BLOGOSLAWIONY JAN PAWEL II

niech sobie caly swiat szuka dziury w calym, ja sie ciesze. 

Jesli on nie byl swiety to kto? Kto moze byc swietym naszych czasow? Przeciez nie Ci ludzie (z calym szacunkiem), ktorzy zgineli za wiare X-set lat temu w niewiadomo jakich okolicznosciach.

Niezmiennie, od wielu lat, jak mysle o JP II choc przez chwile staram sie jakos bardziej. I nie zaczelo sie to jego smiercia i nie skonczylo beatyfikacja.

GRA W CHOWANEGO

Pisalam juz kiedys, ze Boski, choc bezsprzecznie duzo porzadniejszy niz ja, ma bardzo ciekawe podejscie do porzadkow. Przestrzen musi wygladac czysto, ale gdzie w konsekwencji znajda sie przedmioty nie jest juz tak niezwykle wazne. A potem ja szukam…

Dzisiaj mam dobry przyklad. Boski przywiozl mi z Blavy 2 Vinee*. Pierwsza z nich wypilam wczoraj. Drugiej nie moglam znalezc. Dzwonie do Boskiego (wlasnie jada z Gosia do dziadkow na sobote):

– gdzie jest Vinea? a Boski:

w szafce z posciela w reklamowce z Billli, pod sciereczkami

No comments.

_______

* przypominam, ze Vinea to napoj o smaku winogron, w tym wypadku w plastikowej 1,5l butelce.

BANAN DOBRY, CHUQUITA!

W naszym bloku pojawil sie chinski sklepik (wietnamski?) czyli mamy juz piekarnie, obok cukiernie, apteke, sklep z sukniami slubnymi no i teraz chinski kogiel mogiel. Chinczycy maja synka 8 dni starszego niz Gosia i pani co drugi dzien pyta sie czy Hania juz chodzi. Byc moze spodziewa sie gwaltownego regresu tej umiejetnosci, co ja wiem. 

Jest goraco. bylysmy dzis w centrum zawiezc spodnie Boskiego do krawcowej. W nagrode kupilam sobie wielka bule Subway. Gosia przezywa okres “nienawidze jak mama gotuje” wiec albo gotuje siedzac na ziemi (owszem da sie rozklepywac kotlety na tacy poloznej na ziemi), albo wieczorem. Dzien sie konczy a ja przygotuwywuje fasolke po bretonsku. Nie bylo “jasia” wiec z jakiejs mniejszej fasolki. Przynajmniej bedzie smiesznie.

Alez ja jestem zmeczona. Dobranoc.

GWIAZDKA W KWIETNIU!

Zwykle jak sobie zaplanuje 3 rzeczy do zalatwienia to uda mi sie zalatwic jedna i jeszcze musze byc szczesliwa, bo ledwo ledwo. A dzis dzien dziecka! Zaplanowalam 3 rzeczy a w trakcie dnia doplanowalam jeszcze dodatkowe zadania i wszystko, slowanie WSZYSTKO mi sie udalo.

Najpierw kolezanka przywiozla dokument i moglam zalatwic sprawe numer jeden a potem polecialo. Latalam jak ping pong ale oplacalo sie.

Dzieki, dzieki, dzieki o losie moj dzisiejszy. Wracaj choc raz w tygodniu! 🙂

Czego i wam zyczymy. Dobranoc!

RAZ, DWA, TRZY, CZTERY…

Prosilam Boskiego, zeby mi wydrukowal iles dokumentow w tym 1 bardzo dla mnie wazny. ten jeden poslalam osobno i prosilam telefonicznie i mailem, zeby nie zapomnial. Prosilam rowniez o kopie innego dokumentu.

Kobie zrobil… 2 stron z czterech. Okladke.

Dokumentu nie wydrukowal. Zaklinal sie, ze tak, ale nie ma go koza go zjadla, pies zakopal, wcyclo, diabel ogonem zakryl. Nie ma.

Niestem wredna, ze dzwonie tylko dlatego, zeby go opierdolic.

Moze jestem dziwna, ale zwykle sory to dla mnie w tym wypadku za malo. Bez tych dokumentow nie zalatwie w tym tygodniu jednej z najwazniejszych spraw, ktore mialam zalatwic w Pradze.

Jestem smutna.

__________

1h pozniej…

jest szansa, ze dokument wydrukuje kolezanka, byloby fajnie. A Boski jak mu napisalam, ze jestem smutna to zadzwonil i byl bardzo mily. Moze beda z niego ludzie 🙂

TEGO PSA ZNAM

Gosia ciezko przezywa chorobe. Goraczka juz spada, wiec i noce spokojniejsze, ale jednak budzi sie czesciej niz zwykle i jeczy. Glodna nie jest, wiec nie moge jej zapychac jedzeniem ciagle, a za zywy smoczek tez mi sie za bardzo nie chce sluzyc. Znalazlam wyjscie alternatywne –> REKSIO!

Wlaczam jej na iphonie Reksia, telefon klade na brzuszku wiec nie rozswietla calego pokoju a Mala slucha muzyki i sie uspakaja. Czy zwrociliscie kiedys uwage na to jaka fajna muzyka jest w Reksiu? Spokojniuska, przyjemna, czasem jakis piesek zaszczeka, kurka zapieje, albo inny kot zamialczy. I Gosia usypia. Najchetniej na mojej klacie, brzuchu albo rece. Biedny czlowieczek. Ale jest lepiej a bedzie jeszcze lepiej.

pokazuje Boskiemu: – zobacz co jej puszczam. To jest Reksio, bajka mojego dziecinstwa.

a Boski: – tego psa znam! Tylko nie wiedzialem, ze sie Reksio nazywa!

 

ALE NAPLANOWALAM ! :)

Plan byl taki: jestesmy miesiac w Pradze, Gosia zajmuje sie kolezanka a ja mam czas na swoje sprawy. Taa.

Pierwsze 2 dni przebiegly zgodnie z planem. No, 2 dnia wieczorem zachorowal mlody od kolezanki i bylo jasne, ze conajmniej do konca tygodnia Gosia bede zajmowala sie ja.

Dzisiaj tadam… po powrocie ze spaceru na ktorym panienka z okienka nie miala sily dojsc do chemicznego na koncu ulicy okazalo sie, ze ma 38 C. Dolaczylo kichanie i spik do kolan. Czyli dupa blada. Conajmniej do wtorku wszystkie plany odwolane. A w sobote mialam byc sama SAMA SSSAAAAMMMAA a Boski z Gosia u rodzicow. No, nic z tego.

Przynajmniej 1-sza jazde dzisiaj zaliczylam. Na poniedzialek i wtorek przyjedzie tesciowa, zeby pobajerowac sie z kolezanka ja ja bede na kolejnych jazdach. Niby instruktor sciemnial, ze moglabym juz jezdzic sama, ale mysle, ze mily byl. Gdyby ulice byly zarezerwowane dla mnie to bym dala rade, ale jednak troche wiecej aut uzurpuje sobie prawo do poruszania sie w przestrzeni, wiec ja jeszcze troche potrenuje. Oby! Oby choc ten plan udalo sie zrealizowac.

Musze isc spac, bo na pewno w nocy bedzie wyla. Od 20 spi, ale 2h chciala spac tylko w nosidelku na klacie a przypuszczam, ze bedzie tylko gorzej. Co oczywiscie nie zmienia mojego zachwytu nad posiadaniem bajtla.

DZIKI SZAL

Boski to w zasadzie niesamowicie spokojny czlowiek. Jak wiekszosc Czechow wychowany jest tak, aby przynajmniej publicznie nie wyrazal swoich negatywnych opinii. Ze mna to co innego, ja jestem jego prywatna kura domowa i do tego wirtulozem w kwestii wyprowadzania Boskiego z rownowagi, ale obcy czlowiek to tabu. A jednak dzisiaj jednemu gosciowi udalo sie doprowadzic Boskiego do szalu.

Zaczne od konca… nie kupimy kolejnego mieszkania. Bylismy je ogladac jakies 3 tygodnie temu. W budynku obok nas, na oko troche ponad 100m + balkon.

W czasie ogladania zona wlasciciela (Ukrainka) nie byla w stanie podac nam dokladnych wymiarow, mielismy sie pytac meza. No to sie pytalismy (mailem):

– jakie mieszkanie ma wymiary?

– ile za nie chce?

– poprosilismy o planek

Odpisal, ze nie wie dokladnie ale cos ponad sto. Planek poslal… ale przed przebudowa, wiec byl to w zasadzie plan innego mieszkania a cene mamy zaproponowac my.

Acha.

Napisalismy cene a pan nic. Cene wyliczylismy biorac pod uwage inne mieszkania, ktore sa oferowane w tym samym budynku (i nie sprzedaja sie) i w naszym budynku (o wyzszym standardzie i tez sie nie sprzedaja).

Nic, nic,nic no to do niego Boski dzisiaj zadzwonil. Pan na niego z morda, ze cena byla tak smieszna, ze nie chcialo mu sie tracic czasu, zeby odpisac.

No to Boski sie zapytal: –  jaka cene Pan wlasciciel uwaza za stosowna?

– On na to: – no conajmniej XX PLN/metr

– Boski: – czyli ile?

– Pan Ukrainiec: – niech pan sobie obliczy ile

no i tu sie Bosciunio wkurwil i powiedzial Panu od serca, ze chyba oszalal. Ze on ma produkt na sprzedaz a my mamy kase, wiec moze by sie jednak zachowywal jak sprzedawca a nie ksiezna udzielna. Ze nie bedzie sobie nic liczyl tylko oczekuje, ze sprzedawca bedzie przygotowany do transakcji i obliczy cene sam, przekaze materialy potrzebne do podjecia tak waznej decyzji i nie bedzie strzelal fochow, bo jednak rynek sie zmienil i znowu tyle chetnych na duze mieszkania nie ma (przynajmniej w naszej czesci Pragi ceny spadly, wiem, bo Boski obsesyjnie sledzi rynek nieruchomosci). Pan Ukrainiec costam jeszcze pobredzil i sie pozegnali. Boski kipial jeszcze duzo pozniej jak ze mna mowil. Oczywiscie mieszkania nie kupimy nawet gdyby nagle chcial nasza cene, jednak zdziwienie i niesmak pozostal. Gdyby nawet cena byla z kosmosu (a nie byla), to pan wlasciciel powinien napisac: Oferowana cena odbiega od moich wyobrazen. Pa pa Pan U. On jednak wolal dokonac rzeczy niemozliwej, doprowadzic Boskiego do szalenstwa.

Nic to, ciekawe doswiadczenie.

_____________

Poza tym bylysmy dzis z Gosia na zakupach w pobliskim centrum handlowym, bez wozka. Umeczyla sie tak, ze padla o 20. A i ja sie zmeczylam, bo Gosia usilowala isc w kazdym kierunku poza tym, ktory odpowiadal mnie:)

Spedzila rowniez 3h z kolezanka, ktora miala sie nia w tym miesiacu opiekowac, zebym ja miala troche czasu na swoje sprawy. Test zdaly koncertowo, nie plakala, bawila sie swietnie z kolezanka i jej synem. Prawo Murphego zadzialalo szybko i bezblednie. Malemu najprawdopodobniej idzie zabek wiec ma goraczke i katar… czyli jutro Gosia zostanie ze mna. Nic to, przynajmniej spedze wiecej czasu z Pania Krolikowska i malym Kroliczkiem. Wybieramy sie do niej pociagiem. I to tyle nowosci.

SCHODY, BUTY i INTERNET

Dotarlysmy do Pragi.

U Siostruni bylo cudnie. Bylo by jeszcze cudniej gdyby nie SCHODY!

O pewnych niebezpeczenstwach czlowiek dowiaduje sie dopiero jak ma dzieci. No bo w Blave albo w Pradze to Gosia pasie sie samodzielnie a ja staram sie tylko, zeby nie zjadla kostki do zmywarki ani nie wypila wody z kibla a u Siostruni w domu sa SCHODY. Oczywiscie i tak polowe dnia wisi na mojej nodze, ale jak zdecyduje sie odejsc to idzie a ja w zasadzie sie nie przejmuje. Ale w zwiazku z tym, ze byly tam SCHODY wiekszosc czasu zajmowalam sie (ja albo wyznaczona ofiara) pilnowaniem Goski, zeby nie wykonala salta mortale. Jedno wejscie do salonu zostalo zatarasowane wielkim fotelem, ktory jednoczescie uniemozliwial spadniecie schodami do pomieszczenia gospodarczego i garazu. Zaradna Gosia zajmowala sie glownie oblatywaniem duzego pokoju przez jadalnie i kuchnie w celu wlezienia na SCHODY i zawisniecia na szczebelkach poreczy, na przyklad.

Bylismy na zakupach. Kupilam 4 bluzki, getry i buty. Kurs zlotego jest bardzo zachecajacy do zakupow. Do butow podeszlam jak kobieta i kupilam troszke za male (wiekszych nie bylo). Jakbym nie kupila tam to nigdy, bo ja z Goska nie potrafie kupowac nic dla siebie. Ona jeknie a ja uciekam ze sklepu. A buty sie rozciagna. Tak postanowilam.

Wlasnie siedze w duzym pokoju a obok mnie sajgon. Na szczescie Gosia juz usnela wiec zaraz posprzatam a jutro popracujemy nad nowym balaganem.

Usnela tak wczesnie, bo uszla dzisiaj sama conajmniej 500 metrow a moze wiecej.Ha! i to jest jednak zdziwko, bo ja to jestem wyrodna matka i buty kupilam jej dopiero wczoraj, czyli miesiac biedna myslala, ze chodzic da sie tylko po domu. Za to jak dzisiaj wyruszyla na wycieczke to chwilami trudno bylo ja dogonic. Swiat jest taki piekny i do kazdego trzeba sie usmiechnac albo pomachac!

Internet mam z tych wolniejszych, bo przez telefon komorkowy. Nauczylam sie a nastepnie iphone aby sluzyl jako modem i sluzy. Tyle, ze niespiesznie. Lepiej to niz nic. Przynajmniej nie jestem odcieta od swiata.

I tak sobie zyjemy po malutku. Bede relacjonowac:)

Gosia

WYPRAWA

Melduje poslusznie, ze powrocilysmy szczesliwie z samodzielnej wyprawy do Wiednia. No dobra, przywiozl nas Boski, ale tam dotarlysmy zupelnie same. A nie bylo letko!

Sprawdzilam godzine odjazdu pociagu, dotarlysmy na dworzec (mieszkamy 5 minut od), a tu sie okazalo, ze pociag jedzie troche pozniej niz w rozkladzie. 15 minut co to za roznica.

Sprawdzilam na wyswietlaczu, odjazd z peronu 4. Bardzo mily Pan pomogl mi zniesc wozek z Goska do przejscia a nastepnie wniosl go razem ze mna na peron 4.

Czekalysmy, czekalysmy, nie bylo ludzi za to przyjechal pociag do Koszyc. Hmm… i jeszcze jakis. A tory przy peronie 4 byly 2 (slownie: 2)! Zaczelam sie pytac pojawiajacych ludzi czy z tego peronu jedzie pociag do Wiednia. 3 niezalezne osoby potwierdzily, ze jedzie.

Jedzie! No to git. Czekamy…

5 minut przed nowym terminem odjazdu pociagu przyszla pani, ktorej wczesniej sie pytalam czy to na pewno wlasciwy peron z informacja: ze co prawda tego nie oglaszali, ale ona ten pociag zna i on stoi na peronie I czy mi nie pomoc z wozkiem? Pomoc!

Przybieglysmy na peron I, wsiadlysmy i pociag odjechal…

W pociagu Gosia postanowila dostac ADHD wiec mialam duuuzo pracy, zeby zajac ja te 60 mionut drogi. Udalo sie a w Wiedniu czekali na nas dziadkowie.

Dzisiaj byl wiekopomny dzien, Gosia adoptowala dziacka. Dotad bali sie siebie nawzajem i raczej bezdotykowo na siebie spogladali. A dzis dziadek siedzial na kanapie w mieszkaniu Siostry Boskiego a Gosia hop wskoczyla na walizke a z walizki hop na kanape i siadla sobie obok dziadka. A reszte dnia (do odjazdu) spedzili razem.

Koniec zgloszenia.