KLIENT W CZECHACH

Ostatnio pisalam na sasiednim blogu, ze w Czesi zyje sie bardzo dobrze, ale cechuje je jedna drobna niedogodnosc a mianowicie: beznadziejne podejscie do klienta. Za tych nascie (??!!) lat co tu mieszkam i pod tym wzgledem jest lepiej, ale nadal czasem spotykam sie z cudnymi sprzedawczyniami, ktore moglby z mostu zagrac w ”Misiu”.

Na przyklad dzisiaj…

Wybralysmy sie z Gosia pociagiem do miasta (w sensie do centrum, bo pociagiem mamy 7 minut a metrem az 11:) w celu zakupienia butow wiosennych i spiochow.

Spiochy zwykle kupujemy w Mothercare, bo jak sie kupuje w paczce po 3 sztuki to nie wychodza drogie, a mam wrazenie, ze sa niezniszczalne. Problem w tym, ze Gosia juz jest duza i nie ma za duzego wyboru spiochow (a konkretniej pajacykow, ale ja na nie mowie spiochy) w rozmiarze 24 do 36 miesiecy. W Bratyslawie byly tylko jakies mdle a ja sobie wymarzylam takie w kolorowe kropy. No i prosze Panstwa byly! Niestety tylko jedna para i to zapakowana w worku, ktory wygladal jak po przezuciu krowa i to zaraz po krotkim przemarszu wojsk. Spioszki byly w nim poskladane tylko na oko i tez wygladaly niezupelnie wabnie, ale oni tak czasem maja. Pewnie ktos oglada, rozerwal, no trudno.

Podaje spiochy pani przy kasie (staly oczywiscie trzy, zadna nie raczyla podejsc do regalow) i mowie (normalnie): – szkoda, ze to opakowanie wyglada tak nieestetycznie.

Pani opryskliwie: – JAK SIE PANI NIE PODOBA, TO NIECH PANI NIE KUPUJE!

Oniemialam i powiedzialam: – wie Pani co, chyba rzeczywiscie ich nie kupie, juz sie troche odzwyczailam, zeby sprzedawczyni byla tak nie przyjemna.

Pani: – Ja nie jestem nieprzyjemna! Mowie tylko, zeby pani nie kupowala jak sie nie podoba, musu nie ma. One tak musza wygladac, bo my tam chip wkladamy. (Do kolezanek: -Czy ja jestem nieprzyjemna? – nie, nie wcale!)

ja; – no chyba nie musza, skoro wszystkie pozostale nie maja potarganych opakowan. No ale trudno, dowidzenia.

No i zostalam bez spioszkow, ale i bez zalu. Zupelnie serio jest to dla mnie oszalamiajace, ze baba w sklepie moze na mnie tak wyskoczyc. Gdybym miala zly humor, albo powiedziala to jakims nieprzyjemnym tonem. Ale nie! Kupilam, chwile wczesniej, buty dla mlodej, oby dwie bylysmy zadowolone, dzien przyjemny. Dokonale rozumiem, ze pani mogla byc zmeczona, tylko nie wiem dlaczego musiala byc tez opryskliwa. Ale coz. W Czesi jest nawet takie fajne zdanie: postawil sobie gospode, ale chodzili mu tam ludzie. Coz.

NA WOLNOSCI

Swieta spedzilismy u Siostruni i bylo cudnie. Czytaj: normalnie. Bez przesady, bez przymilania, bez koniecznosci padania na wznak w wyrazie wdziecznosci, natomiast smacznie, przytulnie i tak jakos razem, po prostu.

Potem bylismy u tesciow i nie bede opisywac szczegolow, bo do teraz mnie to slabi. Powiem tak, w pewnym sensie tegoroczna scysja byla efektem mojego przewrazliwienia i natury upartego osla. Pozniejsze rozmowy potwierdzily jednak, ze to przewrazliwienie nie wzielo sie z nikad a przede wszystkim pokazaly, ze ja do nich nie chuja nie pasuje. Co ciekawe Boski nie zjebal mnie po przyjezdzie do domu (do Pragi), jak to bywa zwykiem, po tym jak wykaze krnabrnosc w stosunku do jego rodzicow. Odwrotnie, spakowal bajtla i poszli na 3 godzinny spacer, “zebym sobie odpoczela” a po powrocie byl normalny.

Jest to o tyle interesujace, ze to jest pierwszy raz kiedy rzeczywiscie mozna powiedziec, ze problem spowodowalam ja a potem jeszcze stary Boski tak mnie wkurwil, ze obydwoje polecielismy po bandzie. 

Podziwiam wszystkich, ktorzy bedac zmuszeni widywac czesto swoich tesciow lubia z nimi przebywac (tych co maja tesciow na odleglosc i widuja sie od swieta nie podziwiam, bo przez telefon to nawet ja potrafie).

Moze dla zabawy maly pokaz z panotikum zarzutow mojego tescia w czasie obustronnego lecenia po bandzie:

– ukrywam rodzine! (w sensie: ja. Chyba sadza, ze mam 12 ukrywanych braci a moja matka i ojciec zyja w ukryciu i tylko sciemniam, ze umarli)

– nastawiam Siostrunie przeciwko nim (bylam  mila i nie powiedzialam, ze Siostrunia ma ich w dupie)

– inteligencja u kobiet przynosi tylko szkode

albo tekst, ktory mnie ubawil do lez:

– “to moze sie przedstawie: Boski Starszy. Dokladniej Inzynier Boski Starszy” (w tle uslyszalam czolowke z Bonda).

W ramach lecenia po bandzie odpowiedzialam, ze jak juz jestesmy przy tych tytulach to ja jestem MAGISTER Agradabla Boska i i moglby to w koncu zapamietac a nie pisac wszedzie (w umowach na ubezpieczenie auta, ktore dla nas od lat robi),  Inz. Pan Boski i Agradabla Boska,  skoro juz tak pilnuje tytulow. 

Zgodnie z obietnica dana Boskiemu dawno przed przyjazdem wytrwalam w domu Boskich Starszych jeszcze calutkie 1,5 dnia bo wojnie. A teraz w koncu jestesmy w domu!!!!!

___

Zeby nie bylo tylko negatywnie. Byla tez Siostra Boskiego z rodzina. Maly Emil jest cudny. Jest takim milusim, sympatycznym dzieciaczkiem. Bawi sie sam, mamy nie wola nieomal wcale. Gosia jest w porownaniu do niego szalonym mamincyckiem. Emil je spokojnie 3 razy wiecej niz Gosia. Jest nizszy i ma ogromny brzuszek. Gosia wyglada przy nim jak patyczek. Oczywiscie Emil potrafi sie sam nakarmic. Gosia niby tez, ale tylko jak jest glodna a to bardzo wyjatkowa sytuacja. Bawili sie razem, tulili, siedzieli razem przy stoliku. Super

WIRUS GIGANT

Po odjezdzie Babci goraczka zaczela spadac i dzisiaj juz Gosia osiagnela standardowy pulap 36,8. Zostal jej katar, na szczescie wydmuchiwanie nosa okazalo sie byc swietna zabawa, wiec i z tym pomalu dajemy sobie rade.

Wirus gugantus zaskoczony regeneracyjnymi zdolnosciami dzidziusia przeskoczyl na tatusia i mamusie i oboje z Boskim umieramy. Dla mnie kosmiczna kombinacja: 37,6-8  C, lekko bolace wszystkie stawy i naprzemiennie dreszcze lub goraca. Do tego Kolezanka poszla spac juz od 00:08 po 2 godzinach lezenia, calowania, opowiadania bajek, siedzenia na nocniku, glaskania itd itd.

Jutro bedzie lepiej:)

MALE, SLODKIE PAZNOKCIE

Zawsze jak ktos chce podkreslic nieprzyjemnosci zwiazane z opieka nad malym dzieckiem podkresla, ze bajtlowi trzeba ciagle wymieniac pieluchy a to straszne.

Przyznam bez bicia, ze mnie wymiana pieluch jakos nigdy nie przeszkadzala. Moze dlatego, ze Kolezanka zaczela robic kupy do nocnika w wieku 10 miesiecy, a wymienic posikana pieluche a teraz odniesc nocnik to zadne bohaterstwo. 

Moim osobisty No. 1 na liscie rzeczy, ktorych nie znosze robic jest obcinanie paznokci. Raz w tygodniu przychodzi moment, kiedy jej malutki, slodki paznokiec zaczyna sie wbijac w moj pepek (w ktory Gosia wwierca palec przy usypianiu, nie wiadomo dlaczego) i wtedy juz wiem, ze MUSZE powalczyc.

“Na zywca” obcinac paznokcie sie nie da, bo by sie z krzyku rozpadla na kawalki, mnie wybila obojczyk a sasiadom popekaly bebenki. Trzeba poczekac az definitywnie usnie.

Wczoraj ten piekny moment nastal o 23:42+ 10 min na kompetny paraliz. Przy obcinaniu na spiaco i tak wyrywa reke lub podryguje, ale zwykle sie uda. Chociaz jedna reke/dzien.

Trzymam w zebach telefon, zeby mi swiecil na raczke, sciagam okulary zeby lepiej widziec (ach ta starosc) i tne! Brr. Taki stres. Ze sie obudzi, ze sie wyrwie, ze jak szarpnie reka to jej utne co nie mam. Potem padam zmeczona.

Ale ja mam problemy, co?:)

XXX

Babcia przyjechala pozajmowac sie troche Gosia bo mam sporo zalatwiania i impreze :)). Sa na spacerze. Usmialam sie po przyjsciu do mieszkania, bo zostawily lekki tajfun… pedantyczna Babcia a nie daje sobie rady z jednym, malym koczkodanem bez pazurkow?:)

DZIEN PO

Wczoraj mialam bardzo slaby dzien. Nie ma co wnikac w szczegoly, bo wiekszosc z nich byla slaba, skupie sie na spektakularnym zakonczeniu.

Okolo 17:00 Gosia przybiegla do mnie krzyczac: KUPKA! co oznacza siku. Juz posikana. Bylam zla, bo to nasza wina, ze sie zlala, bo ostatnie 2 dni darla sie kupka, ale miala pieluche, bo wiedzielismy, ze w drodze tej czy owej nie bedzie gdzie jej zaprowadzic. No to 3 dnia sie zlala.

Wzielam telefon, zeby napisac zazalenie Boskiemu a ona znowu; KUPKA. Dobra nie bede meczyc dziecka zciagnelam rajtuzki jednym szybkim ruchem a tam byla… kupka niestety. I to w formie plynnej.

Ale nie to jeszcze nie koniec. Byla ta kupka usmodrana cala od szyji w dol. Postanowilam, ze wsadze ja do wanny i wyprysznicuje. I to byl blad. Prysznic ja tak wystraszyl, ze jakims cudem wyskoczyla z wanny prosto na mnie. No i moglysmy kapac sie obie. Przyznam, ze to mnie juz zupelnie rozbroilo.

Reszta dnia byla tylko lepsza.

Za to dzisiaj rano zaczelysmy od wywalenia wszystkich korkow. Takiego, ze musialysmy zlezc na dol do pana z ochrony, zeby nam wlaczyl centralny korek, bo te w mieszkaniu byly wybite definitywnie.

Potem przyszla kolezanka z 3 letnim synkiem. Pierwszy raz widzialam Gosie tak super bawiaca sie z innym dzieckiem. Po prostu dwa diably pedzace jak Pampalini. 

No i kupilismy buty dzisiaj. Szare, zimowe. Gosia wybierala z 2 par. W tych od razu odbiegla a w tych drugich tak stala i gapila sie na czubki butow. Sadze, ze bieganie oznacza zzaprobowanie wyboru.

A teraz zaczyna sie po-spaniowa czesc dnia. Koniec zgloszenia.

WIGILIA I SWIATECZNA KOLACJA

Wczoraj bylam na imprezie firmowej. Ludzi w firmie jest chyba okolo 400 sztuk. Po dwoch latach w domu poznaje nielicznych. 

Bylam umawiac sie w sprawie ewentualnego powrotu do pracy na kawalek (pol?) etatu. Zanim zaczelam rozmawiac z szefem wszystkich szefow dowiedzialam sie, ze wyrzucili dyrektora finansowego, bo firma ma zle wyniki. Hmm, ja bym zaczela od handlowego. 

Finansowego sobie cenilam, bo byl bardzo rzeczowy. Jak na nasza firme stosunkowo stary (bo gdzies w polowie miedzy 40 a 50). Lubilam z nim dyskutowac o budzecie, bo byl twardy, mozna bylo rzucac slowami niecenzuralnymi, ale jako jeden z nielicznych zawsze wiedzial, ze dyskusja toczy sie ad rem nie ad personam, wiec po wyjsciu z “sali obrad” nie strzelal fochow, tylko odrazu przeskakiwal na “to co zjemy dzisiaj na deser”. Nie umiera. Moze jeszcze spotkamy sie w jakiejs firmie. 

Szef wszystkich szefow zawsze jest lekusko zbyt pozytywny. Zna mnie glownie z opowiadan, bo minelismy sie w dzwiach, dlatego nie wie, ze poprzedni szef twierdzil, ze powinnam sie nazywac Agradabla Boska – Richelieu. Innymi slowy, ze nie jestem specjalnie odpowiednia osoba do sciemniania. Zanim zaczelam rozmawiac z nim mowilam juz z ludzmi z HR, redakcji, BO, sprzedazy, IT i produktu. Potem troche dziwnie sie go sluchalo, jak wiedzialam jak naciaga pewne sprawy.

No w kazdym razie jakos tak mi ambicje opadly. Pokierowalam dyskusja tak, zebysmy spotkali sie w przyszlym tygodniu a do tego czasu sama sobie wymysle prace i dogadam sie z jakims szefem dzialu tak zebym jednak pracowala na przyklad 3 tygodnie z Blavy a potem na 1 przyjezdzala do Pragi, albo jakos tak. Bez ambicji, w cieniu. Zobaczymy. 

A dzisiaj bylismy na dorocznym spotkaniu rodziny Boskich z okazji swiat. Tym razem bylo bardzo kameralne. Tylko my i jeden kuzyn z rodzina. Malo co? jakos tak wyszlo. Tym sie dziecko urodzilo, tamtym za 5 minut urodzi. Inni to dziadkowie tych czy tamtych. Prawde mowiac nikogo specjalnie nie przekonywalismy (bo po co nam rodzice Boskiego na takim spotkaniu na przyklad jak nie bedzie innych w ich wieku). Bylo bardzo fajnie.

MALZENSKIE KOMPROMISY

Juz kilka lat jecze Boskiemu, ze bym chciala taki rowerek do cwiczen jak ma Siostrunia. Jesli mam cos robic to musze to robic systematycznie i musi mi byc przy tym cieplo a wiec taki domowy rowerek to swietny pomysl (przy telewizce tralalala)

Boski sie kreci, bo mu sie nie chce wybierac no i to spory wydatek. W koncu potrzebuje nowy komputerek i nowy materac, bo na tym naszym to bez strat w ludziach i sprzecie moze spac juz tylko fakir. Negocjujemy, negocjujemy. 

Krakowskim targiem ustalilismy, ze kupie sobie skakanke 🙂 Zycie.

KROTKIE VADEMECUM KARMIENIA PIERSIA

Poczytalam sobie dzisiaj kawalek jakiegos blogu typu “za lub przeciw karmieniu piersia”i na ten temat wypowiem sie w osobnym wpisie. 

Przy tej lekturze zdalam sobie sprawe, ze niby wszyscy propaguja karmienie piersia, ale nikt za bardzo nie mowi jak sie za to zabrac. Postanowilam wiec napisac o moich (laickich!) doswiadczeniach. Moze wpis znajdzie jakas zdesperowana mloda matka i jej sie przyda. Zobaczymy.

Moje szestero karmienia piersia:

1. Mleko jest w glowie – czytalam, ze tylko 3% kobiet ma na tyle powazne hormonalne problemy, ze nie jest w stanie wyprodukowac mleka. Czyli jesli sobie ustalisz, ze masz mleko to z duza prawdopodobnoscia dasz rade i bedziesz karmic! Zamiast zamartwiac sie, ze “moze masz za malo mleka” ustal sobie, ze masz akurat, bo najprawdopodobniej masz akurat 🙂

2. Musisz duzo pic – duzo to conajmniej 3-4l napojow dziennie. Najlepiej wody i lekkich herbatek. Nie ma co przesadzac z piciem mleka i sokow owocowych.

3. Musisz byc wypoczeta (w miare mozliwosci). Juz slysze ten krzyk: jak niby z malym dzieckiem? ano tak, ze jak dzidzius usnie to Ty tez musisz isc spac, a ze burdel w domu, no to jakis czas bedzie trzeba z tym zyc albo nieco zaprzegnac tatusia do pomocy. Nie ma sensu trzymac malucha godzine przy piersi – bo pewnie przysypia. Ponoc 70% mleka dziecko wypija w ciagu pierwszych 5 minut. No to idzmy na kompromis. max dlugosc karmienia na poczatku 30 min a potem dzidzius zacznie wcinac tak szybko, ze 3 minuty spokojnie wystarcza:) Szukaj czasu gdzie sie da i spij! Na poczatku jest trudno a potem tylko szybciej i latwiej:)

4. Musisz byc najedzona. Jesli u Twojego dziecka nie stwierdzono alergii to nie wprowadzaj diety eliminacyjnej. Po co? Moze nie przesadzaj z silnymi alergenami (bez truskawek i pomaranczy da sie chwile wytrzymac), ale jak dzidzius troche podrosnie sprobuj i tego. Jakby czlowieczek dostal duru plamistego to przestaniesz 🙂

5. Pozwol sobie pomoc – kiedys razem mieszkaly wielopokoleniowe rodziny i babcia/mama/ciotka pomogla, pokazala jak przylozyc dziecko. Teraz mamy od tego poradcow laktacyjnych/ polozne. Dzwonisz i za drobna oplata ktos Ci pomaga, wytlumaczy co zrobic zeby zwiekszyc produkcje mleka, jak trzymac dziecko, co jesc, pozyczy laktaror itd.  Lepiej sie zapytac niz zrezygnowac z karmienia bez walki.

6. Jesli sie nie uda karmic, to olej. Karmienie piersia jest super. Ale jesli nie masz mleka, wolisz butelke, wracasz do pracy albo z tysiaca innych powodow nie chcesz albo nie mozesz karmic to nie karm i tyle. Nasze pokolenie wyroslo na mleku modyfikowanym i nic nam nie brakuje. Przynajmniej sie wyspisz:)

 

I pare przydatnych ciekawostek:

–  w 3, 6 tygodniu, 3 i 6 miesiacu moze Cie spotkac przejsciowy spadek ilosci mleka (czytaj: gosc sie drze a z piersi nie chce wyleciec nawet kropla). Co trzeba zrobic? przeczekac. Przystawiac czesciej, pic herbatke na produkcje mleka i zajac sie czyms ciekawym, zeby sie nie martwic. Za pare dni wszystko wroci do normy. Ponoc w tych momentach zmienia sie sklad mleka bo dziecko rosnie i zaczyna miec inne potrzeby a Twoj organizm stara sie wyjsc mu na przeciw.

– nie oczekuj, ze zaraz po urodzeniu zaleje Cie fala mleka. Byc moze bedziesz musiala 2-3 dni poczekac. Ta troszka mleka ktora masz jest bardzo kaloryczna i bardzo istotna dla dziecka, wiec karm nawet jak Ci sie wydaje, ze nie masz czym:)

– wg WTO w pierwszych kilku tygodniach zycia dziecko powinno przybierac na wadze min 10 dkg/tydzien. Nie daj sie zestresowac, ze musi wiecej. Nie musi! Nie musi rowniez zaczac przybierac na wadze przed wyjsciem ze szpitala, ma na to cale 2 tygodnie! 

– jesli uznasz, (doktor uzna), ze dziecko za malo przybiera na wadze zamiast zaczac je od razu dokarmiac MM zacznij od sciagania wlasnego pokarmu godzine po karmieniu i ten pokarm podawaj dziecku. Przyczynisz sie jednoczesnie do zwiekszenia produkcji mleka. Mechanizm jest prosty… im wiecej mleka odciagniesz tym wiecej organizm wyprodukuje… ale znowu daj mu 2-3 dni. Jesli musisz dokarmiac zrob to skrzykawka a nie butelka! Jak bedzie za latwo to dziecko zacznie preferowac butelke zamiast piersi i po ptokach. Przed karmieniem piers nagrzej (na przyklad cieplym prysznicem) poleci wiecej mleka.

– jakby Ci sie robil zator (ciepla, twarda, bolaca piers) to staraj sie ja maksymalnie wyproznic (najlepiej przy pomocy dziecka albo laktarora), zrob obklady z twarozku albo bialej kapusty rozbitej jak kotlety. Po karmieniu mozesz piers schlodzic – ale nie zamrozic (zmniejszy sie produkcja mleka). Jesli to nie pomaga zjedz paralen. A jesli nadal nie pomaga idz do doktora. Nawet gdyby bylo trzeba jesc antybiotyki jest wiele, ktore mozna brac podczas karmienia (czego ja bylam ostatnio zywym przykladem)

czy-jest dodaje:

– po kilku tygodniach się karmienie na tyle stabilizuje, że piersi są “miękkie” przed i po karmieniu i może się wydawać, że mleka nie ma a jest 🙂 

– dziecko predzej czy pozniej nauczy sie lapac piers za pierwszym razem. Moj pierwszy syn sie przystawial po kilkadziesiat razy (!!!)zeby zlapac. Liczylam z placzem, bo on po prostu lapac sutka nie umial. Drugie dziecko zalapalo za pierwszym razem.

– kazde dziecko jest inne, wiec pewnie kazde karmienie tez 🙂

xxx

Jakby Wam wpadly do glowy jakies inne istotne sprawy zwiazane z karmieniem to piszcie, uzuplelnie. Moze sie ten wpis kiedys komus przyda. Jezeli wolicie karmic butelka, to przymknijcie oczy na ten wpis i do dziela:)

Każde dziecko jest inne, więc pewnie każde karmienie też 🙂 

LUDZKOSC WYMRZE

Gosia skonczyla 21 miesiecy. To znaczy, ze za rok musi isc do przedszkola, zebym ja mogla wrocic do pracy (tym razem juz musiala). I tak sie zastanawiam co niby z nia zrobie?

Przedszkola sa w Czesi otwarte od godziny 8 do 17, czyli nawet zakladajac, ze spedzila bym w pracy tylko przepisowych 9 godzin liczac z obiadem nie mam technicznej mozliwosci wcisnac sie z dojazdem do i z pracy. A jak wezmiemy pod uwage, ze nie pracuje przy pasie a narada zaczynajaca sie od godziny 17 to nie znowu taki wielki rarytas to juz nie mam pojecia jak to zorganizowac.

Tylko, ze ha ha i tak nie mam najmniejszej szansy, zeby Gosia sie dostala do przedszkola, bo za rok nie bedzie miala 5 lat… ani zadne z nas nie jest pracownikiem pedagogicznym… ani nie ma w tymze przedszkolu starszego rodzenstwa… czyli dupa. Po prostu mission imposible. 

Mamy niedaleko prywatne przedszkole… do ktorego zamierzam napisac w przyszlym tygodniu czy by nas moze nie wzieli za rok…

Jesli nie wezma do przedszkola trzeba bedzie znajezc jakas “babcie/ciocie” najlepiej mowiaca po polsku/angielsku/hiszpansku … byle nie po czesku, bo czeskiego to sie i tak nauczy. Alleluja, ze ja na babcie zarobie… ale gdybym jednak pracowala przy pasie to zadna szansa. Na razie nie mam pomyslu jak taka osobe znajezc i zeby byla fajna?

Druga sprawa to kwestia samej pracy. W zyciu nie pracowalam tylko 8h dziennie. Zawsze robilam jakies szalone projekty o ktorych zapomnieli mi powiedziec, ze sie nie da i przynajmniej pierwsze 2-3 miesiace pracowalam duzzo. Wiem, ze teraz bedzie sie to musialo zmienic. Ale ni chuja nie potrafie sobie wyobrazic jakiejs spokojniejszej pracy. Plus jesli bede pracowala duzo mniej to pytanie czy beda mi placic tyle, zebym to prywatne przedszkole zaplacila?

Doskonale rozumiem pracodawcow, ze nie przepadaja za matkami z malymi dziecmi. Po co sobie klopot robic jak moga miec mlodego/ bezdzietnego pracownika, ktory jest bardziej dyspozycyjny (jest i tyle!).

Wiadomo, jestem w fantastycznej sytuacji, ze jakby co Boski sie o nas postara. Umowmy sie jednak, ze nie kazda kobieta ma Boskiego i nie kazdy “Boski” ma mozliwosc sam utrzymac rodzine.

Wiec tak sobie mysle, jednego pieknego dnia kobiety powiedza: a takiego wala, nie bedziemy rodzic dzieci, zeby potem miec slaba prace, niska emeryture a w miedzyczasie calowac stopy strzelajacej fochy przedszkolanki, ze przyszlismy 10 min pozniej, bo … przyjechal Billl Gates i musialysmy zostac dluzej na spotkaniu, ale ze dostal w ryja i juz jestesmy…

Pewnego pewnego dnia na pytanie Hmm? odpowiemy Ny ny… i wyginemy… jak mamuty. I tak sie skonczy historia ludzkosci.

DZIKA FURIA

odwiedzila nas dzisiaj znajoma (ksiegowa z poprzedniej pracy) z corka (20 letnia). Przyszly o 17:30. O 20:15 Gosia dostala takiej kurwicy, ze uciekly. Przypuszczam, ze byla to kombinacja zmeczenia i glodu (choc godzine wczesniej zjadla miske makaronu), bo ostatnio miewa napady zaskakujacego apetytu. Niby wiem, ze dzieci tak po prostu maja, ale to byl taki szal, ze i teraz sie troche wstydze. Jak odeszly zjadla pol bulki… i polowe makaronu z zupki chinskiej. Czemu taki oryginalny zestaw? bo jak jest w takim szale to trzeba agenta do zadan specjalnych a tym niewatpliwie sa makaroniki z zupki chinskiej. Spokoj, spokoj przewrazliwiony czytelniku… z 4 raz w zyciu je jadla wiec raczej nie padnie od tej chemii. Jak ktos ma dziecko, ktore lubi jesc to moze wprowadzac zdrowa zywnosc, a jak ktos ma niejadka to sie cieszy jak dziecko zje cokolwiek. Moje jest na etapie, ze czasem zje sporo, ale dokladnie wybranej paszy. No i git:)

W trakcie zjadania makaronikow tak skakala po krzesle, ze z niego spadla i jeszcze sie jebla glowa o sciane. Normalnie by zaczala ryczec tak ze by sie pozygala. Ale dzisiaj oznaczylo by to strate MAKARONIKA wiec jak jej powiedzialam, ze zaraz wyzyga makaronik to zamarla i natychmiast sie uspokoila, zeby zadnego nie uronic przez przypadek!

Nadal jestem w szoku po tym szale. Dobrze, ze to tylko z 10 min trwalo i ostatniego takiego ataku nie pamietam juz miesiace, bo by mnie wykonczyla. Uff.