku w ktorym zyje:)

Co do papiezy to ciekawa jestem jak bedzie z perspektywy czasu oceniany pontyfikat Benedykta. Wybrany jako papiez przejsciowy (tak sie robi, po dlugim pontyfikacie zwykle wybiera sie niespecjalnie wyrazna osobowosc z 7-8 krzyzykami na karku, zeby potem dac przestrzen nowemu potencjalnemu przywodcy juz bez bagazu cienia poprzednika), zyje juz dlugo i wyglada, ze jeszcze troche pociagnie. Osobiscie nie mam w stosunku do niego zadnych uczuc, jest dosyc nieczytelny i niewyrazny. W jego wypadku mam jednak wrazenie, ze specjalnych dylematow nie mial.

ZLODZIEJKA KSIAZEK

Autor: Markus Zusak

Konczylam we lzach. Spogladac na II wojne swiatowa oczami NIEMIECKIEJ dziewczynki i Smierci to niecodzienne doswiadczenie. Bo przeciez nie wszystko jest czarno-biale, bo nie wszyscy Niemcy byli zli.

Oj z pewnoscia nie. Ale czy po Zydach, Slowianach, Cyganal zaszczekal by pies… gdyby wygrali?

Mimo oczywistej prawdy, ze Niemcy cierpieli pod koniec II Wojny Swiatowej i po niej nie jestem w stanie ich zalowac. Na poczatku wojny Hitlera popieralo nie 30, nie 50% ale 90%!!!! obywateli Niemiec. I mam w dupie czy byli ”motywowani” do takiej postawy czy nie. Nie znosze bezmyslnosci i populizmu na zadnym etapie historii a Hitler dochodzil do wladzy powolutku a Niemcy bili brawo.

Jestem zajadla, bo mam znimi osobiste porachunki. Gdyby nie wojna moj urodzony przed wojna Ojciec poznal by swojego ojca a mojego Dziadka wczesniej niz w wieku ok 6 lat. I pewnie mieli by inne stosunki, pomimo iz sadzac z opowiadan obaj panowie nie nie byli latwi. Prawdopodobnie ich zycie potoczylo by sie inaczej a w konsekwencji byc moze moj ojciec nie umarl by w wieku 39 lat kiedy ja jeszcze nie mialam nawet roku. Gdyby moj ojciec zyl pradopodobnie moja Mama zyla by inaczej i nie umarla w wieku 59 lat, niby na raka, ale ja bym powiedziala, ze na zniechecenie zyciem jakie wiodla. Zycie moje i moich bliskich byloby zupelnie inne (prawde mowiac nigdy bym sie nie urodzila, bo pierwsza zona mojego drugiego Dziadka zginela w Oswiecimiu a narzeczony Babci padl 17 wrzesnia). W kazdym razie nie byloby wiele wiele cierpienia w zyciu moich bliskich. 

To wszystko tylko GDYBY, ale az GDYBY a ich pierwsza przyczyna jest jednoznaczna: WOJNA a za nia dobrzy Niemcy, ktorym nie chcialo sie przeciwstawic Hitlerowi, kiedy jeszcze bylo mozna. Wiec placze nad losem malej Liesel i jej rodziny, ale bardziej nad calym losem narodu ludzkiego, ktorego bezmyslnosc, chciwosc i malosc doprowadzila do wojny i wielu bezsensownych lez.

MIGAWKI

1. Mieszkamy na parterze i mamy zaluzje, ktore szczelnie zamykaja okna. Rano okolo 9 odsunelam zaluzje jakichs 20-30 centymetrow na gore i budzilam Mloda. W majtkach i koszulce, czyli mojim standardowym stroju nocnym. Po jakims czasie zauwazylam, ze ktos przyglada sie moim nogom. Analizuje je kawalek po kawaleczku. Po paru chwilach mlody wlasciciel oczu zorientowal sie, ze do tych nog tez jest doczepiony czlowiek, ktory sie na niego ze zdziwieniem gapi i uciekl. 

2. Nasza droga do windy w metrze wiedzie obok ratusza. Spotkalysmy tam cyganskie wesele. Panna mloda jak paczus, przepiekne wlosy spiete w kok, ogromna, falbaniasta suknia z trenem niesionym przez 3 male druchny, po boku wzruszony pan ojciec w bialej koszuli. Kolorowy doprowod ze 40 osob. Kruczoczarne pieknosci wcisniete w przymale, srebrne suknie do ziemi, panowie w kamizelkach od kolorowych garniturow. Dzieci poprzebierane w sukieneczki z falbankami. A ile smiechu i radosci! Wszystko przy dzwiekach harmonii i trabki. Cudne.

TELEGRAFICZNIE

W Pradze dzien jest jakby krotszy. Dzieje sie duzo i jest fajnie. Byla Babcia, byla Krolikowska, widzialam Ksiezniczke. Lubie jak jest intensywnie. A bardziej szczegolowo:

– DING DONG – ha ha, moi tesciowie jednak umra w przekonaniu, ze jestem narwana i trzymam ich syna pod pantoflem. Dlaczego? Od tesciowej!@!! dowiedzialam sie, ze Boski ma w planie w sobote polatac z kolega (ktory ma samolot i papiery) i przyjada na wies dopiero wieczorem i …. wybuchlam, ze chyba oszalal, ze znowu zmienia zdanie bez konsultacji i ze juz mam dosc tego, ze mnie prosi o chwile czasu (pujde raaano, na chwilke polatac moge?) a tu nagle robi sie caly dzien. Ja wiem z czym do ludzi? Na Boskiego wyskawiwac a nie na boska mamusie! ale nie zdzierzylam 🙂 Fakt: jestem narwana… tyle, ze dla Boskich starszych chyba lepiej jakbym byla seryjnym morderca niz narwana, ale juz trudno. W kazdym razie z Boskim sie dogadalam a najbardziej mu wytlumaczylam zeby nie zaczynal negocjacji od rozmowy z mamusia, bo potem konczy sie tym, ze ja wychodze na nienormalna. Prawda jest taka, ze nie mam problemu z 90% pomyslow Boskiego pod warunkiem, ze da mi czas na oswojenie sie z nimi I NIE ZMIENIA ZDANIA W SRODKU GRY!!!

– REAL vs Bayern – no masz Ci los! Bylam oczywiscie za Madrytem! No, ale jak juz jest jak jest to w finalach LM bede kibicowac Chelsea Londyn.

– MALUSZEk – uwielbiam te mala dziewczynke a i tak mam wrazenie, ze caly czas poswiecam jej za malo uwagi. A to myje garnki (poprawiam po niedokladnej zmywarce) a to gotuje a to sprzatam a to gadam przez telefon a ona sie pasie sama. Nie skarzy sie, ale jakos tak mam wrazenie, ze az za bardzo dobiegam od idealu mamy (oj mile swietlne, bo do tego zle ja karmie!). W kazdym razie dzisiaj z Krolikowska (i jej synkiem) bylismy na placu zabaw i okazalo sie, ze duza zjezdzalnia tez sie da obslugiwac. Az bylam w szoku jak sie wspinala!!! Dzielnosc wielka!!! No i zaczyna sie wspinac po takiej siatce do wspinania dla dzieci. Uwielbiam tego malego pisiplaga. Caly czas gada albo spiewa. Jak sie uda nagram jak zapowiada pociag po czesku, bo mozna umrzec ze smiechu 🙂 Jutro bedziemy caly dzien same i bede sie nia nacieszac i bardzo bardzo sie starac maksymalnie zwracac na nia uwage.

– REKLAMACJA – musze reklamowac iphona bo mi nie dziala glos jak ogladam youtube albo nagrane przeze mnie filmiki. Ale mi sie nie chce 😦 Coz, mus to mus. 

– PRAGA – Boski mowi, ze sa realne szanse, ze wrocimy do Pragi. Mam w nosie zapeszanie, jak wyjdzie to wyjdzie a jak nie to trudno, ale ciesze sie na zapas dla samego cieszenia. 

– WSTRZEMIEZLIWYM OKIEM – po tym peanie na temat Krolewny musze napisac, ze mamy tendencje do spogladania na swoje dzieci przez rozowe okulary. Ja wiem, ze tak musi byc i ze sama tak robie. I nie ma chuja nie potrafie z siebie wydusic slow na temat rozwydrzenia przecudnej coreczki czy synka tej czy owej znajomej. Boski tez widzi w Krolewnie same zatety :)) i ja pewnie tez. Jak tu znalezc zloty srodek kochac, ale nie zaglaskac na smierc?

– ZLODZIEJKA – czytam Zlodziejke Ksiazek (dzieli Polaquito!) wciaga mnie coraz bardziej 🙂

Dobranoc 🙂

MNIE TEZ NIE JEST WSZYSTKO JEDNO!

Papierowa Gazeta Wyborcza reklamuje się  słowami Nam nie jest wszystko jedno, ale wszyscy zaczynamy miec wrazenie, ze nie odnosi sie do do Bloza, dlatego zamieszczam list otrwarty blogerow, pod ktorym, niestety, moge sie podpisac.

List otwarty blogerów z Bloxa

Nam też nie jest wszystko jedno!

Jesteśmy grupą blogerów z Bloxa. Nasze blogi prowadzimy już od dłuższego czasu, wkładając w to sporo czasu, pasji i zaangażowania. Gdy zaczynaliśmy blogowanie – pisanie właśnie na tym portalu było powodem do dumy i poczucia przynależności do dbającej o jakość elity blogosfery. 
Czuliśmy też, że jesteśmy ważni dla zarządzających portalem gazeta.pl. Blox się rozwijał, zawsze były na nim aktualne informacje, na stronie głównej gazeta.pl codziennie można było znaleźć linki do kilku ciekawych notek z blogów. Nawet więc, gdy czasami zdarzały się awarie serwerów czy błędy w oprogramowaniu – przymykaliśmy na to oczy. Tym bardziej, że kontakt z adminem był na bieżąco i gdy tylko coś się działo, zawsze była reakcja.

A teraz? Od dłuższego czasu czujemy, że jesteśmy zbędni i niepotrzebni. Bloxem nikt zarządza, nie aktualizuje nawet tych funkcjonalności, które już są. Ze strony gazeta.pl zniknęło okienko Bloxowe (a także fora i galeria zdjęć) – dominują za to tytuły i newsy typowe dla tabloidów, a nie dla medium, które kiedyś uchodziło za opiniotwórcze. Napisanie prostej notki, komentarza czy wklejenie zdjęcia coraz częściej staje się poważnym problem technicznym. Pomocy nie ma albo wcale, albo ogranicza się do standardowych formułek typowych dla korporacji. 
Świat się zmienia, blogosfera również. Obecnie blogi to w wielu wypadkach naprawdę wartościowe strony, zawierające treść i dyskusje na wysokim poziomie, o wysokim PageRanku. Niestety, czujemy się coraz bardziej intruzami na portalu, zupełnie zbędnym elementem niepasującym do nowej wizji funkcjonowania gazeta.pl. Poziom Plotka góruje – to niestety widać na portalu. Efekt jest widoczny – coraz więcej wartościowych blogerów szuka sobie innego miejsca, kończąc swoje blogowanie na Bloxie. 
Tu się kiedyś dobrze pisało…. To nasze miejsce w sieci i nie chcemy stąd odchodzić. Dlaczego Agora nas odrzuca?

Nam, blogerom z Bloxa, też nie jest wszystko jedno!