TEORIA ROWNOWAGI

Czlowiek nie moze miec non stop szczescia. No nie. Zaburzalo by to bieg natury, kolo fortuny i tak golnie swiatowa rownowage.

A teraz wlasnie place podatki od przyszlego szczescia. Moj cudny gigantus przestal tak bardzo ograniczac mowe a przeszlismy do etapu: gruzlica. Co ciekawe Gosi udalo sie zasnac mimo moich atakow kaszlu.

Tego by jednak bylo za malo. Dlatego wywalilam sie dzisiaj na chodniku i po krotkim locie na orbite spadlam na nagdarstek a potem na lokiec. Oj bolalo. Dostalam bardzo porzadnie. Nagdarstek jakoz zyje, gorzej z lokciem. Mysle, ze reki udalo mi sie nie zlamac bo ruszam wszystkimi palcami a jak nie krece lokciem to nawet nic mnie nie boli. Nie moge tak zupelnie wyprostowac lokcia, szybko ruszac reka albo podnosic czegokolwiek. Nie ma nastomiast opuchlizny i po krotkim kryzysie obseruje niespieszna, ale jednak tendencje zwyzkowa. Nie moge podnosic Gosi, co chyba uniemozliwi jutrzejszy spacer, bo balabym sie znosic ja z drugiego pietra a na wnoszenie chyba bym nie miala sily. Zobaczymy.

Napawa mnie to jednak optymizmem. Czuje przez skore, ze nie chodzi o poczatek 7 lat bidy z nedza, ale o maly przytup losu, ktory postanowil mi pokazac, ze jak chce, to moze. Nie pozostaje nic innego niz przyjac to z pokora. Dla zachowania rownowagi. 

GIGANTUS ATAKUJE – DZIEN NASTEPNY

Jest lepiej. Gosia zjadla dzisiaj 2 ciastka z hippa, 1 bulke, troche zupy i kuleczek nestle a przede wszystkim wypila budelke wody. To bardzo duza zmiana w porownaniu do … nic pare dni temu.

I u nas zmiany. Boskiemu bym rozkopala usmiech, ale to jak sie wydaje tylko chwilowe (bardzo dzierpial, ze musial sie od 19:30 do 21 zajmowac Gosia, wczesniej byl ze znajomymi z pracy, bo nagle zapragneli wyjsc na winko a jak wrocil to musialam w koncu zaczac pakowac prezenty!!!).

Gardlo zaczyna mnie bolec inaczej, w zasadzie mniej, tyle, ze jednoczesnie przestaje mowic, co nie jest specjalnie przyjemne.

Apropos pakowania prezentow, co roku Boski strzela fochy, ze pakuje prezenty, bo to takie nie istotne. Jak nie istotne, przeciez nie rzuce pod choinke plataniny niepodpisanych przedmiotow? Wez wytlumacz chlopowi. Oczywscie musialam pakowanie skonczyc wczesniej bo Goska wyla… jak wyszlam to ona stala i wyla a on siedzial obok niej i nic nie robil. Ja tez bym sie na jej miejscu nudzila. Potem jeszcze dostalam wyklad, ze jako MATKA po prostu mam pecha i jak chce to moge te prezenty pakowac w nocy. Jak to czytam to chyba polece go za chwile dziubnac lopata jednak, profilaktycznie.

Co do tego CRP, to cale badanie jest banalnie proste. Nabiera sie kropelke krwi z palca do takiej cieniutkiej rureczki a ta wklada do pudelka jak na chusteczki higieniczne. Krew jest zamknieta w pojemniku z jakas ciecza, pydelko pojemnik miesza miesza a potem pokazuje numerek. Do ok 38 git, wirus. Ponad 38 – bakteria, trzeba lowic antybiotykiem. Wszystko trwa 2 minuty. Koszt (u naszego lekarza) 7 EUR. Moim zdaniem to niewysoka cena za to, ze Gosia nigdy do tad nie musiala jesc antybiotykow “oslonowo” chociaz pare razy wysokie goraczki miewala.

Dobranoc Panstwu. 

CZY KTOS WIDZIAL MOJ SYROP?

Bylismy z Gosia u lekarza, bo pierwszy raz w zyciu troche kaszle. Doktorka ja zbadala, zbadala i pyta sie kiedy Gosia kaszle najwiecej? no to mowie, ze najwiecej to ona nigdy nie kaszle, po prostu od czasu do czasu zakaszle, ale za to od serca. A co z ta goraczka? wytlumaczylam, ze to chyba byla apropos Babci, bo potem zniknela jak reka odjal i pojawila sie tylko raz, na chwile.

Doktorka kazala zrobic badanie krwi (CRP?), ktore pokazalo, ze nie trzeba dawac malej antybiotyku,bo to wirus a nie bakteria ja zaatakowaly a  choroba, ktora powalila nas wszystkich to troche gorszy K-A-T-A-R-E-K. Czyli Sinupret + Stodal.

Po powrocie od lekarza spalysmy obie 3h w kawalku i od tego czasu Gosia zaczela troche jesc, pic i zachowywac sie jak nieomal-zupelnie-zdrowa dziewczynka. Bajer.

To tyle o Gosi.

 My z Boskim nadal jestesmy czesciowo w stanie smierci klinicznej. Wczoraj umieralam ja, dzisiaj umieral on. Poprawia sie jednak, wiec bedzie dobrze. Tylko syrop (ten Sinupret) gdzies posprztalam i nie moge znalezc. Ktokowiek widzial, ktokowilek wie…

Poza tym upieklam ciasteczka migdalowe. Oczywiscie w porownaniu do wzorcowych wyszly jakies mastodonty wielkie, ale dobre sa a to podstawa.

XXX

Niby ciszkiem na koncu, ale to dla mnie niezwykle wazna i smutna wiadomosc. Wczoraj umarl Vaclav Havel. Wielka to szkoda, bo to byl bardzio dobry czlowiek.

WIRUS GIGANT

Po odjezdzie Babci goraczka zaczela spadac i dzisiaj juz Gosia osiagnela standardowy pulap 36,8. Zostal jej katar, na szczescie wydmuchiwanie nosa okazalo sie byc swietna zabawa, wiec i z tym pomalu dajemy sobie rade.

Wirus gugantus zaskoczony regeneracyjnymi zdolnosciami dzidziusia przeskoczyl na tatusia i mamusie i oboje z Boskim umieramy. Dla mnie kosmiczna kombinacja: 37,6-8  C, lekko bolace wszystkie stawy i naprzemiennie dreszcze lub goraca. Do tego Kolezanka poszla spac juz od 00:08 po 2 godzinach lezenia, calowania, opowiadania bajek, siedzenia na nocniku, glaskania itd itd.

Jutro bedzie lepiej:)

MALE, SLODKIE PAZNOKCIE

Zawsze jak ktos chce podkreslic nieprzyjemnosci zwiazane z opieka nad malym dzieckiem podkresla, ze bajtlowi trzeba ciagle wymieniac pieluchy a to straszne.

Przyznam bez bicia, ze mnie wymiana pieluch jakos nigdy nie przeszkadzala. Moze dlatego, ze Kolezanka zaczela robic kupy do nocnika w wieku 10 miesiecy, a wymienic posikana pieluche a teraz odniesc nocnik to zadne bohaterstwo. 

Moim osobisty No. 1 na liscie rzeczy, ktorych nie znosze robic jest obcinanie paznokci. Raz w tygodniu przychodzi moment, kiedy jej malutki, slodki paznokiec zaczyna sie wbijac w moj pepek (w ktory Gosia wwierca palec przy usypianiu, nie wiadomo dlaczego) i wtedy juz wiem, ze MUSZE powalczyc.

“Na zywca” obcinac paznokcie sie nie da, bo by sie z krzyku rozpadla na kawalki, mnie wybila obojczyk a sasiadom popekaly bebenki. Trzeba poczekac az definitywnie usnie.

Wczoraj ten piekny moment nastal o 23:42+ 10 min na kompetny paraliz. Przy obcinaniu na spiaco i tak wyrywa reke lub podryguje, ale zwykle sie uda. Chociaz jedna reke/dzien.

Trzymam w zebach telefon, zeby mi swiecil na raczke, sciagam okulary zeby lepiej widziec (ach ta starosc) i tne! Brr. Taki stres. Ze sie obudzi, ze sie wyrwie, ze jak szarpnie reka to jej utne co nie mam. Potem padam zmeczona.

Ale ja mam problemy, co?:)

XXX

Babcia przyjechala pozajmowac sie troche Gosia bo mam sporo zalatwiania i impreze :)). Sa na spacerze. Usmialam sie po przyjsciu do mieszkania, bo zostawily lekki tajfun… pedantyczna Babcia a nie daje sobie rady z jednym, malym koczkodanem bez pazurkow?:)

DZIEN PO

Wczoraj mialam bardzo slaby dzien. Nie ma co wnikac w szczegoly, bo wiekszosc z nich byla slaba, skupie sie na spektakularnym zakonczeniu.

Okolo 17:00 Gosia przybiegla do mnie krzyczac: KUPKA! co oznacza siku. Juz posikana. Bylam zla, bo to nasza wina, ze sie zlala, bo ostatnie 2 dni darla sie kupka, ale miala pieluche, bo wiedzielismy, ze w drodze tej czy owej nie bedzie gdzie jej zaprowadzic. No to 3 dnia sie zlala.

Wzielam telefon, zeby napisac zazalenie Boskiemu a ona znowu; KUPKA. Dobra nie bede meczyc dziecka zciagnelam rajtuzki jednym szybkim ruchem a tam byla… kupka niestety. I to w formie plynnej.

Ale nie to jeszcze nie koniec. Byla ta kupka usmodrana cala od szyji w dol. Postanowilam, ze wsadze ja do wanny i wyprysznicuje. I to byl blad. Prysznic ja tak wystraszyl, ze jakims cudem wyskoczyla z wanny prosto na mnie. No i moglysmy kapac sie obie. Przyznam, ze to mnie juz zupelnie rozbroilo.

Reszta dnia byla tylko lepsza.

Za to dzisiaj rano zaczelysmy od wywalenia wszystkich korkow. Takiego, ze musialysmy zlezc na dol do pana z ochrony, zeby nam wlaczyl centralny korek, bo te w mieszkaniu byly wybite definitywnie.

Potem przyszla kolezanka z 3 letnim synkiem. Pierwszy raz widzialam Gosie tak super bawiaca sie z innym dzieckiem. Po prostu dwa diably pedzace jak Pampalini. 

No i kupilismy buty dzisiaj. Szare, zimowe. Gosia wybierala z 2 par. W tych od razu odbiegla a w tych drugich tak stala i gapila sie na czubki butow. Sadze, ze bieganie oznacza zzaprobowanie wyboru.

A teraz zaczyna sie po-spaniowa czesc dnia. Koniec zgloszenia.

WIGILIA I SWIATECZNA KOLACJA

Wczoraj bylam na imprezie firmowej. Ludzi w firmie jest chyba okolo 400 sztuk. Po dwoch latach w domu poznaje nielicznych. 

Bylam umawiac sie w sprawie ewentualnego powrotu do pracy na kawalek (pol?) etatu. Zanim zaczelam rozmawiac z szefem wszystkich szefow dowiedzialam sie, ze wyrzucili dyrektora finansowego, bo firma ma zle wyniki. Hmm, ja bym zaczela od handlowego. 

Finansowego sobie cenilam, bo byl bardzo rzeczowy. Jak na nasza firme stosunkowo stary (bo gdzies w polowie miedzy 40 a 50). Lubilam z nim dyskutowac o budzecie, bo byl twardy, mozna bylo rzucac slowami niecenzuralnymi, ale jako jeden z nielicznych zawsze wiedzial, ze dyskusja toczy sie ad rem nie ad personam, wiec po wyjsciu z “sali obrad” nie strzelal fochow, tylko odrazu przeskakiwal na “to co zjemy dzisiaj na deser”. Nie umiera. Moze jeszcze spotkamy sie w jakiejs firmie. 

Szef wszystkich szefow zawsze jest lekusko zbyt pozytywny. Zna mnie glownie z opowiadan, bo minelismy sie w dzwiach, dlatego nie wie, ze poprzedni szef twierdzil, ze powinnam sie nazywac Agradabla Boska – Richelieu. Innymi slowy, ze nie jestem specjalnie odpowiednia osoba do sciemniania. Zanim zaczelam rozmawiac z nim mowilam juz z ludzmi z HR, redakcji, BO, sprzedazy, IT i produktu. Potem troche dziwnie sie go sluchalo, jak wiedzialam jak naciaga pewne sprawy.

No w kazdym razie jakos tak mi ambicje opadly. Pokierowalam dyskusja tak, zebysmy spotkali sie w przyszlym tygodniu a do tego czasu sama sobie wymysle prace i dogadam sie z jakims szefem dzialu tak zebym jednak pracowala na przyklad 3 tygodnie z Blavy a potem na 1 przyjezdzala do Pragi, albo jakos tak. Bez ambicji, w cieniu. Zobaczymy. 

A dzisiaj bylismy na dorocznym spotkaniu rodziny Boskich z okazji swiat. Tym razem bylo bardzo kameralne. Tylko my i jeden kuzyn z rodzina. Malo co? jakos tak wyszlo. Tym sie dziecko urodzilo, tamtym za 5 minut urodzi. Inni to dziadkowie tych czy tamtych. Prawde mowiac nikogo specjalnie nie przekonywalismy (bo po co nam rodzice Boskiego na takim spotkaniu na przyklad jak nie bedzie innych w ich wieku). Bylo bardzo fajnie.

POLONEZA CZAS ZACZAC

Albumy dotarly. Troszke za ciemne zdjecia zrobili tym razem, ale generalnie bardzo ladne. W koncu to jednak nie jest album ze zdjeciami artystycznymi ale najzwyklejszy w swiecie album ze zdjeciami Gosi na pamiatke:) W zasadzie za kazdym razem jak go ogladam podoba mi sie bardziej a na prawde ciemnych zdjec jest moze 3 do 5 na 116 stron (na kazdej stronie jest kilka zdjec). Czyli nie tak zle.

Goska uwielbia ogladac swoje zdjecia, wiec bede miala okazje zobaczyc go jeszcze 2000 razy.

Tak wyglada okladka:

Okladka albumu a ten polonez, to ze Swieta juz moga zaczac skoro istotny prezent dotarl:)

ODFACEBOOKOWANIE

Postanowilam sie na jakis czas odfacebookowac.

Ostatnio zaczelam zagladac na Facebook zdecydowanie za czesto, co bylo odwrotnie proporcjonalne do ilosci wpisow, ktore zostawiali tam moi znajomi, a ktorych ilosc stopniowo spada. 

Nie ma sensu zagladac tylko po to, zeby sie dowiedziec, ze znowu sie nic nie zmienilo. Postanowilam, ze zagladac nie bede. Do odwolania.

Jutro wyruszamy na tydzien do Pragi.

TIK TAK, TIK TAK

Kazdego dnia rano obiecuje sobie, ze pojde spac wczesniej. 

Jak przychodzi pora poludniowego spania Kolezanki to nagle okazuje sie, ze tyle fajnych rzeczy mozna robic. Z Siostrunia przez Skypa pogadac, albo ze znajomymi. Obiadu kawalek przygotowac. Posprzatac. Nierobic nic i gapic sie w sufit w pojedynke. No i nie ide spac…

Kiedy po 23 Gosia w koncu usypia, po godzine lezenia razem z nia w lozku i czekania az usnie nagle dostaje skrzydel. Gadamy z Boskim, potem on idzie spac a ja ogladam, czytam, pisze, tancze nia linie. Po prostu cokolwiek. Nagle mam energii na rozdawanie.

A nastepnego dnia rano znowu obiecuje sobie, ze pojde spac wczesniej.

To moze jutro… ups dzisiaj?