Taťka

Jestesmy na spacerze. Boski prowadzi wozek ja niose kolezanke na barana.

Gosia krzyczy na caly glos: Taťka, Taťka , Taťka  (tatus) i posyla mu buziaki.

a Boski: – drugiego musimy miec syna

ja: – dlaczego?

Boski: – zeby Ciebie tez ktos kochal :))))

🙂

Zdjecia z Prowansji

Na wakacje pojechalismy w skladzie: Gosia, Matylda, rodzice Boskiego, Boski i ja. Wynajelismy na tydzien dom w Prowansji, konkretnej w malym miasteczku o nazwie Russillion. Wynajecie domu jest drogie, ale jak sie to rozlozy na 6 osob, to juz nie taka tragedia. Bylo fajnie 🙂

Cala grupa duzo podrozowala po okolicy, ja duzo czasu spedzalam w domu. Dom byl piekny i nie mialam ochoty go opuszczac wcale a wcale.

Wklejam pare zdjec, Russillionu, ktory widzialam, domu w ktorym mieszkalismy. Nie bede pokazywac tego co nie widzialam:)

Nad stolem jadalnym w ogrodzie rosly winogrona

  Winogrona

dom, patrzac od strony ulicy byl zupelnie niepozorny, w srodku … bajka. Moim zdaniem. Ale moze nie mam wielkich wymagan 🙂

dom Russilion

Ten ufoludek w oknie sypialni to ja 🙂 

dom Russilion

kuchnia…

kuchnia

nasza sypialnia

nasza sypialnia

a z sypialni wchodzilo sie do prywatnej lazienki… z widokiem

Lazienka

sypialnia rodzicow Boskiego:

sypialnia

sypialnia Matyldy…

sypialnia

duzy pokoj:

duzy pokoj

Matylda…

 Matylda w duzym

Gosia i ja… w czasie wieczornego spaceru. Jakby sie ktos pytal to usmiech mamy z Matylda firmowy, po Babci Krysi:)

Gosia i ja

Boski, Matylda i Gosia

w kuchennym oknie

przy wejsciu na cmentarz niedaleko wisialy konewki…

konewki na cmentarzu

 

widok na miasteczko

Russillion

dobra, wystarczy, zebym nie zanudzila, bo zdjec sa setki, jak zwykle 🙂 Ide zrobic sobie herbaty.

DEBILNI SLOWACY!

w drodze powrotnej ze sklepu z wozem drabiniastym pelnym zakupow na dole i Gosi z mina … zasuwaj szybko, bo jak mnie nie wyjmiesz do 5 minut to sama wyjde, musialam sie zmiescic miedzy slup a donice z kwiatkami.

Jeden pan tez sie musial zmiescic. Oboje uznalismy, ze mamy pierwszenstwo i nawet o wlos sie minelismy unikajac strat w ludziach i sprzecie.

Pan jednak postanowil mnie zjebac. W nieznanym mi jezyku. On sie na mnie darl po ugrofinsku ja na niego ‘bla bla bla i tak nikt nie wie co tam pan gada za glupoty”. Potem juz zupelnie wkurwony zakrzyknal po dziwnemu, ze wszyscy Slowacy to debile. A ja jemu, ze byc moze, tyle, ze ja nie jestem Slowaczka. I rozeszlismy sie.

Bardzo mnie ubawila ta potyczka slowna z ktorej poza debilnymi Slowakami  (Bogu ducha winnymi) nie zrozumialam nic 🙂

Kuk!

Wiem, jestem niesubordynowana, ze tak sobie wyjechalam nic nie mówiąc. Najpierw do Pragi, potem do Francji, znów Pragi a teraz Z. gdzie maja dom boscy starsi ( nie ma ich z nami!).

Gosia usnela a ja przymierzam się do czytania książki.

Zdjecia z Prowansji bedą jak tylko dojade do Blavy, na razie musisz się zadowolić stwierdzeniem, ze dom w którym mieszkalismy był cudowny a ja opuszczalam go niechętnie 🙂 Gosia, która dużo podrozowala z tata i dziadkami dostała po 4 dniach gorączki- albo zeby rosną albo odezwała się niechęć do podróży odziedziczona po mamusi.

Gosia nadal nie je (nowość: potrafi wybrać na co by się ewentualnie mogła skusić), za to chętnie kapie się w wannie razem ze mną (uff!) a nawet bez problemu wlazila do basenu (24c!). Gada coraz wiecej słowek ( na przykład: klucze/klice ( używa obie formy), balonik, piciu i siebie tez potrafi nazwać na zdjęciu).

2 dni temu minęła 4 rocznica naszego ślubu. Swietowania nie było. Nigdy nic nie swietujemy. Bilans: często gęsto bym pograla jego skalpem w krykieta, ale w zasadzie uważam nasz związek za ponadprzecietnie dobry – jestem mało wymagająca:). Dziś znowu musiałam ze sobą walczyć, żeby się nie poklocic, tym razem wygrał zdrowy rozsądek i się oddalilam 🙂

już 19 miesięcy nie pracuje. Długo. Zazdroszcze Krolikowskiej, ze niedługo wróci na kawałek etatu. U nas na razie brak technicznej możliwości. Przeprowadzić się do Pragi tylko z Gosia to idiotyzm. Pracować w Blave? Niby można, ale za mniejsza kasę nie ma sensu. No to czytam sobie, wymyslam różne projekciki i cieszę się, ze widzę zmiany jakie zachodzą w zachowaniu małej krolewny.

Jest dobrze:)

ZIMNO-CIEPLO

Cale zycie bylo mi zimno. Nawet pracujac w lecie w Hiszpanii zwykle mialam ze soba rekawiczki (wieczorami, ale jednak). O zimie nawet nie chce mowic, zwykle rozpadalam sie na kawalki. Prawde mowiac w zasadzie nie mialo znaczenia co na siebie wlozylam i tak nieomal non stop bylo mi zimno. Bylo mi zawsze strasznie zimno i wkurzala mnie tesciowa z “dobrymi radami”, ktorej zimni nie bylo i nie bedzie nigdy, bo jest zahartowana, bo lubi zimno no i wazy z 30-40 kg wiecej niz ja. 

Od czasu kiedy urodzilam Gosie wszystko sie zmienilo. Nie wiem czy to hormony zapracowaly czy jednak te 3kg na plus, ktore ciagle na sobie nosze maja takie znaczenie, ale jest to pierwszy okres w moim zyciu kiedy nie umieram na mysl o wyjsciu z domu. 

Mno… zaczelam tez rozumiec o co godzi takiej Nocnej-Zmianie albo innym, ktorzy twierdza, ze +27C to goraco. Rozwazam jednak o zostawieniu sobie tych kilogramow nawet jak skoncze karmic, bo juz nie chce odczuwac takiej strasznej obezwladniajacej zimy jak kiedys.

______

Boski rozmontowuje wozek, ktory Gosia rano pozygala a Gosia wisi na nim bo musi sie tulic koniecznie. W pewnym momencie nie wytrzymal i krzyknal: KURWA!

a Gosia: kulwa, kulwa, kulwa 

:))))))))))))))))))

MAKARONIK

Boski zawsze medzi, ze jak on sie zajmuje Gosia to jest porzadek a jak ja (caly dzien) to balagan. No, mam na to swoje zdanie.

W kazdym razie wczoraj wyszlam z sypialni po tym, jak Gosia zjadla ugotowany przez Boskiego makaron. 

Tego jeszcze nie widzialam! poza Gosia, podloga, kanapa makaron byl nawet na scianie. 

Tak, tak panie Boski gdzie drwa rabia… tam i makaronik sie moze przykleic do kontaktu. 

SPONSOR

Sponsorem dzisiejszego dnia jest slowo: “szyszka”. Najwyrazniej akurat to slowo jest konieczne w slowniku kazdej malej dziewczynki.

Rano w drodze do sklepu dawalam Gosi banana, zjadla tak 3/4 i zaczela sie krecic, ze nie chce. Sprobowalam jeszcze z 2 razy a potem sie poddalam i wyrzucilam resztke banana do kosza (nie byl w idealnym stanie, wiec nie bylo szansy, ze wytrzyma do wieczora). 

Za minute kolezanka zaczela sie drzec na cala ulice “AM, AM, BANIA! AM AM”. Nagle miala ochote jesc….

Dobrze, w sklepie kupilysmy bulke. Konkretniej dwa rohliki (takie dlugie typowe czeskie bulki), dalam jej polowe a druga do worka, zeby pani przy kasie widziala, ze nie kradne. 

Zjadla polowe i znowu krzyk na pol sklepu; “AM, AM, mama AM AM”. W drodze powrotnej zjadla drugie pol. 

Ale obiadek juz byl skromniejszy: wyjadla ziemniaki i marchewke z zupy kalafiorowej. 

Zobaczymy czy zechce zjesc cos na kolacje.

GOLEBICA

Wczoraj dalam takiego czadu, ze gdyby glupota mogla latac to ja bym jako golebica pod niebem spedzila z pol dnia. Wytlumaczenie mam jedno, bylam zmeczona jak pies, to mnie jednak nie usprawiedliwia. Przynajmniej o tym dniu bede pamietala jeszcze dlugo 🙂 Zadna tragedia nie miala miejsca, na szczescie moje “audytorium” to byli madrzy i wyrozumiali ludzie ale i tak wiesniak ze mnie pierwszej wody. 

Ciekawa jestem do bedzie opowiadal Boski o wizycie w Londynie. 

DYMI MI SIE Z USZU

Powiedzmy, ze posprzatalam, powiedzmy, ze sie spakowalam, wstawilam zmywarke, wypakowalam pralke, dotankowalam Gosie i zrobil sie srodek nocy.

No to napisze jeszcze o wampirach.

Wszystkie czesci przeczytalam jakis czas temu jednym tchem. Bardzo mi sie podobaly. 

A potem przyszla totalna porazka. Zobaczylam pierwsza czesc w formie filmowej. Robert Pattison w roli Edwarda Cullena. Do tego Pattison pomalowany jakims szaryb bzdziujstwem.

Mam wrazenie, ze wykonawcy tego filmu nie czytali ksiazki. Edward mial byc PIEKNY. Nie oblesny, niedomyty, wiesniarski kwadraciok Pattison. Fuj!

Do tego film byl (ta pierwsza czesc) tak slabo zrobiony, ze sie zastanawialam czy to przypadkiem nie jest zart. Ale nie byl. Ta panienka co gra narzeczona Edwarda – Isabele – tez jest slaba i dretwa, ale ona nie byla powalajaca nawet w ksiazce, ale ten chlop to jakies nieporozumienie.

Kolejnych czesci nigdy sie nie odwazylam ogladac. Taka szkoda. 

Uff, BYLO BLISKO

Wczoraj zadzwonilam do lekarza w sprawie wynikow testow na alergie Gosi.

Dr powiedziala, ze alergia na mleko juz minela (hurra!), ale ze niestety wyglada to na alergie na gluten, ze jej sie to tez wydaje dziwne, ale coz i ze mam przyjechac to zrobimy dodatkowe testy.

No to pojechalysmy z dusza na ramieniu. I co sie okazalo?

Tadam tadam…. test na gluten wyszedl negatywnie! Goska nie ma alergii na gluten.

Wartosc tajemniczego S-IgE wynosi w jej wypadku 275,8 ug/l (norma 0-144) wiec alergie na cos ma jak cwis, ale na szczescie nie jest to gluten. Hurraaaa! Juz sie widzialam oczami wyobrazni jak przestajemy jesc wszystko co z glutenem. Niedlugo wybieramy sie do immunologa. 

Poza tym powiedziala, ze w chwili obecnej wszystkie wyniki Gosi sa w porzadku i mam sie nie martwic, ze malo je. Ze ten typ najwyrazniej tak ma i mam sie nie przejmowac. 

Jako bonus dzisiaj kolezanka jadla calkiem znosnie. 

A na koniec ciekawostka: zeby nie bylo tylko rozowo to od wczoraj nie chce chodzic po dworze tylko woli sie nosic albo wozic. Nic jej nie jest ale jakos tak boi sie ludzi, bo w parku jak jest w miare pusto to szaleje. Wychodze jednak z zalozenia, ze nie mozna miec wszystkiego. Nie ma alergii na gluten? NIE MA! no to genialne dziecko mam! co nie?:)